Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]
- Автор: Бакстер Стивен М., Кларк Артур Чарльз
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7245-544-9
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]». Краткое содержание книги:
— Brązowe? To nie takie proste, Bobby. Jeśli w chromosomach matki znajdzie się gen błękitnych oczu, to część dzieci też będzie miała niebieskie.
— Niebieskie-niebieskie ojca, niebieskie-brązowe matki. Cztery kombinacje…
Tak. Czyli dwoje dzieci z czworga będzie miało niebieskie oczy.
— Hm…
Ja mam niebieskie, pomyślał. Heather ma brązowe. Wyszukiwarka była dostatecznie sprytna, żeby interpolować jego pytanie.
— Nie mam informacji o genetycznym dziedzictwie Heather. Jeśli chcesz, mogę to sprawdzić…
— Mniejsza z tym. Dziękuję.
Oparł się wygodnie. To było głupie pytanie. Ktoś z przodków Heather musiał mieć niebieskie oczy. Z pewnością. Samochód pędził przez gęstniejący mrok.
14. Lata świetlne
Hiram krążył po małym pokoju Davida: ciemna sylwetka na tle okna, za którym błyszczały nocne światła wieżowców Seattle. Podniósł wyblakłą fotokopię przypadkowego artykułu i przeczytał tytuł.
— „Lorentzowskie wormhole w grawitacyjnie ściskanej próżni”. — Kolejna oszałamiająca teoria?
David siedział na sofie, poirytowany i zaniepokojony nieoczekiwaną wizytą ojca. Rozumiał, że Hiram potrzebuje towarzystwa, żeby wypalić adrenalinę, uciec z nieustannie obserwowanego akwarium, jakim stało się jego życie. Wolałby tylko, żeby nie działo się to w jego przestrzeni osobistej.
— Chcesz się czegoś napić? Kawy albo…
— Kieliszek wina, z chęcią. Byle nie francuskiego. David podszedł do lodówki.
— Mam chardonnay. Niektóre kalifornijskie winnice są prawie do przyjęcia.
Wrócił z kieliszkami na sofę.
— A więc? — zapytał Hiram. — Te Lorentzowskie wormhole? David oparł się wygodnie i podrapał po głowie.
— Prawdę mówiąc, dochodzimy do ślepego zaułka. Technologia Casimira ma wewnętrzne ograniczenia. Równowaga dwóch nadprzewodzących płyt kondensatora, równowaga między siłami Casimira a odpychaniem elektrycznym, jest niestabilna i łatwo podlega zakłóceniom. Ładunki elektryczne, które musimy przenosić, są tak wielkie, że następują częste wyładowania w otoczenie. Troje ludzi zginęło wskutek pracy z WormCamami, jak doskonale wiesz z pozwów firm ubezpieczeniowych. Następna generacja wymaga czegoś dojrzalszego. Jeśli to uzyskamy, możemy zbudować o wiele mniejsze i tańsze WormCamy, sięgnąć z technologią o wiele dalej.
— Czy jest jakiś sposób?
— Możliwe. Inłektory Casimira to dość niezgrabna, dziewiętnastowieczna metoda tworzenia negatywnej energii. Lecz okazuje się, że takie zjawiska mogą pojawiać się w sposób naturalny. Jeśli przestrzeń zostaje dostatecznie mocno zakrzywiona, próżnię kwantową i inne fluktuacje można wzmocnić aż do… No cóż. Jest taki dość subtelny efekt kwantowy. Nazywamy to ściśniętą próżnią. Problem w tym, że według najlepszej znanej nam teorii potrzebna jest kwantowa czarna dziura, żeby uzyskać dostatecznie silne pole grawitacyjne. A zatem…
— A zatem szukasz lepszej teorii. — Hiram przerzucił papiery i zerknął na ręczne notatki Davida: równania połączone łukami strzałek. Rozejrzał się po pokoju. — Ani jednego ekranu w okolicy. Czy ty czasem wychodzisz? W ogóle wychodzisz? Czy może autoszofer wozi cię do pracy i do domu z nosem wlepionym w jakieś zakurzone artykuły? Gdy tu wylądowałeś, miałeś tę swoją francusko-amerykańską głowę wciśniętą w szeroką gościnną dupę. I do dziś tam pozostała.
David zjeżył się.
— Czy to ci przeszkadza, Hiram?
— Wiesz, jak bardzo polegam na twojej pracy. Lecz nie mogę powstrzymać uczucia, że straciłeś perspektywę.
— Perspektywę? Czego?
— WormCamu. Najważniejsze w nim jest to, co się dzieje tam. — Skinął na okno.
— W Seattle?
Hiram parsknął śmiechem.
— Wszędzie. A technika spoglądania w przeszłość jeszcze tak naprawdę nie zyskała popularności. — Wyraźnie podjął jakąś decyzję. Odstawił kieliszek. — Wiesz co, wybierz się jutro ze mną.
— Gdzie?
— Do fabryki Boeinga. — Wręczył synowi kartę z kodem kreskowym dla autoszofera. — O dziesiątej?
— Dobrze. Ale… Hiram wstał.
— Uważam, że jestem odpowiedzialny za uzupełnienie twojej edukacji, synu. Pokażę ci, jakie zmiany przynosi WormCam.
Bobby przyprowadził Mary, swój ą przyrodnią siostrę, do opuszczonego boksu Kate w Wormworks.
Mary obeszła biurko dookoła, dotknęła martwego ekranu, przejechała dłonią po przepierzeniach akustycznych. Wszystko było klinicznie czyste, uporządkowane, martwe. To jest to?
— Osobiste rzeczy zostały usunięte. Gliny zabrały parę drobiazgów, głównie akta pracy. Resztę wysłaliśmy do rodziny. Od tego czasu ludzie z kryminalistyki przeczołgali się przez wszystko.
— Wygląda jak czaszka, którą wylizał ścierwojad. Skrzywił się.
— Niezły obrazek.
— Ale mam rację, prawda?
— Tak…ale…
Ale, pomyślał, wciąż była jakaś niezatarta kate’owatość w tym anonimowym biurku, w tym fotelu, jakby w ciągu miesięcy, które tu spędziła, zdołała jakoś odcisnąć siebie we fragmencie czasoprzestrzeni. Ciekawe, ile czasu potrwa, zanim to uczucie zaniknie.
Mary przyglądała mu się z uwagą.
— Denerwuje cię to miejsce, prawda?
— Jesteś spostrzegawcza. I szczera do bólu. Uśmiechnęła się, ukazując diamenty — pewnie fałszywe — w przednich zębach.
— Mam piętnaście lat. To mój zawód. Czy to prawda, że WormCamy mogą zajrzeć w przeszłość?
— Gdzie o tym słyszałaś?
— Czy to prawda?
— …Tak.
— Pokaż mi j ą.
— Kogo?
— Kate Manzoni. Nigdy jej nie widziałam. Pokaż mi ją. Macie tu WormCamy, prawda?
— Oczywiście. To przecież Wormworks.
— Wszyscy wiedzą, że możecie WormCamem zajrzeć w przeszłość. A ty wiesz, jak je obsługiwać. A może się boisz? Tak jak się bałeś tu przyjść…
— Wypchaj się. I chodź.
Poirytowany zaprowadził j ą do klatki windy, która zwiozła ich kilka poziomów niżej, na stanowisko robocze Davida.
Davida nie było. Szef techników wyszedł im na spotkanie i grzecznie zaproponował Bobby’emu pomoc. Bobby upewnił się tylko, że instalacja jest włączona, i podziękował za towarzystwo. Usiadł na obrotowym fotelu przed biurkiem Davida i zaczął ustawiać pokaz. Palce z trudem trafiały w obce, manualne klawisze, świecące na ekranie.
Mary przysunęła sobie krzesło.
— Interfejs jest okropny. Ten David musi być jakimś retrodziwakiem.
— Powinnaś okazać mu trochę więcej szacunku. Jest moim przyrodnim bratem.
Prychnęła tylko.
— Czemu mam okazywać szacunek tylko dlatego, że stary Hiram nie umiał się powstrzymać? Zresztą, co ten David robi przez cały dzień?
— David pracuje nad nową generacją WormCamów. To coś, co nazywa technologią ściskanej próżni. — Wziął z biurka i wręczył jej kilka artykułów; przejrzała drobno zadrukowane równaniami strony. — Marzy, że wkrótce będziemy mogli otwierać tunele bez laboratorium pełnego nadprzewodzących magnesów. Taniej i dużo niniejsze…
— Ale wciąż będą w rękach rządu i wielkich korporacji. Tak?
Duży ekran, umocowany do przepierzenia przed biurkiem, rozjaśnił się wirem pikseli. Bobby usłyszał jęk generatorów zasilających wielkie, niezgrabne iniektory Casimira pod nimi; poczuł ostry zapach ozonu z potężnych pól elektrycznych. Maszyneria zbierała energię, a Bobby — jak zawsze — poczuł napływ podniecenia, wyczekiwania.