Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:

Majstar i Marharyta [be_lat]
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 101
Перейти на страницу:

— Jak sabie chočaš, ale hety čałaviek robić na mianie ŭražannie sama niadobraje.

Ja zasmiajaŭsia. Aha, a za što, ułasna, jon mnie spadabaŭsia? Sprava ŭ tym, što čałaviek biez siurpryza znutry, u svaim kuferačku, nie cikavy. Hetaki siurpryz u svaim kuferku Ałaizij (ia zabyŭsia skazać, što majho novaha znajomaha zvali Ałaizij Maharyč) — mieŭ. Kankretna, nidzie da hetaha ja nie sustrakaŭ i nie ŭpeŭnieny, što jašče sustrenu takoha razumnaha čałavieka, jak Ałaizij. Kali ja nie razumieŭ sensu ŭ jakoj-niebudź hazietnaj zamietcy, Ałaizij rastłumačvaŭ jaje mnie litaralna za adnu chvilinu, i było vidać, što tłumačyć jamu było zusim prosta. Hetaksama i žycciovymi zjavami i prablemami. Ale mała i hetaha. Začaravaŭ mianie Ałaizij svaim apantanym zachaplenniem litaraturaj. Jon nie supakoiŭsia da taho času, pakul nie ŭhavaryŭ mianie pračytać jamu moj raman ad pačatku da kanca, pryčym pra raman jon adhuknuŭsia vielmi dobra, ale z nievierahodnaj dakładnasciu, byccam prysutničaŭ pry hetym, raskazaŭ pra ŭsie zaŭvahi redaktara, što datyčyli hetaha ramana. Jon traplaŭ dakładna. Akramia hetaha, jon zusim pierakanaŭča rastłumačyŭ mnie, i ja zdahadvaŭsia, što jon nie pamylajecca, čamu moj raman nie moža być nadrukavany. Jon havaryŭ prosta: razdziel voś hety isci nie moža…

Artykuły nie kančalisia. Z pieršych ja smiajaŭsia. Ale čym bolej ich zjaŭlałasia, tym bolej mianialisia i maje adnosiny da ich. Druhaja stadyja była — zdziŭlennie. Niešta na redkasć falšyvaje i niaŭpeŭnienaje adčuvałasia litaralna ŭ kožnym radku kožnaha z hetych artykułaŭ, niahledziačy na ich pahrozlivy i ŭpeŭnieny ton. Mnie ŭsio zdavałasia, što aŭtary hetych artykułaŭ havorać — i ja nie moh pazbavicca hetaha adčuvannia, — nie toje što chočuć skazać i što lutasć u ich ad hetaha. A potym, ujavicie sabie, pryjšła i treciaja stadyja, stadyja strachu. Nie, nie ad samich artykułaŭ, zrazumiejcie, ale strach z-za inšych, jakija nie majuć adnosin da ramana, rečaŭ. Hetak, da prykładu, ja pačaŭ bajacca ciemry. Adnym słovam, pačałasia stadyja psichičnaje chvaroby. Varta mnie było pierad snom patušyć lampu ŭ maleńkim pakojčyku, jak pačynała zdavacca, što praz akienca, choć jano było i maleńkaje, ułazić niejki sprut z vielmi doŭhimi i chałodnymi ščupalcami. I spać mnie daviałosia sa sviatłom.

Maja kachanaja vielmi zmianiłasia (pra spruta ja joj, viadoma, nie havaryŭ, ale jana bačyła, što sa mnoj niešta niadobraje), pachudzieła i pabialeła, pierastała smiajacca i ŭsio prasiła ŭ mianie prabačyć joj za toje, što jana raiła mnie, kab ja nadrukavaŭ uryvak. Jana havaryła, kab ja kinuŭ usio, pajechaŭ na poŭdzień da Čornaha mora, patraciŭ na heta hrošy, jakija zastalisia ad sta tysiač.

Jana vielmi nastojvała, a ja, kab nie spračacca (niešta padkazvała mnie, što jechać da Čornaha mora nie daviadziecca), abiacaŭ joj zrabić heta na dniach. Ale jana skazała, što sama voźmie mnie bilet. Tady ja dastaŭ usie svaje hrošy, tysiač dziesiać, i addaŭ joj.

— Našto hetak mnoha? — zdziviłasia jana.

Ja skazaŭ niešta pra toje, što bajusia zładziejaŭ i prašu patrymać hrošy da majho adjezdu. Jana ŭziała ich, pakłała ŭ sumačku, pačała całavać mianie i havaryć, što joj było b lahčej pamierci, čym pakidać mianie ŭ takim stanoviščy adnaho, ale jaje čakajuć, jana nie moža nie padparadkavacca hetaj nieabchodnasci, što jana pryjdzie zaŭtra. Jana ŭprošvała mianie nie bajacca ničoha.

Heta było nadviačorkam, u siaredzinie kastryčnika. I jana pajšła. Ja loh na kanapu i zasnuŭ z niezapalenaj lampaju. Pračnuŭsia ja ad adčuvannia, što sprut tut. Vobmackam u ciemry ja ledźvie zmoh zapalić lampu. Kišenny hadzinnik pakazvaŭ dzvie hadziny nočy. Ja loh zachvarełym, a pračnuŭsia zusim chvory. Ja zrabiŭsia čałaviekam, jaki ŭžo nie vałodaje saboj. Ja ŭskryknuŭ, u mianie zjaviłasia dumka ŭciakać da niekaha, chacia b da majho zabudoŭščyka navierch. Ja zmahaŭsia sam z saboju, jak ašaleły. U mianie chapiła siły dabracca da piečki i zapalić drovy. Kali jany zatraščali i až zabryńčali dzviercy, mnie zrabiłasia krychu lahčej… Ja kinuŭsia ŭ piaredni pakoj, zapaliŭ sviatło, znajšoŭ butelku biełaha vina, adkarkavaŭ jaje i pačaŭ pić vino z rylca. Ad hetaha strach krychu pryhłuch, i, urešcie, ja nie pabieh da zabudoŭščyka i viarnuŭsia nazad da piečki. Ja adčyniŭ dzviercy hetak, što žar pačaŭ apalvać mnie tvar i ruki, i šaptaŭ:

— Zdahadajsia, što sa mnoj zdaryłasia biada. Pryjdzi, pryjdzi, pryjdzi!

Ale nichto nie pryjšoŭ. U piečcy roŭ ahoń, u vokny łupiŭ doždž. Tady zdaryłasia apošniaje. Ja dastaŭ z šuflady takija ciažkija spisy ramana i čarnavyja sšytki i pačaŭ palić ich. Heta strašenna ciažka rabić, tamu što spisanaja papiera haryć nieachvotna. JA, łamajučy paznohci, razdziraŭ sšytki, staviŭ ich pamiž palenami i kačarhoju razvarušvaŭ listy. Časam popiel pieramahaŭ mianie, dušyŭ połymia, ale ja zmahaŭsia, i raman z upartym supraciŭlenniem usio ž hinuŭ. Znajomyja słovy milhali pierada mnoj, žaŭcizna niaŭmolna paŭzła znizu ŭhoru pa staronkach, ale słovy ŭsio ž prastupali na ich. Jany znikali tolki tady, kali papiera čarnieła, i ja z lutasciu dabivaŭ jaje.

U hety čas u akno niechta pačaŭ cichieńka drapacca. Serca majo padskočyła, i ja apusciŭ apošni sšytak u ahoń i padbieh admykać dzviery. Cahlanyja prystupki viali z padvała da dzviarej na dvor. Spatykajučysia, ja padbieh da dzviarej i cicha spytaŭsia:

— Chto tam?

I hołas, jaje hołas, adkazaŭ mnie:

— Heta ja.

Nie pamiataju, jak ja spraviŭsia z łancužkom i klučom. Jak tolki ŭvajšła, jana adrazu ž prypała da mianie, usia mokraja, z mokrymi ščokami i rastrapanymi vałasami. Jana ŭsia kałaciłasia. Ja moh tolki pramović adno słova:

— Ty… ty? — i hołas moj abarvaŭsia, my pabiehli ŭniz.

Jana vyzvaliłasia ŭ piarednim pakoi ad palito, i my chucieńka ŭvajšli ŭ pieršy pakoj. Jana cicha ŭskryknuła i hołymi rukami vykinuła z piečki na padłohu apošniaje, što tam zastavałasia, pačak, jaki ŭžo zaniaŭsia znizu. Dym napoŭniŭ pakoj adrazu. Ja nahami zataptaŭ ahoń, a jana ŭpała na kanapu i zapłakała adčajna i niastrymna.

Kali jana zacichła, ja skazaŭ:

— Ja ŭznienavidzieŭ hety raman, i ja bajusia. Ja chvory. Mnie strašna.

Jana ŭstała i zahavaryła:

— Boža, jaki ty chvory! Za što, za što heta? Ale ja vyratuju ciabie, ja ciabie vyratuju! Što ž heta takoje?

Ja bačyŭ jaje apuchłyja ad dymu i sloz vočy, adčuvaŭ, jak chałodnyja ruki hładziać moj łob.

— Ja ciabie vyleču, vyleču, — marmytała jana i ŭpivałasia mnie ŭ plečy, — ty adnoviš jaho. Čamu, čamu ja nie pakinuła sabie adzin ekziemplar!

Jana askaliłasia ad złosci, niešta jašče havaryła niezrazumiełaje. Potym scisnuła huby i pačała zbirać i razhładžvać abharełyja arkušy. Heta byŭ niejki razdziel z siaredziny ramana, nie pamiataju jaki. Jana akuratna skłała abharełyja listki, zaharnuła ich u papieru, zviazała stužkaj. Jana avałodała saboj i dziejničała rašuča. Jana zapatrabavała vina, vypiła i zahavaryła spakojna.

— Voś jak davodzicca płacić za chłusniu, — havaryła jana, — i bolej ja nie chaču łhać. Ja zastałasia b u ciabie zaraz, ale mnie nie chočacca heta rabić takim čynam. Ja nie chaču, kab u jaho ŭ pamiaci zastałosia, što ja ŭciakła ad jaho nočču. Jon nikoli nie zrabiŭ mnie ničoha błahoha. Jaho vyklikali niečakana, u ich na zavodzie pažar. Ale jon chutka vierniecca. Ja pahavaru z im zaŭtra ranicaj, skažu, što ja kachaju druhoha, i nazaŭsiody viarnusia da ciabie. Skažy mnie, moža, ty nie chočaš hetaha?

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)