Majstar i Marharyta [be_lat]
- Автор: Булгаков Михаил Афанасьевич
- Язык: белорусский
- Жанр: Советская классическая проза
Электронная книга - «Majstar i Marharyta [be_lat]». Краткое содержание книги:
— Pardon! — adazvaŭsia Fahot. — Ja prašu prabačennia, ale tut niama čaho raskryvać, tut usio jasna.
— Nie, vybačajcie! Vykryccio patrebna abaviazkova. Biez jaho vašy bliskučyja numary pakidajuć hniatlivaje ŭražannie. Hladackaja masa patrabuje vykryccia.
— Hladackaja masa, — pierapyniŭ Siemplajarava nachabny hajer, — jak byccam ničoha nie havaryła? Ale, uličvajučy vaša hłybokapavažanaje žadannie, Arkadzij Apałonavič, ja, niachaj budzie pa-vašamu, zrablu vykryccio. Ale dla hetaha dazvolcie jašče adzin maleńki numarok.
— Kali łaska, — vielikadušna adkazaŭ Arkadzij Apałonavič, — ale abaviazkova z vykrycciom!
— Słuchajusia, słuchajusia. Tady dazvolcie zapytacca ŭ vas, dzie vy byli ŭčora viečaram, Arkadzij Apałonavič?
U čas hetaha zusim niepatrebnaha i chamskaha pytannia tvar u Arkadzija Apałonaviča zmianiŭsia, i vielmi mocna zmianiŭsia.
— Arkadzij Apałonavič učora viečaram byŭ na pasiedžanni akustyčnaj kamisii, — davoli pahardliva skazała žonka Arkadzija Apałonaviča, — ale ja nie razumieju, jakija adnosiny heta maje da mahii.
— Voj, madam! — pacvierdziŭ Fahot. — Naturalna, vy nie razumiejecie. A nakont pasiedžannia vy całkam pamylajeciesia. Vyjechaŭšy na toje pasiedžannie, jakoje, darečy, učora i nie namiačałasia, Arkadzij Apałonavič adpusciŭ svajho šafiora la budynka akustyčnaj kamisii na Čystych sažałkach (uvieś teatr zacich), a sam u aŭtobusie pajechaŭ na Jałochaŭskuju vulicu ŭ hosci da artystki razjaznoha rajonnaha teatra Milicy Andrejeŭny Pakabaćka i pravioŭ u jaje ŭ hasciach kala čatyroch hadzin.
— Voj, — pakutliva ŭskryknuŭ niechta ŭ poŭnaj cišyni.
Maładaja ž svajačka Arkadzija Apałonaviča zasmiajałasia hłuchim i strašnym smiecham.
— Usio zrazumieła! — uskryknuła jana. — I ja daŭno ŭžo padazravała heta. Ciapier mnie zrazumieła, čamu heta biezdar atrymała rolu Łuizy!
I niespadziavana zamachnułasia karotkim i toŭstym liłovym parasonam i ŭdaryła Arkadzija Apałonaviča pa hałavie.
Niahodnik Fahot, jon ža i Karoŭieŭ, kryknuŭ:
— Voś, pavažanyja hramadzianie, adzin z vypadkaŭ vykryccia, jakoha hetak nazojliva dabivaŭsia Arkadzij Apałonavič!
— Jak mahła ty, niahodnica, zakranuć Arkadzija Apałonaviča? — hrozna spytałasia žonka Arkadzija Apałonaviča i ŭstała ŭ łožy na ŭvieś svoj hihancki rost.
Druhi karotki prystup sataninskaha smiechu avałodaŭ maładoj svajačkaju.
— Užo chto-chto, — adkazała taja z rohatam, — a ja mahu začapić! — i druhi raz pačuŭsia suchi tresk parasona, jaki adskočyŭ ad hałavy Arkadzija Apałonaviča.
— Milicyja! Uziać jaje! — hetakim strašnym hołasam pratrubiła žonka Siemplajarava, što ŭ mnohich pachaładzieła serca.
A tut jašče kot vyskačyŭ da rampy i raŭnuŭ na ŭvieś teatr čałaviečym hołasam:
— Sieans skončany! Maestra! Urežcie marša!
Ašaleły dyryžor, nie razbirajučysia, što robić, uzmachnuŭ pałačkaju, i arkiestr nie zaihraŭ, i navat nie hrymnuŭ, i navat nie chvatanuŭ, a mienavita, adpaviedna miarzotnamu pažadanniu kata, urezaŭ niejki nievierahodny, ni z čym nie paraŭnalny pa razbeščanasci marš.
Na niejkaje imhniennie zdałosia, što byccam čuvać stali kolišnija, pad zorkami paŭdniovymi, u kafešantanie, niejkija małazrazumiełyja, paŭslapyja, ale razhulnyja słovy z hetaha marša:
Ieho prievoschoditielstvo
Lubil domašnich ptic
i bral pod pokrovitielstvo
Chorošieńkich dievic!!!
A mahčyma, i nie było nijakich hetakich słoŭ, a byli inšyja, na hetuju ž samuju muzyku, zusim nieprystojnyja. Hałoŭnaje nie heta, a toje, što ŭ Varjete pasla pačałosia niejkaje stoŭpatvarennie vaviłonskaje. Da siemplajaraŭskaje łožy biehła milicyja, na barjer lezli cikaŭnyja, čulisia strašennyja vybuchi rohatu, šalonyja kryki, jakija hłušyŭ załaty zvon arkiestravych talerak.
I vidać było, što scena raptoŭna apuscieła i što ašukaniec Fahot i nachabny kaciła Biehiemot rastali ŭ pavietry, znikli, jak znik raniej mah u kresle z vyliniałaju abiŭkaju.
Razdziel 13
ZJAŬLENNIE HIEROJA
Dyk voś, nieviadomy pakivaŭ Ivanu palcam i prašaptaŭ: „Cicha!”
Ivan zviesiŭ nohi z łožka i pryhledzieŭsia. Z bałkona asciarožna zaziraŭ u pakoj paholeny, ciomnavałosy, z vostrym nosam, ustryvožanymi vačyma i sa zviešanaj na łob pasmaj vałasoŭ čałaviek prykładna hadoŭ tryccaci vaśmi.
Pierakanaŭšysia, što Ivan adzin, i prysłuchaŭšysia, tajamničy naviedvalnik asmialeŭ i ŭvajšoŭ u pakoj. Tut Ivan ubačyŭ, što pryšelec apranuty ŭ balničnaje. Na im była bializna, čaraviki na bosuju nahu, na plečy nakinuty rudy chałat.
Pryšelec padmirhnuŭ Ivanu, schavaŭ u kišeniu zviazak klučoŭ, šeptam spytaŭsia: „Možna prysiesci?” — atrymaŭ zhodu kiŭkom hałavy i ŭmasciŭsia ŭ kresła.
— Jak vy siudy trapili? — padparadkujučysia znaku suchoha palca, šeptam spytaŭsia Ivan. — Na bałkonnych rašotkach zamki.
— Rašotki na zamkach, — pacvierdziŭ hosć, — dy Praskoŭia Fiodaraŭna, — dobry, ale niaŭvažlivy čałaviek. Ja ŭkraŭ u jaje miesiac tamu zviazak klučoŭ i takim čynam atrymaŭ mahčymasć vychodzić na ahulny bałkon, a jon idzie vakol usiaho budynka, i ciapier ja mahu naviedvać susiedziaŭ.
— Kali vy možacie vychodzić na bałkon, to vy možacie i ŭciačy. Ci vysoka? — pacikaviŭsia Ivan.
— Nie, ja nie mahu ŭciačy adsiul nie tamu, što vysoka, a tamu, što mnie ŭciakać zusim niama kudy. — I pasla paŭzy jon dadaŭ: — Značyć, siadzim!
— Siadzim, — adkazaŭ Ivan, uzirajučysia ŭ karyčnievyja, nadta niespakojnyja pryšelcavy vočy.
— Aha… — tut hosć raptam zatryvožyŭsia, — ale vy, spadziajusia, nie bujny? A? Bo ja, viedajecie, nie lublu šumu, baraćby, hvałtu i astatniaha ŭ hetym rodzie. Asabliva nienavisny mnie ludski kryk, ci heta kryk ad pakut, złosci, ci niejki inšy kryk. Supakojcie mianie, skažycie, što vy nie bujny?
— Učora ŭ restaracyi ja adnamu typu ŭ mordu zasviaciŭ, — mužna pryznaŭsia paet.
— Za što? — stroha spytaŭ hosć.
— Kali ščyra, to i biez pryčyny, — zbiantežana adkazaŭ Ivan.
— Nieparadak, — asudziŭ Ivana hosć i dadaŭ: — Akramia taho, što heta za słoŭcy: u mordu zasviaciŭ? Nieviadoma, što ŭ čałavieka, morda ci tvar. Mabyć, usio ž tvar. Tamu, viedajecie, kułakami… Nie, heta vy kińcie raz i nazaŭsiody.
Hosć pasvaryŭsia na Ivana takim čynam i spytaŭ:
— Prafiesija?
— Paet, — čamuści nieachvotna pryznaŭsia Ivan.
Pryšelec zasmuciŭsia.
— Voj, jak mnie nie šancuje! — uskliknuŭ jon, ale tut ža spachapiŭsia, paprasiŭ prabačennia i spytaŭ: — A jak vaša prozvišča?
— Biazdomny.
— Voj, voj… — skazaŭ hosć i pamorščyŭsia.
— A vam što, maje vieršy nie padabajucca? — zacikaviŭsia Ivan.
— Žach, jak nie padabajucca.
— A što vy čytali?
— Nijakich ja vašych vieršaŭ nie čytaŭ! — niervova ŭskliknuŭ hosć.
— Dyk čamu ž vy havorycie?
— Nu, a što tut takoha, — adkazaŭ hosć, — byccam ja inšych nie čytaŭ? Miž inšym… Chiba što cud? Dobra, ja hatovy pavieryć. Dobryja vašy vieršy, skažycie sami?
— Pačvarnyja! — raptam smieła i ščyra pryznaŭsia Ivan.
— Nie pišycie bolej! — paprasiŭ umolna pryšelec.
— Abiacaju i klanusia! — uračysta pramoviŭ Ivan.
Klatva była zamacavana pociskam ruk, i ŭ hety čas u kalidory pačulisia miakkija kroki i hałasy.
— Cicha, — prašaptaŭ hosć, vyskačyŭ na bałkon i zamknuŭ za saboju rašotku.
Zazirnuła Praskoŭia Fiodaraŭna, spytała, jak Ivan siabie adčuvaje i jak choča spać — u ciemry ci sa sviatłom. Ivan paprasiŭ sviatło pakinuć, i Praskoŭia Fiodaraŭna pajšła, pažadaŭšy chvoramu spakojnaje nočy. I kali ŭsio scichła, znoŭ viarnuŭsia hosć.
Ion šeptam paviedamiŭ Ivanu, što ŭ 119-ty pakoj pryviezli novieńkaha, niejkaha taŭstuna z čyrvonym tvaram, jaki ŭvieś čas marmyča pra niejkuju valutu ŭ vientylacyi i klaniecca, što ŭ ich na Sadovaj pasialiłasia niačystaja siła.