Inny wiatr [The Other Wind - pl]
- Автор: Гуин Урсула К. Ле
- Серия: Ziemiomorze #6
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7337-353-5
- Переводчик: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Inny wiatr [The Other Wind - pl]». Краткое содержание книги:
W „Innym wietrze” powracamy do Ziemiomorza, Archipelagu, w którym mieszkają magowie i smoki, i do bohaterów znanych z poprzednich tomów: Geda, Tenar, Tehanu, Arrena, Irian… Czas bowiem połączyć rozproszone wątki, czas pokazać, ku czemu wiodło przeznaczenie.
Mój lud czuje gniew i zazdrość. Ci, którzy pozostali tu, na wiatrach świata, zaczynają łączyć się w grupy bądź samotnie odwiedzać wyspy ludzi, powtarzając: „Ukradli pół naszej krainy, teraz my odbierzemy im cały zachód i przegnamy ich stąd, aby nie mogli zarażać nas swoim dobrem i złem. Nie włożymy głów w ich jarzmo”.
Nie próbują jednak zabijać mieszkańców wysp, bo pamiętają czasy obłędu, gdy smok zabijał smoka. Nienawidzą was, ale nie będą was zabijać. Chyba że wy spróbujecie zabijać ich.
Jedna z tych grup przybyła na tę wyspę, Havnor. My nazywamy ją Zimnym Wzgórzem. Smok, który stanął przed wami i rozmawiał z Tehanu, to mój brat, Ammaud. Inni chcą przegnać was na wschód, lecz Ammaud, podobnie jak ja, wypełnia wolę Kalessina i próbuje uwolnić mój lud od jarzma, które wy nosicie. Dzieci Kalessina chcą uchronić oba nasze ludy, ale czy zdołają? Smoki jednak nie mają króla i nie słuchają nikogo. Latają tam, gdzie zechcą. Przez jakiś czas posłuchają mnie i mojego brata, w imię Kalessina. Ale niedługo. I nie boją się niczego na świecie, poza waszą magią śmierci.
Ostatnie słowo zadźwięczało ostro w wielkiej sali.
Król odezwał się pierwszy. Podziękował Irian.
— Twoje szczere słowa przynoszą nam zaszczyt. Na moje imię, przysięgam, że my także mówić będziemy prawdę. Błagam cię zatem, córko Kalessina, który przyniósł mnie do mego królestwa, wyjaśnij, czego lękają się smoki. Sądziłem, że nie boją się niczego w tym świecie ani poza nim.
— Boimy się waszych zaklęć nieśmiertelności — odparła otwarcie.
— Nieśmiertelności? — Lebannen zawahał się. — Nie jestem magiem. Mistrzu Onyksie, jeśli córa Kalessina zgodzi się, przemów w mym imieniu.
Onyks wstał. Irian spojrzała na niego z zimną obojętnością i skinęła głową.
— Pani Irian — zaczął czarnoksiężnik — my nie rzucamy zaklęć nieśmiertelności. Jedynie czarnoksiężnik Cob usiłował umknąć śmierci. Aby to uczynić, wypaczył naszą sztukę. — Mówił wolno i bardzo ostrożnie, starannie dobierał słowa. — Nasz Arcymag wraz z moim panem, królem, i z pomocą Orm Embara zniszczył Coba i wyrządzone przez niego zło. Arcymag poświęcił całą swą moc, aby uleczyć świat, przywrócić równowagę. Żaden inny mag za naszego życia nie próbował… — urwał nagle.
Irian spojrzała wprost na niego. Spuścił wzrok.
— Mag, którego zniszczyłam — powiedziała — Mistrz Przywołań z Roke, Thorion. Czego pragnął?
Wstrząśnięty Onyks nie odpowiedział.
— Powrócił z martwych — dodała — ale nie żywy, jak Arcymag i król. Był martwy, lecz wrócił poza mur dzięki swej sztuce, waszej sztuce, waszej, ludzi z Roke! Jak mamy ufać waszym słowom? Zakłóciliście równowagę świata. Czy możecie ją przywrócić?
Onyks popatrzył na króla, głęboko poruszony.
— Panie, nie jest to miejsce do omawiania podobnych spraw, przy wszystkich. Najpierw musimy się dowiedzieć, o czym rozmawiamy, co mamy robić…
— Roke strzeże swych sekretów — w głosie Irian zabrzmiała spokojna wzgarda.
— Ale na Roke… — zaczęła Tehanu, nie wstając. Jej słaby głos ucichł. Książę Sege i król gestem polecili, by mówiła dalej.
Wstała. Z początku odwracała od członków rady lewą stronę swej twarzy. Słuchający jej tłum siedział bez ruchu na ławach, niczym obdarzone oczami kamienie.
— Na Roke jest Gaj Wewnętrzny — rzekła. — Czy nie to miał na myśli Kalessin, mówiąc o lesie stojącym pośrodku świata, siostro? — Odwracając się do Irian, pokazała słuchaczom swą całą zniszczoną twarz, zapomniała jednak o ich obecności. — Może musimy się tam udać, do środka świata.
— Udam się tam — rzekła Irian z uśmiechem.
Obie spojrzały na króla.
— Zanim wyślę was na Roke albo udam się tam z wami — powiedział powoli — muszę wiedzieć, o co toczy się gra. Mistrzu Onyksie, przykro mi, że sprawy tak poważne i niebezpieczne każą nam otwarcie rozmawiać o wszystkim. Ufam jednak, że jeśli znajdę właściwy kurs, moi doradcy mnie poprą. Rada musi wiedzieć, czy nasze wyspy mają lękać się ataków ludu zachodu, czy też rozejm potrwa dalej.
— Potrwa — odparła Irian.
— Możesz powiedzieć, jak długo?
— Pół roku — zaproponowała lekko, jakby mówiła: dzień czy dwa.
— Utrzymamy rozejm przez pół roku w nadziei, że po nim nastanie pokój. Czy mam rację, pani Irian, zgadując, że twój lud, nim zawrze z nami pokój, zechce wiedzieć, czy wtrącanie się naszych czarnoksiężników w sprawy życia i śmierci im nie zagrozi?
— Czy nie zagrozi nam wszystkim — przytaknęła Irian. — Tak.
Lebannen zastanowił się chwilę. W końcu odezwał się swym najbardziej królewskim, przyjaznym, uprzejmym tonem.
— Uważam tedy, że powinienem udać się z wami na Roke. — Odwrócił się w stronę ław. — Członkowie rady, po ogłoszeniu rozejmu musimy dążyć do pokoju. Ponieważ władam w imię Pierścienia Elfarran, muszę udać się wszędzie, gdzie trzeba, by to osiągnąć. Jeśli dostrzegacie coś, co mogłoby przeszkodzić tej wyprawie, przemówcie tu i teraz. Możliwe bowiem, iż na szali spoczywa równowaga władzy w Archipelagu i równowaga całego świata. Jeżeli mam wyruszyć, muszę uczynić to teraz. Nadchodzi jesień, a droga na Roke nie jest krótka.
Kamienie z oczami siedziały długą chwilę, patrząc na niego w milczeniu. W końcu odezwał się książę Sege:
— Wyruszaj zatem, mój panie i królu, a nasza nadzieja i zaufanie będzie ci towarzyszyć. Niechaj magiczny wiatr wypełnia twe żagle.
Wśród doradców rozległ się cichy pomruk zgody. Tak, tak, słusznie prawi.
Sege zapytał, czy są jakieś pytania. Nikt się nie odezwał. Zamknął obrady.
Lebannen zwrócił się do niego, wychodząc z sali tronowej:
— Dziękuję ci, Sege.
— Biedacy — odparł stary książę. — Znaleźli się pomiędzy tobą i smokiem. Cóż jeszcze mogli powiedzieć?
ROZDZIAŁ 4
„DELFIN”
Nim król mógł opuścić stolicę, należało uzgodnić wiele spraw i poczynić sporo ustaleń. Pozostawało także pytanie, kto właściwie uda się z nim na Roke. Oczywiście musiały mu towarzyszyć Irian i Tehanu, a Tehanu chciała mieć przy sobie matkę. Onyks oznajmił, iż z całą pewnością należy zabrać Olchę i pelnijskiego czarnoksiężnika Seppela, Kunszty Palneńskie bowiem zajmowały się także kwestią granicy pomiędzy życiem a śmiercią. Król, jak już wielekroć wcześniej, wybrał na kapitana statku Toslę. Książę Sege miał pod nieobecność władcy zarządzać sprawami państwowymi, przewodząc grupie wybranych członków rady.
Lebannen sądził, że wszystko już ustalono, gdy dwa dni przed wypłynięciem przyszła do niego Tenar.
— Czekają cię rozmowy o wojnie i pokoju, o walce ze smokami, i o sprawach jeszcze ważniejszych. Jak twierdzi Irian, sprawach dotyczących równowagi całego Ziemiomorza. Ludzie z Wysp Kargadzkich powinni wysłuchać owych dyskusji i zabrać w nich głos.
— Ty będziesz ich przedstawicielką.
— Nie, nie jestem poddaną Najwyższego Króla. Jedyna osoba, która może go reprezentować, to jego córka.
Lebannen cofnął się o krok, odwrócił głowę i rzekł głosem stłumionym od wysiłku, jaki włożył w opanowanie gniewu:
— Wiesz, że absolutnie nie nadaje się do podobnej wyprawy.
— Nic mi o tym nie wiadomo.
— Brak jej wykształcenia.
— Jest inteligentna, silna i odważna. Zdaje sobie sprawę, czego wymaga jej pozycja. Nie przygotowano jej do rządzenia, ale czego zdoła się nauczyć zamknięta w Pałacu Rzecznym, w otoczeniu służek i dam dworu?