Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
kominkiem siedział Harry. Snape zatrzymał się na chwilę, a następnie ruszył w jego
stronę, ale wtedy coś się stało. Wizja zatrzymała się nagle, po czym obraz cofnął się i
Snape ponownie wszedł do Pokoju Wspólnego, przeszedł kawałek i wszystko kolejny
raz się zatrzymało, zaczęło falować, zanikać i znowu się cofnęło. W końcu wszystko
pochłonęła ciemność i na pewien czas zapadła całkowita cisza.
Po chwili jednak z mroku zaczęły wyłaniać się kształty. Była to Wielka Sala,
przystrojona świątecznymi dekoracjami. Przy stole nauczycielskim siedzieli wspólnie
nauczyciele i uczniowie, w tym również Harry i Snape. Dumbledore, przyodziany w
swą odświętną purpurową szatę, wygłaszał właśnie świąteczną mowę. Wszyscy
wpatrywali się w dyrektora z uśmiechami na twarzy, jedynie Snape patrzył na niego
ponurym wzrokiem.
- ...Życzę wam wszystkim wytrwałości i odwagi na krętych ścieżkach życia,
najeżonych przeszkodami i trudnymi wyborami, ale wiedzcie, że zawsze odnajdziecie
drogę, jeżeli tylko będziecie podążali za światłem miłości. Życzę wam także, aby te
święta zmieniły coś w waszym życiu, abyście mogli przeżyć je w radości i z
uśmiechem na twarzy - Dumbledore zerknął w kierunku skwaszonego Snape'a, a
jego oczy zamigotały. - I mam nadzieję, że za rok również się tu spotkamy,
niezależnie od tego, co się w międzyczasie wydarzy.
W tym samym momencie Snape zmarszczył brwi, odwrócił wzrok i zatrzymał go na
płonącej w lichtarzu świecy.
Och, wydarzy się i to bardzo wiele... Czarny Pan będzie martwy, Potter również, ty,
jeżeli mi się poszczęści, także... a mnie już dawno tu nie będzie...
- A teraz wystarczy już, bo pewnie jesteście równie głodni jak ja. Wesołych Świąt,
pełnego brzucha i dobrej zabawy! - zawołał jowialnie dyrektor i wszyscy zaczęli bić
brawa, łącznie z Harrym. Mistrz Eliksirów klasnął dwa razy, musnął wzrokiem twarz
Harry'ego i szybko przeniósł go ponownie na płomień świecy, który rozrósł się,
pochłaniając całą scenę i zmieniając ją w kolejną.
Z płomieni wyłoniła się sypialnia Snape'a, pogrążona w mdłym świetle zaledwie kilku
zapalonych świec. Harry i Snape stali w drzwiach do łazienki. Severus obejmował
Harry'ego ramionami, a chłopak wtulał twarz w jego pierś. Był blady i drżał lekko.
- Nic ci nie będzie... prawda?
Snape poruszył się i odsunął, ujmując twarz Harry'ego w dłonie i unosząc ją do góry.
Spojrzał mu prosto w oczy i powiedział cicho:
- Nie, nic mi nie będzie. To był tylko sen.
- Obiecujesz? - W głosie Harry'ego zabrzmiała desperacja.
- Obiecuję - odparł mężczyzna, a na jego twarzy pojawił się ledwie widoczny, krzywy
uśmiech. - Twoja troska jest wzruszająca, Potter. - Snape puścił jego twarz i
wyprostował się. - A teraz wracaj do łóżka. Chyba nie masz zamiaru stać tutaj do
rana i użalać się nad sobą?
Harry uśmiechnął się mimowolnie.
- Nie - odparł.
- A to nowość - prychnął mężczyzna, odsuwając się i odwracając głowę. Jego głos
stał się nagle ostrzejszy. - Przecież ty tak uwielbiasz się nad sobą użalać.
Ciągle muszę cię niańczyć, Potter, pocieszać, wspierać, wyciągać z kolejnego dołka,
w który postanowiłeś wdepnąć w tej swojej spirali samounicestwienia. Ciągle tylko
jęczysz i zawodzisz. Doprowadzasz mnie do białej gorączki. Jak taki nadwrażliwy,
żałosny dzieciak może być uważany za tajną broń w walce przeciwko Czarnemu
Panu? Jak Dumbledore może być aż tak pomylony, by uważać, że go pokonasz?
Jesteś zbyt słaby, zbyt głupi...
- Nie użalam się - odparł Harry. - Miałem tylko zły sen. Powiedziałem ci, że możemy
już iść spać.
- To dobrze, bo mam dosyć niańczenia cię - odparł cierpko Snape.
Gardzę takimi słabeuszami jak ty. Nie masz do zaoferowania niczego
wartościowego. Żadnej nadzwyczajnej mocy, żadnej cechy, która mogłaby mnie
zainteresować. Nic, poza wiernością i oddaniem, ale te można wypracować u
każdego zgarniętego z ulicy psa. Gdybyś nie był mi potrzebny do zabicia Czarnego
Pana, to w ogóle nie zawracałbym sobie tobą głowy.
Obraz zaczął falować i rozmywać się. Nałożyły się na niego cienie innych scen.
Ponownie znajdowali się w komnatach Mistrza Eliksirów, siedząc w fotelach
naprzeciw siebie.
- Ciekaw jestem... co by się stało, gdybyś to ty wypił ten eliksir? Jakie jest twoje
największe pragnienie? - zapytał Harry, uśmiechając się szelmowsko.
Oczy Severusa rozświetlił nagły, krótki rozbłysk, kiedy odwrócił głowę w stronę
biblioteczki. Przyglądał jej się przez chwilę, a w eterze rozbrzmiała echem jedna, ale
bardzo wyraźna myśclass="underline"
Opanuj się! Natychmiast się opanuj!
Powoli odwrócił się z powrotem w stronę Harry'ego. Jego oczy znów były czarne jak
tafla jeziora w czasie bezwietrznej nocy, a twarz nieczytelna.
- Ja niczego nie pragnę, Potter - odparł twardo z goryczą w głosie. - Jestem teraz
zajęty - rzucił nagle, zrywając się z fotela i odwracając w stronę swojej sypialni - więc mam nadzieję, że sam trafisz do wyjścia. Żegnam. - Po tych słowach ruszył naprzód i
w kilku krokach opuścił pomieszczenie, głośno trzaskając drzwiami. Kiedy znalazł się
sam w swej pogrążonej w ciemności sypialni, oparł się plecami o drewnianą
powierzchnię, pochylił głowę i zacisnął powieki.
Obraz zadrżał i rozbił się na bardzo wiele odłamków, a w każdym z nich zamajaczyło
odbicie wielu różnych scen. Po chwili jednak wszystkie połączyły się w jedną,
ukazując rozległe, pogrążone w mroku pomieszczenie, pod którego ścianami stało
kilkadziesiąt osób odzianych w ciemne szaty, kaptury i maski. Absolutna, pełna
zgrozy cisza, która wisiała w powietrzu, była wynikiem rozgrywającej się na środku
pomieszczenia sceny. Wzrok wszystkich obecnych skierowany był na odzianego w
czerń mężczyznę, przywiązanego za nadgarstki do ciężkich, zwieszających się z
sufitu magicznych łańcuchów. Jego plecy były obnażone, a głowa pochylona do
przodu, ukrywając twarz pod kurtyną czarnych włosów. Jego klatka piersiowa unosiła
się i opadała w płytkich, szybkich oddechach. Unieruchomione w kajdanach dłonie
zaciskały się w pięści z taką siłą, iż paznokcie wbijały się w skórę i po jego
nadgarstkach spływała krew, wsiąkając w mankiety szaty.
Stojący przed nim Voldemort opuścił różdżkę, w jego czerwonych oczach płonął
gniew.
- Zawiodłeś mnie. Wydałem ci jasny rozkaz, a ty go zignorowałeś. Nie tego
spodziewałem się po jednym z moich najwierniejszych sług. Miałeś wyciągnąć z nich
informacje, bardzo ważne dla nas informacje. A nie zabijać! - ryknął z wściekłością,
która zamieniła jego twarz w upiorną maskę.
Severus poruszył się i uniósł głowę. Jego czarne, pozbawione jakichkolwiek emocji
oczy spoczęły na Voldemorcie.
- Wybacz mi, mój Panie - wyszeptał zachrypniętym, zdartym głosem.
Voldemort ponownie wyciągnął ramię, w którym trzymał różdżkę i zaczął go okrążać,
niczym drapieżnik szykujący się do zadania ostatecznego ciosu swojej ofierze.
- Ja nie wybaczam - wysyczał Voldemort, zatrzymując się za plecami Snape'a i
unosząc rękę. Skierował różdżkę na obnażone plecy mężczyzny, a z jego ust
wypłynęło kilka przesiąkniętym sykiem słów w mowie węży. Severus szarpnął się i
wygiął do przodu, jakby próbował uciec przed bólem. Jego głowa uniosła się w górę,