Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 71
Перейти на страницу:

Skinął mi ręką i pobiegł kończyć przygotowania do swego koncertu. Lubił przerywać dyskusje w ten sposób, aby ostatnie słowo przynajmniej pozornie należało do niego.

Po tej utarczce odwiedziłem Truba. Awanturniczego Anioła dniem wypuszczano na zewnątrz, ale urządził na placu kolejną bójkę i Spychalski polecił umieścić go w poprzednim miejscu. Wydało mi się, że ucieszyły go moje odwiedziny, chociaż nie zdradził tego najmniejszym nawet ruchem skrzydeł. Wlepił tylko we mnie swe ponure ślepiska i coś warknął.

— Jak się czujesz, Trub? Koszmarne sny cię nie męczą?

— Nie chcę tu dłużej być! — ryknął. — Odeślijcie mnie do domu! Nienawidzę nędznych dwuskrzydłych, którym się podlizujecie.

— Nie wszystkie Anioły są dwuskrzydłe. Zdarzają się i czteroskrzydłe.

— Tych też nienawidzę. Wszystkich nienawidzę. — A siebie lubisz?

Zagapił się na mnie jak na idiotę. Czekałem na odpowiedź z taką powagą, że wreszcie zmieszał się.

— Nie wiem — odparł niemal uprzejmie. — Nie myślałem o tym.

Poklepałem go po ramieniu i pogładziłem wspaniałe skrzydła. To był rasowy egzemplarz prawdziwie bojowego Anioła.

— Głupi jesteś, Trub! — powiedziałem serdecznie. Milczał i w podnieceniu stroszył skrzydła. Kiedy wstałem, w jego oczach zjawił się niemal ludzki smutek, ale powiedział ze zwykłą arogancją:

— Nie odpowiedziałeś, człowieku, kiedy odwieziecie mnie z powrotem.

— Przygotowujemy konferencję gwiezdną. Porozmawiamy o formach współżycia, o rejsach gwiezdnych i innych rzeczach, a potem do domów!

Gdyby miał ręce, skrzyżowałby je dumnie na piersiach. Zamiast tego majestatycznie otulił się skrzydłami. — Konferencja mnie nie interesuje. Dwuskrzydłe piszczą o handlu międzygwiezdnym. Nie cierpię kramarzy! Już stojąc w drzwiach spytałem:

— Mnie znosisz? Odwiedzać cię?

— Przychodź! — burknął chmurnie. — I twoi koledzy… też…

Wieczór spędziłem u Fioli. Weganie już nie rozbiegali się w przerażeniu, kiedy przychodziłem. Interesowali mnie coraz bardziej, a najbardziej oczywiście Fiola. Opowiadała mi o ich życiu, a ja, nie słuchając zbyt uważnie, rozkoszowałem się jej widokiem. Przychwyciła mnie na tym.

— Czemu patrzysz tak na mnie, Eli? — Czyżbym patrzył?

— Tak. I oczy ci mętnieją, kiedy się zamyślasz.

— Nie wiedziałem o tym. Naturalnie oczy ludzkie nie mogą równać się z waszymi. Mamy jeden kolor na całe życie. Słowem, nieciekawe oczy.

— Macie za to cudowny uśmiech. Serce mi bije, kiedy się uśmiechasz. Czemu się rumienisz?

— Jesteś szalenie bezpośrednia. U nas to się niezbyt często zdarza.

— Co to znaczy bezpośrednia?

— Jak by ci to wytłumaczyć? Jeśli ktoś z nas myśli, że ktoś drugi jest dobry, to stara się zaraz mu o tym powiedzieć, żeby się tamten ucieszył.

— U nas też tak jest.

— No widzisz! Ale jeśli sądzimy, że ktoś jest zły, nieopanowany lub ponury, to milczymy, żeby mu nie robić przykrości.

— Tego nie rozumiem. Ten ktoś powinien się cieszyć, jeżeli dowie się, że jest zły, bo wtedy będzie mógł się poprawić.

— No wiesz! Na Ziemi nawet maszyna nie cieszy się, jeżeli się jej wymyśla. Zresztą mamy jeszcze wiele podobnych nielogiczności.

Fiola zastanawiała się. W zamyśleniu stawała się jeszcze piękniejsza. Oczy jej nabierały barwy delikatnego seledynu z rozjarzającymi się w głębi iskierkami. Kiedy obracała głowę, z ciemności wyłaniały się przedmioty oświetlone jej wzrokiem. Ale zdaje się mówiłem już o tym…

— Wkrótce zaczną was rozwozić po domach i rozstaniemy się — powiedziałem.

— Martwi cię to?

— Tak. Będę za tobą tęsknił.

— Ja również. Kiedy ciebie nie ma, myślę o tobie. Nikt z nas nie chce rozstawać się z ludźmi. Zstąpiliście z nieba do naszych serc.

Takie rozmowy mogliśmy prowadzić godzinami. Przytuliłem się do jej ramienia. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, a kiedy musnąłem ustami jej wargi, zapytała bardzo poważnie:

— Czemu to robisz`?

Co mogłem jej odpowiedzieć? Powiedziałem, że takie dotknięcie nazywa się pocałunkiem.

— Nie mogę powiedzieć, aby pocałunki były przyjemne — odparła na to. — Ale postaram się je znieść, jeżeli ich pragniesz.

— Niedługo skończą się te przykrości.

— Będzie mi cię brakowało, Eli — powtórzyła.

— Mnie i teraz ciebie brakuje. Według ziemskich pojęć jesteś i równocześnie cię nie ma. Jesteś upragniona i nieosiągalna.

— Dawniej mówiłeś, że jestem piękna — przypomniała mi. — Czyżby piękność była nieosiągalna? Nie spuszczasz ze mnie oczu, a więc ją widzisz.

— Można być piękną i upragnioną, piękną i nieosiągalną, bo jedno nie wyklucza drugiego. Pragnienie też czasem bywa niedostępne.

— Pewnie dlatego, że wy, ludzie, często pragniecie rzeczy niemożliwych. Macie taką dziwną właściwość.

— Mamy wiele dziwnych cech.

— Tak. A my pragniemy jedynie tego, co dyktuje rozsądek. Nie mamy rzeczy nieosiągalnych i niedostępnych, bowiem nie staramy się posiąść nieosiągalnego, ani zbliżyć się do niedostępnego.

— Ludzie umarliby z nudów, gdyby byli tak trzeźwi jak wy.

— Przecież powiedziałam, że jesteście dziwni.

— Wytłumacz mi więc, czemu tu siedzisz ze mnąc — Rozmawiam z tobą. Opowiadasz wiele ciekawych rzeczy.

— Inni ludzie mówiliby ciekawiej ode mnie, ale ty wolisz spotykać się ze mną. Dlaczego ze mną, a nie na przykład z Lusinem?

— Jesteś mi sympatyczniejszy — przyznała się. Myślę w ciągu dnia, że wieczorem zobaczę cię, i od tej myśli robi mi się ciepło na sercu. Nie rozumiem, co to znaczy, bo u nas każdy odnosi się do wszystkich jednakowo przyjaźnie.

— A u nas stosunek do niektórych jest inny niż do pozostałych. Nazywamy ten szczególny stosunek miłością i nie wymagamy, aby miłość była logiczna.

— Wszystkie zjawiska mają wewnętrzną logikę, musi więc mieć ją i miłość.

— Oczywiście, że ją ma. Ale jest to logika innego rodzaju. Tym, którzy nie znają miłości, może się ona wydawać szaleństwem. I jeśli nie zauważamy, że miłość jest dziwna, to tylko dlatego, że jest wśród nas bardzo rozpowszechniona. Nie ma chyba człowieka, który by się choć raz nie zakochał.

— Biedacy! Pewnie przeklinacie cały świat, kiedy zwali się na was takie nieszczęście?

— Wręcz przeciwnie, błogosławimy ją jak święty dar. Wszystko co najlepsze w człowieku związane jest z miłością.

— Co mianowicie?

— Jak by ci to wytłumaczyć?… Wszystko… Na przykład narodziny nowych ludzi… Bez miłości się to nie zdarza…

— Powinniście uczyć się od nas. Wszystko jest proste i racjonalne. Jaja z zarodkami składają…

— Fiolo, lepiej nie mów. Na Ziemi przed rozstaniem zawsze się chwilę milczy.

Milczeliśmy. Fiola tuliła się do mnie. Może chciała zrobić mi przyjemność, a może jej samej spodobał się taki sposób okazywania sympatii… Nie wiem, bo nie pytałem. Można współpracować z Niebianami, można się z nimi przyjaźnić, pomagać im, przekazywać naszą wiedzę, korzystać z ich doświadczeń, ale kochanie się w nich jest sprzeczne z naturą. Miłość jest rzeczą ludzką, zbyt ludzką, aby przenosić ją w inne światy.

Od tych myśli zrobiło mi się smutno na duszy.

— Przyleć do nas — powiedziała Fiola. — Spodoba ci się na naszej planecie.

— Może istotnie przylecę.

— Jeśli ty nie przylecisz, ja wproszę się na Ziemię. Obiecaliście przecież gościć nas u siebie. Będziesz na mnie czekał?

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)