Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Серия: Ludzie jak bogowie #1
- Год: 1972
- Язык: польский
- Год: Iskry
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:
Skinął mi ręką i pobiegł kończyć przygotowania do swego koncertu. Lubił przerywać dyskusje w ten sposób, aby ostatnie słowo przynajmniej pozornie należało do niego.
Po tej utarczce odwiedziłem Truba. Awanturniczego Anioła dniem wypuszczano na zewnątrz, ale urządził na placu kolejną bójkę i Spychalski polecił umieścić go w poprzednim miejscu. Wydało mi się, że ucieszyły go moje odwiedziny, chociaż nie zdradził tego najmniejszym nawet ruchem skrzydeł. Wlepił tylko we mnie swe ponure ślepiska i coś warknął.
— Jak się czujesz, Trub? Koszmarne sny cię nie męczą?
— Nie chcę tu dłużej być! — ryknął. — Odeślijcie mnie do domu! Nienawidzę nędznych dwuskrzydłych, którym się podlizujecie.
— Nie wszystkie Anioły są dwuskrzydłe. Zdarzają się i czteroskrzydłe.
— Tych też nienawidzę. Wszystkich nienawidzę. — A siebie lubisz?
Zagapił się na mnie jak na idiotę. Czekałem na odpowiedź z taką powagą, że wreszcie zmieszał się.
— Nie wiem — odparł niemal uprzejmie. — Nie myślałem o tym.
Poklepałem go po ramieniu i pogładziłem wspaniałe skrzydła. To był rasowy egzemplarz prawdziwie bojowego Anioła.
— Głupi jesteś, Trub! — powiedziałem serdecznie. Milczał i w podnieceniu stroszył skrzydła. Kiedy wstałem, w jego oczach zjawił się niemal ludzki smutek, ale powiedział ze zwykłą arogancją:
— Nie odpowiedziałeś, człowieku, kiedy odwieziecie mnie z powrotem.
— Przygotowujemy konferencję gwiezdną. Porozmawiamy o formach współżycia, o rejsach gwiezdnych i innych rzeczach, a potem do domów!
Gdyby miał ręce, skrzyżowałby je dumnie na piersiach. Zamiast tego majestatycznie otulił się skrzydłami. — Konferencja mnie nie interesuje. Dwuskrzydłe piszczą o handlu międzygwiezdnym. Nie cierpię kramarzy! Już stojąc w drzwiach spytałem:
— Mnie znosisz? Odwiedzać cię?
— Przychodź! — burknął chmurnie. — I twoi koledzy… też…
Wieczór spędziłem u Fioli. Weganie już nie rozbiegali się w przerażeniu, kiedy przychodziłem. Interesowali mnie coraz bardziej, a najbardziej oczywiście Fiola. Opowiadała mi o ich życiu, a ja, nie słuchając zbyt uważnie, rozkoszowałem się jej widokiem. Przychwyciła mnie na tym.
— Czemu patrzysz tak na mnie, Eli? — Czyżbym patrzył?
— Tak. I oczy ci mętnieją, kiedy się zamyślasz.
— Nie wiedziałem o tym. Naturalnie oczy ludzkie nie mogą równać się z waszymi. Mamy jeden kolor na całe życie. Słowem, nieciekawe oczy.
— Macie za to cudowny uśmiech. Serce mi bije, kiedy się uśmiechasz. Czemu się rumienisz?
— Jesteś szalenie bezpośrednia. U nas to się niezbyt często zdarza.
— Co to znaczy bezpośrednia?
— Jak by ci to wytłumaczyć? Jeśli ktoś z nas myśli, że ktoś drugi jest dobry, to stara się zaraz mu o tym powiedzieć, żeby się tamten ucieszył.
— U nas też tak jest.
— No widzisz! Ale jeśli sądzimy, że ktoś jest zły, nieopanowany lub ponury, to milczymy, żeby mu nie robić przykrości.
— Tego nie rozumiem. Ten ktoś powinien się cieszyć, jeżeli dowie się, że jest zły, bo wtedy będzie mógł się poprawić.
— No wiesz! Na Ziemi nawet maszyna nie cieszy się, jeżeli się jej wymyśla. Zresztą mamy jeszcze wiele podobnych nielogiczności.
Fiola zastanawiała się. W zamyśleniu stawała się jeszcze piękniejsza. Oczy jej nabierały barwy delikatnego seledynu z rozjarzającymi się w głębi iskierkami. Kiedy obracała głowę, z ciemności wyłaniały się przedmioty oświetlone jej wzrokiem. Ale zdaje się mówiłem już o tym…
— Wkrótce zaczną was rozwozić po domach i rozstaniemy się — powiedziałem.
— Martwi cię to?
— Tak. Będę za tobą tęsknił.
— Ja również. Kiedy ciebie nie ma, myślę o tobie. Nikt z nas nie chce rozstawać się z ludźmi. Zstąpiliście z nieba do naszych serc.
Takie rozmowy mogliśmy prowadzić godzinami. Przytuliłem się do jej ramienia. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, a kiedy musnąłem ustami jej wargi, zapytała bardzo poważnie:
— Czemu to robisz`?
Co mogłem jej odpowiedzieć? Powiedziałem, że takie dotknięcie nazywa się pocałunkiem.
— Nie mogę powiedzieć, aby pocałunki były przyjemne — odparła na to. — Ale postaram się je znieść, jeżeli ich pragniesz.
— Niedługo skończą się te przykrości.
— Będzie mi cię brakowało, Eli — powtórzyła.
— Mnie i teraz ciebie brakuje. Według ziemskich pojęć jesteś i równocześnie cię nie ma. Jesteś upragniona i nieosiągalna.
— Dawniej mówiłeś, że jestem piękna — przypomniała mi. — Czyżby piękność była nieosiągalna? Nie spuszczasz ze mnie oczu, a więc ją widzisz.
— Można być piękną i upragnioną, piękną i nieosiągalną, bo jedno nie wyklucza drugiego. Pragnienie też czasem bywa niedostępne.
— Pewnie dlatego, że wy, ludzie, często pragniecie rzeczy niemożliwych. Macie taką dziwną właściwość.
— Mamy wiele dziwnych cech.
— Tak. A my pragniemy jedynie tego, co dyktuje rozsądek. Nie mamy rzeczy nieosiągalnych i niedostępnych, bowiem nie staramy się posiąść nieosiągalnego, ani zbliżyć się do niedostępnego.
— Ludzie umarliby z nudów, gdyby byli tak trzeźwi jak wy.
— Przecież powiedziałam, że jesteście dziwni.
— Wytłumacz mi więc, czemu tu siedzisz ze mnąc — Rozmawiam z tobą. Opowiadasz wiele ciekawych rzeczy.
— Inni ludzie mówiliby ciekawiej ode mnie, ale ty wolisz spotykać się ze mną. Dlaczego ze mną, a nie na przykład z Lusinem?
— Jesteś mi sympatyczniejszy — przyznała się. Myślę w ciągu dnia, że wieczorem zobaczę cię, i od tej myśli robi mi się ciepło na sercu. Nie rozumiem, co to znaczy, bo u nas każdy odnosi się do wszystkich jednakowo przyjaźnie.
— A u nas stosunek do niektórych jest inny niż do pozostałych. Nazywamy ten szczególny stosunek miłością i nie wymagamy, aby miłość była logiczna.
— Wszystkie zjawiska mają wewnętrzną logikę, musi więc mieć ją i miłość.
— Oczywiście, że ją ma. Ale jest to logika innego rodzaju. Tym, którzy nie znają miłości, może się ona wydawać szaleństwem. I jeśli nie zauważamy, że miłość jest dziwna, to tylko dlatego, że jest wśród nas bardzo rozpowszechniona. Nie ma chyba człowieka, który by się choć raz nie zakochał.
— Biedacy! Pewnie przeklinacie cały świat, kiedy zwali się na was takie nieszczęście?
— Wręcz przeciwnie, błogosławimy ją jak święty dar. Wszystko co najlepsze w człowieku związane jest z miłością.
— Co mianowicie?
— Jak by ci to wytłumaczyć?… Wszystko… Na przykład narodziny nowych ludzi… Bez miłości się to nie zdarza…
— Powinniście uczyć się od nas. Wszystko jest proste i racjonalne. Jaja z zarodkami składają…
— Fiolo, lepiej nie mów. Na Ziemi przed rozstaniem zawsze się chwilę milczy.
Milczeliśmy. Fiola tuliła się do mnie. Może chciała zrobić mi przyjemność, a może jej samej spodobał się taki sposób okazywania sympatii… Nie wiem, bo nie pytałem. Można współpracować z Niebianami, można się z nimi przyjaźnić, pomagać im, przekazywać naszą wiedzę, korzystać z ich doświadczeń, ale kochanie się w nich jest sprzeczne z naturą. Miłość jest rzeczą ludzką, zbyt ludzką, aby przenosić ją w inne światy.
Od tych myśli zrobiło mi się smutno na duszy.
— Przyleć do nas — powiedziała Fiola. — Spodoba ci się na naszej planecie.
— Może istotnie przylecę.
— Jeśli ty nie przylecisz, ja wproszę się na Ziemię. Obiecaliście przecież gościć nas u siebie. Będziesz na mnie czekał?