Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Ślepowidzenie [Blindsight - pl]
Ślepowidzenie [Blindsight - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ślepowidzenie [Blindsight - pl]

Электронная книга - «Ślepowidzenie [Blindsight - pl]». Краткое содержание книги:

„Ślepowidzenie” w genialny sposób na nowo definiuje historię o pierwszym kontakcie. U Petera Wattsa obcy nie są ani cudacznie przebranymi ludźmi, ani kompletnie niezrozumiałymi czarnymi monolitami — są czymś nowym, o wiele bardziej bulwersującym, zmuszającym nas do wyciągnięcia dość nieprzyjemnych wniosków co do natury świadomości. Gdy przestaniesz o tym myśleć, poczujesz ciarki na plecach!
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 88
Перейти на страницу:

— Możemy sami tam zejść — powiedziała James.

Prawie wszystkiego.

— Prawda — mruknął Szpindel głosem, który nie mógł oznaczać nic innego niż „nieprawda”.

— Tylko w ten sposób dowiemy się czegoś sensownego.

— Otóż to. Na przykład, ile sekund potrzeba, żeby twój mózg zmienił się w synchrotronowy koktajl.

— Nasze skafandry da się izolować.

— Aha, tak jak roboty Mandy?

— Naprawdę bym wolała, żebyś mnie tak nie nazywał — rzuciła Bates.

— Sęk w tym, że Rorschach cię zabije, obojętne, czy jesteś mechaniczna, czy białkowa.

— A według mnie w tym, że białko będzie zabijać inaczej — odparła James. — I dłużej to potrwa.

Szpindel pokręcił głową.

— W pięćdziesiąt minut będziesz prawie trupem. Nawet w ekranowaniu. Nawet w tak zwanych chłodnych strefach.

— I zero objawów przez kolejne trzy godziny, albo i więcej. A nawet potem trzeba dni, żeby naprawdę umrzeć, tak że już dawno zdążymy wrócić, a statek połata nas od niechcenia. Isaac, tyle akurat wiemy, masz to przed nosem w ConSensusie. A skoro my to wiemy, ty też to wiesz. Więc tej dyskusji w ogóle nie powinno być.

— To jest twoje rozwiązanie? Co trzydzieści godzin szprycujemy się po uszy promieniowaniem, a potem ja każdemu wycinam guzy i łatam wszystkie komórki po kolei?

— Kapsuły są automatyczne. Nawet nie ruszysz palcem.

— Już nie mówiąc, co te pola magnetyczne porobią z twoim mózgiem. Będziemy halucynować od chwili kiedy…

— Zrobimy ze skafandrów klatki Faradaya.

— Aha, czyli wchodzimy tam głuchoniemi i ślepi. Świetny pomysł.

— Światło możemy wpuścić. Podczerwień…

— To wszystko elektromagnetyka, Suze. Nawet jeśli całkiem zasłonimy hełmy i puścimy sobie obraz kamery, będziemy mieć przeciek tam, gdzie przechodzi kabel.

— Trochę. Ale to i tak lepiej niż…

— Jezu. — Skurcz wystrzelił z kącika ust Szpindla grudkę śliny. — Daj mi Mi…

— Isaac, rozmawiałam już o tym z resztą Bandy. Wszyscy się zgodziliśmy.

— Wszyscy się zgodziliście? Suze, ty nie masz tutaj większości. Pokroiłaś sobie mózg na kawałki, ale to nie znaczy, że każdy z nich ma jeden głos.

— A dlaczego nie? Wszyscy jesteśmy co najmniej tak samo świadomi, jak ty.

— To wszystko ty. Tylko podzielona.

— Ale jakoś nie masz specjalnych problemów, żeby traktować Michelle jak oddzielną osobę.

— Michelle jest… to znaczy, no tak, wszyscy macie całkiem inne osobowości, ale jest tylko jeden oryginał. Twoi alterzy…

— Nie mów tak o nas — rzuciła Sascha głosem zimnym jak ciekły tlen. — Nigdy.

Szpindel usiłował się wycofać.

— Ale nie chodziło mi… no wiecie, że przecież…

Sascha zniknęła.

— Co ty gadasz? — rozległ się łagodniejszy głos. — Myślisz, że ja to mama, że ona mnie udaje? Że jak jesteśmy razem, to jesteś z nią?

— Michelle… — powiedział udręczonym głosem Szpindel. — Nie. Ja myślę, że…

— Nie ma znaczenia — uciął Sarasti. — Tutaj się nie głosuje.

Polatywał nad nami pośrodku bębna, z twarzą zakrytą osłoną, nieprzeniknioną. Nikt nie zauważył, kiedy się pojawił. Obracał się powoli wokół własnej osi, tak by cały czas nas widzieć, gdy wirujemy wokół niego.

— Przygotowujemy Scyllę. Amanda potrzebuje dwóch trepów bez uwięzi, z uzbrojeniem obronnym. Kamery w paśmie od jednego do miliona angstremów, ekranowane bębenki, zero autonomicznych obwodów. O trzynastej pięćdziesiąt dla wszystkich wzmocnienie płytek krwi, dimenhydrynat i jodek potasu.

— Dla wszystkich? — zapytała Bates.

Sarasti kiwnął głową.

— Okno otwiera się o czwartej dwadzieścia trzy. — Odwrócił się z powrotem ku kręgosłupowi.

— Ja nie — powiedziałem.

Sarasti się zatrzymał.

— Nie biorę udziału w operacjach terenowych — przypomniałem.

— Teraz już bierzesz.

— Jestem syntetykiem. — Oczywiście, że to wiedział, wszyscy wiedzą: nie da się obserwować systemu, nie pozostając na zewnątrz niego.

— Syntetykiem jesteś na Ziemi — odparł. — Albo w Kuiperze. Tutaj jesteś masą. Rób, co ci każą.

Zniknął.

— Witamy w ogólnej perspektywie — powiedziała cicho Bates.

Spojrzałem na nią, gdy reszta grupy się rozpraszała.

— Wiesz, że ja…

— Siri, jesteśmy już bardzo daleko. Dobrze wiesz, że nie da się czekać czternaście miesięcy na odpowiedź od twoich szefów.

Wyskoczyła w górę, gładkim łukiem przebiła się przez hologramy ku nieważkiemu środkowi bębna. Tam jednak zatrzymała się, jakby coś ją tknęło. Chwyciła jeden z przewodów i odwróciła się z powrotem twarzą do mnie.

— Nie ceń się tak nisko — powiedziała. — I Sarastiego też. Jesteś obserwatorem, prawda? Można śmiało przyjąć, że tam na dole będzie dużo do obserwowania.

— Dzięki — odrzekłem. Ale już wiedziałem, po co Sarasti wysyła mnie na Rorschacha: chodziło o coś więcej niż tylko obserwację.

Troje cennych agentów lezie w paszczę niebezpieczeństwu. Przynęta kupuje chociaż jedną czwartą szansy, że wróg będzie celował gdzie indziej.

Ciebie też opanuje duch Pański i będziesz prorokował wraz z nimi, i staniesz się innym człowiekiem.

I Ks. Samuela, 10, 6

— Prawdopodobnie byliśmy rozszczepieni przez większość ewolucji — powiedziała mi kiedyś James, gdy dopiero się zapoznawaliśmy. Poklepała się po skroni. — Tu jest mnóstwo miejsca: współczesny mózg może przetwarzać kilkadziesiąt świadomych rdzeni, wcale się nie przeciążając. A wielozadaniowość i równoległość mają oczywiste zalety dla przetrwania.

Kiwnąłem głową.

— Co dziesięć głów, to nie jedna.

— Możliwe, że zintegrowaliśmy się dość niedawno. Niektórzy eksperci sądzą, że w odpowiednich okolicznościach wciąż umiemy wrócić do osobowości wielorakiej.

— Pewnie, że tak. Sama jesteś najlepszym dowodem.

Pokręciła głową.

— Nie chodzi mi o fizyczny podział. Jesteśmy najnowszym osiągnięciem, jasne, ale teoretycznie chirurgia nie jest konieczna. Może do tego doprowadzić pospolity stres, byle był odpowiednio silny. I zdarzył się we wczesnym dzieciństwie.

— Serio?

— Teoretycznie tak — przyznała James i przedzierzgnęła się w Saschę, która rzuciła: — Chuja tam w teorii. Są udokumentowane przypadki sprzed zaledwie pięćdziesięciu lat.

— Naprawdę? — Stłumiłem pokusę sprawdzenia tego przez wszczepkę; zdradziłbym się niewidzącym spojrzeniem. — Nie wiedziałem.

— Bo teraz w ogóle się o tym nie mówi. Ale wtedy ludzie byli jakimiś, kurwa, barbarzyńcami, jeśli chodzi o osobowości wielorakie — nazywali to „zaburzeniem”, próbowali leczyć, jak chorobę. A pomysł na leczenie mieli jeden: zachować któryś rdzeń, a resztę zamordować. Tylko że oczywiście nie nazywali tego „morderstwem”. Raczej „integracją” albo czymś w tym stylu. Tak się właśnie wtedy robiło: tworzyło się inne osobowości, żeby zaabsorbowały tortury i maltretowanie, a kiedy już nie były potrzebne, można się było ich pozbyć.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)