Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Ślepowidzenie [Blindsight - pl]
Ślepowidzenie [Blindsight - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ślepowidzenie [Blindsight - pl]

Электронная книга - «Ślepowidzenie [Blindsight - pl]». Краткое содержание книги:

„Ślepowidzenie” w genialny sposób na nowo definiuje historię o pierwszym kontakcie. U Petera Wattsa obcy nie są ani cudacznie przebranymi ludźmi, ani kompletnie niezrozumiałymi czarnymi monolitami — są czymś nowym, o wiele bardziej bulwersującym, zmuszającym nas do wyciągnięcia dość nieprzyjemnych wniosków co do natury świadomości. Gdy przestaniesz o tym myśleć, poczujesz ciarki na plecach!
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 88
Перейти на страницу:

Wspomnienie nasunęło się samo: mając dziewięć lat przyszedłem do łóżka Helen — gładzi mnie po bliźnie, słodki, nieświeży oddech muska policzek. „Siri, teraz jesteś panem domu. Nie możemy już liczyć na twojego ojca. Jesteśmy tylko we dwoje, ty i ja…”.

Przez chwilę się nie odzywałem. Wreszcie zapytałem:

— I co, nie pomogło?

— Nie rozumiem?

Rozejrzałem się po tej zrobionej na zamówienie abstrakcji: wyśnione na jawie wewnętrzne sprzężenie zwrotne.

— Tutaj jesteś wszechmocna. Możesz pragnąć wszystkiego, wszystko sobie wyobrażać. Można by się spodziewać, że bardziej się zmienisz.

Tęczowe kafelki zatańczyły, rozbrzmiały wymuszonym śmiechem.

— To dla ciebie za mała zmiana?

Pewnie.

Bo Niebo ma jeden haczyk: ilekolwiek by zbudowała awatarów i konstruktów, pustych naczyń śpiewających jej hymny pochwalne, lub współczujących, że tyle musiała wycierpieć niesprawiedliwości, w gruncie rzeczy będzie rozmawiać tylko sama ze sobą. Są inne rzeczywistości, nad którymi nie ma kontroli, inni ludzie, niegrający według jej reguł, którzy, jeśli w ogóle o niej myślą, myślą to, co im się żywnie podoba.

Mogłaby spędzić resztę życia, wcale ich nie spotykając. Ale wie, że tam są, i to nie daje jej spokoju. Gdy wychodziłem z Nieba, tknęła mnie myśclass="underline" może i jest wszechmogąca, ale na to, by była szczęśliwa we własnym dziele stworzenia, istnieje tylko jedna metoda.

Reszta istot musiałaby zniknąć.

* * *

— To nie powinno się już dziać — powiedziała Bates. — Ekranowanie było porządne.

Banda krzątała się po przeciwnej stronie bębna, porządkując coś w swym namiocie. Sarasti czaił się dziś za kulisami, monitorując działania z kajuty. W mesie zostałem więc ja, Bates i Szpindel.

— Może przeciwko bezpośrednim impulsom. — Szpindel przeciągnął się, stłumił ziewnięcie. — Ultradźwięki czasem wzbudzają pola magnetyczne mimo ekranowania, przynajmniej w żywych tkankach. Myślisz, że coś takiego może się dziać z twoją elektroniką?

Bates rozłożyła ręce.

— Skąd mam wiedzieć? Równie dobrze może tam działać czarna magia i elfy.

— No wiesz, tak ciemni nie jesteśmy. Możemy się czegoś inteligentnie domyślić, nie?

— Na przykład?

Szpindel uniósł palec.

— Warstwy, przez które się przewierciliśmy, nie mogły powstać w żadnym znanym mi procesie metabolicznym. Więc to nie jest „żywe”, przynajmniej w biologicznym sensie. Chociaż, w tych czasach to nic nie znaczy. — Rozejrzał się po brzuchu naszego potwora.

— A życie wewnątrz konstrukcji?

— Atmosfera jest beztlenowa. To pewnie eliminuje szanse na złożone wielokomórkowe organizmy. Może jakieś bakterie, w takim razie cholernie przydałoby się zobaczyć je w próbkach. Ale cokolwiek na tyle złożonego, żeby myśleć, nie mówiąc już o umiejętności zbudowania czegoś takiego — gest w stronę obrazu w ConSensusie — wymaga wysokoenergetycznego metabolizmu, a to oznacza tlen.

— Czyli myślisz, że tam jest pusto?

— Nic takiego chyba nie powiedziałem. Wiadomo, że obcy muszą być tajemniczy i w ogóle, ale zupełnie nie rozumiem, po co ktoś budowałby dla bakterii beztlenowych rezerwat wielkości miasta.

— To musi być środowisko dla kogoś. Po co w ogóle atmosfera, jeśli to tylko jakaś machina do terraformowania?

Szpindel wskazała namiot Bandy.

— Susan już mówiła. Atmosfera jest jeszcze w budowie, więc mamy okazję do darmowej przejażdżki, dopóki nie przyjdą właściciele.

— Darmowej.

— W pewnym sensie. Wiadomo: widzieliśmy ułamek ułamka tego, co tam jest w środku. Ale to coś ewidentnie widziało, że nadlatujemy. Nawet się na nas darło, o ile dobrze pamiętam. Skoro są inteligentni i nieprzyjaźni, dlaczego nie strzelają?

— Może strzelają.

— Jeśli coś się tam kryje i niszczy twoje roboty, to nie robi tego specjalnie szybciej niż typowe tamtejsze środowisko.

— Może twoje „typowe środowisko” to właśnie aktywne działanie przeciwko intruzom? Bo inaczej po co komuś siedlisko nienadające się do zasiedlenia?

Szpindel przewrócił oczyma.

— No dobra, myliłem się. Jesteśmy ciemni i nie damy rady niczego się domyślić.

Mimo że próbowaliśmy. Po sfajczeniu czujników w głowicy Diabełka oddelegowaliśmy ją do rycia w powierzchni; kroczek za kroczkiem poszerzała średnicę naszego pierwszego odwiertu, aż mierzyła prawie metr. My tymczasem konfigurowaliśmy żołnierzy Bates, ekranując ich przeciwko reaktorom atomowym i wnętrzom cyklotronów — a gdy nadchodziło perygeum, ciskaliśmy nimi w Rorschacha jak kamieniami w nawiedzony las. Wszystkie wchodziły przez diabełkowy otwór, rozwijając za sobą cienki jak włos światłowód, przekazujący zdobywaną informację przez zjonizowaną atmosferę.

Na ogół ledwo zdążały mrugnąć. Parę dłuższych ujęć. Widzieliśmy, że ściany Rorschacha poruszają się, powolnymi, leniwymi perystaltycznymi falami. Widzieliśmy powstające jakby w lepkim syropie wgłobienia i mozolnie rosnące zwężenia, które zapewne po pewnym czasie przetną cały korytarz. Nasze trepy przechodziły gładko przez niektóre pomieszczenia, w innych się potykały, gdy tło magnetyczne wytrącało je z równowagi. Przechodziły przez osobliwe gardziele wypełnione cienkimi jak brzytwy zębami, tysiącami trójkątnych, spiralnie zakrzywionych ostrzy w równoległych rzędach. Przemykały ostrożnie obok chmur mgły wyrzeźbionych w abstrakcyjne fraktale, ruchome i nieskończenie rekurencyjne; ich naładowane elektrycznie kropelki nanizane na milion zbieżnych linii pola elektromagnetycznego.

I w końcu każdy zdychał lub znikał.

— Da się jakoś wzmocnić to ekranowanie? — zapytałem.

Szpindel spojrzał na mnie.

— Wszystko jest ekranowane, poza głowicą z czujnikami — wyjaśniła Bates. — Jeśli ją też zaekranujemy, nic nie będziemy widzieć.

— Ale światło widzialne jest dość nieszkodliwe. Gdyby tak łączyć się tylko opty…

— Komisarzu, my korzystamy z optycznych łącz — wypalił Szpindel. — I zapewne zauważyłeś, że to gówno i tak się przebije.

— Ale czy nie ma jakichś… — po omacku szukałem słowa — filtrów pasmowych? Czegoś, co przepuści widzialne światło, a wytnie zabójcze częstotliwości po obu stronach?

Parsknął.

— No pewnie. Nazywa się to „atmosfera” i gdybyśmy przytargali ze sobą coś takiego, tylko z pięćdziesiąt razy gęstsze niż na Ziemi, to może trochę by tego koktajlu zablokowało. Owszem, na Ziemi pomaga jeszcze pole magnetyczne, ale nie dałbym sobie uciąć ręki za pola magnetyczne, które nam się uda tam wytworzyć.

— Gdybyśmy tylko nie trafiali na te impulsy — powiedziała Bates. — To jest główny problem.

— One są losowe? — zapytałem.

Szpindel wzruszył ramionami, jakby się wzdrygał.

— Dla mnie to tam nic nie jest losowe. Ale kto to wie? Potrzebujemy więcej danych.

— Których pewnie nie dostaniemy — rzuciła James, idąc ku nam po suficie — jeśli wszystkie roboty będą się tak fajczyć.

Tryb warunkowy był tylko formalnym zabiegiem. Próbowaliśmy grać na prawdopodobieństwo, poświęcając robota za robotem, w nadziei że któremuś się poszczęści; przeżywalność malała wykładniczo do zera ze wzrostem odległości od bazy. Próbowaliśmy opancerzać światłowód, żeby ograniczyć przesłuchy na złączach, lecz opakowana w tyle warstw ferroceramiki smycz robiła się sztywna i kłopotliwa, jakbyśmy wymachiwali botem na kiju. Próbowaliśmy całkiem ją odciąć — wysyłaliśmy maszyny, żeby eksplorowały na własną rękę — mrużąc oczy w dookolnej zamieci i zapisując obserwacje do późniejszego ściągnięcia. Żadna nie wróciła. Próbowaliśmy wszystkiego.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)