Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Ślepowidzenie [Blindsight - pl]
Ślepowidzenie [Blindsight - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ślepowidzenie [Blindsight - pl]

Электронная книга - «Ślepowidzenie [Blindsight - pl]». Краткое содержание книги:

„Ślepowidzenie” w genialny sposób na nowo definiuje historię o pierwszym kontakcie. U Petera Wattsa obcy nie są ani cudacznie przebranymi ludźmi, ani kompletnie niezrozumiałymi czarnymi monolitami — są czymś nowym, o wiele bardziej bulwersującym, zmuszającym nas do wyciągnięcia dość nieprzyjemnych wniosków co do natury świadomości. Gdy przestaniesz o tym myśleć, poczujesz ciarki na plecach!
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 88
Перейти на страницу:

Jeden z tysiąca. Na koniec — pomierzywszy to wszystko, poteoretyzowawszy, podedukowawszy i nadomyślawszy się — weszliśmy na orbitę z milionem banalnych pytań i zerem odpowiedzi. Jedną rzecz wiedzieliśmy na pewno.

Na razie Rorschach wstrzymuje ogień.

* * *

— Dla mnie to brzmiało, jakby wiedział, co mówi — zauważyłem.

— W tym sęk — powiedziała Bates.

Nie miała komu się zwierzyć, nie uczestniczyła w żadnych intymnych dialogach, które dałoby się podsłuchać. Z nią starałem się rozmawiać wprost.

Tezeusz rodził potomstwo, po dwa w miocie. Wyglądało paskudnie — opancerzone, spłaszczone jaja, dwa razy większe od ludzkiego tułowia i najeżone narzędziami: antenami, portami optycznymi, chowanymi piłami strunowymi. Lufami uzbrojenia.

Bates robiła przegląd wojsk. Unosiliśmy się nad głównym wylotem fabrykatora, u podstawy kręgosłupa Tezeusza. Wytwórnia mogła równie dobrze wypluć tych żołnierzy od razu do ładowni pod pancerzem, bo i tak tam będą przechowywani aż do wezwania — ale Bates chciała każdego skontrolować wzrokowo, zanim każe mu odmaszerować kilka metrów do śluzy. Pewnie taki rytuał. Wojskowa tradycja. Na pewno gołym okiem nie dostrzegłaby nic, czego nie wykryłaby w sekundę choćby najprostsza diagnostyka.

— Byłby z tym kłopot? — zapytałem. — Puścić je bez twojego interfejsu?

— Same świetnie sobie radzą. Czas reakcji nawet się poprawia, kiedy w sieci nie ma spamu. Ja jestem raczej takim zabezpieczeniem.

Tezeusz zawarczał, znów zmieniając orientację. Po pancerzu przeszła ku rufie wibracja; kolejny orbitalny śmieć już nie stał nam na drodze. Pakowaliśmy się na równikową orbitę, zaledwie parę kilometrów od artefaktu; ale ścieżka podejścia jakimś obłąkanym sposobem przechodziła przez środek pasa akrecyjnego.

Reszta się tym nie przejmowała.

— Co robisz, żeby przeżyć na autostradzie, na lewym pasie? — zapytała Sascha, pogardzając moimi złymi przeczuciami. — Spróbuj tylko się wlec, a już nie żyjesz. Musisz przyspieszyć i jechać równo z innymi.

Tylko że ci inni latali chaotycznie; odkąd Rorschach przestał do nas gadać, nie minęło nawet pięć minut bez korekty kursu.

— Kupujesz to? — zapytałem. — Rozpoznanie wzorców, puste groźby? Nie ma się czym przejmować?

— Nikt jeszcze do nas nie strzelał — odparła. To znaczyło: nie w ostatniej sekundzie.

— A co sądzisz o argumencie Susan? Inne nisze, brak powodów do konfliktu.

— Chyba jest całkiem sensowny. — Gówno wart.

— Przychodzi ci do głowy jakiś powód, dlaczego coś tak różniącego się chciałoby nas jednak zaatakować?

— To zależy — odrzekła — czy sama inność nie jest wystarczającym powodem.

W jej topologii widziałem odbicia bitew z dziecięcych placów zabaw. Przypomniałem sobie własne i zacząłem się zastanawiać, czy bywają jakiekolwiek inne.

Ale ten argument przecież popierał tezę. Ludzie naprawdę nie walczą o odcień skóry czy ideologię — to tylko wygodne wskazówki do identyfikacji „swoich”. Wszystko zawsze sprowadza się do więzów krwi i ograniczonych zasobów.

— Isaac pewnie stwierdziłby, że to całkiem nie tak — powiedziałem.

— Chyba. — Bates odesłała jednego pomrukującego trepa do ładowni; pojawiły się w szyku kolejne dwa, pancerz lśnił w świetle okrętowego kręgosłupa.

— Ile ich robisz?

— Siri, my się do nich włamujemy. Głupio byłoby zostawiać własny dom bez opieki.

Przyjrzałem się jej płaszczyznom, tak jak ona pancerzom żołnierzy. Tuż pod powierzchnią gotowało się od wątpliwości i uraz.

— Trudny moment dla ciebie — zauważyłem.

— Dla wszystkich.

— Ale to twój obowiązek: bronić nas przed czymś, o czym nic nie wiadomo. Domyślamy się tylko, że…

— Sarasti się nie domyśla — powiedziała Bates. — Nie bez powodu jest dowódcą. Kwestionowanie jego poleceń niespecjalnie ma sens, skoro wszystkim nam brakuje ze sto punktów IQ, żeby w ogóle zrozumieć odpowiedź.

— A jednak ma jeszcze tę drugą twarz, drapieżnika, o której w ogóle się nie mówi — odparłem. — Na pewno mu trudno, taki umysł koegzystujący z taką porcją instynktownej agresji. Musi pilnować, żeby odpowiednia strona wygrała.

W jednej chwili pomyślała: czy też Sarasti nie słucha? Później doszła do wniosku, że to nie ma znaczenia: co go obchodzi, co myśli bydło, o ile robi wszystko, co mu rozkażą?

I powiedziała tylko:

— Myślałam, że wam, żargonautom, nie wolno mieć własnego zdania.

— Ono nie było moje.

Bates zamilkła. Z powrotem zajęła się przeglądem.

— Aha. — Pierwszy trep z pary przeszedł lustrację i mrucząc, popłynął wzdłuż kręgosłupa. Zwróciła się ku drugiemu. — Ty upraszczasz sprawy. Żeby ci goście na Ziemi wiedzieli, co kombinują specjaliści.

— Częściowo tak.

— Ja, Siri, nie potrzebuję tłumacza. Jestem tylko konsultantką, jeśli wszystko idzie dobrze. A jeśli nie, ochroniarzem.

— Jesteś oficerem i wojskowym ekspertem. Powiedziałbym, że masz aż nadto kwalifikacji, żeby oszacować potencjalne zagrożenie ze strony Rorschacha.

— Ja jestem fizycznym. Nie powinieneś raczej „upraszczać” Jukki czy Isaaca?

— Przecież to robię.

Spojrzała na mnie.

— Wchodzisz w interakcje — wyjaśniłem. — Wszystkie składniki systemu wpływają na siebie nawzajem. Przetwarzać Sarastiego, nie biorąc ciebie pod uwagę, to jak liczyć przyspieszenie, pomijając masę.

Znów odwróciła się do swego wylęgu. Drugi robot przeszedł inspekcję.

To nie mnie nienawidziła. Nie podobało się jej, co sugeruje moja obecność.

Nie powiedziała tego na głos, ale wiedziałem co myśli: obojętne, jak jesteśmy wykwalifikowani, o ile wyprzedzamy resztę stada. A może właśnie dlatego. Jesteśmy skażeni. Jesteśmy subiektywni. Więc wysyłają z nami Siriego Keetona, żeby im mówił, o co nam naprawdę chodzi.

— Rozumiem to — powiedziałem po chwili.

— O, naprawdę?

— Pani major, tu nie chodzi o zaufanie. Ale o położenie. Nikt nie widzi dobrze systemu ze środka. Bo ma zniekształcony widok.

— A twój nie jest zniekształcony?

— Ja jestem poza systemem.

— Teraz wchodzisz ze mną w interakcję.

— Tylko jako obserwator. Ideał jest nieosiągalny, ale nie jest „nieprzybliżalny”, prawda? Nie odgrywam żadnej roli w podejmowaniu decyzji, ani badaniach, nie zakłócam żadnych aspektów misji, które mam badać. Lecz oczywiście mogę zadawać pytania: im więcej mam informacji, tym lepiej analizuję.

— Myślałam, że nie musisz pytać. Myślałam, że tacy goście po prostu… nie wiem… odczytują znaki, czy coś.

— Ale pomaga każdy strzęp informacji. To wszystko się liczy.

— Robisz to teraz? Syntetyzujesz?

Kiwnąłem głową.

— I robisz to bez żadnej specjalistycznej wiedzy?

— Jestem tak samo specjalistą, jak ty. Specjalizuję się w przetwarzaniu topologii informacyjnych.

— Nie rozumiejąc ich zawartości.

— Wystarcza mi rozumienie kształtu.

Bates znalazła chyba jakąś niedoskonałość w lustrowanym robocie, bo poskrobała paznokciem jego pancerz.

— Nie mogą tego robić programy? Bez twojej pomocy?

— Programy mogą robić dużo rzeczy. Ale niektóre chcemy robić sami. — Wskazałem brodą robota. — Na przykład inspekcję żołnierzy.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)