Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Ślepowidzenie [Blindsight - pl]
Ślepowidzenie [Blindsight - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ślepowidzenie [Blindsight - pl]

Электронная книга - «Ślepowidzenie [Blindsight - pl]». Краткое содержание книги:

„Ślepowidzenie” w genialny sposób na nowo definiuje historię o pierwszym kontakcie. U Petera Wattsa obcy nie są ani cudacznie przebranymi ludźmi, ani kompletnie niezrozumiałymi czarnymi monolitami — są czymś nowym, o wiele bardziej bulwersującym, zmuszającym nas do wyciągnięcia dość nieprzyjemnych wniosków co do natury świadomości. Gdy przestaniesz o tym myśleć, poczujesz ciarki na plecach!
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 88
Перейти на страницу:

— Może chodzi o to, że ktoś, kto jest w domu góra trzy miesiące na rok, ma czelność osądzać, jakim ja jestem rodzicem. Jeśli chcesz mieć coś do powiedzenia w kwestii wychowywania syna, może najpierw trochę się nim zajmij. A na razie odpierdol się, i to już!

— Nie będziesz już karmić mojego syna tym gównem — powiedział ojciec.

Bondfast™ Formula IV

μ-opioidalny aktywator receptorów / stymulator integracji maternalnej

wzmacniamy więź matki i dziecka od roku 2042

— Ach tak? I ty mi zabronisz, ty drobny pracoholiczku? Jesteś za bardzo zapracowany, żeby w ogóle mieć pojęcie, co się dzieje w twojej własnej rodzinie. Myślisz, kurwa, że z tej swojej orbity będziesz mi coś dyktować? Myślisz…

Nagle z salonu dobiegł tylko cichy odgłos dławienia się. Wyjrzałem zza rogu.

Ojciec trzymał Helen za gardło.

— Myślę — zachrypiał — że jeśli będzie trzeba, nie pozwolę ci zrobić czegoś Siriemu. I ty dobrze o tym wiesz.

Wtedy mnie zobaczył. A potem ona. Oderwał dłoń od jej szyi, a minę miał dziwnie zakłopotaną.

Lecz u niej nie dało się nie dostrzec triumfu.

* * *

Zerwałem się z kanapy, trzymając się dłonią za czubek głowy. Chelsea stała przede mną z rozszerzonymi oczyma, motylek na policzku znieruchomiał.

Ujęła mnie za rękę.

— Jezu. Strasznie cię przepraszam.

— Ty… to widziałaś?

— Nie, no skąd. To nie umie czytać w myślach. Ale widać, że to nie było miłe wspomnienie.

— Aż tak źle nie było.

Gdzieś z bliska dochodził mnie ostry, odcieleśniony ból, jak kleks na śnieżnobiałym obrusie. Po chwili namierzyłem go: zagryzałem wargę.

Przesunęła dłonią po mym ramieniu.

— Naprawdę się zestresowałeś. Odczyty miałeś… dobrze się czujesz?

— No pewnie. Nic takiego. — Słony smak. — Ale jedno mnie ciekawi.

— Pytaj.

— Po co mi to robisz?

— Bo możemy je usunąć. Na tym wszystko polega. Cokolwiek to było, cokolwiek ci się w tym nie podobało, już wiemy gdzie siedzi. Możemy tam wrócić i wszystko zetrzeć. A potem będzie dużo czasu, żeby próbować to usunąć na zawsze, gdybyś tylko chciał. Załóż tylko siatkę i…

Objęła mnie, przyciągnęła do siebie. Pachniała piaskiem i potem. Uwielbiałem ten zapach. Przez chwilę czułem się odrobinę bezpieczniej. Przez chwilę mogłem myśleć, że nie przebiję dna. Jakimś sposobem, będąc z Chelsea, czułem się ważny.

Chciałem, żeby trzymała mnie tak przez wieki.

— Nie, nie chcę — odpowiedziałem.

— Nie? — Zamrugała, spojrzała mi w oczy. — Ale czemu?

Wzruszyłem ramionami.

— Wiesz, co się mówi o ludziach, którzy nie pamiętają przeszłości.

Drapieżcy biegną, żeby jeść. Ofiary biegną, żeby żyć.

Stare przysłowie ekologiczne

Byliśmy ślepi i bezbronni, stłoczeni w miękkim bąblu na terytorium wroga. Ale przynajmniej szeptacze umilkły. Potwory zostały za powłoką.

A Amanda Bates razem z nimi.

— Co się, kurwa… — sapał Szpindel.

Oczy za szybką miał rozbiegane, poszukujące.

— Widzisz? — zapytałem.

— Raczej nie. Czemu ona powiedziała, że nie żyje? O co…

— Miała na myśli, że dosłownie — odparłem. — To nie było takie powiedzenie, „no to już nie żyję”. Czuła, że już umarła. Jakby była gadającym trupem.

— Skąd ty… no wiesz? — Głupie pytanie. Twarz za szybką hełmu wykrzywiła się i zadygotała. — To obłęd, nie?

— Zdefiniuj „obłęd”.

Banda unosiła się w milczeniu w naszym ciasnym schronieniu, tuż przy Szpindlu. Kiedy tylko weszliśmy do środka, Procesorowi przeszła obsesja na punkcie nogi. A może po prostu ktoś go zepchnął do tyłu; wydawało mi się, że w drgnieniach palców w grubych rękawicach dostrzegam aspekty Susan.

Dyszenie Szpindla odbijało się w radiu kolejnymi echami.

— Jeśli Bates nie żyje, to my też.

— Może nie. Przeczekamy szczyt i wyjdziemy stąd. Zresztą ona żyła. Tylko tak mówiła.

— Kurwa. — Wyciągnął rękę i przycisnął wierzch rękawicy do powłoki namiotu. Pomacał coś przez tkaninę. — Ktoś tu naprawdę przyczepił przetwornik…

— Na ósmej godzinie — powiedziałem. — Metr dalej.

Dłoń Szpindla przywarła do kapsuły po drugiej stronie. HUD wypełnił się cyferkami z drugiej ręki, przekazywanymi wibracjami do jego rękawicy, a potem rozsyłanymi do reszty skafandrów.

Dalej pięć tesli. Chociaż spada. Namiot rozdął się wokół nas jakby oddychał, a w kolejnej sekundzie opadł — lokalny front niskiego ciśnienia przeszedł.

— Kiedy ci wrócił wzrok? — zapytałem.

— Jak tylko weszliśmy do środka.

— Wcześniej. Widziałeś baterię.

— Nie złapałem — burknął. — Ale widocznie też jestem takim paralitykiem, nie? Bates! Słyszysz?

— Wyciągnąłeś rękę. Prawie ją złapałeś. To nie mógł być ślepy traf.

— Żaden ślepy traf. Ślepowidzenie. Amanda? Odezwij się.

— Ślepowidzenie?

— Kiedy z receptorami wszystko w porządku — odpowiedział z roztargnieniem. — Mózg przetwarza obraz, ale nie ma do niego dostępu. Pień mózgu przejmuje kontrolę.

— Pień widzi, ale ty nie?

— Coś w tym stylu. Cicho, daj mi… Amanda, słyszysz mnie?

— …nie…

To nie był głos nikogo z namiotu. Ledwie słyszalny, przywędrował wibracjami po dłoni Szpindla pomiędzy innymi danymi. Z zewnątrz.

— Pani major! — zawołał Szpindel. — Mandy! Żyjesz!

— …nie… — szept brzmiał jak biały szum.

— Ale rozmawiasz z nami, więc, do cholery, nie umarłaś.

— …nie…

Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia.

— Co jest nie tak, pani major?

Cisza. Banda za nami obiła się delikatnie o powłokę. Wszystkie aspekty miała nieczytelne.

— Pani major? Słyszy mnie pani?

— Nie.

Głos był martwy, jakby naszprycowany uspokajaczami i zamknięty w akwarium, transmitowany przez kończyny i ołów z trzycyfrową liczbą bitów na sekundę. Ale z pewnością był to głos Bates.

— Pani major, trzeba tu wejść — powiedział Szpindel. — Wchodzisz?

— …nie…

— Jesteś ranna? Coś cię trzyma?

— N… nie.

Może to w ogóle nie jej głos? Tylko struny głosowe.

— Amanda, posłuchaj. Tam jest niebezpiecznie, za gorąco. Musisz…

— Ja nie jestem tam — odrzekł głos.

— A gdzie?

— …nigdzie.

Spojrzałem na Szpindla. Szpindel na mnie. Nie odezwaliśmy się.

Za to James tak. Wreszcie. Łagodnym głosem:

— A kim ty jesteś, Amanda?

Bez odpowiedzi.

— Jesteś Rorschachem?

Tutaj, w brzuchu bestii, tak łatwo było w to uwierzyć.

— Nie…

— A kim?

— N… nikim. — Głos był płaski i mechaniczny. — Niczym.

— Mówisz, że nie istniejesz? — powoli zapytał Szpindel.

— Tak.

Namiot oddychał wokół nas.

— No to, jak ty mówisz? — zapytała Susan. — Skoro nie istniejesz, z kim rozmawiamy?

— Z czymś… innym. — Westchnienie, jakby szum-oddech. — Nie ze mną.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)