Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 163
Перейти на страницу:

– Ale wszystko się udało i teraz cała zasługa po twojej stronie – powiedział pułkownik Espina. – Prezydent pomyśli, że jeśli który z nas dwóch naprawdę ma jaja, to mój podwładny, a nie ja.

– Ej, ty, Trifulcio! – krzyknął don Melquíades. – Nie słyszysz, że ciebie wołam? Na co czekasz?

– Prezydent wie, że tobie zawdzięczam stanowisko – powiedział Bermudez. – Wie, że na jedno twoje mrugnięcie podziękuję za wszystko i znowu będę sprzedawał traktory.

– Ej, ty! – wrzasnęli żandarmi wymachując rękami. – Chodź no!

– Trzy noże i kilka pałek, nic strasznego – powiedział Bermudez. – Na użytek prasy kazałem jeszcze dołożyć parę rewolwerów i kastety.

Wstał, biegiem rzucił się przez podwórze wznosząc tuman piasku za sobą, zatrzymał się przed don Melquíadesem. Spacerujący więźniowie znieruchomieli, inni, obudzeni z drzemki, skulili się obserwując, słońce lało żar z nieba.

– Aha, więc jeszcze do tego wzywałeś dziennikarzy? – powiedział pułkownik Espina. – Nie wiesz, że komunikaty podpisuje minister, że konferencje prasowe zwołuje minister?

– Chodź no, Trifulcio, podnieś tę beczułkę, don Emilio

Arévalo chce zobaczyć – powiedział Melquíades. – Tylko mi nie zrób zawodu, powiedziałem, że dasz radę.

– Wezwałem ich, żebyś ty do nich mówił – powiedział Bermudez. – Tu masz szczegółowe informacje, karty zatrzymanych, broń, którą damy im sfotografować. Wezwałem ich z myślą o tobie, Góral.

– Ja nic nie zrobiłem, – don Trifulcio mrugał powiekami i krzyczał, i czekał, i znowu krzyczał. – Nic. Daję słowo, don Melquíades.

– W porządku, nie mówmy o tym więcej – powiedział pułkownik Espina. – Ale weź pod uwagę, że ja chciałem oczyścić San Marcos, jak tylko się policzymy ze związkami zawodowymi.

Beczka, czarna, cylindryczna, stała pod balustradą, u stóp don Melquíadesa, żandarmów i nieznajomego w białym ubraniu. Inni więźniowie, zaciekawieni albo też z pewną ulgą, patrzyli na Trifulcia i na siebie nawzajem z kpiącymi minami.

– Ognisko w San Marcos nie zostało zlikwidowane, ale teraz jest na to odpowiednia chwila – powiedział Bermudez. – Tych dwudziestu sześciu to tylko czołówka, a większość przywódców została na wolności i teraz właśnie trzeba by na nich położyć rękę.

– Nie bądź durniem i podnieś tę beczkę – powiedział don Melquíades. – Ja wiem, że nic nie zrobiłeś. No, ruszaj się, niech pan Arévalo zobaczy.

– Związki zawodowe to ważniejsza sprawa niż San Marcos, tam właśnie trzeba zrobić czystkę – powiedział pułkownik Espina. – Dotąd nawet nie pisnęli, ale Apra jest mocno ugruntowana wśród robotników, wystarczy jedna iskra i wszystko wybuchnie.

– Zapaskudziłem celę, ale to dlatego, że jestem chory – powiedział Trifulcio. – Nie mogę się wstrzymać, słowo honoru, don Melquíades.

– Zrobimy z tym porządek – powiedział Bermudez. – Oczyścimy wszystko, co będzie trzeba, Góral.

Nieznajomy zaczął się śmiać, don Melquíades zaczął się śmiać. Całe podwórko huczało od śmiechu. Nieznajomy oparł się o poręcz, włożył rękę do kieszeni, wyciągnął z niej coś błyszczącego i pokazał Trifulciowi.

– Czytałeś podziemną „Trybunę”? – powiedział pułkownik Espina. – Wyzwiska pod adresem wojska i moim. Trzeba raz na zawsze skończyć z tą brudną szmatą.

– Całego solą za podniesienie beczki, don? – Trifulcio zamknął oczy, otworzył je i wybuchnął śmiechem. – A jakże, czemu nie, don!

– Jasne, w Chincha o nim gadali, don – powiedział Ambrosio. – Że zgwałcił nieletnią, że kradł, że zabił faceta w bójce. Tyle rzeczy naraz to nieprawda. Ale coś tam musiał narozrabiać, bo za co by siedział tyle czasu.

– Wy wojskowi ciągle macie na myśli taka Aprę, jaka była dwadzieścia lat temu – powiedział Bermúdez. – Liderzy się już zestarzeli i zdemoralizowali, nie mają ochoty się narażać. Nic nie wybuchnie, nie będzie rewolucji. A ta szmata zniknie, masz moje słowo.

Podniósł łapska do twarzy (pomarszczonej już wokół powiek, przy podbródku i koło kędzierzawych, siwych bokobrodów) i splunął w nie raz po raz, a potem zatarł dłonie i podszedł do beczki. Obmacał, zakołysał nią, przywarł długimi nogami, wzdętym brzuchem i szeroką klatką piersiową do jej twardej wypukłości i gwałtownie, miłośnie, objął ją długachnymi ramionami.

– Nigdy więcej go nie widziałem – mówi Ambrosio. – Widzieli go po miasteczkach tego departamentu, podczas wyborów w pięćdziesiątym, w kampanii senatora Arévalo. Nalepiał plakaty, rozdawał ulotki. Za kandydaturą don Emilia Arévalo, przyjaciela pańskiego ojca, paniczu.

– O, tutaj mam listę, don Cayo, zrzekło się tylko trzech prefektów i ośmiu podprefektów z tych, których mianowano za Bustamantego – powiedział doktor Alcibiades. Dwunastu prefektów i piętnastu podprefektów wysłało telegramy z życzeniami dla Generała, kiedy objął władzę. Reszta milczy; pewnie chcą jakiegoś potwierdzenia nominacji, ale nie mają odwagi o nie prosić.

Zamknął oczy i gdy podnosił beczkę, rozdęły mu się żyły na szyi i czole, zwilgotniała zniszczona twarz, a grube wargi stały się fioletowe. Pochylony podtrzymywał ciężar wysiłkiem całego swego ciała, podsunął niezdarnie jedną rękę niżej, pod dno beczki, i uniósł ją jeszcze trochę. Zrobił dwa chwiejne kroki ze swym brzemieniem na plecach, spojrzał dumnie w stronę balustrady i jednym ruchem zrzucił z powrotem beczkę na ziemię.

– Góral myślał, że wszyscy zrezygnują jak jeden maż, i chciał na ślepo mianować prefektów i podprefektów – powiedział Cayo Bermúdez. – Sam pan widzi, doktorze, że pułkownik nie zna Peruwiańczyków.

– Prawdziwe byczysko, miałeś rację, Melquíades, to nie do wiary w jego wieku – nieznajomy rzucił monetę i Trifulcio złapał ją w locie. – Słuchaj no, ile ty masz lat?

– Myśli, że wszyscy są tacy jak on, że mają swój honor – powiedział doktor Alcibiades. – Ale niech mi pan powie, don Cayo, dlaczego prefekci i podprefekci mieliby być lojalni wobec biednego Bustamantego, który już nigdy nie podniesie głowy.

– A czy ja tam wiem – Trifulcio śmiał się, dyszał, ocierał sobie twarz. – Mam kupę lat. Więcej lat od pana, don.

– Proszę zaznaczyć w swoim raporcie, którzy z nich wysłali depesze, a którzy nie; a my ich wtedy spokojnie, powolutku zastąpimy innymi ludźmi – powiedział Bermúdez. – A tym, co zrezygnowali, proszę podziękować za pracę i niech Lozano wciągnie ich do kartoteki.

– Mamy tu jednego z takich, jak ty lubisz, Hipólito – powiedział Ludo vico. – Pan Lozano specjalnie nam go poleca.

– Limę w dalszym ciągu zalewają obrzydliwe podziemne paszkwile – powiedział pułkownik Espina. – Co jest, Cayo?

– Chodzi o to, kto i gdzie otrzymuje podziemną „Trybunę”, ale tak raz dwa – powiedział Hipólito. – I pamiętaj, że ja lubię takich jak ty.

– Te dywersyjne śmiecie muszą natychmiast zniknąć – powiedział Bermúdez. – Jasne, Lozano?

– Jesteś gotów, czarnuchu? – powiedział don Melquíades. – Pewno już ci się pali pod nogami, co, Trifulcio?

– Nie wiesz kto ani gdzie? – powiedział Ludovico. – A jak to się stało, kochasiu, że kiedy cię zatrzymano w Vitarte, miałeś w kieszeni numer „Trybuny”?

– Czy jestem gotów? – roześmiał się zaniepokojony Trifulcio. – Na co gotów, don Melquíades?

– Jak się przeniosłem do Limy, to na początku posyłałem Murzynce trochę forsy i wpadałem do niej od czasu do czasu-rzekł Ambrosio. A potem już nie. Umarła i nawet nie miała wiadomości ode mnie. To mnie najbardziej gnębi, don.

– Wsadzili ci to do kieszeni, tak że nawet nie wiedziałeś? – rzekł Hipólito. – Ale z ciebie durna pała, kochasiu. Ty zaf ajdany eleganciku z brylantyną na czuprynie. Więc ty wcale nie jesteś apristą i nie wiesz, kto i gdzie dostaje „Trybunę”?

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)