Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 163
Перейти на страницу:

– No to przesłuchajcie ich wreszcie – rzekł Cayo Bermúdez.

– A jak ranni, lepiej?

– Rozmawialiśmy jak tacy dwaj, co to ani się nie znają, ani sobie nie ufają – mówi Ambrosio. – W Chincha, kiedyś wieczorem, kupę lat temu. Od tego czasu nie słyszałem o nim, paniczu.

– Dwóch studentów trzeba było odstawić do szpitala więziennego, don Cayo – powiedział prefekt. – Policjantom nic się nie stało, małe obrażenia.

I wznosił się ciągle, trawiąc swoją zdobycz, uparty, w ciemnościach, a kiedy miał już roztopić się w blasku, rozłożył skrzydła, majestatycznie zakreślił w powietrzu łuk, bezkształtny cień, niewielka plama przesuwająca się ponad nieruchomą, pofalowaną płaszczyzną białego piasku, żółtego piasku; zatoczył koło i miał pod sobą to wszystko: kamienie, mury, kraty, półnagich ludzi, którzy ledwo się ruszali albo leżeli w cieniu połyskującego daszka-okapu z cynkowej blachy, jeep, palisadę, palmy, wstążkę wody, szeroką wodną aleję, chaty, domy, samochody, place obsadzone drzewami.

– Zostawiliśmy jedną kompanię w San Marcos i reperujemy bramę zburzoną przez czołg – powiedział prefekt. – Jedną sekcję posłaliśmy na wydział medycyny. Ale nie było żadnych prób manifestacji ani nic takiego, don Cayo.

– Proszę mi zostawić te fiszki z kartoteki, pokażę je ministrowi – powiedział Cayo Bermúdez.

Harmonijnie rozwinął brunatne skrzydła, zniżył lot, zawrócił majestatycznie i znów wzbił się ponad drzewa, nad wstążkę wody, nad nieruchome piaski, opisywał koła nad połyskującą cynkową blachą, nie spuszczając z niej oka opadł jeszcze trochę, obojętny na ów pomruk, na wygłodniałe wrzaski i chytre milczenie w tym prostokącie zamkniętym murem i kratą, a baczny tylko na ów daszek z karbowanej blachy, którego blask sięgał jego skrzydeł, i tak opuszczał się ciągle, coraz niżej: oczarowany tą orgią światła, pijany blaskiem?

– Ty dałeś rozkaz, żeby wziąć San Marcos? – powiedział pułkownik Espina. – Ty? Bez porozumienia ze mną?

– Taki siwy Murzyn, ogromny, łaził jak małpa. – powiedział Ambrosio. – Chciał wiedzieć, czy w Chincha można się zabawić z kobietami, zabrał mi forsę. Nie mam o nim dobrego wspomnienia, don.

– Zanim pogadamy o San Marcos, opowiedz o podróży – rzekł Bermúdez. – Jak tam nasze sprawy na Północy?

Ostrożnie wysunął szarawe łapki – wypróbowywał twardość, temperaturę, samo istnienie cynkowej blachy? – złożył skrzydła, usiadł, spojrzał i odgadł, i już było za późno: kamienie zwaliły mu się na skrzydła, połamały kości, roztrzaskały dziób i podzwaniając metalicznie toczyły się po okapie, spadały na ziemię.

– Na Północy w porządku, ale ja cię pytam, czy jesteś przy zdrowych zmysłach – powiedział pułkownik Espina. – Panie pułkowniku, wzięto uniwersytet, panie pułkowniku, żandarmeria w San Marcos. A ja, minister, nic nie wiem. Chyba oszalałeś, Cayo?

Zwinny ptak ześlizgiwał się, konał na ołowianoszarej blasze barwiąc ją purpurowymi plamami, był już przy brzegu, opadł i schwytały go głodne dłonie, wyrywały go sobie, oskubywały z piór, rozlegał się śmiech, przekleństwa, i już pod murem z adobe rozpalano ognisko.

– Patrzą? A niech sobie patrzą – powiedział Trifulcio. – Kto wie swoje, ten wie, ale do mnie nikt się nie przyczepi.

– Zająłem San Marcos, przeciąłem ten wrzód w kilka godzin i bez straty w ludziach – powiedział Bermúdez. – A ty zamiast mi podziękować, pytasz, czy nie oszalałem. To niesprawiedliwie, Góral.

– Murzynka też go już nie zobaczyła po tamtej nocy – mówi Ambrosio. – Uważała, paniczu, że on ma wrodzone złe skłonności.

– Będą protesty z zagranicy, a to właśnie jest nam bardzo nie na rękę – powiedział pułkownik Espina. – Nie wiesz, że prezydent chce unikać zamieszek?

– Nie wiem, co jest nam bardziej nie na rękę: protesty czy dywersyjne ognisko w samym centrum Limy powiedział Bermúdez. – Za parę dni można będzie wycofać policję, San Marcos się otworzy i spokój.

Wytrwale żuł kawałek mięsa, który zdobył w walce na pięści, paliły go ramiona i ręce, na ciemnej skórze miał zadrapania, a ‘ognisko, na którym upiekł swoją zdobycz, jeszcze dymiło. Przykucnął w kącie pod okapem z blachy, zmrużył oczy przed nadmiernym blaskiem, a może po to, aby lepiej smakować tę rozkosz, która rodziła się w ruchu szczęk, ogarniała podniebienie i język, i gardło; w przełyku czuł delikatne drapanie resztek piór pozostałych w przypieczonym mięsie.

– A poza tym nie byłeś do tego powołany, decyzja należała do ministra, nie do ciebie – powiedział pułkownik Espina. – Wiele państw nie uznało naszego rządu. Prezydent na pewno jest wściekły.

– O, idą goście – powiedział Trifulcio. – O, już są.

– Uznały nas Stany Zjednoczone, to najważniejsze – powiedział Bermúdez. – A o prezydenta się nie martw, Góral. Porozumiałem się z nim wczoraj wieczorem, zanim przystąpiłem do akcji.

Inni spacerowali pod zabójczym słońcem, już w zgodzie, nie pamiętając o urazach, o tym, że przed chwilą wymyślali sobie, pchali się i bili o łup; albo spali pod ścianą, zakrywszy oczy gołym ramieniem, brudni, bosi, z otwartymi ustami, zezwierzęceni ze zmęczenia, głodu i gorąca.

– Na kogo teraz kolej? – powiedział Trifulcio. – Komu zadzwonią?

– Mnie chyba nigdy nic nie zrobił – powiedział Ambrosio. – Aż do tamtego wieczora. Nie miałem do niego złości, don, choć i nie miałem za co go lubić. A wtedy to raczej mi go było żal.

– Obejdzie się bez trupów, tak obiecałem prezydentowi i dotrzymałem słowa – powiedział Bermúdez. Tu są karty tych piętnastu zatrzymanych. Oczyścimy San Marcos i studenci będą mogli znowu zacząć zajęcia na uczelni. Jesteś niezadowolony, Góral?

– Żałowałem go nie dlatego, że siedział, proszę mnie zrozumieć, paniczu – mówi Ambrosio. Tylko dlatego, że wyglądał jak żebrak. Bez butów, pazury o, takie długie, strupy na ramionach, a na gębie to już nie strupy, tylko brud. Tak jak mówię, nic nie kłamię.

– Zachowałeś się tak, jakby mnie wcale nie było – powiedział pułkownik Espina. – Dlaczego nie uzgodniłeś ze mną?

W podcieniach ukazał się don Melquíades w eskorcie dwóch żandarmów, a za nim wysoki mężczyzna w słomkowym kapeluszu, którego skrzydła chwiały się w upalnym wietrze, jakby były z jedwabnej bibułki, miał na sobie biały garnitur, błękitny krawat i jeszcze bielszą koszulę. Przystanęli i don Melquíades powiedział parę słów do nieznajomego, pokazując mu kogoś na podwórzu.

– Bo to było ryzykowne – powiedział Bermudez. – Mogli mieć broń, mogli otworzyć ogień. Nie chciałem, Góral, żeby ta krew spadła na twoją głowę-.

To nie był adwokat, adwokat nie byłby tak dobrze ubrany, ani też nie był to żaden przedstawiciel władzy, bo czy im dziś dawali zupę z mięsem, czy kazali pozamiatać cele i ubikacje, jak zwykle podczas inspekcji? A skoro nie adwokat, to kto?

– Mogłoby to zaważyć na twojej karierze, wytłumaczyłem to prezydentowi – powiedział Bermudez. – Podejmuję decyzję, biorę na siebie odpowiedzialność. W razie jakichś następstw ja rezygnuję ze stanowiska, a Góral pozostaje bez skazy.

Przestał ogryzać całkiem już gładką kosteczkę, którą trzymał w łapskach, wyprężył się, opuścił głowę, jego oczy ze strachem zerkały w stronę podcieni: don Melquíades dawał mu znaki, wskazywał na niego.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)