Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:

Rozmowa w Katedrze to niezwykła historia ludzi żyjących w Peru, w latach 50., w czasie dyktatury wojskowej, której przywódcą był generał Manuel Apolinario Odría.Akcja książki rozgrywa się na kilku płaszczyznach ujawniających kulisy i mechanizmy władzy dyktatora jak i jej wpływ na życie zwykłych ludzi. W popularnym barze o znaczącej nazwie Katedraa spotykają się Santiago Zavala, który wyrwał się spod władzy lojalnego wobec rządu ojca, Ambrosio człowiek ze społecznych nizin, znajomy Cayo Bemudeza bliskiego współpracownika prezydenta. Rozmowa, uznawana jest za najważniejsze dzieło Vargasa Llosy. Sam Autor mówi o niej w ten sposób: żadna inna powieść nie przysporzyła mi tak wiele trudu. Dlatego gdybym musiał kiedyś uratować coś z pożaru, wyniósłbym właśnie tę książkę.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 163
Перейти на страницу:

Czy to na tym drugim roku spostrzegłeś, Zavalita, że nie wystarczy poznać marksizm, że jeszcze trzeba uwierzyć? Może właśnie brak wiary cię zgnoił, Zavalita.

Brak wiary w Boga, paniczu? Wiary w cokolwiek, Ambrosio. Idea Boga, idea „czystego ducha”, twórcy świata, nie ma uzasadnienia, twierdził Politzer, Bóg poza przestrzenią i czasem to coś, co nie może istnieć. Miałeś już inną twarz, Santiago, nie tę co zawsze. Trzeba by być zwolennikiem idealistycznej mistyki, a co za tym idzie, nie uznawać żadnej kontroli naukowej, twierdził Politzer, aby wierzyć w Boga istniejącego poza czasem, a więc nie istniejącego w żadnym momencie, i poza przestrzenią, a więc nie istniejącego nigdzie. Najgorsze to te wątpliwości, Ambrosio, cudownie było móc zamknąć oczy i mówić Bóg istnieje albo Bóg nie istnieje, i wierzyć w to. Tak, Aido, zdawał sobie sprawę, że czasem wpadają w pułapkę: mówił wierzę albo jestem tego samego zdania, a w głębi duszy miał wątpliwości. Materialiści, twierdził Politzer, opierając się na naukowych przesłankach utrzymują, że materia istnieje w przestrzeni i w danym momencie (w czasie). Zacisnąć pięści, zacisnąć zęby, Ambrosio, Apra nas uratuje, religia nas uratuje, komunizm nas uratuje, i wierzyć w to. Wtedy życie samo się zorganizuje, a człowiek nie będzie się czuł zawieszony w próżni, Ambrosio. On nie wierzy księżom, paniczu, i od dziecka nie chodzi do kościoła, ale wierzy w religię i w Boga, przecież każdy powinien w coś wierzyć, no nie, paniczu? A zatem, wywodził Politzer,. wszechświat nie mógł zostać stworzony, choćby dlatego, że Bóg, aby móc stworzyć świat, potrzebowałby takiej chwili, która nie byłaby żadną chwilą (jako że dla Boga czas nie istnieje), a poza tym świat musiałby powstać z niczego: i to cię tak trapi, Zavalita? mówiła Aida. A Jacobo: tak czy inaczej, jeśli już trzeba zacząć od wiary w coś, to lepiej wierzyć, że Boga nie ma, niż wierzyć w jego istnienie. Santiago też wolał to drugie, Aida, on chciał się przekonać, czy Politzer mówi prawdę, Jacobo. Drobnomieszczański agnostycyzm, Zavalita, zakamuflowany idealizm, Zavalita. A ona, Aida, nie ma żadnych wątpliwości? A Jacobo wierzy każdemu słowu Polit-zera? Wątpliwości to najgorsza rzecz, mówiła Aida, one cię sparaliżują, uniemożliwią działanie, a Jacobo: przez całe życie łamać sobie głowę czy to prawda? zadręczać się a może to kłamstwo? – zamiast działać? Świat się nie zmieni, Zavalita. Aby działać, trzeba w coś wierzyć, mówiła Aida, a wiara w Boga nigdy nie służyła do tego, żeby coś zmienić; i Jacobo: już lepiej wierzyć w marksizm, Zavalita, dzięki niemu można wiele zmienić. Wpajać robotnikom wątpliwości metodyczne? – mówił Washington; a chłopom cztery zasady dialektyki? – mówił Hektor. Myśli: myślałeś nie, Zavalita. Zamknąć oczy, marksizm opiera się na naukowych przesłankach, zacisnąć pięści, a religia na ignorancji, nogami zaprzeć się w ziemi, Bóg nie istnieje, ścisnąć szczęki, aż zęby zazgrzytają, motorem historii jest walka klas, naprężyć mięśnie: wyzwalając się z burżuazyjnego wyzysku – oddychać głęboko – proletariat wyzwoli ludzkość; atakować: i stworzy społeczeństwo bezklasowe. Nie mogłeś, Zavalita, myśli. Myśli: byłeś, jesteś, będziesz do śmierci mieszczuchem. Matczyny pokarm, szkoła, rodzina, dzielnica były więc silniejsze? myśli. zajmował się polityką. Czy wiedział, że oni przychodzą tutaj uczyć się marksizmu? Tak, wiedział; i nie miał nic przeciw temu? Jasne, że nie, uważał, że to bardzo dobrze.

– To musi być wspaniałe, rozmawiać ze swoim starym jak z przyjacielem – powiedział Santiago.

– Biedaczysko, był zawsze dla mnie ojcem, przyjacielem, a potem i matką – powiedziała Aida. – Kiedy moja mama umarła.

– Ja muszę ukrywać, co myślę, jeżeli chcę być w dobrych stosunkach z moim starym – powiedział Santiago. – On mi nigdy nie przyzna racji.

– Pewnie, przecież to kapitalista – powiedziała Aida.

W miarę jak koło się powiększało, zmiany ilościowe i skok jakościowy, myśli, przechodzili od dyskusji naukowych do politycznych. Od esejów Mariategui do rozprawiania się ze wstępniakami „La Prensa”, od materializmu dialektycznego do miażdżącej krytyki Cayo Bermúdeza, od sprawy zmiesz-czanienia aprizmu do ostrej krytyki najbardziej nieuchwytnego wroga: trockistów. Zidentyfikowali trzech, i zużyli całe godziny, tygodnie, miesiące na to, aby ich rozszyfrować, wybadać, śledzić i potępić: podejrzani intelektualiści snuli się po dziedzińcach San Marcos, sypali cytatami i prowokowali, heretycy, katastrof iści. Czy było ich wielu? Są nieliczni, ale bardzo niebezpieczni, mówił Washington; czy współpracują z policją? mówił Solórzano, może i tak, ale to wychodzi na jedno, powiadał Hektor, bo dzielić, mącić, spychać na złą drogę i zatruwać to jeszcze gorsze niż donosić, mówił Jacobo. Aby zmylić trockistów i uniknąć donosicieli, postanowili nie trzymać się razem na uniwersytecie, nie przystawać na wspólne pogawędki w przypadkowych spotkaniach na korytarzu. W kole panowała jednomyślność, poczucie wspólnoty, nawet solidarność, myśli. Myśli: przyjaźń tylko w naszej trójce. Czy innych drażniło istnienie tej ich samotnej wysepki, tego upartego triumwiratu? W dalszym ciągu chodzili wszędzie razem, do bibliotek i kawiarni, razem spacerowali po dziedzińcu, spotykali się po zebraniach kółka. Gadali, dyskutowali, włóczyli się, szli do kina i wpadali w zachwyt nad Cudem w Mediolanie, biały gołąb w końcowej sekwencji to był gołąbek pokoju, muzyka to Międzynarodówka, Vittorio de Sica musiał być komunistą, a kiedy w jakimś kinie zapowiadano film radziecki, biegli tam bez tchu, pełni nadziei, rozgorączkowani, choć wiedzieli z góry, że to będą jakieś starocie z nie kończącymi się scenami baletowymi.

– Dreszcze? – mówi Ambrosio. – Skurcz żołądka?

– Jak byłem mały, też mnie łapało, w nocy mówi Santiago. – Budziłem się w ciemnościach, och, umieram. Nie mogłem się poruszyć ani zapalić światła, ani krzyknąć. I tak leżałem skurczony, spocony, i trząsłem się cały.

– Na ekonomii jest jeden, który może mógłby być z nami powiedział Washington. – Cały kłopot w tym, że już nas jest za dużo.

– Ale skąd to się u pana wzięło, paniczu – mówi Ambrosio. Przyszło, tkwiło już w nim, maleńkie i lodowate, śliskie.

Skręcało się w żołądku, wydzielało ów płyn, od którego pociły się dłonie, przyśpieszało bicie serca i rozpływało się w dreszczach.

– Tak, to niezbyt rozsądne, zbierać się taką dużą gromadą – rzekł Hektor. – Najlepiej by było się podzielić.

– Jasne, podzielmy się, ja byłem najbardziej za tym, i ani mi przez głowę nie przeszło, co będzie – mówi Santiago. – A potem przez całe tygodnie budziłem się i powtarzałem sobie jak idiota, to nie może być, nie może być.

– Jakie kryterium podziału przyjmiemy? – powiedział Indianin Martínez. – No, szybko, szkoda czasu.

– Śpieszy mu się, bo przygotował wykład o wartości dodatkowej – zaśmiał się Washington.

– Możemy losować – powiedział Hektor.

– W losowaniu jest coś irracjonalnego – powiedział Jacobo.

– Proponuję podział alfabetyczny.

– Świetnie, to bardziej racjonalne i łatwiejsze – powiedziała Ave. – Cztery pierwsze osoby w jednej grupie, pozostali w drugiej.

Nie, nie zaczęło mu walić serce, nie zaczął go żreć tamten robak. Był zaskoczony i zbity z tropu, myśli, i tylko ta nagła niedyspozycja. I jeszcze świadomość: to pomyłka. I ta jasna świadomość, myśli: pomyłka?

– Kto się zgadza z propozycją Jacobo, niech podniesie rękę – powiedział Washington.

Rosnąca niemoc, otępienie, zawrót głowy i nieśmiałość paraliżująca język, kiedy o kilka sekund później niż tamci podnosił ramię.

– No więc załatwione – powiedział Washington. – Jacobo,

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 163
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)