Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Było jeszcze gorzej.
Już od chwili, kiedy wszedł do klasy, Harry wyczuł na sobie jego taksujące
spojrzenie. Zdeterminowany, że tym razem nie pozwoli mu wytrącić się z równowagi,
zabrał się za przygotowywanie składników. Ale to nie spojrzenia Snape'a nie
pozwalały mu skupić się na pracy. Raczej zachowanie mężczyzny. Było... jeszcze
dziwniejsze niż ostatnio. Snape wydawał się być ciągle pogrążony w myślach. Przez
całą lekcję nie powiedział im ani słowa, poza "Eliksir redukujący. Składniki są na
tablicy. Do roboty", a potem usiadł przy swoim biurku, pochylił się nad pergaminami i tylko co jakiś czas podnosił znad nich wzrok, przesuwał spojrzenie po całej klasie,
najdłużej zatrzymując je na Harrym, a potem odwracał głowę w stronę ściany i przez
kilka długich chwil po prostu wpatrywał się w przestrzeń.
To było... deprymujące. Nawet Lavender i Parvati zaczęły szeptać pomiędzy sobą, a
do uszu Harry'ego co jakiś czas docierały strzępy ich rozmów, w których ciągle
powtarzało się jedno słowo: "Snape".
Głowa, która bolała Harry'ego praktycznie non stop od samego rana, teraz już niemal
pulsowała. Miał wrażenie, jakby coś się w niej rozrastało i próbowało ją rozerwać.
Jakby ktoś uderzał w nią młotkiem od środka.
Zdjął okulary, kilka razy przetarł oczy i założył je ponownie. Niemal natychmiast
poczuł na sobie płonące spojrzenie Mistrza Eliksirów, ale kiedy podniósł wzrok,
mężczyzna odwrócił głowę do ściany. Harry zauważył, że Snape wciąż obraca pióro
w palcach, najwyraźniej zupełnie nieświadomie. I że robi to z coraz większą
nerwowością.
Hermiona kilka razy zapytała, czy na pewno wszystko z nim w porządku, ponieważ
coraz częściej przerywał pracę i przecierał oczy albo masował skronie. Ból stawał się
nie do zniesienia. Chyba rzeczywiście będzie musiał w końcu się porządnie wyspać.
Nie pociągnie tak dłużej.
Lekcja przebiegła w całkowitej ciszy, poza jednym incydentem. Neville'owi wybuchł
kociołek. To nie była jakaś wielka niespodzianka, w tym roku zniszczył już trzy.
Znacznie większą niespodzianką była reakcja Snape'a. Zareagował dopiero wtedy,
kiedy wszyscy uczniowie wbili w niego wyczekujące spojrzenia. Szczególnie Ślizgoni,
którzy uwielbiali oglądać, jak opiekun ich domu miesza z błotem "tego żałosnego
Longbottoma". Ale Snape nie wyglądał na kogoś, kto zamierza mieszać kogokolwiek
z błotem. Wyglądał raczej jak ktoś, kto powrócił z bardzo daleka. Oderwał wzrok od
ściany, rozejrzał się po klasie i niedbale machnął różdżką w stronę zniszczonego
kociołka, usuwając rozlany eliksir i skorupy, po czym bez słowa powrócił do
przerwanej czynności, czyli wpatrywania się w ścianę.
Neville rozejrzał się ze zdumieniem, jakby szukał jakiejś podpowiedzi, co powinien
teraz zrobić. W końcu usiadł, spakował się i po prostu czekał na dzwonek, wciąż
wyglądając tak, jakby nie dowierzał, że rekin, który wszelkimi prawami natury
powinien go pożreć, po prostu machnął ogonem i sobie odpłynął.
Harry nie mógł się powstrzymać. Przyglądał się Snape'owi tak, jakby widział go po
raz pierwszy w życiu. Ale mógł to robić bez obaw, ponieważ wszyscy teraz patrzyli na
nauczyciela. Szepty pomiędzy uczniami ucichły dopiero po kilku minutach i wszyscy
powoli wrócili do pracy. Wszyscy poza Harrym. Wciął wpatrywał się w odwróconą do
ściany twarz Snape'a. I wtedy ta twarz poruszyła się i odwróciła w jego stronę.
Czarne oczy przemierzyły klasę i zatopiły się w oczach Harry'ego. Nie potrafił
odwrócić od nich wzroku. I nie potrafił uciszyć tego krzyku w swoim umyśle:
"Przestań się tak zachowywać! Przestań! Przestań!"
Po chwili brwi mężczyzny zmarszczyły się, jakby zobaczył na twarzy Harry'ego coś,
co go zaskoczyło. Harry z największym wysiłkiem oderwał spojrzenie od tych dwóch,
pochłaniających wszelkie światło niczym czarne dziury tęczówek i spuścił głowę. Ból
w jego skroniach pulsował prawie z taką samą siłą, z jaką biło jego serce. Ręce mu
się trzęsły, kiedy sięgnął po fiolkę zawierającą wyciąg z czyrakobulwy.
Nie, musi się uspokoić. Nie pozwoli mu się wyprowadzić z równowagi! Nie tym
razem!
Udało mu się ochłonąć dopiero po kilku minutach i nie spojrzał na Snape'a już ani
razu aż do chwili, kiedy nauczyciel oznajmił, że czas na przygotowanie eliksiru się
zakończył, a po tym, jak otrzyma od nich próbki i rozda im testy, które pisali na
ostatniej lekcji, będą mogli opuścić klasę.
Tym razem Harry postanowił, że nie podejdzie do biurka. Niech Snape myśli sobie,
co chce. Na pewno już się do niego nie zbliży. Nie po tym, co się ostatnio wydarzyło.
A już w szczególności nie po tym, jak Snape zachowywał się na dzisiejszej lekcji.
Wolał nie ryzykować. Dał swoją fiolkę Hermionie, spakował się i czekał, aż wszyscy
oddadzą próbki i powrócą na miejsca.
Snape machnął różdżką i leżące na jego biurku testy pofrunęły w stronę wszystkich
uczniów. Na ławce Harry'ego wylądował pergamin. Prawie czysty. Wiedział, że
zawalił ten test, nie zaskoczyła go więc widniejąca w prawym górnym rogu ocena
"troll". Za to bardzo zaskoczyło go to, co znalazł na samym dole swojego testu.
Rozwinął go do końca i szeroko otwartymi oczami spojrzał na nakreślone czerwonym
atramentem oraz ostrym, charakterystycznym pismem Snape'a zdanie:
Rozumiem, dlaczego karzesz mnie, ale dlaczego karzesz także siebie?
Serce Harry'ego zamarło. Gwałtownie poderwał głowę i spojrzał wprost w
przypatrujące mu się, ciemne oczy.
To... to było jak cios poniżej pasa. Snape myślał, że to jest jakaś kara, którą może
odbębnić, a potem wszystko będzie jak dawniej? Jak mógł? Jak mógł tak napisać?
Jak mógł napisać, że Harry sam się karze? Przecież on cierpi przez niego! Przez
niego! Tylko i wyłącznie przez niego! Ponieważ Snape jest pieprzonym sukinsynem!
Ponieważ nie miał na tyle przyzwoitości, aby po prostu przeprosić go za to, jaką
krzywdę mu wyrządził! Nie, on wolał go dobić! A teraz zrzuca winę na Harry'ego!
Tak, to bardzo w jego stylu! Podły, wyrachowany skurwiel!
Wściekłość, która w nim płonęła, emanowała także z jego spojrzenia i po chwili
Snape uniósł brwi w wyrazie zaskoczenia. Najwyraźniej nie takiej reakcji się
spodziewał.
Harry drżał. Wibrował z gniewu. Miał ochotę wyciągnąć różdżkę i przekląć tego
mężczyznę. Sprawić, aby wił się, jęczał i przepraszał go za wszystko. Zrobić coś, aby
raz na zawsze zniknął z jego życia i przestał go prześladować! Dopiero po chwili
zorientował się, że całkowicie zgniótł trzymany w dłoniach pergamin.
Nie wytrzyma tu ani chwili dłużej! Złapał swoją torbę i ruszył w stronę wyjścia,
potrącając kilku opuszczających klasę uczniów, którzy krzyknęli za nim z
oburzeniem, ale Harry nie zwrócił na to uwagi. Po prostu szedł przed siebie, pragnąc
znaleźć się jak najdalej stąd. Jak najdalej od jedynej osoby na świecie, która jednym
zdaniem potrafiła zburzyć albo odbudować cały jego świat.
Złamane serce może zostać uleczone, ale serce, które zostało rozdarte na pół, nie
zazna spokoju, dopóki na powrót nie odnajdzie tego, co zostało mu odebrane i bez
czego nie jest w stanie bić. Swojej drugiej połowy.
--- rozdział 52 ---
52. Between the truth and the lies
The world was on fire and no one could save me but you