Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 313 314 315 316 317 318 319 320 321 ... 508
Перейти на страницу:

It's strange what desire will make foolish people do

I never dreamed that I'd meet somebody like you

And I never dreamed that I'd lose somebody like you*

W półmroku komnat panowała cisza. Cisza z rodzaju tych, w których słychać nawet

oddech myszy. Cisza z rodzaju tych, w których człowiek wpatruje się w cienie i

zastanawia... kiedy coś ją przerwie? Kiedy nastąpi.. BUM?

Ale cisza trwała. Nieprzerwanie. Jedynie w ukrytym za regałami laboratorium, na

zastawionym różnego rodzaju fiolkami, butelkami oraz słoikami stole, w czarnym

kociołku bulgotała ciecz. Trudno określić, jaką miała barwę. Może była to czerń,

może bardzo głęboka, ciemna zieleń, czasami przecinana wstęgami jaśniejszej,

fluorescencyjnej zieleni. Na jej powierzchni co jakiś czas pojawiały się

półprzezroczyste, lśniące bąble. Jednak działo się to coraz rzadziej. Nad kociołkiem

stała spowita w czerń, wysoka postać. Twarz, ukryta pod kurtyną opadających na nią

ciemnych kosmyków, była całkowicie nieruchoma, jakby wyryta w kamieniu. Oczy

uważnie wpatrywały się w powierzchnię mikstury, a dłoń z różdżką kierowała się ku

palącemu się pod kociołkiem płomieniowi. Długie, blade palce mocno zaciskały się

na kawałku drewna, może nieco zbyt mocno.

Na samym środku eliksiru zaczął formować się wyjątkowo duży, ciemnozielony

bąbel, który wyłonił się spod powierzchni niczym wynurzający się z oceanu waleń.

Rósł i rósł, obejmując powoli całą powierzchnię mikstury, rozciągając się coraz

bardziej i bardziej, aż w końcu zadrżał i... pękł.

Severus poruszył różdżką i ogień pod kociołkiem zgasł. Mikstura zastygła,

przybierając jeszcze ciemniejszą barwę, chociaż gdzieś pod jej powierzchnią wciąż

wirowały fluorescencyjne wstęgi.

Powróciła cisza. Cisza, której nie zakłócał nawet oddech wpatrującego się w ścianę

mężczyzny. Jego brwi były ściągnięte, a usta zaciśnięte. Wyglądał, jakby pogrążył się

w rozmyślaniach. W bardzo głębokich i sięgających niezwykle daleko rozmyślaniach,

ponieważ stał tak, zupełnie bez ruchu, przez czterdzieści minut. Na jego twarzy nie

drżał żaden mięsień. Czarne tęczówki wpatrywały się w coś, czego nie było, oglądały

coś, co istniało jedynie w umyśle.

W końcu poruszył się, jakby wyrwany z głębokiego snu i ponownie spojrzał na eliksir.

Jego oczy były zmrużone, wydawać by się mogło, że wpatruje się w miksturę z

pewną dozą zawziętości. Powoli sięgnął do swych szat i wydobył z nich czarną,

lakierowaną buteleczkę. Podniósł z blatu niewielką chochlę i zanurzył ją w cieczy,

którą następnie przelał do butelki i dokładnie zakorkował. Przez jakiś czas trzymał

eliksir w dłoni, przyglądając mu się z nieczytelnym wyrazem twarzy. Po chwili jednak

mocniej zacisnął palce wokół gładkiego szkła i błyskawicznym ruchem ukrył butelkę

w fałdach swej szaty, a następnie odwrócił się, podszedł do jednej ze ścian, która

odsunęła się na bok pod wpływem jego dotknięcia, i wyszedł. Ściana powoli

zasunęła się za nim i w niewielkim pomieszczeniu ponownie zapadła cisza.

Tym razem była to jednak cisza z rodzaju tych, które następują po wielkich

wydarzeniach. Taka, która brzęczała w uszach. Taka, po której nie ma już nic.

***

Był wieczór. Severus Snape bezszelestnie przemierzał szeroki, pusty korytarz.

Znajdował się na siódmym piętrze. Szedł tutaj aż od biblioteki. Najpierw jednak

spędził przed jej drzwiami całe pół godziny, ukrywając się w cieniu za rogiem. I

czekając.

Jego ciemne oczy wpatrywały się w przybliżający się coraz bardziej zakręt. Gdzieś

przed nim rozbrzmiewały kroki. Szedł za nimi. A teraz usłyszał, że się zatrzymały.

Dotarł do zakrętu, przywarł do ściany i ostrożnie wyjrzał zza rogu.

Stał tam. W tych samych co zawsze, podartych dżinsach, błękitnej koszulce i

rozpiętej, granatowej bluzie. Z okularami na nosie i roztrzepaną strzechą

kruczoczarnych włosów na głowie. Pod pachą ściskał kilka książek. Przeszedł trzy

razy w tę i z powrotem wzdłuż ściany. Miał zaciśnięte powieki i spuszczoną głowę i

Severus bardzo dokładnie widział jego twarz. Była skupiona. Zawsze, kiedy próbował

się skupić, robiły mu się zmarszczki w kącikach oczu i zaciskał zęby tak mocno, że

widać było drganie szczęki. I oblizywał wargi.

Severus zmarszczył brwi. Sięgnął do ukrytej w szatach fiolki i owinął wokół niej dłoń.

Przymknął powieki i odetchnął. Kiedy otworzył oczy, nie było w nich już śladu po

wcześniejszym, stłamszonym blasku.

Chłopak zatrzymał się i przed nim w ścianie pojawiły się drzwi.

Severus spiął się, jakby szykował się do biegu albo przynajmniej do szybkiego

ruszenia z miejsca.

Drzwi otworzyły się. Chłopak zrobił krok w stronę wejścia, ale nagle zatrzymał się. I

odwrócił głowę.

Severus błyskawicznie cofnął się i przywarł do ściany. Stał tak przez jakiś czas, w

napięciu wpatrując się w róg korytarza, ale nikt się zza niego nie wyłonił. Ostrożnie

wysunął głowę i zerknął. Akurat na czas, aby zobaczyć, jak chłopak znika w

drzwiach. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, ruszył. Pokonał dzielącą go od

pomieszczenia przestrzeń w zaledwie kilku długich, bezszelestnych krokach i dotarł

do nich akurat w chwili, kiedy ciężkie, drewniane drzwi właśnie się zamykały.

Wyciągnął rękę, aby je powstrzymać, ale wtedy jego wzrok powędrował w głąb

pokoju i zobaczył... kominek, znajome półki, zielony fotel.

Zatrzymał się tak gwałtownie, jakby wpadł na jakąś niewidzialną barierę. Zachwiał się

i cofnął o krok, opuszczając rękę. Wpatrywał się w pomieszczenie, dopóki drzwi nie

zatrzasnęły się z cichym kliknięciem. Na ściągniętej twarzy widniało dziwne

poruszenie, w rozszerzonych oczach tliło się coś nieokreślonego. Wyglądał, jakby nie

był w stanie wykonać żadnego gestu. Jakby to, co ujrzał, całkowicie wytrąciło go z

równowagi.

Po chwili wyraz jego twarzy zmienił się. Oczy zmrużyły się, a brwi ściągnęły w

zamyśleniu. Rozejrzał się. Korytarz był opustoszały. Drzwi zniknęły. Został sam.

Odwrócił się i ruszył w drogę powrotną.

***

- Cześć, Harry!

Harry poderwał głowę znad wyjątkowo ciekawego rozdziału dotyczącego

rozbudowanych zaklęć tarczy. Przed nim stała Luna. Trzymała w rękach kilka

książek i uśmiechała się.

- Cześć - odparł, przyglądając się okładkom. Wszystkie dotyczyły obrony magicznej.

- Co słychać? - zapytała dziewczyna, kładąc książki na blacie i przysiadając się. -

Nimfadora poprosiła mnie o wypożyczenie kilku pozycji - powiedziała cicho,

pochylając się do Harry'ego. Chłopak nadal wpatrywał się w książki. W jego umyśle

zaczął się formować pewien pomysł.

Od kilku dni zastanawiał się, w jaki sposób mógłby przejść od teorii do praktycznej

nauki zaklęć. A w szczególności nurtowała go sprawa z Legilimens Evocis. Jak, do

diabła, miałby się go sam nauczyć?

I teraz rozwiązanie siedziało przed nim. Luna.

Podejrzewał, że była jedyną osoba w całej szkole, która nie próbowałaby go odwieść

od pomysłu nauki tego zaklęcia, a także nie wygłosiłaby mu żadnego kazania, gdyby

zwierzył jej się ze swoich planów dotyczących Czarnej Magii.

Zawsze warto spróbować. To była chyba jego jedyna deska ratunku.

- W porządku - odparł po pewnym czasie, oblizując wargi i pochylając się do niej. -

1 ... 313 314 315 316 317 318 319 320 321 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)