Biały smok [The White Dragon - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-890-6
- Переводчик: Anna Wojtaszczyk
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Biały smok [The White Dragon - pl]». Краткое содержание книги:
— Smok przeciw smokowi! — Niepokój nie opuszczał Jaxoma. Nie czul się tam bezpieczny. Nie będzie się czuł bezpieczny, dopóki to jajo nie znajdzie się w Bendenie, gdzie było jego miejsce. — Ruth, musimy dokonać jeszcze jednego skoku. Nie ośmielę się tu dłużej czekać.
Rezolutnie odplątał sobie linkę od pasa i zaczął przygotowywać coś w rodzaju temblaka z futra. Ruthowi będzie lżej, jeżeli jajo zostanie przywiązane między jego przednimi łapami. Jaxom kończył robotę przy narożnikach, kiedy usłyszał głośne chrupanie. — Ruth! Nie masz chyba zamiaru ziać na smoki!
Nie, oczywiście, że nie. Ale czy odważą się do mnie zbliżyć, kiedy ja będę ział?
Jaxom był tak wyprowadzony z równowagi, że nie zaprotestował. Kiedy Ruth miał już pełną gardziel, zawołał go i podłożył temblak pod jajo. Zrobił wygodną pętlę na barkach Rutha, gdzie miał spoczywać ciężar. Zaczął jeszcze raz sprawdzać węzły, kiedy jakiś wewnętrzny instynkt ostrzegawczy kazał mu po prostu wsiadać.
— Udamy się o pięć Obrotów do przodu do Keroon, do naszego miejsca. Wiesz kiedy?
Ruth pomyślał przez chwilę, a potem powiedział, że wie.
W pomiędzy Jaxomowi starczyło czasu, żeby pomartwić się, czy nie dokonuje za dużych skoków. Chciał, aby jajo pozostało ciepłe. Oddalił się, zanim się Wylęgło. Może należało zaczekać, żeby zobaczyć, czy Wylęgnie się bez problemów: wtedy wiedziałby, jak oceniać długość skoków w przód. Może nawet zabił tę malutką królową, próbując ją uratować. Nie, w głowie mu się zakręcało od pomiędzy i tych wszystkich paradoksów; najważniejszy czyn, zwrócenie jaja królowej, właśnie się dokonywał. A smok nie walczył ze smokiem — jeszcze nie.
Rozedrgany upał pustyni Keroon ogrzał go na podupadającym duchu i cele. Ruth zrobił się upiornie blady pod warstwą zasychającego błota. Jaxoni zwolnił linkę i opuścił jajo na piasek. Ruth pomógł mu je przykryć. Było przedpołudnie, prawie ta sama pora, kiedy jajo musi się znaleźć na miejscu, tylko wcześniej o co najmniej sześć Obrotów.
Smok zapytał, czy nie mógłby zmyć z siebie w morzu błota, ale Jaxom powiedział, że będą musieli zaczekać, aż jajo znajdzie się już bezpiecznie na swoim miejscu. Nikt wtedy nie zorientował się, kto to zrobił: nikt nie powinien się dowiedzieć, a najbezpieczniej można było to osiągnąć, nie pokazując ani skrawka białej skóry.
Jaszczurki ogniste?
Martwiło to Jaxoma, ale wydawało mu się, że zna odpowiedź.
— One nie wiedziały, kto tamtego dnia zwrócił jajo. W Wylęgarni nie było ani jednej, więc nie wiedzą tego, czego nie widziały. — Jaxom zdecydował, że więcej na ten temat myśleć nie będzie.
Opierając się o ciepły bok smoka poczuł się bardzo zmęczony. Odpoczęli troszkę i pozwolili, by jajo dobrze nagrzało się w przedpołudniowym słońcu, przed tym ostatnim i najbardziej skomplikowanym skokiem. Musieli się tak ustawić, żeby wylądować na samym skraju Wylęgarni, tam gdzie łuk nad wejściem gwałtownie się obniżał i zasłaniał widok każdemu, kto patrzył z Niecki na Wylęgarnię. Dokładnie naprzeciw tej dziurki do podglądania i szczeliny, które F’lessan i Jaxom wykorzystali tyle Obrotów temu. Było to czyste szczęście, że Ruth był tak mały, iż mógł zaryzykować zniknięcie pomiędzy wewnątrz Wylęgarni, ale w końcu było to miejsce jego własnego Wylęgu, więc miał wrodzone wyczucie, jak się tam ruszać. Jak dotąd spełnił swoje przechwałki, że zawsze wie, kiedy się udaje…
Nawet na gorącej pustyni Keroon ciągle coś hałasowało: niemal niesłyszalny szmer poruszających się owadów, gorące powiewy marszczące suche trawy, węże zagrzebujące się w piasku, daleki poszum uderzeń wody o plażę. Ustanie takich dźwięków może zwrócić uwagę równie gwałtownie jak odgłos grzmotu i to właśnie ta kompletna cisza, i jakaś leciuteńka zmiana ciśnienia wzbudziła popłoch w drzemiącym Ruthu i Jaxomie.
Jaxom spojrzał w górę, spodziewając się, że zaraz pojawią się spiżowe smoki i odzyskają swój łup. Niebo nad ich głowami było czyste i gorące. Rozejrzał się i zobaczył niebezpieczeństwo, srebrzystą mgiełkę zniżających się Nici, opadających na pustynię. Grzęznąc w piasku rzucił się do jaja. Ruth tuż obok niego, obydwaj wygrzebywali jajo, wpychali je do temblaka próbując oszacować — wiodący skraj Opadu, zastanawiając się i martwiąc, czemu niebo nie jest pełne walczących smoków.
Mimo że spieszyli się, jak mogli, by przymocować cenny ciężar do Rutha na czas lotu, odrobinę zabrakło im czasu. Wiodący skraj Opadu Nici opadł z sykiem na piasek wokół nich, w momencie gdy Jaxom sadowił się na karku Rutha i kierował go w górę. Smok zionąwszy płomieniem wystrzelił w powietrze, próbując wypalić sobie ścieżkę wystarczająco wysoko nad ziemią, by polecieć pomiędzy.
Wstążeczka ognia rozcięła policzek Jaxoma oraz jego prawe ramię mimo wherowej kurtki, a także przedramię i udo. Odczul raczej niż usłyszał ryk bólu Rutha, który zatracił się w czerni pomiędzy.
Na szczęście Jaxom wciąż myślał, gdzie i kiedy powinni się znaleźć. W końcu dotarli na teren Wylęgarni, Ramoth ryczała na zewnątrz. Ruthowi nie całkiem udało się zdusić okrzyk, kiedy gorący piasek otarł się o krwawiącą Bruzdę po Niciach na tylnej łapie. Jaxom zagryzł z bólu wargi, szarpiąc się z linką. Było tak mato czasu, a wydawało mu się, że wieki minęły zanim poluzował temblak. Ruth opuścił jajo na piasek, ale ono wytoczyło się z ich ciemnego kąta w Wylęgarni i po niewielkiej pochyłości poturlało w dół. Nie mogli dłużej zwlekać. Ruth skoczył w kierunku wysokiego sufitu i zniknął pomiędzy.
Smok nie będzie walczył ze smokiem!
Wcale nie zdziwiło to Jaxoma, że Ruth wynurzył się z pomiędzy nad ich matym, górskim jeziorkiem. Bolała go łapa; chciał ją tylko ochłodzić. Jaxom skoczył z jego karku w płyciznę i chlapał wodą na spoconą, szarą skórę, przeklinając sam siebie, że najbliższy balsam kojący znajduje się w Warowni Ruatha. Taki był sprytny, taki sprytny, a nie pomyślał, że któremuś z nich może stać się jakaś krzywda.
Od chłodnej wody jeziora Bruzdy po Niciach przestały piec, ale Jaxom zaczął się teraz martwić, żeby od błota nie wdała się jakaś infekcja. Mógł przecież chyba dla kamuflażu użyć czegoś mniej groźnego niż rzeczne błoto. Nie miał odwagi szorować ran piaskiem: byłoby to zbyt bolesne dla Rutha i mogło wetrzeć to przeklęte błoto jeszcze głębiej w rany. Po raz pierwszy od wielu dni Jaxom pożałował, że nie ma przy nich żadnych jaszczurek ognistych, które pomogłyby mu wyszorować jego bardzo brudnego smoka. Jeszcze raz króciutko zastanowił się, kiedy są, oprócz tego, że w samo południe jakiegoś dnia.
To jest dzień po tym wieczorze, kiedy polecieliśmy, oznajmił Ruth. Ja zawsze wiem, kiedy jestem, dodał z usprawiedliwioną dumą ze swoich zdolności. Wzdłuż lewej grzbietowej, okropnie swędzi. Zostawiłeś tam trochę błota.
Jaxom mógł użyć piasku na zdrowej skórze Rutha i użył go, udało mu się nie zwracać uwagi na to, jak piekły jego własne rany. Był już śmiertelnie znużony i obolały, zanim wreszcie Ruth przyznał, że jest wreszcie wystarczająco czysty, by po raz ostatni skoczyć na głęboką wodę jeziorka.
Falki pluszczące wokół przemoczonych kostek przywiodły Jaxomowi na myśl nie tak bardzo odległy dzień jego buntu.
— No — powiedział z pełnym dezaprobaty dla siebie śmiechem — między innymi udało nam się zwalczać Nici. — A na ich skórze można było zobaczyć, jak się smętnie popisali.
Dokładnie rzecz biorąc nie poświęcaliśmy całej naszej uwagi Niciom, przypomniał mu Ruth z nutą wyrzutu w głosie. Ja wiem jak. Pójdzie nam dużo lepiej następnym razem. Jestem szybszy niż te duże smoki. Potrafię zrobić zwrot na ogonie i zniknąć pomiędzy na jednej długości od ziemi.