Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Ślepowidzenie [Blindsight - pl]
Ślepowidzenie [Blindsight - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ślepowidzenie [Blindsight - pl]

Электронная книга - «Ślepowidzenie [Blindsight - pl]». Краткое содержание книги:

„Ślepowidzenie” w genialny sposób na nowo definiuje historię o pierwszym kontakcie. U Petera Wattsa obcy nie są ani cudacznie przebranymi ludźmi, ani kompletnie niezrozumiałymi czarnymi monolitami — są czymś nowym, o wiele bardziej bulwersującym, zmuszającym nas do wyciągnięcia dość nieprzyjemnych wniosków co do natury świadomości. Gdy przestaniesz o tym myśleć, poczujesz ciarki na plecach!
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 88
Перейти на страницу:

— Szansę… no nie wiem. Ale nadzieję na pewno.

— Przedtem mówiłeś co innego.

— Ale zawsze jest jakiś sposób, żeby wygrać.

— Gdybym ja to powiedziała, nazwałbyś to chciejstwem.

— I tak by było. Ale mówię to ja, więc to teoria gier.

— Jezu, Isaacu, znowu ta teoria gier.

— Czekaj, posłuchaj. Myślisz o obcych tak, jakby byli jakimiś ssakami. Zwierzętami, które troszczą się o własne inwestycje.

— A skąd wiadomo, że nie?

— Nie da się chronić potomstwa odległego od ciebie o wiele lat świetlnych. Oni są zdani tylko na siebie, a wszechświat wielki, zimny i niebezpieczny, więc większości się nie uda, nie? Najlepiej więc natłuc miliony dzieci i mieć mizerną pociechę z faktu, że kilkorgu zawsze się poszczęści. Myślenie całkiem obce ssakom, Misz. Chcesz jakiegoś ziemskiego porównania, pomyśl o nasionach mniszka. Albo o śledziach.

Łagodne westchnienie.

— Czyli są międzygwiezdnymi śledziami. To wcale nie znaczy, że nie mogą nas zmiażdżyć.

— Tylko że nie wiedzą o nas, nie z góry. Dmuchawce nie wiedzą, z czym przyjdzie im się zmierzyć, zanim wykiełkują. Może z niczym. Może z jakimś paralitycznym zielskiem, które jest miękkie jak trawa na wietrze. A może z czymś, co kopnie je w dupę tak, że polecą do obłoku Magellana. Nie wiedzą i nie ma jakiejś uniwersalnej strategii przetrwania. Coś znakomicie działającego przeciwko jednemu graczowi, zda się na nic przeciwko innemu. Najlepiej więc mieszać strategie, opierając się na prawdopodobieństwie. Jak rzut obciążonymi kośćmi, który daje ci najlepszy średni wynik w całej grze, mimo że parę razy spieprzyłeś i wybrałeś złą strategię. Taki jest koszt. A to oznacza — to oznacza! — że słabi gracze nie tylko mogą wygrać z lepszymi, ale od czasu do czasu statystycznie musi się tak stać.

Michelle parsknęła.

— To jest ta twoja teoria gier? Papier, nożyce, kamień plus statystyka?

Szpindel chyba nie załapał aluzji. Chwilę się nie odzywał, dość długo, by wyszukać podpowiedz; potem zarżał jak koń.

— Papier, nożyce, kamień! Jasne!

Michelle trawiła to przez chwilę.

— Super, że spróbowałeś, ale to zadziała tylko jeśli druga strona gra na chybił trafił, a skoro z góry wiedzą, z kim mają do czynienia, wcale nie muszą tak robić. Bo oni, kotku, mają o nas całkiem sporo informacji…

Grozili Susan. Z imienia.

— Wszystkiego nie wiedzą — upierał się Szpindel. — A ta zasada sprawdza się dla dowolnego scenariusza z niepełną informacją, nie tylko ekstremum, w którym przeciwnik nic nie wie.

— Ale nie tak dobrze.

— Trochę, a to już daje nam szansę. Kiedy trwa rozdanie, nie ma już znaczenia, jak dobra jesteś w pokera, nie? Karty przychodzą z takim samym prawdopodobieństwem.

— No to już wiem, w co gramy. W pokera.

— Ciesz się, że nie w szachy. Nie mielibyśmy żadnych szans.

— Ej, to ja mam robić w tym związku za optymistę.

— I robisz. Ja jestem po prostu pogodnym fatalistą. Wszyscy wchodzimy na scenę w połowie sztuki, staramy się jak możemy, ale zginiemy dobrze przed końcem.

— Cały Isaac. Mistrz scenariuszy bez szans.

— Da się wygrać. Wygrywa ten, kto najlepiej oceni, jaki będzie wynik.

— Czyli naprawdę po prostu zgadujesz.

— Tia. Bez danych nie da się snuć świadomych domysłów, nie? Zresztą możliwe, że my pierwsi się dowiemy, co się stanie z całą ludzkością. Jak dla mnie, to awans co najmniej do półfinałów.

Michelle przez dłuższą chwilę nie odpowiadała. A gdy się odezwała, nie usłyszałem, co mówi.

Szpindel też.

— Słucham? — zapytał.

— „Z niewidocznych na niezwyciężonych”, mówiłeś. Pamiętasz?

— Uhm. Dzień Pełnoletności Rorschacha.

— Kiedy to będzie?

— Nie mam pojęcia. Ale na pewno tego nie przeoczymy. I dlatego nie wydaje mi się, że on nas atakuje.

Spojrzała nań pytająco.

— Bo kiedy już to zrobi, to nie klepnie nam z liścia jak jakiś frajer — powiedział. — Kiedy ten skurwiel się uniesie, wszyscy zauważymy.

Nagle coś mi mignęło z tyłu. Odwróciłem się w ciasnym przejściu i stłumiłem krzyk: coś wężowym ruchem skryło się za rogiem, coś z kończynami, ledwo dostrzeżone, natychmiast zniknęło.

Nic tam nie było. Nie mogło być. Niemożliwe.

— Słyszałaś? — zapytał Szpindel.

Uciekłem w stronę rufy, zanim Michelle zdążyła odpowiedzieć.

* * *

Zeszliśmy tak nisko, że nieuzbrojone oko nie widziało już dysku, ba, w ogóle nie dostrzegało krzywizny. Opadaliśmy ku ścianie, potężnej płaszczyźnie ciemnych, skłębionych burzowych chmur, rozciągających się we wszystkie strony aż po nowy, nieskończenie odległy horyzont. Ben wypełniał pół wszechświata.

I spadaliśmy dalej.

Daleko pod nami Diabełek przyssał się do kolczastej powierzchni Rorschacha odbijaczami ze szczeciniastymi przylgami, jak u gekona, i rozbił obóz. Strzelał w podłoże rentgenem i ultradźwiękami, postukiwał palcami i nasłuchiwał echa, podkładał mikroładunki wybuchowe i mierzył rezonans detonacji. I sypał nasionami jak pyłkiem kwiatowym: tysiącami maleńkich sond i czujników, z własnym napędem, krótkowzrocznych, głupich i doskonale zastępowalnych. Zdecydowana większość szła przypadkowi na ofiarę; zaledwie jedna na sto przeżywała wystarczająco długo, by zwrócić jakąś sensowną telemetrię.

Nasz zwiadowca badał otoczenie, tymczasem Tezeusz sporządzał z lotu ptaka mapy w większej skali. I też wypluwał tysiące jednorazowych próbników, rozsiewając je po niebie i zbierając stereoskopowe dane z tysiąca różnych punktów widzenia.

W bębnie te obserwacje sklejały się w całość. Skóra Rorschacha składała się w sześćdziesięciu procentach z nadprzewodzących nanorurek węglowych. Wnętrze było w dużej mierze puste; wydawało się, że przynajmniej część tych komór zawiera atmosferę. Jednak żadna ziemska forma życia nie przetrwałaby tam ani chwili; wokół konstrukcji i na wskroś niej kipiały zawiłe topografie sił elektromagnetycznych i radiacji. W niektórych miejscach promieniowanie było tak silne, że spopieliłoby nieosłonięte białko w sekundę; bardziej zaciszne zakątki w tym samym czasie zaledwie by je zabiły. Naładowane cząstki pędziły z relatywistycznymi prędkościami po niewidzialnych torach wyścigowych, wyskakując z zębatych otworów, lecąc wzdłuż krzywych pola magnetycznego o natężeniu bliskim gwiazdom neutronowym, wypadając łukami w przestrzeń i wracając z powrotem ku czarnej masie. Co jakiś czas puchły i pękały protuberancje, uwalniając chmury stałych mikrocząstek, siejąc nimi jak zarodnikami po pasach radiacyjnych. Najbardziej ze wszystkiego Rorschach przypominał gniazdo splątanych ze sobą, na wpół odsłoniętych cyklotronów.

Ani Diabełek w dole, ani Tezeusz na górze nie dostrzegali żadnych wejść, poza owymi nieprzebytymi szczelinami wypluwającymi strumienie naładowanych cząstek albo zasysającymi je z powrotem. Zbliżaliśmy się, ale nie widzieliśmy śluz, włazów ni wizjerów. Groził nam za pośrednictwem promienia lasera, co sugerowałoby istnienie jakichś optycznych anten czy macierzy gęsto skupionych — lecz nie zauważyliśmy niczego choćby z grubsza podobnego.

Główną charakterystyką maszyn von Neumanna jest samoreprodukcja. Czy Rorschach spełnia to kryterium — czy po osiągnięciu jakiegoś krytycznego progu będzie pączkował, dzielił się czy coś rodził? — pytanie pozostawało otwarte.

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 88
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)