Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 100
Перейти на страницу:

– Co takiego?

Jego szeroka, ciemna, przystojna twarz umiała przybrać niepokojąco gorzki wyraz.

– Nie wydaje mi się, żebyś musiała się przejmować strzelaniem do ludzi. Jakoś nie wierzę, że powinniśmy bać się ludzi.

Bryce wystukał prywatny, zastrzeżony numer w rezydencji gubernatora w Sacramento. Przemawiał do pokojówki, która upierała się, że gubernator nie może podejść do telefonu, nawet jeśli to dzwoni stary przyjaciel z wieścią na wagę życia i śmierci. Chciała, żeby Bryce zostawił wiadomość. Potem rozmawiał z majordomusem, który domagał się tego samego. Następnie przełączono go i rozmawiał z Garym Poe, pierwszym asystentem i głównym doradcą politycznym gubernatora Jacka Retlocka.

– Bryce – powiedział Gary. – Jack nie może teraz podejść. Mamy tu właśnie ważny obiad. Japoński minister handlu i konsul generalny z San Francisco.

– Gary…

– Wyłazimy ze skóry, żeby załatwić dla Kalifornii te nowe elektroniczne japońsko-amerykańskie zakłady. Boimy się cholernie, że założą je gdzieś w Teksasie albo Arizonie, a może nawet w Nowym Jorku. Jezu, w Nowym Jorku!

– Gary…

– Co im strzeliło do głowy z Nowym Jorkiem, przy wszystkich tamtejszych problemach ze związkami i podatkami? Czasem myślę…

– Gary, stul pysk.

– Hę?

Bryce nigdy w życiu nie naskoczył na nikogo. Nawet Gary Poe – który potrafił mleć językiem szybciej i głośniej niż żywa reklama przed wesołym miasteczkiem – zaniemówił, oszołomiony.

– Gary, to nagły wypadek. Daj mi Jacka. Poe, urażony, zaczął:

– Bryce, jestem upoważniony…

– Gary, w ciągu godziny muszę załatwić do cholery i trochę spraw. I to jeśli uda mi się ją przeżyć. Nie stać mnie na stratę piętnastu minut, żeby objaśniać sprawę najpierw tobie, a potem znowu Jackowi. Słuchaj, jestem w Snowfield. Wygląda na to, że wszyscy, którzy tu mieszkali, nie żyją.

– Co?

– Pięciuset ludzi.

– Bryce, jeśli to jakiś kawał albo…

– Pięćset trupów. A to dopiero początek. A teraz dasz mi Jacka, na litość boską?

– Bryce, pięciuset ludzi…

– Dawaj Jacka, cholera jasna! Poe zawahał się i powiedział:

– Tylko lepiej, żebyś nie wstawiał tu żadnych gówien, stary druhu. – Odłożył słuchawkę i poszedł po gubernatora.

Bryce znał Jacka Retlocka od siedemnastu lat. Kiedy zaczął pracować w policji w Los Angeles, trafił pod jego komendę. Wtedy Jack był w służbie siedem lat – weteran, fachman. Miał łeb na karku i znał miasto na wylot. Bryce zrazu rozpaczał, że nie dorównuje mu choć w połowie. Jednak po roku był lepszy. Przysięgli sobie trzymać się razem. Ale osiemnaście miesięcy później, mając dość systemu regularnie uwalniającego ulicznych bandytów, których oni z takim trudem pakowali za kraty, Jack rzucił pracę w policji i wziął się za politykę. Jako gliniarz zebrał worek pochwał za odwagę w akcjach.

Wykorzystał image bohatera, żeby zostać członkiem rady miejskiej Los Angeles, potem startował na burmistrza i wygrał bezapelacyjnie, Z tego stanowiska wskoczył w fotel gubernatora. Była to dużo bardziej widowiskowa kariera niż powolne wspinanie się Bryce'a na urząd szeryfa Santa Mira, ale z tej dwójki Jack był zawsze agresyw-niejszy.

– Doody? To ty? – zapytał Jack, podnosząc słuchawkę w Sac-ramento.

Jack tak przezwał Bryce'a. Zawsze twierdził, że jasne włosy Hammonda, piegi, zdrowa cera i oczy drewnianej lalki przypominają mu Howdy'ego Doody'ego.

– To ja, Jack.

– Gary bredzi jakieś bzdury…

– To prawda.

Opowiedział Jackowi o Snowfield.

Wysłuchawszy całej historii, Jack nabrał powietrza w płuca i powiedział:

– Chciałoby się, żebyś był na bani, Doody.

– To nie gadka po wódzie, Jack. Posłuchaj, pierwsza rzecz, której potrzebuję, to…

– Gwardia Narodowa?

– Nie! Ich właśnie chcę uniknąć, jak długo się da.

– Jeśli nie wykorzystam gwardii i każdej formacji, którą dysponuję, a potem się okaże, że powinienem zacząć od nich, zmoczę pięknie dupę i cały rój kleszczy wpije mi się tam, gdzie najbardziej boli.

– Jack, liczę, że podejmiesz absolutnie właściwą decyzję, nie tylko właściwą politycznie. Dopóki nie rozpoznam lepiej sytuacji, nie potrzeba tu hord gwardzistów, rozłażących się po mieście. Oni są wspaniali na wypadek powodzi albo strajku poczciarzy. Ale to nie żołnierze. To komiwojażerowie, prawnicy, cieśle i nauczyciele. Tu trzeba rygorystycznie nadzorowanej skutecznej operacji policyjnej, a takie sprawy mogą wykonać tylko gliny, stuprocentowe gliny.

– A jak twoi ludzie nie dadzą rady?

– Wtedy pierwszy będę wołał o gwardię. W końcu Retlock powiedział:

– W porządku. Żadnych gwardzistów. Jak na razie. Bryce odetchnął.

– I chcę, żeby Stanowy Wydział Zdrowia też nie wsadzał w to nosa.

– Doody, zastanów się. Jak mam to zrobić? Jeżeli istnieje choć cień podejrzenia, że jakaś zaraza wykończyła Snowfield albo że to jakieś zatrucie środowiska…

– Słuchaj, Jack. Zdrowie jest znakomite do odkrycia źródeł i kierunków roznoszenia zarazy, wie, jak zapobiec masowemu zatruciu żywności albo skażeniu wody. Ale w gruncie rzeczy to biurokraci. Nie spieszą się. W tym przypadku nie stać nas na powolność. W każdej chwili może tu wybuchnąć prawdziwe piekło. Prawdę mówiąc, będę zdziwiony, jeśli nie wybuchnie. Czuję przez skórę, że funkcjonujemy tu wyłącznie na kredyt. Poza tym Wydział Zdrowia nie ma odpowiedniego wyposażenia i planów na wypadek zagłady ludności całego miasta. Ale, Jack, istnieje ktoś, kto jest na to przygotowany. Korpus Medyczny, Oddział CBW, tak zwany Cywilny Oddział Obrony, ma stosunkowo świeży program.

– Oddział CBW? – zapytał Retlock. Napięcie w jego głosie wzrosło. – Chyba nie masz na myśli chłopców od broni biologicznej i chemicznej?

– Mam.

– Chryste, nie myślisz chyba, że to ma jakiś związek z gazem psychotoksycznym albo użyciem bakterii…

– Prawdopodobnie nie – powiedział Bryce. Myślał o odciętych głowach Libermannów, niesamowitym uczuciu, jakie ogarnęło go w krytym pasażu, nieprawdopodobnie nagłym zniknięciu Jake'a Johnsona. – Ale nie orientuję się jeszcze w tym na tyle dobrze, żeby cokolwiek wykluczać.

Gniew zabarwił ostrym tonem głos gubernatora.

– Jeśli cholerne wojo wypuściło bezmyślnie jakiegoś pieprzonego śmiercionośnego wirusa, poleci kilka głów!

– Spokojnie, Jack. Może to nie przypadek. Może to robota terrorystów, którzy dostali w łapy próbkę jakiegoś środka chemiczno-bakteriologicznego. Albo mogą to być Rosjanie. Przeprowadzają sobie teścik na nasz system rozpoznania i obrony. To ze względu na takie sytuacje Korpus Medyczny nakazał Oddziałowi CBW stworzenie zespołu generała Copperfielda.

– Co to za Copperfield?

– Generał Galen Copperfield. Jest dowódcą Cywilnego Oddziału Obrony. Tu mają właśnie taką sytuację, o jakich chcą być informowani. W ciągu kilku godzin Copperfield może dostarczyć do Snowfield zespół wyszkolonych naukowców. Pierwszorzędni biolodzy, wirusolodzy, bakteriolodzy, patolodzy obeznani w najświeższych odkryciach medycyny sądowej, przynajmniej jeden immunolog i biochemik, neurolog i nawet neuropsycholog. Wydział Copperfielda zaprojektował bogato wyposażone polowe laboratoria. Stacjonują w magazynach wojskowych w całym kraju, więc muszą być stosunkowo blisko i nas. Przytrzymaj ekipę ze Zdrowia, Jack. Nie mają ludzi kalibru zespołu Copperfielda i nie mają tak nowoczesnego sprzętu diagnostycznego, równie mobilnego jak sprzęt Copperfielda. Chcę zadzwonić do generała, i rzeczywiście zadzwonię zaraz do niego, ale wolę wpierw mieć twoją zgodę i gwarancję, że biurokraci z agencji stanowych nie będą się tu plątać i przeszkadzać.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)