Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 100
Перейти на страницу:

– Miała pani okazję jej użyć?

– Cóż, dzięki Bogu, nigdy nie było okazji. Ale raz trzeba było ją wyciągnąć. Tuż po zmierzchu jechałam do Mount Larson i Demon zabawił się znowu w eskortę, choć tym razem trochę inną. Otoczyło mnie czterech na motorach, zaczęli zwalniać, zmuszali, żebym też zwalniała. W końcu doprowadzili do tego, że stanęłam na środku drogi.

– Serce musiało pani siedzieć w gardle.

– Jak nigdy! Jeden zszedł z motoru. Wielki, chyba ze sześć stóp i trzy albo cztery cale, długie kręcone włosy i broda. Na głowie opaska. I złoty kolczyk. Wyglądał jak pirat.

– Czy miał wytatuowane czerwono-żółte oczy na obu dłoniach?

– Tak! No, przynajmniej na tej, którą przycisnął do okna samochodu, kiedy na mnie patrzył. Porucznik oparł się o stół.

– Nazywa się Gene Terr. Jest przywódcą gangu. Stara się nie wychylać za bardzo. Siedział w pace kilka razy, ale za drobne sprawy i nigdy długo. Za każdym razem, gdy mu grozi coś poważnego, jeden z jego ludzi bierze całą winę na siebie. Ma na nich nieprawdopodobny wpływ. Zrobią wszystko, czego zażąda, czczą go prawie jak boga. Nawet gdy usadzi się któregoś, Jeeter opiekuje się nim, przemyca pieniądze i narkotyki, więc pozostają mu wierni. Wie, że nie jesteśmy w stanie go tknąć i dlatego jest zawsze denerwująco uprzejmy, zgrywa się na prawego obywatela. Bardzo go to bawi. A więc Jeeter podszedł do pani wozu i zajrzał do środka?

– Tak. Chciał, żebym wyszła, a ja nie chciałam. Powiedział, że powinnam przynajmniej spuścić szybę, żebyśmy nie musieli do siebie krzyczeć. Odpowiedziałam, że odrobina krzyku mi nie przeszkadza. Zagroził, że wybije szybę, jeśli jej nie spuszczę. Wiedziałam, że jak to zrobi, sięgnie do środka i odblokuje drzwi, więc doszłam do wniosku, że lepiej wyjść z własnej woli. Mówię mu, że wyjdę, gdy się trochę cofnie. Cofnął się trochę, a ja wyjęłam szybko broń spod siedzenia. Kiedy tylko otworzyłam drzwi i wysiadłam, próbował rzucić się na mnie. Wsadziłam mu lufę w brzuch. Kurek był cofnięty do oporu, od razu się zorientował.

– Boże, ale bym chciał wtedy zobaczyć jego gębę! – Porucznik Whitman uśmiechnął się szeroko.

– Byłam śmiertelnie przerażona – wspominała Jenny. – To znaczy, oczywiście bałam się jego, ale bałam się też, że mogę zostać zmuszona do pociągnięcia za spust. Nie byłam nawet pewna, czy mi się to uda. Ale wiedziałam, że nie mogę pozwolić, by Jeeter zauważył choć cień wahania we mnie.

– Wtedy zjadłby panią na surowo.

– Tak sobie pomyślałam. Więc byłam bardzo chłodna i opanowana. Powiedziałam mu, że jestem lekarką i jadę do bardzo chorego pacjenta i nie życzę sobie, aby mnie zatrzymywano. Mówiłam cicho. Pozostali trzej faceci siedzieli na motorach trochę dalej i nie mogli widzieć broni ani dokładnie słyszeć, co mówiłam. Ten Jeeter wyglądał na typa, który raczej padnie, niż pozwoli, żeby ktoś zobaczył, jak słucha kobiety, więc nie chciałam go stawiać w kłopotliwej sytuacji i zmuszać do zrobienia czegoś jeszcze głupszego.

Porucznik potrząsnął głową.

– Pięknie go pani rozpracowała.

– Przypomniałam mu też, że on może kiedyś potrzebować lekarza. Co będzie, gdy mnie skrzywdzi i potem pewnego dnia wyłoży się na tym swoim motorku i wyląduje na drodze w krytycznym stanie i to j a pojawię się z pierwszą pomocą? Czyż to nie będzie świetna okazja, żeby zrewanżować mu się tym samym? Powiedziałam, że w przypadku skomplikowanych obrażeń istnieje wiele sposobów, dzięki którym lekarz może zapewnić pacjentowi długą i bolesną rekonwalescencję. Kazałam mu to sobie przemyśleć.

Whitman wpatrywał się w nią z otwartymi ustami.

– Nie wiem, czy to go powstrzymało, czy po prostu broń, ale zawahał się, a potem odegrał wielką scenę na cześć kolesiów. Powiedział im, że jestem daleką przyjaciółką. Zna mnie od dawna, a teraz nie rozpoznał od razu. Cały Chromowy Demon ma mi okazywać wszelką pomoc. Nikt nigdy nie będzie mnie zaczepiał, obiecał. Potem wsiadł na swojego harleya i odjechał, a reszta za nim.

– A pani pojechała do Mount Larson?

– A co innego miałam zrobić? Pacjent czekał.

– Niewiarygodne.

– Ale przyznaję, że pociłam się i trzęsłam całą drogę do Mount Larson.

– I żaden motocyklista już pani nie napastował?

– W rzeczy samej. Kiedy mijają mnie, uśmiechają się i machają przyjaźnie łapami.

Whitman wybuchnął śmiechem.

– Więc odpowiedź na pańskie pytanie brzmi: tak, umiem obchodzić się z bronią, ale mam nadzieję, że nigdy nie będę strzelać do nikogo.

Spojrzała na magnum kaliber 357, które trzymała w ręce, wzdrygnęła się, otworzyła opakowanie z amunicją i zaczęła ładować rewolwer.

Porucznik wyjął kilka naboi z innego kartonu i ładował strzelbę.

Przez moment milczeli, a potem on przemówił:

– Zrobiłaby to pani Gene'owi Terrowi?

– Co? Czybym go zastrzeliła?

– Nie, chodzi mi o to, czy gdyby panią skrzywdził, może zgwałcił, a potem miałaby pani szansę zająć się nim jako pacjentem, to… czy pani…?

Jenny zakończyła ładowanie magnum, wrzuciła bęben, odłożyła rewolwer.

– Cóż, czułabym pokusę. Ale z drugiej strony, mam wielki szacunek dla przysięgi Hipokratesa. Więc… cóż… To oznacza chyba, że w głębi serca jestem słabo-silna i Jeeter miałby najlepszą opiekę, na jaką mnie stać.

– Wiedziałem, że pani to powie.

– Jestem twarda w gębie, ale w środku łagodna jak baranek.

– Niech mnie diabli – powiedział. – Żeby się postawić tak jak pani wtedy, trzeba być twardym jak rzadko kto. Ale gdyby panią skrzywdził, a pani wykorzystała potem zaufanie, jakim się darzy lekarza, żeby wyrównać rachunki… no to już inna śpiewka.

Jenny podniosła oczy znad trzydziestki ósemki, którą się właśnie zajmowała, i spotkała wzrok czarnego mężczyzny. Patrzył szczerze i bezpośrednio.

– Doktor Paige, z pani, jak my mówimy, jest twarda sztuka. Chce pani, to proszę mi mówić Tal. Tak ludzie przeważnie mi mówią. Od Talbert.

– W porządku, Tal. A ty mów mi Jenny.

– No, co to, to… nie wiem.

– Och!? A czemu?

– Jest pani lekarką i w ogóle. Moja ciocia Becky – ona mnie wychowała – zawsze miała wielki szacunek dla lekarzy. To po prostu niepoważne mówić do lekarza po imieniu.

– Lekarze to też ludzie, wiesz. I biorąc pod uwagę, że wszyscy siedzimy w tym kotle…

– To nie ma znaczenia – powiedział, potrząsając głową.

– Jak ci to przeszkadza, to mów mi jak większość pacjentów.

– A jak?

– Po prostu doktorku.

– Doktorku? – Zastanowił się nad tym i uśmiech powoli rozciągnął mu twarz. – Doktorek… To przypomina jednego z tych posiwiałych, kłótliwych tumanów, których Barry Fitzgerald grywał w filmach w latach trzydziestych i czterdziestych.

– Wybacz mi, że jeszcze nie posiwiałam.

– Nie szkodzi. Na tumana też nie wyglądasz. Roześmiała się łagodnie.

– To ci ironia! – powiedział Whitman. – Doktorek. Taak… i kiedy wyobrażę sobie, jak wsadzasz rewolwer w brzuch Gene'a Terra. Pasuje.

Załadowali jeszcze dwie sztuki broni.

– Tal, po co tyle broni na takim małym podkomisariacie jak w Snowfield?

– Żeby budżet okręgowego wydziału policji dostał odpowiednie stanowe i federalne fundusze, musi spełnić całą furę idiotycznych wymagań. Jednym z nich jest taki miniarsenał. A teraz… cóż… może powinniśmy chwalić Boga za całe to żelastwo.

– I za to, że jak do tej pory nie ujrzeliśmy niczego, do czego moglibyśmy strzelać.

– Podejrzewam, że przyjdzie na to czas – powiedział Tal. – I powiem ci coś.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)