Rozmowa w „Katedrze”
- Автор: Варгас Льоса Марио
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Rozmowa w „Katedrze”». Краткое содержание книги:
Czy to byli samotni buntownicy, czy należeli do jakiejś podziemnej organizacji, a może któryś z nich był szpiegiem? Nie pokazywali się razem, rzadko kiedy przychodzili o tej samej porze, nie znali się albo udawali, że się nie znają. Czasem zdawało się, że mają coś ważnego do powiedzenia, ale zatrzymywali się w pół słowa, a ich aluzje i to, co dawali do zrozumienia, ich spłowiałe ubrania i ostrożny sposób bycia wywoływały niepokój, wątpliwości, podziw powstrzymywany przez zazdrość lub obawę. Ich przypadkowe twarze zaczęły się pojawiać w kawiarniach, do których chodzili po wykładach – wysłannik? bada teren? – pokorne sylwetki zbliżały się do stolików, przy których oni siadali, no więc pokażemy im, że przy nas nie muszą udawać, i tam, z dala od San Marcos, Aida mówiła na naszym roku jest dwóch donosicieli, trzymajcie się z daleka od tych zamaskowanych konfidentów, zedrzemy im maski i nie będą mogli się wyprzeć, mówił Jacobo, rozmowy już nie były tak zawieszone w próżni, ba, to im ułatwi karierę adwokacką, dlatego uważają, że mogą z czystym sumieniem szpiegować innych, mówił Santiago, rozmowy nabierały wyzywająco politycznego charakteru, głupcy, nawet nie potrafią kłamać, mówiła Aida. Te spotkania zwykle zaczynały się od jakiejś anegdoty, ci, których można rozpoznać, nie są niebezpieczni, mówił Washington, od żartu, od plotek albo prawdziwych wiadomości, niebezpieczni są szpicle pracujący dorywczo, nie ci etatowi tajniacy z policji, a potem nastąpiły pytania, nieśmiałe, przypadkowe: jaka jest atmosfera na pierwszym roku? czy są jakieś niepokoje, czy chłopcy mają kłopoty? Czy większość byłaby zainteresowana w odtworzeniu Zrzeszenia Studentów? I coraz bardziej zagadkowe, okrężne: co myślą o rewolucji boliwijskiej? i prześlizgiwali się na inny temat: a co o Gwatemali? Aż wreszcie o sytuacji międzynarodowej. Ożywieni, podekscytowani, na cały głos wypowiadali swoje opinie, niech ich usłyszą kapusie, niech ich aresztują, i Aida podniecała się własnymi słowami, ona miała najwięcej zapału, myśli, ulegała własnemu wzruszeniu, najbardziej lubiła ryzykować, myśli, pierwsza śmiało podjęła rozmowę, poprzez sprawy Boliwii i Gwatemali, o Peru: żyjemy pod uciskiem dyktatury wojskowej, i jej ciemne jak noc oczy błyszczały, rewolucja boliwijska jest zaledwie liberalna, i zarys jej nosa stawał się ostrzejszy, a Gwatemala nie dojrzała jeszcze nawet do rewolucji burżuazyjno-demokratycznej, i tętno na jej skroniach biło coraz szybciej, ale w tych krajach i tak jest lepiej niż w Peru, i tańczył kosmyk włosów nad jej czołem, w Peru rządzonym przez tę generalską kukłę, í mówiąc stukała się w czoło, i przez bandycką klikę, i jej małe pięści bębniły o blat stolika. Ulotne cienie, zakłopotane, niespokojne, przestraszone przerywały Aidzie, zmieniały temat albo podnosiły się i uciekały.
– Pański ojciec powiadał, że San Marcos panu nie wyszło na dobre – mówi Ambrosio. – Że pan go przestał kochać z powodu tego uniwersytetu.
– Za bardzo naciskałaś Washingtona – powiedział Jacobo.
– Jeśli należy do partii, musi się pilnować. Nie mów przy nim tak ostro o Odrii, możesz go skompromitować.
– Mój ojciec ci mówił, że przestałem go kochać? – mówi Santiago.
– Więc myślisz, że Washington dlatego wyszedł? – spytała Aida.
– To było jego największe zmartwienie – mówi Ambrosio.
– Chciał wiedzieć, czemu pan go przestał kochać, paniczu.
Był na trzecim roku prawa, pochodził z gór, był biały i dobroduszny, mówiąc nie przybierał owej uroczystej, arcybiskupiej miny jak inni, i jego pierwszego poznali z nazwiska: Washington. Zawsze w jasnopopielatym ubraniu, zawsze z wesoło wyszczerzonymi zębami; jego dowcip nadawał ton pogawędkom w „Palermo”, w kawiarni czy na dziedzińcu przed wydziałem ekonomii, nadawał im ową osobistą atmosferę, której nie było w hermetycznych lub stereotypowych rozmowach z innymi. Ale mimo tej łatwości obcowania i on też potrafił stać się nieprzenikniony. On pierwszy przestał być dla nich nieuchwytnym cieniem i zmienił się w człowieka z krwi i kości. W dobrego znajomego, myśli, niemal w przyjaciela.
– Dlaczego tak myślał? – mówi Santiago. – ł co jeszcze mówił ci o mnie mój ojciec?
– A może byśmy sobie stworzyli kółko naukowe? – powiedział kiedyś Washington od niechcenia.
Wstrzymali oddech, przestali myśleć i utkwili w nim oczy:
– Kółko naukowe? powiedziała bardzo powoli Aida. – A co byśmy studiowali?
– Mnie nic nie mówił, paniczu – mówi Ambrosio. – Rozmawiał z pana mamą, z rodzeństwem, ze znajomymi, a ja za kierownicą wszystko słyszałem.
– Marksizm – odparł Washington z całą prostotą. – Na uniwersytecie tego nie uczą, a nam może się przydać do ogólnego wykształcenia, prawda?
– Lepiej znałeś mojego ojca niż ja – mówi Santiago. – Opowiedz, co ci jeszcze mówił o mnie.
– To by było bardzo interesujące – powiedział Jacobo. – Załóżmy takie kółko.
– Lepiej go znałem? Ależ skąd – mówi Ambrosio. – Jak pan może tak myśleć, paniczu.
– Największa trudność to zdobyć odpowiednie książki – powiedziała Aida. – W antykwariatach można tylko czasem trafić na jakiś stary numer „Kultury Radzieckiej”.
– Wiem, że ci mówił o mnie – mówi Santiago. – Ale to nieważne, nie opowiadaj, jak nie chcesz.
– Można by coś załatwić, ale trzeba uważać – powiedział Washington. – Jak ktoś studiuje marksizm, to zaraz mają na niego oko, że komunista. A zresztą, sami najlepiej wiecie.
I tak narodziły się marksistowskie kółka, w ten sposób, nie wiedząc kiedy, zaczęli walczyć, dali się ponieść działającej na nich z przemożną siłą konspiracyjnej pracy. Tak więc odkryli zrujnowaną księgarnię w zaułku Chota i staruszka Hiszpana w ciemnych okularach i z białą bródką, który na zapleczu sklepu trzymał edycje Wiek XX i Lautaro; tam też kupili, obłożyli w papier i niecierpliwie czytali tę książkę, która przez wiele tygodni miała podsycać żar dyskusji, ten podręcznik zawierający odpowiedź na wszystko. Wykłady podstaw filozofii, myśli. Myśli: Georges Politzer. A także poznali Hektora, dotychczas jednego z ulotnych cieni, i dowiedzieli się, że ta chuda żyrafa o powściągliwym sposobie bycia studiuje ekonomię, a na życie zarabia jako spiker. Postanowili spotykać się dwa razy w tygodniu i przedyskutowali obszernie sprawę lokalu; w końcu zdecydowali się na pokój wynajmowany przez Hektora na ulicy Jezus Maria i odtąd przychodzili tam przez całe miesiące w każdy czwartek i każdą sobotę po południu, czuli się śledzeni i szpiegowani i zanim weszli, ostrożnie rozglądali się dokoła. Zjawiali się tam koło trzeciej, pokój Hektora był stary i ogromny, z dwoma szerokimi oknami od ulicy, na piętrze pensjonatu pewnej głuchej damy, która od czasu do czasu wchodziła na schody i krzyczała: może herbaty? Aida rozsiadała się na łóżku, negacja negacji, myśli, Hektor na podłodze, skoki jakościowe, myśli, Santiago na jednym krześle, jedność przeciwieństw, myśli, Jacobo na oknie, Marks postawił na nogach dialektykę, którą Hegel stawiał na głowie, myśli, a Washington zawsze dyskutował na stojąco. Myśli: żeby rosnąć; i śmiał się. Za każdym razem kto inny streszczał rozdział z książki Politzera, potem była dyskusja, siedzieli tak dwie czy trzy, a nawet cztery godziny, wychodzili po dwoje pozostawiając pokój pełen dymu i gorąca. Później ich trójka spotykała się znów w jakimś parku, na ulicy, w kawiarni, czy Washington jest w partii? mówiła Aida i gadali dalej, czy Hektor jest w partii? mówił Jacobo i gubili się w domysłach, a czy partia w ogóle istnieje? mówił Santiago, i jak to jest z tą samokrytyką? i zażarcie dyskutowali. Tak skończyli pierwszy rok, tak minęło lato, podczas którego ani razu nie byli na plaży, myśli, i tak zaczął się drugi rok.