Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Niezwyciężony [Invincible - pl]
Niezwyciężony [Invincible - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niezwyciężony [Invincible - pl]

Электронная книга - «Niezwyciężony [Invincible - pl]». Краткое содержание книги:

Admirał John Black Jack Geary został wybudzony z hibernacji, by poprowadzić flotę Sojuszu do walki ze Światami Syndykatu. Jego przełożeni zaczęli jednak kwestionować lojalność admirała wobec rządu. Zlecono mu więc, jako głównodowodzącemu Pierwszą Flotą, wyprawę poza granice syndyckiej przestrzeni, wysłano na misję, z której ani on, ani tym bardziej służący pod nim ludzie nie powinni wrócić…
Spotkanie z Obcymi, zwanymi enigmami, potwierdziło obawy Geary’ego. Zaatakowany bez ostrzeżenia rozkazał swoim okrętom skoczenie do kolejnego systemu, gdzie trafił na celownik armady należącej do innej, równie wrogiej rasy. Istoty te, ignorując wezwania pokojowo nastawionych ludzi, wysłały z niewyobrażalnie potężnej fortecy strzegącej punktu skoku setki samobójców. Po ich pokonaniu Geary staje przed kolejnym, jeszcze poważniejszym problemem. Jak opuścić ten system, nie ponosząc przy tym gigantycznych strat. Musi jednak stąd odlecieć, choć za kolejną studnią grawitacyjną mogą na niego czekać enigmowie…
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 102
Перейти на страницу:

— Wciąż jesteśmy pomiędzy Obcymi, ale to już niedługo ulegnie zmianie. — Lecąca za ludźmi armada uformowała prostopadłościan, dziwnie kojarzący się z głownią młota. Wrażenie to było o tyle uprawnione, że krodźwiedzie ustawili na czele wszystkie największe superpancerniki. Pomimo zwiększenia przez Geary’ego prędkości przelotowej do .15 świetlnej armada wciąż zbliżała się do ludzi, choć teraz znacznie wolniej. W tym momencie od ariergardy pierwszej floty dzieliły ją już tylko dwie minuty świetlne.

Widoczny na wyświetlaczu szyk okrętów Sojuszu poszedł w rozsypkę. Od kolejnych rombów odrywały się liczne jednostki, by w pozornym chaosie zwrotów utworzyć trzy zbliżone liczebnością podformacje, z których każda kierowała się w inną stronę.

— Wcześniej daliśmy krodźwiedziom tylko jeden cel pościgu. Teraz będą mieli większy wybór, ale bez względu na to, które zgrupowanie wybiorą, pozostałe dwa będą mogły ich zaatakować z flanki.

— Albo — dodał Duellos, nie odrywając wzroku od wyświetlacza — jeśli te pająkowilki naprawdę są wrogami krodźwiedzi, zaraz po naszym rozdzieleniu ich armada skieruje się na te jajowate okręty. Nie wiem, czyby mnie to ucieszyło, gdybym był pająkowilkiem.

Geary zamyślił się po raz kolejny. Nie rozważył takiej wersji zdarzeń, przyjąwszy, że niezbyt rozgarnięte taktycznie krodźwiedzie nie odpuszczą ludziom i będą ich ścigać do samego końca. Teraz jednak, gdy zobaczą przed sobą flotę pająkowilków, mogą zmienić plany.

Admirał przeniósł wzrok na Desjani, która pomimo aktywnej roli w konstruowaniu tego planu zrobiła teraz taką minę, jakby słowa Duellosa całkowicie ją zaskoczyły. Taniu, ty musiałaś wiedzieć, że może dojść do czegoś takiego, ale nie odezwałaś się nawet słowem. Będziemy musieli porozmawiać na ten temat.

Badaya srożył mocno brwi, gdy pogrążał się w głębszym zamyśleniu.

— Jeśli tak się stanie, jeśli zekowie polecą prosto na pająkowilki, zyskamy okazję do przekonania się, czy te rasy naprawdę są sobie wrogie i co może ważniejsze, jak te jajowate okręty sprawują się w walce. Sprytne posunięcie, admirale.

— Dziękuję — rzucił Geary, nie patrząc nawet w stronę Desjani. — Nie tylko zyskamy okazję do obserwacji, ale będziemy mogli także reagować w zależności od kolejnych posunięć krodźwiedzi. Znajdziemy się także z dala od okrętów pająkowilków, na wypadek gdyby nie okazali się tak przyjacielscy, za jakich się podają.

Komandor Neeson pochylił się do przodu.

— Mój specjalista od zabezpieczeń systemu poinformował mnie o programie, który podesłano razem z wiadomością. Moi programiści próbują go rozgryźć.

— Rozumiem, że jego możliwości wykraczają poza wszelkie wyobrażenia — stwierdził Geary.

— Czy i reszta ich technologii jest bardziej zaawansowana niż nasza? Moi inżynierowie także są zszokowani tym, co prezentują sobą okręty pająkowilków.

Geary mógł odpowiedzieć tylko w jeden sposób:

— Tego dopiero się dowiemy. Flotylla okrętów pająkowilków nie wykonała na razie żadnych manewrów, więc nie mamy pojęcia, jakie są ich zdolności manewrowe. Ich tarcze dorównują naszym ekranom, ale z drugiej strony trudno powiedzieć, czy ustawili je na pełną moc, ponieważ nikt ich jeszcze nie zaatakował.

— Moi specjaliści dokonali analizy tego sprzętu pająkowilków, który udało się do tej pory dostrzec na przesłanych nam nagraniach — wtrącił kapitan Smythe. — Na razie doszli tylko do jednego wniosku. Ich zdaniem mostek obcej jednostki jest w pełni trójwymiarowy.

— Trójwymiarowy? — zdziwił się Tulev.

— Tam nie ma żadnego pokładu — wyjaśnił Smythe. — Nie ma jednej powierzchni, na którą orientowano by wszystko inne. Sprzęt jest tak rozmieszczony, że nie wiadomo, gdzie ma dół, a gdzie górę. Ustawiono go po prostu tam, gdzie najlepiej pasował.

— Nie mogli przecież wyewoluować przy zerowej grawitacji — zaprotestował któryś z oficerów.

— To prawda, ale gdziekolwiek rozwijała się ich cywilizacja, nie znano tam pojęcia góry i dołu.

— Przekazał pan już te spostrzeżenia naszym cywilnym ekspertom? — zapytał Geary.

— No…

— Proszę to zrobić zaraz po zakończeniu tej odprawy! — Admirał zamilkł na moment, by sprawdzić, czy o czymś przypadkiem nie zapomniał. — Dzięki potyczce na Pandorze wiemy, że te superpancerniki są trudne do zniszczenia, dlatego zamiast koncentrować się na nich, skupimy ogień na mniejszych jednostkach, które stanowią ich eskortę. Zniszczymy je wszystkie, jeśli okaże się to konieczne, a potem, gdy superpancerniki zostaną pozbawione osłony, dobierzemy się i do nich kolejno.

— A jeśli zaczną uciekać? — zapytała kapitan Jane Geary.

— Wtedy pomachamy im na do widzenia i popatrzymy, jak będą wiali do najbliższego punktu skoku. — Admirał nie wiedział, jak ta odpowiedź zostanie przyjęta, ponieważ we flocie wciąż silne było przekonanie, że trzeba walczyć do upadłego, bez kombinowania i stosowania taktyki, przez co obie strony ponosiły ogromne straty w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci. — Jeśli uciekną, nie będziemy ich ścigali. Próba osiągnięcia większego sukcesu spowoduje wyższe straty, a nie jestem chyba jedynym, który uważa, że zdecydowanie zbyt wielu naszych poległo w walkach z krodźwiedziami.

— Powinniśmy dać zekom nauczkę — upierała się Jane Geary. — Tu i teraz będzie do tego najlepsza okazja.

— Musimy wrócić do domu — skontrował kapitan Hiyen. — Okręty Republiki Callas dołączyły do tej floty tylko po to, by bronić naszych domów. Wystarczy utrzeć nosa zekom, by nie polecieli dalej za nami i nie dowiedzieli się, skąd pochodzimy.

— Flota Sojuszu — odezwał się dowódca ciężkiego krążownika „Ladra” — nie ucieka z pola bitwy i walczy zawsze do końca.

— Proszę mówić za siebie — napomniał go kapitan „Szafira”. — To jest admirał Black Jack, gdyby pan zapomniał. Jeśli on mówi, że takie zwycięstwo jest satysfakcjonujące i honorowe, nie zamierzam z tym dyskutować. Wam też to radzę.

— Nawet ktoś taki jak Black Jack jest tylko człowiekiem — odpowiedziała mu Jane Geary tonem człowieka, który wypowiada te słowa bez przerwy. Z tego, co John wiedział, jego krewniaczka przez większość życia nienawidziła legendy Black Jacka, przez którą ona i jej brat Michael musieli wstąpić do floty, aby podążać śladami sławnego przodka. — Mamy pełne prawo do zadawania takich pytań i nikt, nawet nasz dowódca…

— To nie jest debata — usadził ją Geary, nie zdając sobie nawet sprawy, że podnosi głos. Dopiero zdziwione spojrzenia innych oficerów uświadomiły mu, że to zrobił. — Ja tu dowodzę. Taki jest plan i macie go wykonać. Czy ktoś jeszcze ma pytania?

Nie mieli. Gdy hologramy dowódców zniknęły, a na sali został tylko on i Tania, musiał wziąć się w garść, by nie eksplodować.

— Próbowałam z nią rozmawiać jakiś czas temu — zapewniła go Desjani. — Była uprzejma wobec mnie, ale na tym się skończyło. Gdy zażartowałam, że należę teraz do rodziny, odniosłam wrażenie, że temperatura wokół niej spadła poniżej zera absolutnego.

— Nie rozumiem tego — przyznał.

— A ja chyba zaczynam rozumieć. — Tania wstała, zaciskając mocno usta. — Nie podoba jej się, że nosi nazwisko Geary. Od urodzenia nienawidzi życia w twoim cieniu….

— To nie był mój cień!

— Racja. W cieniu Black Jacka. Chodzi mi o to, że choć mogło jej się to nie podobać, fakt pozostawał faktem: pochodziła z tych Gearych. Wszyscy wokół patrzyli na nią jak na krewniaczkę bohatera, mimo że to ją rozwścieczało. A teraz… — Desjani wzruszyła ramionami. — A teraz wróciłeś. Jesteś dla wszystkich Black Jackiem… nie przerywaj mi znowu, żeby zaprzeczyć… i wysysasz cały tlen z jej świata samym swoim istnieniem. Ona jest tylko zwykłą Jane. A ja jestem twoją partnerką. Towarzyszką twojego życia. Co jej zatem pozostaje?

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)