Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Niezwyciężony [Invincible - pl]
Niezwyciężony [Invincible - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Niezwyciężony [Invincible - pl]

Электронная книга - «Niezwyciężony [Invincible - pl]». Краткое содержание книги:

Admirał John Black Jack Geary został wybudzony z hibernacji, by poprowadzić flotę Sojuszu do walki ze Światami Syndykatu. Jego przełożeni zaczęli jednak kwestionować lojalność admirała wobec rządu. Zlecono mu więc, jako głównodowodzącemu Pierwszą Flotą, wyprawę poza granice syndyckiej przestrzeni, wysłano na misję, z której ani on, ani tym bardziej służący pod nim ludzie nie powinni wrócić…
Spotkanie z Obcymi, zwanymi enigmami, potwierdziło obawy Geary’ego. Zaatakowany bez ostrzeżenia rozkazał swoim okrętom skoczenie do kolejnego systemu, gdzie trafił na celownik armady należącej do innej, równie wrogiej rasy. Istoty te, ignorując wezwania pokojowo nastawionych ludzi, wysłały z niewyobrażalnie potężnej fortecy strzegącej punktu skoku setki samobójców. Po ich pokonaniu Geary staje przed kolejnym, jeszcze poważniejszym problemem. Jak opuścić ten system, nie ponosząc przy tym gigantycznych strat. Musi jednak stąd odlecieć, choć za kolejną studnią grawitacyjną mogą na niego czekać enigmowie…
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 102
Перейти на страницу:

Z drugiej jednak strony musiał doprowadzić dowódcę armady do szewskiej pasji, wmanewrowując go w sytuację, która pozwoliła ludziom na ucieczkę. Nie mówiąc już o tym, jaką furię musiał wywołać, znikając z Pandory.

Zanim definitywnie się przekonał, jaka była reakcja krodźwiedzi, upłynęło kolejne dwadzieścia pięć minut, podczas których pierwsza flota oddaliła się od punktu skoku o sześć minut świetlnych, lecąc ze stałą prędkością .1 świetlnej. Wtedy to właśnie rozległy się syreny alarmowe, a na ekranach wyświetlaczy ludzie zobaczyli wyłaniające się z nadprzestrzeni wciąż ścigające ich superpancerniki.

— Miejmy nadzieję, że ci, którzy tutaj czekają, okażą się przyjaźni — wyszeptała Desjani.

Sześć

To był jeden z tych momentów, gdy ogrom przestrzeni kosmicznej potęguje frustrację. Mając przed sobą zgrupowanie obcych jednostek, a za plecami dobrze już znaną wrogą armadę, Geary pragnął tylko jednego — by w końcu dało się coś zrobić. Cokolwiek. Tymczasem mógł tylko czekać, nie mając bladego pojęcia, jak nowa rasa Obcych zareaguje na pojawienie się jego floty, i zdając sobie sprawę, że każdy z jego ruchów może być przez nią mylnie zinterpretowany. Armada krodźwiedzi zaczęła znów przyspieszać, powoli doganiając ludzi. Na szczęście w tym wypadku gigantyczny dystans zdawał się działać na korzyść admirała. Jeśli nawet superpancerniki rozpędzą się do prędkości przekraczającej .2 świetlnej, to i tak będą potrzebowały wielu godzin, by dopaść ludzi.

— Pani kapitan, odebraliśmy jakiś przekaz nadchodzący od strony tej koronkowej formacji — zameldował wachtowy z działu łączności. — To szerokopasmowy powtarzający się sygnał.

Rione zaśmiała się z ulgą.

— Chcą z nami rozmawiać.

— Może chcą nam tylko powiedzieć, że zostaniemy przez nich zabici — mruknęła Desjani. — To przekaz audio czy także wideo? — zapytała podwładnego.

— Na pewno jest też sygnał wideo. Dość podobny do jednego z formatów stosowanych w dawnych czasach przez ludzkość, więc będziemy mogli go skonwertować na oglądalną wersję, jak tylko system opracuje potrzebne protokoły. Transmisja może się zrywać od czasu do czasu, ale sam obraz powinien być czysty, podobnie jak dźwięk.

— Przełączcie sygnał, gdy tylko będziecie gotowi — rozkazała Tania.

— Proszę dać nam minutę…

W rzeczywistości potrzebowali tylko kilku sekund. Po tym czasie Geary i reszta ludzi przebywających na mostku zobaczyli otwierające się okno wyświetlacza i wypełniający je całkiem ostry obraz. Admirał gapił się na przekaz, ledwie zauważając, że wokół niego zapadła grobowa cisza.

— Jak wielkie jest to… coś? — zapytała w końcu Desjani przez ściśnięte gardło. — Poruczniku Yuon?

— Ja… Nie jestem w stanie tego powiedzieć, pani kapitan — jąkał się wachtowy. — Nie mamy skali porównawczej.

Geary zmusił się do skupienia całej uwagi na obrazie. Gdyby jakiemuś szalonemu naukowcowi udało się skrzyżować wyjątkowo dużego pająka z wilkiem, zapewne wyszłoby coś podobnego. Istota miała co najmniej sześć kończyn, które mogły jej służyć za ręce albo nogi, skórę lśniącą i zapewne twardą, pokrytą tu i ówdzie kępkami owłosienia, głowę ozdobioną na samym środku trzema parami oczu, klapkę powyżej nich, chyba służącą do oddychania, i coś w rodzaju kombinacji kilku pułapek na niedźwiedzie będącej jej ustami. Po obu stronach widział także poznaczone żyłkami fałdy cienkiej skóry, które mogły być uszami.

Momentami odnosił wrażenie, że ktoś wyszperał w Galaktopedii najbardziej odrażające części istniejących zwierząt i połączył je w całość.

— Tyle dobrego, że nie ma macek — mruknął Charban.

Geary oderwał wzrok od odrażającej aparycji Obcego, by przyjrzeć się ubraniu, które nosiła ta istota. Niesamowicie barwne pasy materiału lśniącego jak jedwab oplatały całe ciało skomplikowanym wzorem, ale kolory w żadnym miejscu nie gryzły się, co było dziwne, ale na swój sposób piękne.

Stworzenie przemawiało, wydając wysokie, piskliwe dźwięki, równocześnie zaś prostowało na całą długość cztery boczne odnóża. Imponujące szpony, znajdujące się na końcu każdego z nich, także wysunęły się na całą długość. Obcy zamarł w tej pozycji, dopóki nie skończył mówić. Wydobywające się z niego dźwięki przerywane były od czasu do czasu kłapnięciami potężnych szczęk.

— Przodkowie, miejcie nas w swojej opiece — wyszeptała Desjani, by moment później, przełknąwszy nerwowo ślinę, dodać już normalnym głosem: — Czy on nam grozi?

— Nie mam pojęcia — odparł Geary.

— Coś, co tak koszmarnie wygląda, zbudowało te piękne okręty?

— Tak. — Admirał spuścił wzrok, zaczerpnął też głęboko tchu, by wziąć się w garść. — Przekażcie tę wiadomość naszym cywilnym ekspertom. Sprawdźmy, co oni o tym wszystkim myślą.

— To coś przynajmniej do nas mówi — wtrąciła Rione. Jej głos zdawał się brzmieć najnormalniej spośród wszystkich, które dało się słyszeć na mostku. — Czymkolwiek jest, odpowiedziało na próbę kontaktu. Enigmowie zaczęli z nami rozmawiać dopiero do długim okresie uników, a gdy już doszło do kontaktów, były one wymuszone. Krodźwiedzie nigdy nie odpowiedzieli na wysyłane im wiadomości.

— Może zapytał po prostu, jak smakujemy — mruknęła Desjani i zaraz się roześmiała. — Ciekawa jestem, jak mówi się po ichniemu „smakuje jak kurczak”?

Geary roześmiał się mimowolnie. Czarny humor był czymś, co pozwoliło mu w końcu wyrwać się z tego koszmaru.

— Pani kapitan? — Wachtowy z działu łączności zdołał opanować histeryczny śmiech, którym zareagował na żart przełożonej. — Oprócz tego przekazu dostaliśmy załącznik. To chyba jakiś program.

Desjani spojrzała z rozgoryczeniem w kierunku Geary’ego.

— Koń trojański, wirus czy inne świństwo? — zapytała wachtowego.

— Nie wygląda na złośliwe oprogramowanie. Nie próbowano go też ukryć w żaden sposób. Od samego początku był na widoku. Albo oni są… bardzo prymitywni, jeśli chodzi o komputeryzację, albo chcieli, żebyśmy na pewno zauważyli ich oprogramowanie.

— Przepuśćcie je przez nasze systemy zabezpieczeń — rozkazała Desjani. — Chcę, by wasi specjaliści przeanalizowali kod i przekazali mi wnioski, zanim spróbujemy je otworzyć. Moment. Czy ten przekaz dotarł do wszystkich okrętów naszej floty?

— Tak.

Geary sięgnął do klawisza komunikatora, nie odrywając wzroku od przekazu.

— Do wszystkich okrętów floty. Zabraniam zgrywania, odtwarzania i aktywacji oprogramowania dołączonego do wiadomości Obcych. Dostęp do niego będzie możliwy tylko pod szczególnym nadzorem i za uprzednim moim pozwoleniem.

Istota widoczna na ekranie wyświetlacza skończyła mówić. Cztery odnóża zostały podwinięte, krzyżowały się teraz przed jej korpusem, dwa z nich powędrowały moment później do góry, do samej głowy, i na tym przekaz się zakończył.

— I co teraz? — zapytała Desjani.

— Nie wiem — odparł Geary. — Chyba łatwiej jest zdecydować, co robimy, kiedy z nami nie rozmawiają.

— Mamy na karku armadę krodźwiedzi, nie możemy latać w kółko, dopóki nie zrozumiemy, czego te… pająkowilki mogą od nas chcieć.

— Powinniśmy mu odpowiedzieć — zaproponowała Rione.

— Odpowiedzieć? — zdziwił się admirał. — Na co? Nie wiemy przecież, co powiedział. — Pomysł wysyłania wiadomości na ślepo miał sens, ale kilka godzin temu, nie teraz, gdy po obejrzeniu przekazu z tym pająkowilkiem Geary zaczynał odnosić wrażenie, że przepaść dzieląca te istoty od ludzi jest głębsza niż odległości pomiędzy gwiazdami. — Przecież oni nie będą nawet wiedzieli, co oznaczają moje gesty, nie zrozumieją moich słów, nie mówiąc już o tym, że mogę im się wydawać równie obrzydliwy jak to coś nam.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)