Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]
Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]

Электронная книга - «Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]». Краткое содержание книги:

Ukryte we wnętrzu kamer chochliki błyskawicznie malują kolejne klatki na celuloidowej taśmie. Świat Dysku odkrywa magię Srebrnego Ekranu! Nie wystarczy jednak usiąść w kinowym fotelu i z przejęciem śledzić losy bohaterów Porwanego wiatrem, najdziwniejszego filmu o Wojnie Domowej, jaki kiedykolwiek powstał. Przede wszystkim trzeba wyjaśnić, jaką tajemnicę skrywa wzgórze Świętego Gaju (czyli Holy Woodu), nie przejmując się tym, że Gaspode, Cudowny Pies, ma wielką ochotę na to, by uratować świat…
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 79
Перейти на страницу:

— Ale jesteś… Twoje… — Victor spuścił wzrok, co jednak niewiele pomogło. — Masz pępek w swoim diamencie — zaryzykował.

— Już się przyzwyczaiłam — odparła Ginger. Wzruszyła ramionami, żeby wszystkie elementy kostiumu jakoś się poukładały. — Tylko te dwie pokrywki od rondli naprawdę mi przeszkadzają. Teraz rozumiem, jak cierpiały nieszczęsne dziewczęta w haremach.

— I nie przeszkadza ci, że ludzie cię tak zobaczą? — zdziwił się Victor.

— A czemu? To przecież ruchome obrazki. Nic tu nie jest naprawdę. Zresztą byłbyś zdumiony wiedząc, do czego muszą się posuwać dziewczęta za o wiele mniej niż dziesięć dolarów dziennie.

— Dziewięć — poprawił ją Gaspode, następujący Victorowi na pięty.

— Zbierzcie się wszyscy! — krzyknął przez tubę Dibbler. — Synowie Pustyni tam, jeśli można. Niewolnice… Gdzie są niewolnice? Dobrze. Korbowi?

— Nigdy nie widziałam tylu ludzi w jednej migawce — szepnęła Ginger. — To musiało kosztować więcej niż sto dolarów!

Victor przyjrzał się Synom Pustyni. Wyglądali, jakby Dibbler zajrzał do Borgle’a i wynajął dwadzieścia osób siedzących najbliżej drzwi, nie dbając o to, czy się nadają. A potem dał im to, co uważał za nakrycie głowy pustynnego bandyty. Byli wśród nich trollowi Synowie Pustyni — Skallin poznał go i pomachał dyskretnie ręką, krasnoludzi Synowie Pustyni oraz wlokący się na końcu mały, kudłaty i drapiący się wściekle Syn Pustyni w nakryciu głowy sięgającym mu do łap.

— …chwytasz ją, zostajesz oczarowany jej urodą, potem przerzucasz przez łęk — przedarły się do jego świadomości instrukcje Dibblera.

Victor rozpaczliwie powtórzył je sobie w pamięci.

— Przez co? — zapytał.

— To część siodła — syknęła Ginger.

— Aha.

— A potem odjeżdżasz w noc, z Synami Pustyni podążającymi za tobą i śpiewającymi raźną piosenkę pustynnych rozbójników…

— Nikt ich nie usłyszy — dodał Soli tonem wyjaśnienia. — Ale jeśli będą otwierać i zamykać usta, pomoże to stworzyć, no wiecie, atmosferę.

— Przecież to nie pasuje — zauważyła Ginger. — Jest jasny dzień. Dibbler wytrzeszczył na nią oczy. Raz czy dwa razy bezgłośnie otworzył usta.

— Soli! — wrzasnął.

— Nie możemy kręcić w nocy, wuju — odparł pospiesznie bratanek. — Demony nic nie będą widziały. Ale możemy przecież pokazać planszę z napisem „Noc” na początku sceny, żeby…

— To nie jest magia ruchomych obrazków — warknął Dibbler. — To tylko jakieś nędzne sztuczki.

— Przepraszam — wtrącił Victor. — Przepraszam, ale to chyba bez znaczenia. Demony na pewno mogłyby namalować niebo czarne i z gwiazdami.

Wszyscy umilkli. Dibbler spojrzał na Halogena.

— Mogą? — zapytał.

— Nie — odparł krótko korbowy. — I tak wściekle trudno je zmusić, żeby malowały to, co widzą. Co tu gadać o tym, czego nie widzą.

Dibbler podrapał się w nos.

— Jestem skłonny do negocjacji — rzekł. Korbowy wzruszył ramionami.

— Nie zrozumiał pan, panie Dibbler. Po co im pieniądze? Tylko by je zjadły. A jeśli zaczniemy im tłumaczyć, żeby malowały to, czego nie ma, zaczną się poważne…

— To może będzie bardzo jasny księżyc? — zaproponowała Ginger. — W pełni?

— Rozsądny pomysł — pochwalił ją Dibbler. — Zrobimy planszę, na której Victor mówi do Ginger coś w rodzaju: Jakże jasny księżyc świeci tej nocy, bwana”.

— Coś w tym rodzaju — zgodził się dyplomatycznie Soli.

* * *

Nadeszło południe. Wzgórze Świętego Gaju jaśniało w blasku słońca niczym częściowo wyzuta guma do żucia o smaku szampana. Korbowi kręcili korbami, statyści z entuzjazmem biegali tam i z powrotem, Dibbler wściekał się na wszystkich, a historia kinematografii tworzyła się za pomocą ujęcia trzech krasnoludów, czterech ludzi, dwóch trolli i psa, dosiadających tego samego wielbłąda i wrzeszczących ze zgrozą, żeby się zatrzymał.

Victor został zwierzęciu przedstawiony. Wielbłąd mrugał, trzepocząc długimi rzęsami. Ślinił się, jakby żuł mydło. Klęczał i sprawiał wrażenie wielbłąda, który ma za sobą ciężki ranek i dla nikogo nie będzie się wysilał. Kopnął już trzech ludzi.

— Jak ma na imię? — zapytał ostrożnie Victor.

— Nazywamy go Złośliwym Psim Synem — odparł nowo mianowany wiceprezes do spraw wielbłądów.

— Nie brzmi to jak imię.

— Dla wielbłąda to bardzo dobre imię — zapewnił z przekonaniem poganiacz.

— Nie ma nic złego w fyciu psim synem — odezwał się jakiś głos za ich plecami. — Sam jestem psim synem. Mój ojciec też fył psim synem, ty frudny łofuzie w nocnej koszuli.

Poganiacz uśmiechnął się nerwowo do Victora i obejrzał. Za nim nie było nikogo. Spojrzał w dół.

— Hau — powiedział Gaspode i pomachał czymś, co prawie było ogonem.

— Słyszałeś, jak ktoś coś mówił? — spytał niepewnie poganiacz.

— Nie — odparł Victor. Pochylił się do ucha wielbłąda i szepnął, na wypadek gdyby był to specjalny wielbłąd ze Świętego Gaju: — Bądźmy przyjaciółmi. Zgoda?

Złośliwy Psi Syn zastrzygł uchem grubym jak dywan[11].

— Jak się na nim jeździ?

— Kiedy chcesz jechać do przodu, klniesz na niego i walisz kijem, a kiedy chcesz się zatrzymać, klniesz na niego i mocno walisz kijem.

— A gdybym chciał skręcić?

— To jest pytanie z podręcznika dla zaawansowanych. Najlepiej wtedy zsiąść i odwrócić go ręcznie.

— Jesteście gotowi?! — ryknął Dibbler przez tubę. — Masz podjechać do namiotu, zeskoczyć z wielbłąda, pokonać wielkich eunuchów, wedrzeć się do środka, wyciągnąć dziewczynę, wskoczyć n; wielbłąda i odjechać. Zrozumiałeś? Dasz radę?

— Jakich wielkich eunuchów? — spytał Victor, wsiadając. Wielbłąd zaczął wolno rozplątywać nogi i podnosić się z piasku. Jeden z wielkich eunuchów nieśmiało podniósł rękę.

— To ja, Morry — powiedział.

— Aha. Cześć, Morry.

— Cześć, Vic.

— I ja, Skallin — dodał drugi wielki eunuch.

— Cześć, Skallin.

— Cześć, Vic.

— Wszyscy na miejsca — polecił Dibbler. — Zaraz… O co chodzi Skallin?

— Tego… Zastanawiałem się, panie Dibbler… Jaka jest moja motywacja w tej scenie?

— Motywacja?

— Tak. Właśnie… Muszę to wiedzieć, rozumie pan.

— To może: wyrzucę cię, jeśli nie zagrasz jak należy? Skallin uśmiechnął się szeroko.

— Słuszna racja, panie Dibbler — stwierdził.

— W porządku — rzucił Dibbler. — Wszyscy gotowi? Kręcimy!

* * *

Złośliwy Psi Syn odwrócił się niezgrabnie, wystawiając nogi pod dziwacznymi wielbłądzimi kątami, po czym ruszył skomplikowanym truchtem.

Korba wykonała obrót…

Powietrze zamigotało.

I Victor się obudził. Przypominało to powolne wynurzanie się z różowego obłoku albo cudowny sen, który — choćby nie wiem jak się starać — ulatnia się z umysłu, kiedy wkracza dzień, i pozostawia tylko dojmujące poczucie straty; człowiek instynktownie wie, że nic, ale to nic, co może go spotkać w ciągu dnia, nie będzie nawet w połowie tak przyjemne jak to we śnie.

Zamrugał. Wizje odpłynęły. Zdał sobie sprawę z bólu mięśni — jakby niedawno je nadwerężył.

— Co się stało? — wymamrotał. Spuścił wzrok.

— Oj — powiedział.

вернуться

11

Wielbłądy są o wiele za inteligentne, żeby się przyznawać do inteligencji.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)