Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]
Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]

Электронная книга - «Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]». Краткое содержание книги:

Ukryte we wnętrzu kamer chochliki błyskawicznie malują kolejne klatki na celuloidowej taśmie. Świat Dysku odkrywa magię Srebrnego Ekranu! Nie wystarczy jednak usiąść w kinowym fotelu i z przejęciem śledzić losy bohaterów Porwanego wiatrem, najdziwniejszego filmu o Wojnie Domowej, jaki kiedykolwiek powstał. Przede wszystkim trzeba wyjaśnić, jaką tajemnicę skrywa wzgórze Świętego Gaju (czyli Holy Woodu), nie przejmując się tym, że Gaspode, Cudowny Pies, ma wielką ochotę na to, by uratować świat…
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 79
Перейти на страницу:

M’Bu odebrał mu patyk, wskazał dżunglę i uśmiechnął się.

— Wiem, gdzie leży właśnie wyrwane z ziemi mnóstwo dobrego drewna, szefie.

— Tak? No dobrze, mój chłopcze, dobrze, ale i tak musimy jakoś dotrzeć do gór.

— Całkiem przypadkiem tysiąc bardzo silnych słoni będzie zmierzać w tamtą stronę, szefie.

M’Bu uśmiechnął się znowu, odsłaniając zęby. Członkowie jego plemienia ostrzyli sobie zęby w szpic[15]. Oddał Azhuralowi patyk. Azhural wolno otworzył usta.

— Na siedem księżyców Nasreem — szepnął. — Możemy tego dokonać. Tą trasą tylko… zaraz, tylko tysiąc trzysta, może tysiąc czterysta. Albo nawet mniej. Tak… naprawdę możemy.

— Tak, szefie.

— Wiesz, zawsze chciałem dokonać w życiu czegoś wielkiego. Czegoś… naprawdę — wyznał Azhural. — Rozumiesz, tutaj struś, tam żyrafa… To nie są rzeczy, za które będą człowieka pamiętali. — Wbił wzrok w fioletowoszary horyzont. — Możemy, prawda? — upewnił się.

— Jasne, szefie.

— Wprost przez góry!

— Jasne, szefie.

Kiedy wytężał wzrok, widział, że ta fioletowoszarość zwieńczona jest bielą.

— To bardzo wysokie góry… — W jego głosie znów zabrzmiało zwątpienie.

— Zbocze idzie w górę, zbocze opada w dół — stwierdził gnomicznie M’Bu.

— To fakt — zgodził się Azhural. — Czyli, przeciętnie, jest płasko na całej trasie.

Raz jeszcze spojrzał na góry.

— Tysiąc słoni — mruczał. — A wiesz, chłopcze, kiedy budowali grobowiec króla Leonida z Efebu, używali stu słoni, żeby ciągnęły głazy? A dwustu słoni, jak uczy historia, użyto przy budowie pałacu Rhoxie w mieście Klatch.

W oddali zahuczał grom.

— Tysiąc słoni — powtórzył Azhural. — Ciekawe, na co im są potrzebne.

* * *

Reszta dnia upłynęła Victorowi jak w transie.

Znowu galopował i walczył, i znowu zmieniał upływ czasu. Nadal trudno mu było to pojąć. Najwyraźniej błonę można później pociąć i skleić z powrotem tak, żeby zdarzenia następowały we właściwym porządku. A niektóre wcale nie musiały nastąpić. Zauważył, jak malarz rysuje planszę z napisem „W Królewskim Pałacu, godzinę późniey”.

Jedna godzina zniknęła ze strumienia Czasu — ot, tak. Oczywiście wiedział, że nie została chirurgicznie wycięta z jego życia. Zresztą takie rzeczy bez przerwy zdarzały się w książkach. Na scenie także. Oglądał kiedyś występ wędrownej trupy aktorskiej. Akcja przedstawienia przenosiła się magicznie z „Pola Bitwy w Tsorcie” do „Efebiańskiej Fortecy, Tej Samej Nocy”, po krótkim tylko opuszczeniu workowej kurtyny oraz intensywnym stukaniu i przeklinaniu przy zmianie dekoracji.

Ale tutaj wyglądało to inaczej. Dziesięć minut po nakręceniu sceny musiał grać kolejną, rozgrywającą się poprzedniego dnia i całkiem gdzie indziej, ponieważ Dibbler wynajął namioty do obu scen i nie chciał przepłacać. Trzeba więc było zapomnieć o wszystkim prócz Teraz, co nie jest łatwe, kiedy w dodatku w każdej chwili oczekuje się tego dziwnego uczucia oderwania…

Nie nadeszło. Po kolejnej zagranej bez przekonania scenie bitwy Dibbler oznajmił, że to już koniec.

— Mamy jeszcze dokręcić zakończenie — przypomniała mu Ginger.

— Zagraliście je dziś rano — odparł Soli.

— Aha.

Rozległy się piski — to demony zostały wypuszczone z pudła. Teraz siedziały na brzegu pokrywy, machały w powietrzu nóżkami i podawały sobie z ręki do ręki malutkiego papierosa. Statyści ustawili się w kolejce po wypłatę. Wielbłąd kopnął wiceprezesa do spraw wielbłądów. Korbowi wyjęli z pudeł wielkie szpule błony i odeszli do tajemniczego cięcia i klejenia, jakim korbowi zajmują się po zmroku. Pani Cosmopilite, wiceprezes do spraw garderoby, zebrała wszystkie kostiumy i podreptała gdzieś — możliwe, że chciała położyć je do łóżek.

Kilka akrów porośniętego karłowatymi krzakami terenu na tyłach wytwórni przestało być falującymi wydmami Wielkiego Nefu i stało się znowu placem na tyłach wytwórni. Victor miał uczucie, że z nim dzieje się coś podobnego.

Pojedynczo i parami twórcy ruchomych obrazków odchodzili; śmiali się, żartowali i umawiali na spotkanie u Borgle’a.

Ginger i Victor pozostali sami w coraz szerszym kręgu pustki.

— Tak się czułam, kiedy pierwszy raz widziałam, jak odjeżdża cyrk — powiedziała Ginger.

— Dibbler mówił, że jutro kręcimy następny — przypomniał Victor. — Jestem pewien, że wymyśla je na poczekaniu. Ale dostajemy po dziesięć dolarów za dzień… Minus to, co jesteśmy winni Gaspode — dodał uczciwie. I uśmiechnął się niezbyt mądrze. — Nie martw się — powiedział. — Przecież robisz to, co zawsze chciałaś robić.

— Nie bądź głupi. Parę miesięcy temu nie wiedziałam nawet, że istnieją ruchome obrazki. Bo ich nie było. Ruszyli spacerem w stronę miasta.

— A kim chciałaś zostać? — zapytał. Wzruszyła ramionami.

— Nie wiedziałam nic prócz tego, że nie chcę być dojarką. Dojarki pamiętał z domu. Spróbował sobie przypomnieć jakieś szczegóły.

— Dojenie krów zawsze wydawało mi się całkiem ciekawym zajęciem — mruknął. — No wiesz, jaskry… I świeże powietrze…

— Jest zimno, mokro, a kiedy skończysz, krowa zawsze kopie w wiadro. Nawet mi nie mów o dojeniu. Ani o pasaniu owiec. Czy gęsi. Tak naprawdę to nienawidziłam naszej farmy.

— Aha.

— I jeszcze chcieli, żebym wyszła za kuzyna, kiedy skończyłam piętnaście lat.

— Czy to dozwolone?

— Oczywiście. Tam, skąd pochodzę, wszystkie dziewczyny wychodzą za kuzynów.

— Dlaczego? — zdziwił się Victor.

— Myślę, że przynajmniej nie trzeba się martwić, co robić w sobotnie noce.

— Aha.

— A czy… ty… chciałeś kimś zostać? — spytała Ginger, wkładając w krótkie dwie litery pogardę godną całego zdania.

— Właściwie nie — przyznał Victor. — Wszystko wygląda na interesujące, dopóki człowiek nie zacznie tego robić. Wtedy przekonuje się, że to praca jak każda inna. Założę się, że nawet taki Cohen Barbarzyńca wstaje rano, myśląc: „No nie, kolejny dzień deptania moją ciężką stopą tronów wysadzanych klejnotami”.

— Tym się zajmuje? — spytała Ginger, wbrew sobie zaciekawiona.

— Według legend, tak.

— Ale dlaczego?

— Nie mam pojęcia. Pewnie taką ma pracę.

Ginger nabrała w dłoń piasku. Były w nim maleńkie muszle, które pozostały jej w ręku, gdy piasek przesypał się między palcami.

— Pamiętam, jak do naszej wsi przyjechał cyrk — powiedziała. — Miałam dziesięć lat. Dziewczyna w rajtuzach wyszywanych cekinami chodziła po linie; robiła nawet salta. Wszyscy bili brawo i krzyczeli. Mnie nie pozwalali wejść na drzewo, ale ją oklaskiwali. Wtedy podjęłam decyzję.

— Rozumiem — rzekł Victor, starając się nadążyć za psychologicznym wątkiem opowieści. — Wtedy postanowiłaś być kimś.

— Nie bądź głupi. Postanowiłam być więcej niż tylko kimś. — Rzuciła muszelkę w stronę zachodzącego słońca i roześmiała się. — Zamierzam być najsłynniejszą osobą na świecie, wszyscy będą mnie kochać i będę żyła wiecznie.

— Zawsze dobrze jest wiedzieć, o co człowiekowi chodzi — odparł dyplomatycznie Victor.

— Wiesz, co jest największą tragedią tego świata? — Ginger wcale nie zwracała na niego uwagi. — Ludzie, którzy nigdy nie odkryli, co naprawdę chcą robić i do czego mają zdolności. Synowie, którzy zostają kowalami, bo ich ojcowie byli kowalami. Ludzie, którzy mogliby fantastycznie grać na flecie, ale starzeją się i umierają, nie widząc żadnego instrumentu muzycznego, więc zostają oraczami. Ludzie obdarzeni talentem, którego nigdy nie poznają. A może nawet nie rodzą się w czasie, w którym mogliby go odkryć.

вернуться

15

Bez szczególnych powodów religijnych. Po prostu podobał im się efekt, kiedy się uśmiechali.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)