Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]
Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]

Электронная книга - «Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]». Краткое содержание книги:

Ukryte we wnętrzu kamer chochliki błyskawicznie malują kolejne klatki na celuloidowej taśmie. Świat Dysku odkrywa magię Srebrnego Ekranu! Nie wystarczy jednak usiąść w kinowym fotelu i z przejęciem śledzić losy bohaterów Porwanego wiatrem, najdziwniejszego filmu o Wojnie Domowej, jaki kiedykolwiek powstał. Przede wszystkim trzeba wyjaśnić, jaką tajemnicę skrywa wzgórze Świętego Gaju (czyli Holy Woodu), nie przejmując się tym, że Gaspode, Cudowny Pies, ma wielką ochotę na to, by uratować świat…
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 79
Перейти на страницу:

Odetchnęła głęboko.

— To są ludzie, którzy nigdy się nie dowiedzą, kim naprawdę mogliby zostać. Zmarnowane szansę. A Święty Gaj jest moją szansą, rozumiesz?

Victor nie rozumiał.

— Tak — powiedział jednak.

Magia dla zwykłych ludzi, jak to nazwał Silverfish. Człowiek kręci korbą i całe życie ulega zmianie.

— I nie tylko moją — podjęła Ginger. — To szansa dla nas wszystkich. Dla ludzi, którzy nie są magami, królami ani bohaterami. Święty Gaj jest jak wielki, bulgoczący garnek z potrawką, tylko że teraz na wierzch wypływają inne składniki. Nagle można robić całkiem nowe rzeczy. Czy wiesz, że kobietom nie pozwalają występować w teatrach? A Święty Gaj pozwala. W Świętym Gaju trolle mogą znaleźć zajęcie, nie ograniczające się do bicia ludzi. A co robili korbowi, zanim pojawiły się korby do kręcenia?

Machnęła ręką mniej więcej w kierunku Ankh-Morpork.

— Teraz próbują do ruchomych obrazków dołączyć jakoś głos. A tam żyją ludzie, którzy będą znakomicie wytwarzać… głosowce. Jeszcze o tym nie wiedzą, ale są tam. Wyczuwam ich. Są…

Jej oczy lśniły złociście. Może to tylko zachód słońca, pomyślał Victor, ale…

— Dzięki Świętemu Gajowi setki ludzi dowiadują się, kim naprawdę chcieli zostać — mówiła Ginger. — A tysiące, wiele tysięcy może dzięki temu zapomnieć o sobie na mniej więcej godzinę. Cały ten przeklęty świat trzęsie się w posadach.

— No właśnie — przerwał jej Victor. — To mnie martwi. Jakbyśmy byli przypisani do miejsca. Wydaje ci się, że wykorzystujesz Święty Gaj, ale to on ciebie używa. Nas wszystkich.

— Jak? Dlaczego?

— Nie wiem, ale…

— Spójrz na magów. — Głos Ginger wibrował poczuciem urazy. — Co dobrego przyszło komuś z ich magii?

— Magia tak jakby utrzymuje świat w całości — zaczął Victor.

— Całkiem dobrze im wychodzą magiczne ognie i różne takie, ale czy potrafią stworzyć bochenek chleba? — Ginger wyraźnie nie miała ochoty słuchać niczyich argumentów.

— Nie na długo — przyznał bezradnie Victor.

— Co to znaczy?

— Coś rzeczywistego, jak chleb, zawiera bardzo dużo… bardzo dużo… no, ty chyba nazwałabyś to „energią” — tłumaczył Victor. — Trzeba naprawdę być niezłym magiem, żeby stworzyć bochenek, który przetrwa w naszym świecie dłużej niż małą część sekundy. Ale rozumiesz, w magii chodzi o coś innego — dodał szybko. — Ponieważ świat jest…

— Kogo to obchodzi? — przerwała mu Ginger. — Nie widzisz tego? Możemy do czegoś dojść. Możemy kimś zostać. Dzięki Świętemu Gajowi. Świat otwiera się przed nami niby…

— Homar — dokończył Victor. Z irytacją machnęła ręką.

— Jaki chcesz skorupiak — rzuciła. — Właściwie to myślałam o ostrygach.

— Naprawdę? Ja pomyślałem o homarach.

* * *

— Kwestoor!

Nie powinienem tak biegać w moim wieku, myślał kwestor, sunąc korytarzem, by odpowiedzieć na ryk nadrektora. Właściwie czemu on się tak interesuje tym paskudztwem? Przeklęty dzbanek!

— Już idę, mistrzu! — zawołał.

Biurko nadrektora zaścielały stare dokumenty.

Kiedy umierał mag, wszystkie jego papiery składano w którejś z zewnętrznych rubieży Biblioteki. Kolejne półki murszejących kartek — siedlisko dziwnych robaków — ciągnęły się na nieodgadnioną odległość. Wszyscy powtarzali, że to prawdziwy skarbiec dla badaczy, jeśli tylko znajdą czas, żeby je zbadać.

Kwestor był poirytowany. Nigdzie nie mógł znaleźć bibliotekarza. Ostatnio małpy w ogóle nie było widać, przez co musiał grzebać w archiwach osobiście.

— To już chyba wszystko, nadrektorze — oświadczył, zrzucając na biurko lawinę zatęchłych papierzysk.

Ridcully zamachał rękami na chmurę moli.

— Papier, papier, papier… — mruczał pod nosem. — Ile nieszczęsnych kartek papieru jest w tych stosach?

— Ee… dwadzieścia trzy tysiące osiemset trzynaście, nadrektorze — odparł kwestor. — Notował je.

— Popatrz tylko… Numerator gwiazd, Miernik wieleb. do użytku w obszarach eklezjastycznych… Bagnomierz… Bagnomierz! Ten człowiek był wariatem!

— Miał bardzo staranny umysł.

— Na jedno wychodzi.

— Czy to, hm, ważna sprawa, nadrektorze? — spytał kwestor.

— To paskudztwo strzelało we mnie kulkami — wyjaśnił Ridcully.

— Dwa razy!

— Jestem pewien, że nie było to zamiarem…

— Chcę wiedzieć, jak to działa, człowieku! Pomyśl o zastosowaniach myśliwskich!

Kwestor spróbował pomyśleć o zastosowaniach.

— Jestem przekonany, że Riktor nie planował stworzenia żadnej broni ofensywnej — stwierdził bez wielkich nadziei.

— Kogo obchodzi, co on planował? Gdzie to jest teraz?

— Kazałem służbie ułożyć dookoła worki z piaskiem.

— Dobry pomysł. To… …whumm… whumm…

Z korytarza dobiegł stłumiony hałas. Obaj magowie wymienili znaczące spojrzenia.

…whumm… whumm WHUMM.

Kwestor wstrzymał oddech.

Plib.

Plib.

Plib.

Nadrektor zerknął na stojącą nad kominkiem klepsydrę.

— Robi to już co pięć minut — zauważył.

— I strzela po trzy razy — dodał kwestor. — Muszę zamówić więcej worków z piaskiem.

Przełożył kilka arkuszy. Jakieś słowo przyciągnęło jego uwagę.

„Rzeczywistość”.

Spojrzał na ręczne pismo, pokrywające stronę. Litery były małe, ciasno stłoczone i z wyglądu bardzo stanowcze. Ktoś mówił mu kiedyś, że to dlatego iż Licznik Riktor stale cierpiał na obstrukcję analną. Kwestor nie wiedział, co to znaczy, i miał nadzieję nigdy się nie dowiedzieć.

Sąsiednie słowo brzmiało: „Pomiar”. Kwestor podążył wzrokiem w górę i przeczytał cały podkreślony tytuł: „Uwagi o Obiektywnym Pomiarze Rzeczywistości”.

Na stronie był wykres. Kwestor przyjrzał mu się uważnie.

— Znalazłeś coś? — spytał nadrektor, nie podnosząc głowy.

— Nic ważnego — zapewnił go kwestor.

* * *

W dole huczał przybój (…a jeszcze niżej, pod powierzchnią wody, homary spacerowały tyłem po zatopionych ulicach…).

Victor cisnął do ognia następny kawałek drewna. Obrośnięte solą, paliło się błękitnym płomieniem.

— Nie rozumiem jej — powiedział. — Wczoraj zachowywała się całkiem normalnie, a dzisiaj coś uderzyło jej do głowy.

— Suki… — mruknął współczująco Gaspode.

— Nie, to stanowczo za mocne — sprzeciwił się Victor. — Jest po prostu oględna.

— Oględna… — powiedział współczująco Gaspode.

— Tak właśnie inteligencja wpływa na życie seksualne — stwierdził I Nie Mów Do Mnie Tuptuś. — Króliki nie mają takich problemów. Szybki numer pod ostatnim krzakiem i po sprawie.

— Mógłbyś ofiarować jej mysz — zaproponował kot. — Ż wyłączeniem tu obecznych, naturalnie — dodał, czując na sobie gniewne spojrzenie Absolutnie Nie Pipa.

— Inteligencja nie przydała mi się też w życiu towarzyskim — rzekł z goryczą Tuptuś. — Tydzień temu: najmniejszych kłopotów. A teraz nagle mam ochotę pogadać, a oni wszyscy siedzą tylko i marszczą na mnie nosy. Czuję się jak idiota.

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)