Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]
Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]

Электронная книга - «Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]». Краткое содержание книги:

Ukryte we wnętrzu kamer chochliki błyskawicznie malują kolejne klatki na celuloidowej taśmie. Świat Dysku odkrywa magię Srebrnego Ekranu! Nie wystarczy jednak usiąść w kinowym fotelu i z przejęciem śledzić losy bohaterów Porwanego wiatrem, najdziwniejszego filmu o Wojnie Domowej, jaki kiedykolwiek powstał. Przede wszystkim trzeba wyjaśnić, jaką tajemnicę skrywa wzgórze Świętego Gaju (czyli Holy Woodu), nie przejmując się tym, że Gaspode, Cudowny Pies, ma wielką ochotę na to, by uratować świat…
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 79
Перейти на страницу:

Powierzchnia ledwie okrytego pośladka zajęła miejsce, gdzie uprzednio znajdowała się wielbłądzia szyja. Była to znaczna poprawa.

— Dlaczego leżę na wielbłądzie? — spytała Ginger lodowatym tonem.

— Mnie nie pytaj. A nie chciałaś?

Zsunęła się na piasek i spróbowała poprawić kostium.

W tej właśnie chwili oboje uświadomili sobie, że mają publiczność.

Był Dibbler. Był bratanek Dibblera. Był korbowy. Byli statyści. Byli rozmaici wiceprezesi i inni ludzie, najwyraźniej przywołani do istnienia przez sam fakt kreacji ruchomych obrazków[12]. I był Gaspode, Cudowny Pies.

I wszyscy — z wyjątkiem psa, który chichotał — rozdziawiali usta.

Korbowy wciąż kręcił korbą. Wreszcie spojrzał na swą dłoń, jakby widział ją pierwszy raz w życiu, i znieruchomiał.

Dibbler wyrwał się chyba z transu czy też tego, w czym był pogrążony.

— Ho, ho… — powiedział. — Nieźle.

— Magia — szepnął Soli. — Prawdziwa magia. Dibbler szturchnął korbowego.

— Masz to wszystko? — upewnił się.

— Co wszystko? — spytali chórem Ginger i Victor.

Wtedy dopiero Victor zauważył, że Morry siedzi na piasku i ma odłupany spory kawałek ramienia. Skallin nakładał coś do rany. Troll zauważył minę Victora i rzucił mu mdły uśmieszek.

— Myślisz, że jesteś Cohenem Barbarzyńcą, co? — mruknął.

— Właśnie — poparł go Skallin. — Wcale nie musiałeś go tak nazywać, jak nazwałeś. A gdybyś dalej chciał tak fikuśnie machać mieczem, to zażądamy dodatkowego dolara dziennie jako wynagrodzenia za Odłupywanie Różnych Kawałków.

Miecz Victora miał na klindze kilka szczerb. A Victor w żaden sposób nie mógł sobie przypomnieć, skąd się tam wzięły.

— Słuchajcie — rzekł zrozpaczony. — Niczego tu nie rozumiem. Nikogo nijak nie nazywałem. Czy zaczęliśmy już kręcić?

— Siedzę spokojnie w namiocie, a w następnej chwili oddycham wielbłądzią sierścią — rzekła nadąsana Ginger. — Czy za wiele wymagam, kiedy chcę się dowiedzieć, co się dzieje?

Zdawało się, że nikt ich nie słucha.

— Dlaczego nie ma sposobu, żeby dołączyć dźwięk? — narzekał Dibbler. — To był świetny dialog. Nie zrozumiałem ani słowa, ale dobry dialog umiem rozpoznać od razu.

— Papugi — odparł spokojnie korbowy. — Takie zwykłe howondalandzkie zielone. Zadziwiające ptaki. Mają pamięć jak słonie. Wystarczy zebrać parę tuzinów różnej wielkości, a mamy pełny zestaw wokalny…

Pogrążyli się w technicznej dyskusji.

Victor zsunął się z grzbietu wielbłąda i przemknął pod jego szyją, żeby dotrzeć do Ginger.

— Posłuchaj — szepnął z naciskiem. — To zupełnie tak jak poprzednio. Tylko mocniej. Jak we śnie. Korbowy zaczął robić obrazki, a reszta była jak sen.

— Tak, ale co my robiliśmy? — spytała.

— Robiliście tyle — odparł Skallin — że Victor pogalopował wielbłądem pod sam namiot, zeskoczył, ruszył na nas jak wiatrak…

— …skakał po kamieniach i śmiał się… — uzupełnił Morry.

— Tak. I powiedziałeś do Morry’ego: „A masz, Ohydny Czarny Sługusie” — mówił dalej Skallin. — A potem walnąłeś go mieczem w ramię, aż zabrzęczało, wyciąłeś dziurę w namiocie…

— Szermierka była niezła — pochwalił Morry. — Trochę na pokaz, ale całkiem niezła.

— Przecież ja nie potrafię… — zaczął Victor.

— …i ona leżała tam cała sennie mentalna, a ty porwałeś ją, a ona powiedziała…

— Sennie mentalna? — powtórzyła niepewnie Ginger.

— Sentymentalna — wyjaśnił Victor. — Jemu chodziło o sentymentalną.

— …ona powiedziała: „Ależ to Złodziej z… Złodziej z…” — Skallin zawahał się. — Bok Taty, tak chyba mówiłaś.

— Bak Dziada — poprawił go Morry, rozcierając ramię.

— Właśnie; a potem powiedziała: „Grozi ci wielkie niebezpieczeństwo, gdyż ojciec mój przysiągł, że cię zabije”, a ty na to: „Teraz, najpiękniejsza różo, mogę ci wyznać, żem w istocie jest Cieniem Pustyni…”.

— Jak to: sentymentalna? — spytała podejrzliwie Ginger.

— I jeszcze: „Uciekaj ze mną do kazby” czy jakoś tak, a potem dałeś jej to coś, no, to co wy, ludzie, robicie z wargami…

— Gwizdnąłem? — spytał Victor bez wielkiej nadziei.

— Nie, to drugie. Brzmi jak korek wyskakujący z butelki.

— Pocałunek — stwierdziła zimno Ginger.

— O, właśnie. Nie znam się na tym specjalnie — przyznał Skallin — ale miałem wrażenie, że trwa dość długo. Bardzo był, no wiecie, pocałunkowy.

— Mnie tam się wydawało, że potrzefne fędzie wiadro wody — odezwał się cichy psi głos.

Victor kopnął do tyłu, ale nie trafił.

— Później znowu wskoczyłeś na wielbłąda, wciągnąłeś ją, a pan Dibbler zaczął krzyczeć: „Stop! Stop! Co się tu dzieje, do demona, dlaczego nikt mi nie mówi, co się tu dzieje” — tłumaczył Skallin. — A wtedy ty powiedziałeś: „Co się stało?”.

— Nie wiem, kiedy ostatnio widziałem taką szermierkę — oświadczył Morry.

— Tego… Dziękuję — odparł Victor.

— I te krzyki: „Ha!” i „A masz, psie”. Bardzo profesjonalne.

— Rozumiem — mruknął Victor. Sięgnął w bok i chwycił Ginger za rękę. — Musimy porozmawiać — szepnął. — Na osobności. Za namiotem.

— Jeśli myślisz, że pójdę gdzieś z tobą sama… — zaczęła.

— Słuchaj, to nie pora, żeby się zachowywać jak… Victor poczuł ciężką dłoń na ramieniu. Obejrzał się i zobaczył sylwetkę Detrytusa, przesłaniającą cały świat.

— Pan Dibbler chce, żeby nikt nie odchodził — oznajmił troll. — Wszyscy zostają, dopóki pan Dibbler nie powie.

— Straszne z tobą utrapienie — westchnął Victor.

Detrytus obdarzył go szerokim, wysadzanym klejnotami uśmiechem[13].

— Pan Dibbler mówi, że mogę zostać wiceprezesem — pochwalił się.

— Do jakich spraw?

— Do spraw wiceprezesów.

Gaspode, Cudowny Pies, zawarczał cicho w głębi krtani. Wielbłąd, leniwie obserwujący niebo, przesunął się trochę i nagle kopnął z całej siły, trafiając Detrytusa w kark. Troll jęknął. Gaspode obrzucił cały świat spojrzeniem pełnym usatysfakcjonowanej niewinności.

— Chodź — rzekł stanowczo Victor. — Póki troll szuka czegoś, czym mógłby uderzyć wielbłąda.

Po chwili usiedli w cieniu za namiotem.

— Chciałam tylko zaznaczyć — oznajmiła zimno Ginger — że nigdy w życiu nie starałam się wyglądać sentymentalnie.

— Może warto spróbować — mruknął Victor.

— Słucham?

— Przepraszam. Wiesz, nie rozumiem, co każe nam tak się zachowywać. Przecież ja nie potrafię używać miecza. Zawsze tylko machałem nim dookoła. Co wtedy czułaś?

— Wiesz… Tak jak się czujesz, kiedy nagle słyszysz, że ktoś coś mówi, i zdajesz sobie sprawę, że śniłeś na jawie.

— Jakby własne życie odpływało i jakieś inne zajmowało jego miejsce.

Zastanawiali się w milczeniu.

— Myślisz, że to ma jakiś związek ze Świętym Gajem? — spytała po chwili.

Victor przytaknął. Nagle rzucił się w bok i wylądował na Gaspode, który obserwował ich pilnie.

— Auu! — powiedział Gaspode.

— Dość tych aluzji — syknął mu Victor prosto do ucha. — Co takiego w nas zauważyłeś? Bo inaczej oddam cię Detrytusowi. Z musztardą.

вернуться

12

Niektórzy nosili duże notatniki na sztywnych deskach.

вернуться

13

Trolle mają zęby diamentowe.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)