Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Szpital kosmiczny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Szpital kosmiczny

Электронная книга - «Szpital kosmiczny». Краткое содержание книги:

Szpital kosmiczny
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 58
Перейти на страницу:

Z dalszych słów majora wynikało, że istota, która występowała jako lekarz, należała do niedawno odkrytej rasy tymczasowo zaklasyfikowanej jako VUXG. Istoty owe posiadały pewne zdolności parapsychiczne, potrafiły przekształcać praktycznie wszystkie substancje w energię na własne potrzeby oraz mogły przystosować się do każdego właściwie środowiska. Były małe i nieomal niezniszczalne.

Lekarz ów był telepatą, ale jego etyka oraz zakaz ingerowania w sferę prywatnych myśli nie pozwalały mu stosować tej zdolności do porozumiewania się z nietelepatą, nawet gdyby jego zakres odbioru obejmował myśli ludzkie. Z tego powodu miał się porozumiewać wyłącznie poprzez autotranslator. Należał do długowiecznej rasy, zarówno jeśli chodzi o długość życia poszczególnych osobników, jak i o historię pisaną — a przez cały ten ogrom czasu nie było u nich żadnej wojny.

Była to cywilizacja stara, światła i skromna, zakończył O’Mara. Niezmiernie skromna. Tak bardzo, że do innych ras, nie tak skromnych jak ona, odnosiła się z pogardą. Conway będzie musiał być bardzo taktowny, gdyż tę najwyższą, nieledwie przytłaczającą skromność łatwo pomylić z czymś innym.

Conway przyjrzał się uważnie O’Marze. Czy w tych bystrych, stalowoszarych oczach nie pojawił się ironiczny błysk? Czy na kanciastej, pewnej siebie twarzy nie było wyrazu sztucznej obojętności? I nagle, zupełnie już zbity z tropu, dostrzegł mrugnięcie majora.

Ignorując je, odezwał się:

— Według mnie, oni strasznie zadzierają nosa.

Ujrzał, jak usta O’Mary skrzywiły się, i w tym momencie z dramatyczną raptownością do rozmowy włączył się nowy głos.

— Znaczenie wypowiedzianej przed chwilą uwagi nie jest dla mnie jasne — zadudnił beznamiętny głos z autotranslatora. — Zadzieramy, czyli unosimy… co? — Nastąpiła krótka chwila milczenia, po której głos ciągnął: — Przyznaję, że moje zdolności umysłowe są bardzo ograniczone, chciałbym jednak z całą pokorą oświadczyć, że w tym wypadku nie zrozumiałem nie tylko z własnej winy. Częściowo odpowiada za to owa ubolewania godna skłonność młodych i mniej praktycznych ras do wydawania pozbawionych sensu dźwięków, kiedy zupełnie nie ma takiej potrzeby.

W tym właśnie momencie wzrok Conwaya, który gwałtownie rozglądał się po pokoju, padł na przezroczystą plastykową kulę leżącą na biurku O’Mary. Teraz, kiedy przyjrzał się jej dokładniej, zauważył kilka przewodów, którymi do kuli przymocowany był aparat, bez wątpienia autotranslator. Wewnątrz pojemnika pływało coś.

— Doktorze Conway — rzekł sucho naczelny psycholog — oto doktor Arretapec, pański nowy szef. — I dodał, bezgłośnie poruszając ustami: — Musi pan tak mleć ozorem?

Stwór w plastykowej kuli, nie przypominający niczego poza suszoną śliwką w syropie, był więc owym lekarzem należącym do klasy VUXG! Conway poczuł, że twarz mu płonie. Jak to dobrze, że autotranslator przekładał tylko znaczenie poszczególnych słów, nie zagłębiając się w ich wydźwięk emocjonalny — w tym wypadku ironiczny! Inaczej znalazłby się w mocno niezręcznej sytuacji.

— Ponieważ potrzebna jest tu najściślejsza współpraca — dodał szybko major — a ciężar ciała doktora Arretapeca jest niewielki, będzie pan go nosił w czasie pracy. — O’Mara zgrabnie wprowadził swe słowa w czyn i przytroczył pojemnik do ramienia Conwaya. — Może pan iść — powiedział, gdy skończył. — Szczegółowe polecenia, kiedy i gdzie będą potrzebne, przekaże panu bezpośrednio doktor Arretapec.

To się mogło zdarzyć tylko tutaj, pomyślał Conway kwaśno, wychodząc. Oto miał na ramieniu lekarza nieziemca, który wyglądał jak przezroczysta, trzęsąca się niczym galareta kluska, ich wspólnym pacjentem był zdrowy i krzepki dinozaur, a o co w tym wszystkim chodziło, jego współpracownik nie bardzo chciał wyjaśnić. Conway słyszał kiedyś o ślepym posłuszeństwie, ale ślepa współpraca była dlań pojęciem nowym i — jego zdaniem — raczej głupim.

* * *

Po drodze do luku siedemnastego, czyli tam, gdzie przycumował statek, na którym znajdował się ich pacjent, Conway usiłował wyjaśnić nieziemskiemu lekarzowi organizację Szpitala Głównego Sektora Dwunastego.

Doktor Arretapec od czasu do czasu zadawał jakieś rzeczowe pytania, więc zapewne był zainteresowany tematem.

Mimo że Conway był na to przygotowany, ogrom wnętrza zaadaptowanego transportowca wstrząsnął nim. Z wyjątkiem dwóch poziomów najbliższych powłoki zewnętrznej, gdzie obecnie znajdowały się generatory sztucznego ciążenia, technicy z Korpusu Kontroli wycięli wszystko, pozostawiając ogromną pustą kulę o średnicy około sześciuset metrów. Wewnętrzna powierzchnia owej kuli zapaćkana była błotem i wilgotna. Tu i ówdzie znajdowały się wielkie, niechlujne stosy powyrywanej roślinności, przeważnie wdeptanej w błoto. Conway zauważył również, że znaczna jej część zwiędła i zamierała.

Dotychczas Conway miał do czynienia z lśniącym, aseptycznym Szpitalem, toteż stwierdził, że ów widok szczególnie działa na jego system nerwowy. Zaczął się rozglądać za pacjentem.

Jego wzrok przesunął się w górę, ponad stertę błota i porozrzucanych roślin, aż w końcu zobaczył, że wysoko, po przeciwnej stronie kuli błoto przechodzi w małe, głębokie jeziorko. Tuż pod powierzchnią widać było jakiś ruch i wirowanie. Nagle nad wodą ukazała się nieduża głowa osadzona na ogromnej sinusoidalnej szyi, rozejrzała się i ponownie zanurzyła z ogromnym pluskiem.

Conway ocenił odległość, a następnie stan terenu pomiędzy nim a jeziorem.

— To daleka droga — powiedział. — Wezmę degrawitator…

— Nie będzie to potrzebne — odrzekł Arretapec.

Ziemia nagle usunęła się im spod nóg i oto lecieli już w kierunku odległego jeziora.

Klasyfikacja VUXG, przypomniał sobie Conway, kiedy już odzyskał oddech, obejmuje istoty dysponujące pewnymi zdolnościami parapsychicznymi…

II

Wylądowali łagodnie niedaleko brzegu. Arretapec powiedział Conwayowi, że chce skoncentrować przez kilka chwil swoje procesy myślowe, i poprosił, żeby przez ten czas lekarz był cicho i nie ruszał się. Kilka sekund później Conway poczuł, że swędzi go gdzieś w uchu. Dzielnie porzucił myśl o tym, żeby wetknąć tam palec i się podrapać. Zamiast tego całą uwagę skupił na powierzchni jeziora.

Nagle z toni wychynęło szarobrunatne, wielkie jak góra cielsko zakończone z jednej strony długą, zwężającą się szyją, z drugiej zaś ogonem gwałtownie uderzającym o wodę. Przez chwilę Conway myślał, że potwór po prostu wyskoczył na powierzchnię jak gumowa piłka, ale potem wytłumaczył sobie, że to dno jeziora musiało się gwałtownie zapaść pod dinozaurem, dając optycznie podobny efekt. Nadal wściekle wymachując szyją, ogonem i czterema potężnymi jak kolumny nogami, olbrzymi gad dotarł do brzegu i wylazł na błoto, lub też raczej w błoto, zapadł się w nie bowiem aż po kolana. Conway ocenił, że kolana te znajdują się przynajmniej trzy metry nad ziemią, że średnica cielska w najszerszym miejscu wynosi około pięciu metrów, od głowy do ogona zaś potwór liczy sobie ich dobrze ponad trzydzieści. Ciężar cielska oszacował na mniej więcej czterdzieści tysięcy kilogramów. Potwór nie miał naturalnego pancerza, ale na końcu ogona, jak na tak ogromny narząd wykazującego zdumiewającą ruchliwość, znajdowało się zgrubienie kostne, z którego wyrastały dwa zrogowaciałe, zakrzywione do przodu, groźnie wyglądające kolce.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)