Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Szpital kosmiczny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Szpital kosmiczny

Электронная книга - «Szpital kosmiczny». Краткое содержание книги:

Szpital kosmiczny
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 58
Перейти на страницу:

Każdy wykładowca podkreślał znaczenie szybkiego i dokładnego rozpoznania klasy napływających pacjentów, którzy często mogą nie być w stanie podać jej samodzielnie. W czteroliterowym systemie klasyfikacyjnym pierwsza litera była kluczem do ogólnej przemiany materii, druga oznaczała liczbę i rozmieszczenie kończyn oraz narządów zmysłów, pozostałe dwie zaś określały zespół wymagań co do ciśnienia atmosferycznego oraz siły ciążenia, co również informowało o masie, a także rodzaju powłoki danego osobnika. A, B i C na pierwszym miejscu odnosiły się do istot mających skrzela. Litery od D do F odpowiadały ciepło-krwistym organizmom tlenodysznym, wśród których mieściła się większość ras inteligentnych. Istoty z klas od G do K były również tlenodyszne, ale bardziej przypominały owady i żyły w warunkach niskiego ciążenia. L i M również pochodziły z planet o niskiej grawitacji, ale wyglądem przypominały ptaki. Istoty chlorodyszne należały do klas O i P. Potem następowały wszystkie osobliwości — pożeracze promieniowania, istoty o krwi zamrożonej albo krystalicznej, stworzenia mogące zmieniać dowolnie swój kształt, a także osobniki posiadające uzdolnienia parapsychiczne. Telepaci, tacy jak Telfi, otrzymywali na pierwszym miejscu literę V. W ramach zajęć wykładowcy wyświetlali przez trzy sekundy obraz stopy jakiejś istoty lub fragment jej skóry i jeśli Conway nie potrafił na podstawie tak pobieżnych oględzin wyrecytować odpowiedniej klasy, padało pod jego adresem wiele ironicznych słów. Wszystko to było bardzo ciekawe, ale Conway zaczął się trochę niepokoić, gdy stwierdził, że sześć tygodni nie oglądał ani jednego pacjenta. Postanowił zadzwonić do O’Mary i wypytać go dlaczego — oczywiście z szacunkiem i oględnie.

— Na pewno chce pan wrócić na oddział— rzekł O’Mara, gdy Conway przeszedł w końcu do sedna. — Również doktor Mannon chciałby pana z powrotem. Ale ja mam dla pana robotę i nie chcę, żeby ugrzązł pan gdzie indziej. Niech pan jednak nie sądzi, że tylko zabija pan czas. Uczy się pan wielu pożytecznych rzeczy, doktorze. Przynajmniej sądzę, że się pan uczy. Żegnam.

Odłożywszy mikrofon interkomu, Conway pomyślał, że wiele z tego, czego się uczył, odnosi się do majora O’Mary. Nie istniał kurs na temat naczelnego psychologa, ale właściwie to jakby był, z każdego bowiem wykładu wyłaniała się jego postać. Conway dopiero zaczynał pojmować, jak niewiele brakowało, by został wyrzucony ze Szpitala za zachowanie podczas incydentu z Telfi.

W Korpusie Kontroli O’Mara miał stopień majora, ale Conway wiedział już, że w Szpitalu trudno było znaleźć jakieś granice jego władzy. Jako naczelny psycholog odpowiadał za zdrowie psychiczne wszystkich nader różnych osobników i ras personelu oraz za łagodzenie zadrażnień, jakie mogłyby między nimi wystąpić.

Przy najwyższej nawet tolerancji i wzajemnym szacunku nadal zdarzały się sytuacje, w których takie zadrażnienia się pojawiały. Potencjalnie niebezpieczne sytuacje wynikały z ignorancji i nieporozumień. Jakaś istota mogła również zapaść na neurozę ksenofobiczną, która miałaby negatywny wpływ na jej przydatność zawodową czy równowagę psychiczną albo obie te rzeczy naraz. Na przykład lekarz z Ziemi, który żywił w podświadomości niechęć do pająków, nie miałby tyle zawodowego obiektywizmu, by wyleczyć Illensańczyka. Do O’Mary należało więc wykrycie i usunięcie takich oznak niebezpieczeństwa albo też, gdyby wszystko zawiodło, pozbycie się takiego potencjalnie niebezpiecznego osobnika, nim zadrażnienia przerodzą się w otwarty konflikt. Ów obowiązek ochrony przed błędnym, niezdrowym lub nietolerancyjnym myśleniem O’Mara wypełniał z takim zacięciem, że zyskał sobie u niektórych przydomek „drugi Torquemada”. Istoty z tych planet, na których nie było nigdy odpowiedników Inkwizycji, obrzucały go innymi, epitetami, i to często prosto w twarz. Ale w kanonie zasad O’Mary Usprawiedliwione Wyzwiska nie stanowiły objawów niewłaściwego myślenia, toteż poważne tego reperkusje się nie zdarzały.

Major nie odpowiadał za psychologiczne braki pacjentów Szpitala, ale ponieważ często nie można było stwierdzić, gdzie kończy się ból czysto fizyczny, a zaczyna psychosomatyczny, również wtedy pytano go o zdanie.

To, że O’Mara zwolnił Conwaya z obowiązków na oddziale, mogło oznaczać zarówno degradację, jak i awans. Jeśli wszakże Mannon potrzebował go z powrotem, zadanie, które miał dla niego O’Mara, musiało być ważniejsze. Conway był wobec tego przekonany, że z psychologiem nic mu nie grozi — ta myśl była bardzo przyjemna. Jednak gryzła go ciekawość.

Następnego ranka wezwano go, by się zjawił w gabinecie naczelnego psychologa…

3. KŁOPOTY Z EMILY

I

To zapewne jeden z tych olbrzymich wożących kolonistów transportowców, na pokładzie których potrafiły przejść cztery pokolenia, zanim doleciały z jednej gwiazdy na drugą. Dopiero potem hipernapęd odstawił do lamusa tak gigantyczne jednostki, myślał Conway, przyglądając się wielkiej „kropli”, którą widać było przez iluminator za biurkiem O’Mary. Z wyjątkiem oszklonej kabiny pilota, wszystkie rzędy galerii obserwacyjnych oraz iluminatorów zakryto grubymi płytami metalowymi, solidnie umocnionymi z zewnątrz, by wytrzymały potężne ciśnienie panujące na statku. Nawet w zestawieniu z ogromem Szpitala transportowiec wydawał się potężny.

— Odpowiada pan za kontakt między Szpitalem a lekarzem i pacjentem z tego statku — powiedział naczelny psycholog, patrząc uważnie na Conwaya. — Lekarz należy do rasy niewielkich rozmiarów. Pacjent podobny jest do dinozaura.

Conway usiłował nie dać poznać po sobie zdumienia. Wiedział, że O’Mara analizuje jego reakcje, i przewrotnie chciał mu to utrudnić jak tylko potrafił.

— Co mu jest? — zapytał po prostu.

— Nic — odrzekł O’Mara.

— Więc to problem psychologiczny?

Naczelny psycholog pokręcił głową.

— Zatem co może robić w Szpitalu zdrowa, zrównoważona i inteligentna istota…

— Ona nie jest inteligentna.

Conway nabrał powoli powietrza w płuca i odetchnął. Najwyraźniej major znowu bawił się z nim w zgadywankę. Nie, żeby miał coś przeciwko temu, ale pod warunkiem, że dostanie uczciwą szansę odgadnięcia właściwych odpowiedzi. Spojrzał raz jeszcze na olbrzymi kształt zaadaptowanego transportowca i zamyślił się.

Zainstalowanie hipernapędu w tak ogromnym statku kosztowało dużo, a poważne zmiany konstrukcyjne kadłuba — jeszcze więcej. Wyglądało na to, że ktoś zadał sobie wiele trudu jedynie dla…

— Już mam! — krzyknął Conway, uśmiechając się. — To nowy okaz, który mamy pokroić i zbadać…

— Boże uchowaj! — zawołał O’Mara z przerażeniem. Rzucił szybkie, niemal paniczne spojrzenie na małą kulę z plastyku, częściowo zakrytą stosem książek leżących na biurku. — Ta cała sprawa — mówił dalej — została uzgodniona na najwyższym szczeblu, co najmniej podkomisji Rady Galaktycznej. Na czym to wszystko ma polegać, ani ja, ani nikt inny w Szpitalu nie wie. Być może lekarz, który przybył tu z pacjentem i który ma się nim zajmować, powie panu kiedyś… — Ton głosu O’Mary wyrażał wątpliwość, że to nastąpi. — Jednakże tak od Szpitala, jak i od pana wymaga się jedynie pomocy i współpracy — dodał.

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)