Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
Facet w czerwonej koszuli stanowił dla mnie zasadniczy punkt programu, męczył mnie niewymownie. O jego personalia miałam spytać Edka prywatnie. Mуgł się okazać zupełnie zwyczajnym, niewinnym człowiekiem, a rуwnie dobrze być fragmentem wielkiej afery, niedokładnie mi znanej, ktуrą interesować się jawnie było nadzwyczaj niewskazane. Nazwisko, ktуrym się posługiwał i ktуre musiał znać Edek, pozwoliłoby wiele wyjaśnić. Mogłabym, oczywiście, udać się do policji, spytać, gdzie mieszka niejaki Giuseppe Grassani, zaprowadzić tam Pawła i sprawdzić, czy to ten sam, ale zważywszy wydarzenia w Allerшd, policja zainteresowałaby się, po co mi to potrzebne. Byle jakie łgarstwo nie załatwiłoby sprawy, spodziewano by się bowiem, że zełgam. Prawdy mуwić stanowczo nie należało, niezależnie od tego, czy facet okazałby się tym samym, czy nie. Odpadała mi zatem droga oficjalna, najprostsza, i nie pozostawało nic innego, jak ruszyć w manowce i ugory, występujące tym razem pod postacią hotelowych recepcji.
– Rуbcie, co chcecie – powiedziała Zosia z niechęcią, przystępując do płukania filiżanek. – Nie wiem, dlaczego znajomy Edka miałby się znaleźć w Kopenhadze, i nie rozumiem, co on tu ma do rzeczy, ale mam już dość tych rozrywek i niech się wreszcie coś wykryje! Tylko bądźcie uprzejmi na nic się nie narażać!…
Nazajutrz przed południem w domu panował anielski spokуj. Zosia, ktуra nie mogła sypiać ze zdenerwowania, wywlokła z łуżka Pawła i razem z nim udała się po zakupy do miasta. Alicja dość niemrawo szukała listu od Edka, co jakiś czas przypominając sobie, że musi znaleźć list od ciotki, ja zaś siedziałam na kanapie i rуwnie niemrawo robiłam sobie manikiur. Po całym stole porozstawiałam aceton i rozmaite rodzaje lakieru do paznokci i rozmyślałam nad powiązaniami Ewy ze zbrodnią. Jeżeli facet w czerwonej koszuli był tym samym, ktуry kontaktował się z Edkiem w Warszawie, i tym samym, ktуrego podejrzewano o dodatkową, starannie ukrywaną działalność, i jeśli Edek coś wywęszył i wiedział o jego znajomości, jeśli to można nazwać znajomością, z Ewą… Zaraz, coś nie tak. Co miała działalność do Ewy? A jeśli miała? Miała czy nie miała, jeśli Ewa nie życzyła sobie ujawniać faceta, a Edek zaczął wydawać z siebie te dzikie ryki…
– Joanna! – zawołała nagle Alicja, wychylając się ze swego pokoju. – Możesz tu przyjść na chwilę? Coś ci pokażę.
Przerwałam rozmyślania, rozcapierzyłam wszystkie palce i pośpiesznie udałam się do niej.
– Popatrz – powiedziała jakoś dziwnie złowieszczo, wskazując pуłkę, na ktуrej stały rzędem rzeźby Thorkilda. – Widzisz, jak to stoi? Przyjrzyj się.
Przyjrzałam się. Większość rzeźb była mi znana. Znajdowała się wśrуd nich grupa złożona jakby z dwуch syren z ogonami, oplątujących się wzajemnie. Grup syren było nawet kilka, tych samych, powtarzających się w rуżnych wariantach. Przyglądałam się temu w szalonym napięciu, przekonana, że za chwilę ujrzę coś strasznego, co, być może, oznajmi nową zbrodnię.
– No? – powiedziałam pytająco, nieco zaniepokojona, że nic takiego nie widzę.
Alicja sięgnęła na koniec pуłki i jeszcze jedną grupę syren przestawiła na środek, rozpychając pozostałe.
– A przedtem to stało tak. Widzisz?
– No? – powtуrzyłam, nie wiedząc, do czego zmierza. – Widzę. I co?
– I to, że samo tam na koniec nie poszło. Wszystkie te syreny stały razem i ktoś przestawił jedną na koniec pуłki. Ktoś tu grzebał.
– Jesteś pewna?
– Jestem absolutnie pewna. Sama to ustawiałam jeszcze w maju. Wszystkie syreny razem, na środku pуłki. Dzisiaj zobaczyłam, że jedna została przestawiona i te tutaj też, bo na nią nie było nawet miejsca. Ruszałaś tu coś?
– Oszalałaś? Miałabym się narażać, że mi dasz po łbie?
– No właśnie. Zapytam jeszcze Zosi i Pawła, ale jestem pewna, że oni też nie. Pani Hansen tego nie dotyka. A teraz popatrz tu. Ta teczka z rachunkami leżała zawsze po lewej stronie stołu, a dzisiaj leży na środku. Widzisz?
Wytrzeszczyłam oczy, usiłując dojrzeć to coś, co Alicja nazywała teczką z rachunkami. Na stole leżało jakieś pudło, przykryte zasłonką w kwiatki, koszyk z nićmi, szczotkami do ubrania i jeszcze czymś, być może pastą do butуw, dwie czarne torebki, kilka par rękawiczek, nasiona rуżnych roślin w torebeczkach z obrazkami, pończochy, mnуstwo rozmaitych papierуw, prawidła do butуw w ilości sztuk trzy, jedna halka, plastykowe opakowania po większych i mniejszych szczegуłach garderoby, sekator, zwуj sznura i duży nуż kuchenny. Bliżej ściany ustawione były słoiki z farbami i pędzlami oraz ablegier jakiegoś kwiatka. Nic z tego wszystkiego nie było podobne do teczki.
– Nie – powiedziałam stanowczo i uczciwie, – Nie widzę.
Alicja z lekkim zniecierpliwieniem odsunęła na bok jedną z torebek i wskazała mi wystający spod niej i spod rуżnych czasopism rożek plastykowej teczki na dokumenty.
– Tu leży, widzisz teraz? A przedtem leżało tam, po lewej stronie. Tu ktoś byt i grzebał. Smętnie i bez zdziwienia pokiwałam głową nad pobojowiskiem na stole.
– I nawet ci mogę powiedzieć kto – rzekłam ponuro. – Morderca. Zniecierpliwił się i sam szuka listu od Edka. Pozbądź się głupich złudzeń, on nie morduje dla draki, a twуj dom jest dla niego swobodnie dostępny. Zdaje się, że ma do wyboru albo znaleźć list, albo zabić ciebie. Prawdopodobnie ma nadzieję, że po twojej śmierci cały ten chłam wyrzucony będzie hurtem i list przepadnie automatycznie. A możliwe, że ty wiesz coś, co go zgubi…
Urwałam i przypatrzyłam się jej podejrzliwie. Alicja tak samo podejrzliwie patrzyła na mnie.
– Ty coś wiesz – powiedziała nieufnie.
– Ty chyba też, nie?
Alicja potrząsnęła głową, odsunęła krzesło, usiadła i w zamyśleniu zapatrzyła się w przestrzeń.
– Właśnie nie – powiedziała po chwili. – Wyjątkowo nic nie wiem i nic nie rozumiem. Natomiast wydaje mi się, że tym razem ty wiesz. Nie możesz puścić farby?
Zepchnęłam jakieś rzeczy z krzesła pod oknem i rуwnież usiadłam, wciąż z rozcapierzonymi palcami.
– Nie jestem pewna – powiedziałam z namysłem, przyglądając się jej. – Owszem, możliwe, że coś wiem. Natomiast moim zdaniem ty też wiesz coś, i to coś, czego nikt inny nie wie. Lepiej się zastanуw, co to może być.