Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
– Jestem przerażona – powiedziała Zosia i widać było, że mуwi świętą prawdę. – Alicja chyba oszalała, dała im ten koniak, ktуrego nie skończyli Włodzio i Marianne.
– Przecież w tym koniaku nic nie było, policja sprawdzała.
– Ja nie wiem, mуgł ktoś coś dosypać. Butelka była otwarta. Jeszcze by tylko tego brakowało, żeby ta cała rodzina padła trupem na miejscu!
– Pewnie, z dwojga złego już lepiej, żeby padli trupem po wyjściu, w swoich domach…
– Przestań, niedobrze mi się od tego robi!
– Ale tak ogуlnie to wyglądają dość zdrowo – dodałam pocieszająco, przyglądając się zgromadzeniu tubylcуw. – A poza tym może mu się znуw nie uda?
– Kiedyś wreszcie się uda!
Na kanapie i fotelach siedzieli obaj bracia Thorkilda, Jens i Ole, z żonami, cioteczna siostra Karin, kuzynka Greta i siostrzeniec Thorsten. Thorsten był jedynym, ktуry wydawał się rozumieć, o co tu w ogуle chodzi, reszta bowiem robiła takie wrażenie, jakby słuchała opowieści o osobliwych zwyczajach, praktykowanych wśrуd Polakуw. Wstrząsające objawy temperamentu pojawiły się w Allerшd, przysparzając przykrych kłopotуw ich powinowatej, a przy okazji pozwalając pooglądać się z bliska, co mogło być ciekawe, ale też i nieco gorszące.
Przeciągnięte do pуźna zebranie towarzyskie pozwoliło mi zastanowić się nad sytuacją i podjąć decyzję. Kiedy goście, wszyscy zdrowi i w dobrym stanie, opuścili dom, zatrzymałam zmierzającego do łazienki Pawła.
– Paweł, słuchaj. Poznałbyś tego faceta, ktуrego widziałeś z Edkiem?
– Jakiego faceta?
– Tego czarnego w czerwonej koszuli, ktуry chciał jechać furgonetką od węgla.
– No pewnie, że bym poznał! Ja się im przyglądałem bardzo długo.
– Bo co? – zainteresowała się nieufnie Alicja, odsuwając Pawła spod drzwi lodуwki i chowając do środka mleko. – Masz go gdzieś pod ręką?
– Nie wiem. Jak on wyglądał?
– Czarny – powiedział Paweł, opierając się o blat przy zlewie. – Taki typowy południowiec, z nosem, z falującymi włosami, z ciemną gębą, średnioostrzyżony. Wysoki. Raczej szczupły, ale nie za bardzo. Matce się tacy podobają.
– Jacy mi się podobają? – spytała podejrzliwie Zosia, wchodząc z naczyniami i odsuwając go od zlewu.
Kuchnia Alicji, bardzo funkcjonalnie urządzona, była jednakże takich rozmiarуw, że już dwie osoby robiły tłok. Paweł wcisnął się w kąt blatu, pomiędzy zlewem a lodуwką.
– Tacy jak ten, ktуrego widziałem z Edkiem – wyjaśnił.
– Nie chcę być niegościnna, ale czy naprawdę wszyscy musicie siedzieć w kuchni? – spytała Alicja i odsunęła go, żeby włożyć do szafki słoik z kawą i resztę herbatnikуw. – Zdawało mi się, że ten dom ma więcej pomieszczeń?
– To nie mnie się tacy podobają, tylko Alicji – powiedziała Zosia. – Paweł, na litość boską, wynoś się stąd! Joanna, ty też!
– Kiedy ja idę do łazienki! – zaprotestował Paweł.
– Możesz iść tamtędy, przez korytarz.
– Czekajcie no, kochane panienki – powiedziałam stanowczo. – Przestańcie się go czepiać, bo on zaraz będzie najważniejszą osobą. Widziałam dziś w Kopenhadze czarnego faceta w czerwonej koszuli. Południowiec, bardzo przystojny z falującymi włosami, wysoki, średnio szczupły. Co wy na to?
Tamci troje natychmiast odwrуcili się do mnie z wielkim zainteresowaniem.
– Myślisz, że przez cały czas chodzi w tej jednej koszuli? – zaciekawiła się Alicja.
– Myślisz, że to ten sam? – spytała Zosia z niedowierzaniem. – Gdzie go widziałaś?
– Na wystawie. Koszula wyglądała raczej czysto, więc chyba czasem ją zdejmuje i pierze. Możliwe jednak, że z zasady chodzi w czerwonych koszulach. Wyłącznie.
– Czarnych facetуw tu jest dość dużo – powiedziała Alicja sceptycznie. – Większość z nich ma prawo lubić czerwone koszule, bo czarnym w czerwonym do twarzy. Skąd ci przyszło do głowy, że to ten sam, ktуry w Warszawie spotykał się z Edkiem?
Nie mogłam jej odpowiedzieć na to pytanie, nie wplątując w to Ewy. Popłoch w jej oczach był przecież zasadniczą przyczyną skojarzenia, a to właśnie postanowiłam przemilczeć.
– Nie wiem dokładnie – odparłam po namyśle.
– Możliwe, że to kto inny, ale wygląda tam samo. Uważam, że Paweł powinien go zobaczyć.
– Ja nie chcę, żeby Paweł się w to mieszał! – zaprotestowała odruchowo Zosia.
– Już jest wmieszany – mruknęła Alicja.
– Dlaczego? – oburzył się Paweł. – Znowu mi wielkie mieszanie zobaczyć faceta! Nie udusi mnie przecież za to, że na niego patrzę! A w ogуle to oni mnie nawet nie zauważyli. Gdzie on jest?
– W Kopenhadze.
– Gdzie w Kopenhadze?
– Nie wiem. Gdzieś. Był na wystawie, ale wątpię, czy siedzi tam trwale w charakterze eksponatu. Nie pasowałby do reszty. Wątpię też, czy pуjdzie tam drugi raz. Wyglądał na takiego, ktуry uprawia nocne życie. Paweł kilkakrotnie kiwnął głową z wielką energią i z takim rozmachem, że puknął potylicą w futrynę drzwiową, o ktуrą się oparł.
– Zgadza się. Ten od Edka też tak wyglądał. Bardzo możliwe, że to ten sam. Gdzie mam go szukać?
– Nie wiem. Gdzie się w Kopenhadze uprawia nocne życie?
– Nigdzie – powiedziała Alicja, wracając do porządkowania kuchni, – Możesz usiąść na Ratuszplacu i czekać, aż będzie przechodził. Kiedyś się doczekasz.
– Albo może na Strogecie pod ptakami. Też się kiedyś doczekasz.
– Kiedy ja we wrześniu muszę być w Warszawie…!
– Co za nonsens! – powiedziała Zosia z niezadowoleniem. – Przestańcie mуwić te bzdury. Siedzieć na Ratuszplacu…! Idiotyzm. I w ogуle po co wam ten facet?…
– Czekajcie – powiedziałam, bo przypomniałam sobie informacje Ewy, z ktуrych wynikało, że facet jest przyjezdny. – Hotele! On nie wygląda na takiego, ktуry tu mieszka trwale. Może mieszkać w hotelu albo w pensjonacie. Obskoczyć co przyzwoitsze, codziennie jeden, posiedzieć w holu i poprzyglądać się ludziom. O jakiejś porze musi wyjść albo wrуcić!
– No! – przyświadczył z ożywieniem Paweł. – Mogę posiedzieć!
– Możemy posiedzieć na zmianę – dodałam wspaniałomyślnie. – Ktoś z nas zobaczy znajomego, albo ty, albo ja. I potem pуjdziemy obejrzeć go wspуlnie.