Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
– Azali był to ten?
Jednogłośnie zaświadczyliśmy, że ten. Pan Muldgaard skinął na wspуłpracownika.
– Naczynie od kawa pragnę – zażądał stanowczo.
Spowodował tym niejakie poruszenie, okazało się bowiem, że Zosia w zdenerwowaniu i szale sprzątania pozmywała wszystko, likwidując ślady zbrodni. Kawę kupioną przez Pawła wysypała z plastykowego opakowania do puszki. Pan Muldgaard okazał rozczarowanie i niezadowolenie. Mуj wychowany na kryminałach intelekt nagle ruszył.
– Czekajcie – powiedziałam. – Słoik po tamtej kawie jest w śmieciach.
– Nie ma! – jęknęła Zosia. – Kazałam Pawłowi wyrzucić śmieci!
– Oszalałaś chyba z tymi porządkami! Paweł, leć po śmieci, może jeszcze nie wywieźli!
Paweł zerwał się z miejsca i rzucił do drzwi. Po chwili wrуcił, z triumfem niosąc słoik po kawie.
– Jest. To ten!
Wszystkie trzy obejrzałyśmy słoik z nadzwyczajną uwagą.
– No i co ci z tego słoika? – zainteresowała się Alicja.
– Zauważ, że my się czujemy dobrze, a Włodzio i Marianne wręcz przeciwnie…
– Zauważyłam to już parę godzin temu. I co?
– To, że oni musieli zjeść co innego, a my co innego…
– Oni w ogуle nic nie jedli!
– Przestań mi przerywać. Pić co innego. Wszyscy pili tę cholerną kawę, czyli oni musieli pić inną kawę, bo koniak pochodził z tej jednej butelki. Zauważ, że kawa nam się akurat skończyła i tej w stoiku zostało tylko na dwie filiżanki. Zauważ, że zaparzyłaś ją w ekspresie i oni ją wypili, a my nie…
– Nie? – powiedziała Alicja niepewnie. – Mnie się wydaje, że ja ją też piłam. Wyście też coś piły…
– Zosia piła neskę, a ja herbatę. Pawła nie było, bo latał po krzakach. A ty piłaś zimną, tę, ktуrej nie zdążyłaś wypić po obiedzie. Z ekspresu wyszły dwie filiżanki, przypomnij sobie. I ani grosza więcej. Jeżeli nie zatrułaś wody w ekspresie, to trucizna musiała być w kawie. Nie zatrułaś?
– Jeżeli, to bezwiednie…
– A reszta tej kawy powinna być na dnie puszki, bo ją tam sama wsypałaś. I dopiero z puszki do ekspresu. Na wierzchu w puszce jest ta kawa Pawła, a pod spodem świństwo. Niech oni to zbadają.
Słuchający z wielką uwagą pan Muldgaard skinął głową, wyjął mi słoik z rąk i wręczył go swojemu pomocnikowi. Następnie wręczył mu także puszkę z kawą.
– I znуw nie będzie kawy – mruknął Paweł.
– Teraz nie idę!… Natchnienie kwitło we mnie nadal.
– Zauważ, że ci się ta kawa wysypała jeszcze przedwczoraj, jak ją wyrzuciłaś z szafki. Zauważ, że była nie dokręcona. Ktoś otworzył. Możliwe, że w tym samym czasie, kiedy doprawiał winogrona. Zaparł się na ciebie…
– Boże! – krzyknęła ze wzruszeniem Zosia. – Co za szczęście, że to się wysypało!
– Ciekawe, dlaczego zatruwał w słoiku, a nie zatruwał w puszce – powiedziała Alicja krytycznie, – Puszka stała na wierzchu…
– Bo w puszce było tyle co kot napłakał. Bał się, że zużyje to kto inny, a nie ty. A co do stoika miał pewność, że prędzej czy pуźniej padnie i na ciebie…
– No i dlaczego nie padło?
– Bo nie przewidział, że obie kolejno będziecie tym słoikiem rzucały po całym mieszkaniu…
Wyraźnie zainteresowany tematem pan Muldgaard zażądał szczegуłowej relacji z wydarzeń. Zanotował sobie nasze informacje, po czym złożył dowуd niezwykłej uwagi i znakomitej pamięci.
– Pan – rzekł nieco podejrzliwie, wskazując długopisem Pawła. – Ucho moje słyszało. Nie spożył kawę. Wizytował krze. Dlaczego?
Na twarzy Pawła odbiło się rуwnocześnie zdumienie, zaskoczenie i niepewność.
– Co ja robiłem? – spytał z niedowierzaniem,
– Wizytował krze – powtуrzył pan Muldgaard.
– Latałeś po krzakach – podpowiedziałam.
– A! Jak śledziłem tego jakiegoś?,.. Pan Muldgaard znуw zażądał dokładnych zeznań. Sami się zdziwiliśmy, opowiadając, że tak wiele rzeczy zdążyło się przytrafić w tak krуtkim czasie. Morderca wydawał się jednostką niezwykle aktywną i pełną wigoru, a domniemywana chęć usunięcia z tego padołu Alicji najwyraźniej w świecie stała się celem jego życia.
Pan Muldgaard poprzyglądał się uważnie i w zamyśleniu, po czym wyraził chęć udania się wraz z Pawłem przebytą przezeń wczoraj drogą. Paweł nie miał nic przeciwko temu. Wyszli od razu przez ogrуd i wrуcili mniej więcej po pуłtorej godzinie.
– Wezwał posiłki – powiedział Paweł bardzo przejęty, zapominając, że pan Muldgaard znacznie lepiej rozumie po polsku niż mуwi. – Przegoniłem go trochę po tych zaroślach, bo mi się pomyliło. Wczoraj było ciemno, a dzisiaj widno i wszystko inaczej wygląda, ale on znalazł ślady. W końcu trafiłem do tego miejsca, gdzie słyszałem samochуd, i już tam jest cała wataha. Wezwał ich przez krуtkofalуwkę, oni tu mają fajne urządzenia, badają grunt…
Pan Muldgaard przyświadczał, kiwając głową. Następnie oddalił się, zobowiązawszy nas do natychmiastowego zawiadamiania go o wszystkich wydarzeniach, ktуre wydadzą nam się dziwne, exemplum nie dokręcony słoik z kawą. Pуźnym wieczorem zadzwonił, uprzejmie informując nas o wynikach badania resztek kawy…
– On mуwi, że ta osoba… to znaczy ten morderca chciał mieć pewność, że trucizna podziała i nikt za wcześnie nie wezwie pomocy – powiedziała Alicja, odłożywszy słuchawkę. – Ofiary zasną tak porządnie, że nawet gdyby coś czuły, jakieś boleści albo co, to też się nie obudzą. Rodzaj narkozy. Trochę inne niż to, co było w winogronach.
– To istny cud, że oni z tego wyszli z życiem – westchnęła Zosia. – Miałabyś potworne wyrzuty sumienia. Może jednak przestań się z nim kłуcić o guziki?
Alicja wzruszyła ramionami, przygnębiona i bardzo zniechęcona.
– On jest taki zadowolony, jakby wykrył Bуg wie co… Przecież nie otruli się guzikami… Ciekawe, co mu przyjdzie z tych odkryć. O mordercy nawet nie ma pojęcia i pracuje w beznadziejnym tempie. Prawdę mуwiąc, nic nie robi, przeleciał się z Pawłem po żywopłotach i to wszystko. Co on sobie właściwie wyobraża?
– On sobie nic nie wyobraża – wyjaśniłam. – On po prostu czeka, aż ten zbrodniarz wreszcie ciebie zamorduje, bo wtedy dopiero dowie się, o co tu chodzi. Zrobi jeszcze jedną rewizję, znajdzie list od Edka i będzie wszystko wiedział.