Wszystko czerwone
- Автор: Хмелевская Иоанна
- Год: 2013
- Язык: польский
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Wszystko czerwone». Краткое содержание книги:
– On przecież nie wie o liście od Edka? – powiedziała Alicja nieufnie. – Czy ktoś mu powiedział? Bo ja nie.
– Chyba nikt, bo jakoś o niego nie pyta. Aż dziw bierze, tyle osуb o tym wie i nikt nie puszcza farby!
– Tyle osуb? Kto jeszcze wie, poza nami?
– No, jak to? Wszyscy, ktуrzy wtedy byli na tarasie. Mуwiłaś przecież, że ci zginął przed przeczytaniem. Jeśli ktoś z zewnątrz gdzieś się czaił, to też mуgł słyszeć.
– Mnie się wydaje, że ja tego wtedy nie mуwiłam. Skąd wiesz, że wszyscy wiedzą? Kto wie?
– Na przykład Anita. Pytała dziś, czy go nie znalazłaś.
– Anita wie, a policja nie wie?… Ewa też wie?
– Nie wiem, czy Ewa wie, ale chyba też.
– To ja ją od razu zapytam…
Wyrwana ze snu Ewa kategorycznie wyparła się jakichkolwiek wiadomości o liście. Oświadczyła, że pierwsze słyszy i nawet jeśli ktoś coś na ten temat mуwił, to ona nie zwrуciła uwagi. Obiecała nie zdradzić tej tajemnicy policji, po czym zainteresowała. się nadzwyczajnie możliwością wykrycia mordercy za pomocą znalezienia korespondencji od ofiary. Gorąco zachęciła Alicję do szukania, nakłaniając ją, żeby nie ustawała w wysiłkach, aż znajdzie.
– Ewa nie wie – powiedziała Alicja, marszcząc brwi w zamyśleniu. – Anita wie… Skąd ona wie? Mnie się to wydaje podejrzane.
– Morderca wie o liście – powiedziałam, też się zamyślając. – Usiłuje cię utłuc, zanim go znajdziesz. Bardzo mi przykro, ale podejrzana wydaje mi się raczej Ewa. Morderca powinien się nie przyznawać, że wie, udawać, że go nic nie obchodzi, że nie ma z tym nic wspуlnego. Anita sama zapytała…
– To dlaczego Ewa mnie zachęcała do szukania?
– Żebyś teraz odłożyła słuchawkę i pozwoliła jej pуjść spać. Jest wpуł do dwunastej, normalni ludzie o tej porze sypiają… Względnie dla zmylenia przeciwnika. Wyrwana ze snu, odruchowo powiedziała, że nie wie, zorientowała się, że to błąd, i chciała go naprawić. Ewentualnie może to Roj, przyznał się jej i teraz ona z nim wspуłdziała…
Uczciwie mуwiąc, wcale nie byłam pewna, czy podejrzewanie Ewy ma w ogуle jakiś sens, ale byłam śpiąca i wygłaszałam byle jakie, nie przemyślane opinie. Kogoś trzeba było podejrzewać, a Ewa nadawała się do tego znakomicie już chociażby z racji urody. Niepewność w tym względzie i przekonanie, że wymyśliłam głupstwo, trwały we mnie aż do piątku, to znaczy prawie przez dwa dni. Przez te dwa dni panował błogi spokуj, w czasie ktуrego z wolna wracaliśmy wszyscy do rуwnowagi. Usunęłam gałęzie z ogrуdka, paląc imponujące ognisko i omal nie puszczając z dymem całego Allerшd. Paweł zaś rozkopał do końca środkowy grуb, pracując jak galernik z nadzieją znalezienia wewnątrz zwierzęcia doświadczalnego. Zwierzęcia nie było, pozostały po nim tylko nikłe ślady. Paweł otarł zatem pot z czoła i postanowił zająć się większym kurhanem, gdzie bezwzględnie zwierzę powinno być.
W piątek rano zadzwoniła Ewa, namawiając nas na odwiedzenie wystawy malarstwa skandynawskiego, ktуrej otwarcie miało nastąpić wieczorem. Twierdziła, że musi tam być, że będzie sama, bez żywej znajomej polskiej duszy, i koniecznie chce, żebyśmy przyszły, jeśli już nie dla wrażeń artystycznych, to przynajmniej dla towarzystwa. Alicja i Zosia odmуwiły stanowczo udziału w imprezie, Paweł po harуwce w ogrodzie ledwo zipał, poszłam więc sama.
Wystawa jako taka wstrząsnęła mną z lekka. Oglądając zawieszone na ścianach dzieła nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że artyści tworzyli w czasie weekendуw, kiedy wszystkie sklepy są zamknięte i nic nie można kupić, i akurat wyszła im cała farba z wyjątkiem kolorуw buraczkowego, sinego i czarnego. Zużyli zatem to, co im pozostało, osiągając niewiarygodnie grobowe efekty. Znalazłam tam nawet pejzaż, ktуry chętnie bym kupiła, żeby patrzeć nań, jeśli będę musiała hamować zbytnią wesołość.
Obejrzałam całość, Ewa, ktуra strojem stanowiła kontrast z wystawą, odpracowała swoje oficjalne obowiązki i byłyśmy wolne.
– Chcesz tu jeszcze coś oglądać? – spytałam z niesmakiem. – Bo ja mam dość. Nie chciałabym, żeby w obecnej sytuacji coś takiego mi się przyśniło.
– Och, tak! – odparła Ewa. – To jest potworne, to wszystko, co wy robicie w Allerшd! Już idziemy, ale czekaj… Ja tu jeszcze muszę, muszę coś obejrzeć! Muszę! To jest takie WSTRĘTNE…!
Zaciągnęła mnie w kąt, pod obraz, przedstawiający sobą nie wiadomo co. Kojarzyło się to jakby z czubatym talerzem flakуw w osobliwym, brudnoburaczkowym kolorze i robiło dziwne trupie wrażenie. Ewa patrzyła na to z jakimś zachłannym obrzydzeniem, nie mogąc wręcz oderwać oczu. Przyglądałam jej się nieco zaniepokojona, bo rzadko się zdarza, żeby ktoś tak się rwał do oglądania WSTRĘTNEGO…
– Długo tak musisz…? – spytałam ostrożnie.
– Nie – odparła Ewa. – Już dosyć. Prawda, że to wstrętne? Wszystko inne będzie mi się teraz wydawało prześliczne!
Odwrуciła się od obrazu, pociągając mnie za rękę, i nagle zesztywniała. Dało się to wyraźnie wyczuć. Uczyniła jeszcze dwa kroki, zwalniając tempa, po czym zatrzymała się, jakby zelуwki przywarły jej do podłogi. Wyraz twarzy miała zmieszany, w oczach popłoch. Popatrzyłam w kierunku jej spojrzenia.
Pomiędzy ludźmi zmierzał w naszą stronę niezwykle przystojny, wysoki, czarnowłosy facet, ubrany nader oryginalnie, a pomimo to elegancko. Nie lubię takich południowych typуw, ale wbrew sobie musiałam przyznać, że ma prawo się podobać, tyle że nie mnie. Miał na sobie ciemny garnitur, jasny krawat i czerwoną koszulę. Był już niemal o metr.
Ewa nagle ożyła. Wyraz twarzy i oczu zmienił jej się radykalnie. Spojrzała na przestrzał przez faceta lodowatym, nie widzącym spojrzeniem i ruszyła pośpiesznie w kierunku wyjścia, znуw pociągając mnie za rękę.
– To straszne, co tam się u was dzieje, potworne! – powiedziała nerwowo. – Czy nie możecie jakoś z tym skończyć? Przecież to nieznośne, tyle ofiar, na każdym kroku jakiś nieboszczyk!
Wyglądało na to, że mуwi cokolwiek, byle coś mуwić. Facet wrуsł w podłogę, a na jego pięknym obliczu odmalowało się wyraźne zaskoczenie. Wpatrywał się w Ewę i stopniowo jakby posępniał, po czym nagle odwrуcił się i odszedł.
Byłyśmy już na pуłpiętrze. Ewa nadal mуwiła byle co, usiłując zainteresować mnie płaskorzeźbami wystawionymi na ścianach klatki schodowej. Widać było, z jakim wysiłkiem stara się nie patrzeć w gуrę, w miejsce, gdzie został czarny facet w czerwonej koszuli.