Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]
- Автор: Бакстер Стивен М., Кларк Артур Чарльз
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7245-544-9
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]». Краткое содержание книги:
Ale teraz przynajmniej rozumiała dlaczego.
Pogładziła go po karku i dotknęła twardych brzegów implantu pod skórą.
— Jesteś pewien, że tego chcesz?
Zawahał się.
— Martwi mnie, że wciąż nie wiem, jak będę się czuł potem… Czy to wciąż będę ja?
— Będziesz się czuł żywy — szepnęła mu do ucha. — Będziesz się czuł człowiekiem.
Odetchnął głęboko, a potem powiedział tak cicho, że ledwie zrozumiała:
— Zrób to. Odwróciła głowę.
— Wyszukiwarka.
— Tak, Kate.
— Wyłącz to.
…Dla Bobby’ego, wciąż rozgrzanego orgazmem, stało się tak, jakby kobieta w jego ramionach stała się nagle trójwymiarową, rzeczywistą i pełną, jakby nagle ożyła. Wszystko, co widział, czuł, dotykał — ciepły popielny zapach jej włosów, przepiękna linia policzka, gdzie padało światło, gładkość brzucha — te rzeczy się nie zmieniły. Ale miał wrażenie, że poprzez powierzchnię sięgnął w ciepło samej Kate. Zobaczył jej oczy: czujne, skupione, pełne troski — troski o niego, uświadomił sobie, nagle zaskoczony. Nie był już sam. A do tej chwili nawet nie wiedział, że jest samotny.
Miał ochotę zanurzyć się w jej oceanicznym cieple.
Dotknęła jego policzka. Widział, że palce ma wilgotne.
Dopiero teraz poczuł potężne łkanie, które wstrząsało jego ciałem — nieopanowaną burzę szlochu. Miłość i ból krążyły w nim wspaniałe, gorące, nie do zniesienia.
12. Czasoprzestrzeń
Wewnętrzny chaos nie cichł. Próbował czymś się zająć. Robił rzeczy, które wcześniej sprawiały mu przyjemność. Ale nawet najbardziej ekstrawaganckie wirtualne przygody wydawały się płytkie, w oczywisty sposób sztuczne, nieciekawe, przewidywalne.
Miał wrażenie, że potrzebuje ludzi, choć cofał się przed tymi, którzy byli blisko — jak ćma, która boi się płomienia świecy, nie potrafił znieść jasności emocji. Dlatego przyjmował zaproszenia, których dawniej nawet by nie brał pod uwagę, rozmawiał z ludźmi, którzy wcześniej nie byli mu potrzebni.
Pomagała mu praca ze swoją stałą, rutynową koniecznością koncentracji, nieustępliwą logiką spotkań, planów i podziału rezerw.
Obowiązków miał dużo. Nowe obręcze Oka Duszy wychodziły z okresu prób laboratoryjnych i coraz bardziej zbliżały się do etapu produkcyjnego. Zespół inżynierów nagle rozwiązał ostatni problem techniczny: skłonność do wywoływania synestezji użytkownika — mieszania danych zmysłowych, wywoływanego przez sprzężenia między ośrodkami mózgu. Długo świętowali ten sukces. Wiedzieli, że znane Laboratorium Watsona w IBM pracowało nad tym samym problemem; kto pierwszy przełamie barierę synestezji, jako pierwszy wejdzie na rynek i przez długi czas zachowa przewagę. Teraz wydawało się, że OurWorld wygrał ten wyścig.
Tak więc praca go pochłaniała. Ale nie mógł pracować przez dwadzieścia cztery godziny na dobę i nie mógł przesypiać całego wolnego czasu. A gdy nie spał, umysł, po raz pierwszy uwolniony, wyrywał się spod kontroli.
Kiedy autoszofer wiózł go do Wormworks, Bobby kulił się przerażony szybką jazdą. Jakaś drobna informacja w mediach o brutalnych zabójstwach i gwałtach w nasilającej się wojnie o wodę wokół Morza Aralskiego poruszyła go do łez. Zachód słońca na Puget Sound, oglądany przez puszyste ciemne obłoki, wzbudził w nim zachwyt nad samym życiem.
Gdy spotykał ojca, wstrząsał nim lęk, obrzydzenie, miłość i podziw — a po tym wszystkim czuł głębsze, nierozerwalne więzy.
Jednak z Hiramem potrafił stanąć twarzą w twarz. Z Kate było całkiem inaczej. Całkowicie przytłaczała go coraz silniejsza potrzeba, by ją kochać, posiadać, czasami konsumować. W jej towarzystwie nie mógł wykrztusić słowa, tracił panowanie nad umysłem i nad ciałem.
Jakoś domyślała się, co czuje, i dyskretnie zostawiała go samego. Wiedział, że znajdzie ją, kiedy będzie gotów być przy niej i ponownie nawiązać kontakt.
Lecz z Hiramem i Kate przynajmniej mógł zgadywać, dlaczego czuje to, co czuje; mógł prześledzić przyczynowe związki, nadać wstępne nazwy gwałtownym emocjom, które nim wstrząsały. Najgorsze ze wszystkiego były jednak zmiany nastroju, na które cierpiał bez jakiejkolwiek rozpoznawalnej przyczyny.
Budził się czasem, płacząc bez powodu. Albo w środku dnia wypełniała go nieopisana radość, jakby wszystko nagle nabrało sensu.
Wcześniejsze życie wydawało się odległe, szare jak płaski, bezbarwny szkic ołówkiem. Teraz zanurzył się w nowym świecie barw i tekstur, światła i uczuć, gdzie najprostsze rzeczy — pączek wczesnego wiosennego liścia, błysk słońca na wodzie, gładka krzywizna policzka Kate — wypełniały się pięknem, którego nie podejrzewał.
I Bobby — kruche ego, sunące po powierzchni mrocznego wewnętrznego oceanu — musiał się uczyć życia z tą nową, złożoną, zadziwiającą osobą, którą stał się tak nagle.
Dlatego zaczął szukać towarzystwa brata.
Uspokajała go jego beznamiętna cierpliwa obecność: potężna figura z grzywą jasnych włosów, zgarbiona przed ekranami, zanurzona w pracy, usatysfakcjonowana swoją logiką i wewnętrzną spójnością, z zaskakującą delikatnością notująca uwagi. Osobowość Davida była równie masywna i solidna, jak jego ciało: Bobby czuł się przy nim ulotny jak mgła, a jednak dziwnie uspokojony.
Pewnego chłodnego popołudnia siedzieli z kubkami kawy, czekając na wyniki kolejnej rutynowej próby: nowego tunelu, znalezionego w pianie kwantowej, sięgającego dalej niż wszystkie poprzednie.
— Potrafię zrozumieć teoretyka, który chce badać granice techniki tuneli podprzestrzennych — powiedział Bobby. — Chce przesunąć barierę najdalej, jak to możliwe. Ale dokonaliśmy już przełomu. Teraz ważne są zastosowania.
— Oczywiście — zgodził się łagodnie David. — Zastosowania są wszystkim. Hiram ma ceclass="underline" chce zmienić generowanie tuneli z wyczynu fizyki wysokich energii, dostępnego tylko rządom i wielkim korporacjom, w coś o wiele mniejszego, łatwego w produkcji i zminiaturyzowanego.
— Jak komputery — zauważył Bobby.
— Właśnie. Dopiero po miniaturyzacji i pojawieniu się pecetów komputery mogły wypełnić świat: znajdowały nowe zastosowania, tworzyły nowe rynki, naprawdę przekształcały nasze życie. Hiram wie, że nie utrzymamy monopolu przez wieczność. Wcześniej czy później ktoś inny zaproponuje niezależną wersję WormCamu; może lepszą. A miniaturyzacja i redukcja kosztów z pewnością przyjdą wkrótce potem.
— A w przyszłości OurWorld — dodał Bobby — z pewnością będzie liderem na rynku sprzedaży wszystkich małych generatorów tuneli.
Taka jest strategia Hirama — przyznał David. — Ma wizję WormCamu zastępującego wszystkie inne instrumenty gromadzenia danych: kamery, mikrofony, czujniki naukowe, nawet sondy medyczne. Chociaż, przyznam, nie czekam z utęsknieniem na tunelową endoskopię… Ale mówiłem ci już, Bobby, że też trochę studiowałem biznes. Masowo produkowane WormCamy będą powszechnie dostępne, a my będziemy mogli konkurować tylko ceną. Wierzę jednak, że wobec naszej technicznej przewagi Hiram potrafi stworzyć dla siebie o wiele większe możliwości, potrafi dzięki specjalizacji wskazać zastosowania, których nikt inny na rynku nie zdoła zaoferować. I to właśnie mnie interesuje. — Uśmiechnął się. — A przynajmniej tak tłumaczę Hiramowi, gdy pyta, na co wydaję jego pieniądze.
Bobby przyglądał mu się i starał się zrozumieć. Myślał o bracie, Hiramie, o WormCamach…
— Po prostu chcesz wiedzieć, prawda? To jest podstawowy powód David kiwnął głową.