Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]
Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]

Электронная книга - «Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]». Краткое содержание книги:

Szef wielkiej stacji telewizyjnej dokonuje epokowego odkrycia — znajduje metodę tworzenia mikrotuneli podprzestrzennych, które pozwalają zajrzeć kamerze w każde miejsce w teraźniejszości i przeszłości... W przezroczystym świcie nic nie ukryje się przed kamerą. Ludzie zaczynają szukać sposobów na ukrycie swojej prywatności i swoich zbrodni…
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 83
Перейти на страницу:

— Chyba tak. Większa część nauki to żmudna praca. Rutyna i harówka, nieskończone testy i sprawdzanie. A ponieważ trzeba jakoś odrzucić fałszywe hipotezy, większość prac jest bardziej destruktywna niż konstruktywna. Ale czasem, prawdopodobnie tylko kilka razy w najszczęśliwszym życiu, następuje chwila transcendencji. Objawienia.

— Transcendencji?

— Nie wszyscy to tak określają. Lecz ja tak to odczuwam.

— I nie ma znaczenia, że za pięćset lat może nie być nikogo, kto przeczyta twoje prace?

Wolałbym, żeby to nie była prawda. Może nie będzie. Ale kluczowe jest tu objawienie. Zawsze było.

Na ekranie za jego plecami gwiaździście rozbłysły piksele i zabrzmiał dźwięk dzwonka.

David westchnął.

— Ale chyba nie dzisiaj.

Bobby spojrzał nad ramieniem brata. Na ekranie przewijały się cyfry.

— Znowu niestabilność? — zdziwił się. — Wygląda jak przy początkowych tunelach.

David stuknął w klawiaturę i ustawił kolejną próbę.

— Teraz jesteśmy bardziej ambitni. Nasze WormCamy potrafią już sięgnąć do każdego zakątka Ziemi, pokonując odległości rzędu kilku tysięcy kilometrów. Teraz próbuję znaleźć i ustabilizować tunel, który rozciąga się na znaczne interwały w czasoprzestrzeni Minkowskiego. Chodzi o dziesiątki minut świetlnych.

Bobby uniósł ręce.

— Zgubiłem się. Minuta świetlna to odległość, jaką światło przebywa w minutę, tak?

— Tak. Na przykład Saturn jest odległy mniej więcej o półtora miliarda kilometrów, to znaczy o mniej więcej osiemdziesiąt minut świetlnych.

— Więc chcemy zobaczyć Saturna.

— Oczywiście. Czy to nie byłoby wspaniałe dysponować WormCamem, który może badać daleki kosmos? Koniec z awaryjnymi sondami, koniec z misjami, trwającymi całe lata… Problem w tym, że tunele sięgające na tak wielkie interwały są bardzo rzadkie w tej probabilistycznej pianie kwantowej. A ich stabilizacja to wyzwanie o rząd wielkości trudniejsze niż poprzednie. Ale nie jest niemożliwe.

— Dlaczego „interwały”, a nie odległości?

— Żargon fizyczny. Przepraszam. Interwał to jak odległość, lecz w czasoprzestrzeni. To znaczy w przestrzeni i w czasie. Tak naprawdę chodzi o twierdzenie Pitagorasa. — Wyjął blok żółtych kartek i zaczął notować. — Powiedzmy, że pojedziesz do miasta, przejdziesz kawałek na wschód i kawałek na północ. Pokonaną odległość możesz wyliczyć w ten sposób.

Pokazał mu kartkę:

odległość2 = wschód2 + północ2

— Szedłeś po bokach trójkąta prostokątnego. Kwadrat przeciwprostokątnej jest równy…

Tyle wiem.

— Ale my, fizycy, myślimy o przestrzeni i czasie jako o jedności, gdzie czas jest czwartą współrzędną, dodatkiem do trzech przestrzennych.

Zapisał znowu:

interwał2 = (odległość czasowa)2 — (odległość przestrzenna)2

— Nazywa się to metryką czasoprzestrzeni Minkowskiego. I…

— Jak można w tym samym zdaniu mówić równocześnie o odległości w czasie i w przestrzeni? Czas mierzysz w minutach, ale przestrzeń w kilometrach.

David z aprobatą skinął głową.

— Dobre pytanie. Musimy korzystać z jednostek, w których przestrzeń i czas są równoważne. — Przyglądał się Bobby’emu, wyraźnie szukając znaków zrozumienia. — Powiedzmy tyle, że jeśli mierzysz czas w minutach, a przestrzeń w minutach świetlnych, to wszystko zgadza się idealnie.

— Jest jeszcze jeden problem. Dlaczego napisałeś minus zamiast plusa?

David potarł nos.

— Mapa w czasoprzestrzeni nie funkcjonuje dokładnie tak jak mapa Seattle. Metryka jest zaprojektowana w ten sposób, żeby ścieżka fotonu, cząstki poruszającej się z prędkością światła, była interwałem zerowym. Interwał jest zerowy, ponieważ przestrzeń i czas się redukują.

— To teoria względności. Chodzi o dylatację czasu, skracanie się linijek…

— Tak. — David poklepał brata po ramieniu. — Właśnie tak. Ta metryka jest niezmiennicza dla transformacji Lorentza… Zresztą mniejsza z tym. Chodzi o to, Bobby, że takiego równania muszę użyć, kiedy działam we wszechświecie relatywistycznym, w szczególności jeśli chcę zbudować tunel sięgający do Saturna albo i dalej.

Bobby przyglądał się prostemu równaniu. Wciąż pogrążony w emocjonalnym wirze wyczuwał obejmującą umysł zimną logikę. Liczby, równania i obrazy ewoluowały, jakby on sam cierpiał na jakąś intelektualną synestezję.

— David — powiedział wolno — mówiłeś, że odległości w czasie i przestrzeni są w pewnym sensie równoważne, tak? Twoje tunele pokonują interwały czasoprzestrzene, a nie zwykłe odległości. A to znaczy, że jeśli uda ci się ustabilizować tunel tak długi, żeby sięgnął Saturna, osiemdziesiąt minut świetlnych stąd…

Tak?

To może sięgnąć na osiemdziesiąt minut. To znaczy przez czas. — Spojrzał na Davida. — Czy powiedziałem coś głupiego? Przez długą chwilę David siedział w milczeniu.

— Wielki Boże — powiedział wolno. — Nawet nie rozważałem takiej możliwości. Konfigurowałem tunel, żeby obejmował interwał czasoprzestrzenny, a nawet o tym nie pomyślałem. — Zaczął gorączkowo wciskać klawisze na ekranie. — Mogę zmienić konfigurację z tego miejsca. Jeśli ograniczę interwał przestrzenny do kilku metrów, to wtedy zasięg tunelu musi się stać czasowy…

— Co to znaczy, Davidzie? Boleśnie głośno zabrzmiał brzęczyk.

— Hiram chce cię widzieć, Bobby — oznajmiła wyszukiwarka. Bobby zerknął na brata. Zdjął go nagły, absurdalny strach. David skinął tylko głową, zajęty już nową pracą.

— Odezwę się później, Bobby. To może być ważne, bardzo ważne. Nie było powodu, by zostać. Bobby zniknął w ciemności Wormworks.

Hiram, wyraźnie rozgniewany, krążył po swoim gabinecie w centrum miasta. Zaciskał pięści. Kate siedziała przy długim stole konferencyjnym; wydawała się mała i przygarbiona.

Bobby zawahał się w drzwiach. Przez kilka oddechów fizycznie nie był w stanie wejść do pokoju, tak silne wibrowały tu emocje. Lecz Kate patrzyła na niego i uśmiechała się z przymusem.

Wszedł. Dotarł do bezpiecznego siedzenia po przeciwnej stronie stołu niż Kate.

Drżał, niezdolny wymówić słowa.

Hiram spojrzał na niego gniewnie.

— Zawiodłeś mnie, szczeniaku.

— Na miłość boską, Hiram… — rzuciła Kate.

— Ty się do tego nie wtrącaj.

Hiram uderzył w blat, a ukryty w plastikowej powierzchni ekran zapalił się przed Bobbym. Pokazał fragmenty jakiejś informacji: obraz Bobby’ego, młodszego Hirama, dziewczyny — ładnej, nieśmiałej, ubranej bezbarwnie, szaro, staroświecko — i zdjęcie tej samej kobiety dwadzieścia lat później, inteligentnej, zmęczonej, eleganckiej. Na każdy obraz nałożono w rogu logo Earth News Online.

— Znaleźli ją, Bobby — powiedział Hiram. — Przez ciebie, bo nie umiałeś trzymać gęby na kłódkę, co?

— Kogo znaleźli?

— Twoją matkę.

Kate pracowała już przy ekranie, szybko przewijając informacje.

— Heather Mays. Tak się nazywa? Wyszła po raz drugi za mąż. Miała córkę… masz przyrodnią siostrę, Bobby.

Głos Hirama przypominał warknięcie.

— Nie wtrącaj się, wredna dziwko. Gdyby nie ty, to by się nie stało. Bobby próbował zapanować nad sobą.

— Co by się nie stało?

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)