Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Koniec dzieciństwa [Childhood's End - pl]
Koniec dzieciństwa [Childhood's End - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Koniec dzieciństwa [Childhood's End - pl]

Электронная книга - «Koniec dzieciństwa [Childhood's End - pl]». Краткое содержание книги:

Szczyt zimnej wojny. Oba supermocarstwa — USA i ZSRR — wkraczają w decydującą fazę przygotowań do wysłania człowieka w Kosmos, gdy niespodziewanie na niebie pojawiają się ogromne statki Obcych…
Zwierzchnicy — bo tak zostają nazwani przybysze — przejmują całkowitą kontrolę nad światem, narzucając mu własny porządek. Nie używają przy tym siły — środek perswazji stanowi regularna manifestacja przytłaczającej potęgi technologicznej. W krótkim czasie Ziemia wkracza na drogę pokoju, dobrobytu i ogólnego szczęścia. Nie eliminuje to jednak podstawowych pytań, jakie zadaje sobie ludzkość: kim są Obcy? Skąd i po co przybyli? Kto lub co nimi kieruje? Jakie są ich zamiary wobec Ziemi i jej mieszkańców? I dlaczego cały czas pozostają w ukryciu?
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 55
Перейти на страницу:

Rashaverak? To było najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie całej sprawy. Wprawdzie Zwierzchnik nie był częścią kręgu, ale to pomniejszy problem. Zresztą Jana nie interesowały mechanizmy działań parapsychicznych, interesowały go jedynie ich rezultaty.

O NGS 549672 wiedziano bardzo niewiele. Nic jej nie wyróżniało spośród milionów innych gwiazd. Katalog podawał jednak jej wielkość, współrzędne i typ widma. Jan będzie musiał jeszcze trochę poszperać i wykonać kilka prostych obliczeń; a wtedy, przynajmniej w przybliżeniu, dowie się, jak odległy od Ziemi jest świat Zwierzchników.

Uśmiech powoli wypływał na twarz Jana, gdy wracał znad Tamizy ku białej fasadzie Centrum Nauki. Wiedza to potęga, a on był jedynym człowiekiem znającym pochodzenie Zwierzchników. Na razie nie miał pojęcia, jak zużytkuje tę wiedzę. Bezpiecznie ukryta w jego umyśle miała oczekiwać na odpowiedni moment.

Ludzka rasa nadal wygrzewała się w ciepłym słońcu długiego, bezchmurnego letniego popołudnia, jakim był okres pokoju i dobrobytu. Czy kiedykolwiek nadejdzie zima? To było nie do pomyślenia. Nareszcie nastąpił wiek rozumu, przedwcześnie ogłoszony dwa i pół wieku temu przez przywódców rewolucji francuskiej. Tym razem nie było pomyłki.

Oczywiście, były pewne minusy, chociaż chętnie się na nie godzono. Jedynie bardzo starzy ludzie zdawali sobie sprawę z tego, że gazety, które drukowano w domach przy pomocy telefaksów, były w rzeczywistości bardzo nudne. Minęły kryzysy będące dawniej powodem krzykliwych nagłówków na pierwszych stronach. Nie popełniano już tajemniczych morderstw wystawiających policję na ogień krytyki i rozdymających moralnym potępieniem miliony piersi, w których głębi kryły się często porywy zazdrości. Morderstwa, jakie zdarzały się teraz, nigdy nie były tajemnicze: wystarczyło tylko wybrać odpowiedni numer na kamerze wizyjnej i można było odtworzyć scenę zbrodni. To, że istniały podobne instrumenty, wywołało początkowo sporą panikę nawet w środowisku obywateli szanujących prawo. Był to fakt, jakiego nie przewidzieli Zwierzchnicy, choć zdołali poznać większość zakamarków ludzkiej natury. Trzeba było absolutnie niedwuznacznie wyjaśnić, że nikt nie będzie mógł podpatrywać innych i że te kamery, które znajdują się w rękach ludzi, są dokładnie kontrolowane.

Na przykład projektor Ruperta Boyce’a miał zasięg ograniczony do obszaru rezerwatu, w którym jedynymi ludźmi byli Maja i on.

Nawet te nieliczne zbrodnie, które zostały popełnione, nie zwróciły na siebie większej uwagi środków przekazu. Dobrze wychowani ludzie nie chcieli czytać o gafach popełnianych przez innych.

Tydzień pracy liczył teraz mniej więcej dwadzieścia godzin, ale ten czas nie był synekurą. Praca, jaką trzeba było wykonać, zawierała w sobie niewiele rutynowych, mechanicznych czynności. Ludzkie umysły były zbyt cenne, aby obciążać je zadaniami, które mogło wykonać kilka tysięcy tranzystorów i fotokomórek oraz metr sześcienny obwodów drukowanych. Niektóre fabryki pracowały całymi tygodniami bez potrzeby ingerencji choćby jednego człowieka. Ludzie byli niezbędni tam, gdzie okoliczności wymagały uporania się z kłopotami, gdzie trzeba było podejmować decyzje lub planować pewne przedsięwzięcia. Resztę robiły roboty.

Taki nadmiar wolnego czasu przed stu laty byłby przyczyną ogromnych perturbacji. Z większością z nich uporano się poprzez odpowiednią edukację, ponieważ dobrze wykształcony umysł nie musi obawiać się nudy. Ogólna kultura wzniosła się na poziom, który kiedyś wydawałby się fantastyczny. Nic nie wskazywało na to, że wzrosła przy tym ogólna inteligencja rasy ludzkiej, ale po raz pierwszy każdy miał pełną możliwość wykorzystania wszystkich możliwości swojego umysłu.

Większość ludzi posiadała po dwa domy w bardzo oddalonych od siebie miejscach świata. Teraz, kiedy podbito obszary podbiegunowe, spora część ludzkiej populacji co sześć miesięcy przenosiła się z Arktyki na Antarktydę w pogoni za długim, pozbawionym nocy polarnym latem. Inni ruszyli na pustynie, w góry, a nawet w głąb mórz. Nie było na planecie miejsca, gdzie wiedza i technologia nie potrafiłyby stworzyć odpowiedniego mieszkania komuś, kto bardzo tego pragnął.

Niektóre bardziej ekscentryczne miejsca zamieszkania dostarczały nowych dreszczyków emocji. Nawet w najlepiej urządzonych społeczeństwach zdarzają się wypadki. Być może należało uznać za pozytywny fakt, że ludzie wciąż odczuwali potrzebę ryzykowania i czasami skręcali kark z powodu przytulnej willi przylepionej do zbocza Everestu lub spoglądania przez mgłę zasłony wodnej wodospadu Wiktorii. W rezultacie wciąż gdzieś kogoś ratowano. Stało się to rodzajem ogólnoplanetarnych zawodów, niemal sportem.

Ludzi bawiły takie kaprysy, ponieważ mieli zarówno czas, jak i pieniądze. Likwidacja sił zbrojnych prawie natychmiast podwoiła światowy majątek, a reszty dokonała wzrastająca produkcja. W efekcie trudno było porównywać poziom życia obywatela dwudziestego pierwszego wieku z jakimkolwiek poprzednim.

Wszystko było tak tanie, że rzeczy niezbędne do życia otrzymywano za darmo i traktowano je jako świadczenia socjalne, tak jak kiedyś drogi, wodę, oświetlenie uliczne czy kanalizację. Każdy mógł podróżować dokądkolwiek miał ochotę i jeść, co chciał, nie wydając ani grosza. Miał do tego prawo jako pracujący członek społeczeństwa.

Oczywiście, trafiali się i próżniacy, ale liczba ludzi mających wystarczająco silną wolę, aby oddawać się absolutnej bezczynności jest znacznie mniejsza niż się powszechnie uważa. Utrzymywanie tych pasożytów było dużo mniej kłopotliwe niż angażowanie armii kontrolerów, sprzedawców, maklerów i tak dalej, których jedynym zadaniem, najogólniej rzecz biorąc, było przenoszenie cyfr z jednej księgi rachunkowej do drugiej. Jak obliczono, prawie czwartą część energii społeczeństwa pochłaniały teraz różne rodzaje sportu, poczynając od takich spokojnych zajęć jak gra w szachy, a kończąc na tak śmiertelnie niebezpiecznych jak loty narciarskie nad górskimi dolinami. Nieoczekiwanym skutkiem ubocznym był zanik sportu zawodowego. Pojawiło się zbyt wielu utalentowanych amatorów, a zmiana warunków finansowych wykazała absurdalność starego systemu.

Zaraz po przemyśle sportowym największym przemysłem stała się rozrywka, i to wszelkie jej rodzaje. Po upływie niemal stu lat nadal istnieli ludzie, którzy wierzyli, że stolicą świata jest Hollywood. Teraz mieli jeszcze poważniejsze podstawy, aby tak twierdzić, ale bezpieczniej było mówić, że większość produkcji z lat pięćdziesiątych drugiego tysiąclecia wydawałaby się niezrozumiale przeintelektualizowana widzom z potowy dwudziestego wieku. Był jednak pewien postęp — księgowy nie był już panem wszystkiego, co żyje.

Wśród tych różnorakich zabaw i rozrywek dostępnych na planecie, która zdawała się na najlepszej drodze do przeistoczenia się w jeden wielki lunapark, wciąż jeszcze trafiali się ludzie mający czas, aby powtarzać odwieczne pytanie, pozostające ciągle bez odpowiedzi:

Skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy?

Jan nachylił się i oparł dłonie o chropowatą jak pień drzewa skórę słonia. Popatrzył na wielkie kły i wygiętą trąbę, którą kunszt dermoplasty uchwycił w geście wyzwania lub pozdrowienia. „Jakież niezwykle stworzenia — rozmyślał — i na jakich nieznanych światach popatrzą kiedyś na tego wygnańca z Ziemi?”

— Ile zwierząt posłałeś Zwierzchnikom? — zapytał Ruperta.

— Co najmniej pięćdziesiąt, ale ten jest oczywiście największy. Wspaniały, prawda? Większość pozostałych eksponatów to małe sztuki: motyle, węże, małpy ł tak dalej, Jednak w zeszłym roku dopadłem hipka.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 55
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)