Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Koniec dzieciństwa [Childhood's End - pl]
Koniec dzieciństwa [Childhood's End - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Koniec dzieciństwa [Childhood's End - pl]

Электронная книга - «Koniec dzieciństwa [Childhood's End - pl]». Краткое содержание книги:

Szczyt zimnej wojny. Oba supermocarstwa — USA i ZSRR — wkraczają w decydującą fazę przygotowań do wysłania człowieka w Kosmos, gdy niespodziewanie na niebie pojawiają się ogromne statki Obcych…
Zwierzchnicy — bo tak zostają nazwani przybysze — przejmują całkowitą kontrolę nad światem, narzucając mu własny porządek. Nie używają przy tym siły — środek perswazji stanowi regularna manifestacja przytłaczającej potęgi technologicznej. W krótkim czasie Ziemia wkracza na drogę pokoju, dobrobytu i ogólnego szczęścia. Nie eliminuje to jednak podstawowych pytań, jakie zadaje sobie ludzkość: kim są Obcy? Skąd i po co przybyli? Kto lub co nimi kieruje? Jakie są ich zamiary wobec Ziemi i jej mieszkańców? I dlaczego cały czas pozostają w ukryciu?
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 55
Перейти на страницу:

Już po wszystkim. Chociaż statek dopiero rozpoczynał swoją podróż, ludzkie oko nie mogło nic więcej dostrzec. Jednak Jan miał wciąż w oczach wizję lśniącej smugi, promienia, który miał nigdy nie zgasnąć, póki starczy mu ambicji i pragnień.

Przyjęcie skończyło się. Prawie wszyscy goście unieśli się już z powrotem w niebo ł rozlecieli w cztery strony świata. Pozostało tylko kilku.

Jednym z nich był poeta, Norman Dodsworth, który zalał się w trupa, ale miał na tyle rozsądku, by stracić kontakt z rzeczywistością, zanim trzeba było zastosować wobec niego środki fizycznego przymusu. Bez ceregieli przeniesiono go na trawnik w nadziei, że obudzi go tam wygłodniała hiena. Praktycznie można go więc było uznać za nieobecnego.

Pozostałymi gośćmi byli George i Jean. Nie był to pomysł George’a; chciał wracać do domu. Nie aprobował przyjaźni Jean z Rupertem, chociaż nie ze zwykłych w takich wypadkach pobudek. George chlubił się tym, że jest osobnikiem praktycznym i zrównoważonym, a zainteresowania łączące Jean i Ruperta uważał nie tylko za dziecinadę, ale i rzecz nienormalną. Myśl, że ktoś mógł jeszcze przywiązywać jakiekolwiek znaczenie do zjawisk nadprzyrodzonych, wydawała mu się aberracją ł spotkanie tu Rashaveraka zachwiało jego wiarą w Zwierzchników.

Teraz było oczywiste, że Rupert szykował jakąś niespodziankę, zapewne w zmowie z Jean. George z ponurą rezygnacją czekał na to, co miało nastąpić.

— Próbowałem wszystkiego, zanim skoncentrowałem się na tym — oznajmił dumnie Rupert. — Największym problemem jest zredukowanie tarcia, tak żeby uzyskać całkowitą swobodę ruchu. Staromodny politurowany stolik i wirujący talerzyk nie są złe, ale używano ich już od stuleci i byłem pewien, że współczesna nauka potrafi wymyśleć coś lepszego. I oto mamy rezultat. Przysuńcie krzesła. Rashy, czy jesteś absolutnie pewny, że nie chcesz się do nas przyłączyć?

Przez ułamek sekundy zdawało się, że Zwierzchnik się waha. Potem potrząsnął głową. „Czy nauczyli się tego gestu tu, na Ziemi?” — zastanawiał się George.

— Nie, dziękuję. Wolę obserwować. Może innym razem.

— No, dobrze, masz jeszcze sporo czasu, żeby zmienić zdanie.

„Czyżby?” — pomyślał George, ponuro spoglądając na zegarek.

Rupert posadził przyjaciół wokół małego, ale solidnego i idealnie kolistego stolika. Mebel miał płaski, plastikowy blat, który Rupert podniósł, ukazując błyszczące morze ciasno upakowanych kuleczek. Lekko wystająca ku górze krawędź stołu nie pozwalała im się rozsypać i George stwierdził, że nie jest w stanie domyślić się, do czego służą. Setki błysków odbitego światła układało się w fascynujący, hipnotyczny wzór, od którego George’owi zakręciło się w głowie.

Kiedy przysunęli krzesła, Rupert sięgnął pod stół i wyjął krążek mający jakieś dziesięć centymetrów średnicy, po czym położył go na powierzchni kulek.

— No i proszę — powiedział. — Połóżcie teraz na nim ręce, a zobaczycie, że porusza się w ogóle bez tarcia.

George obrzucił urządzenie wzrokiem pełnym niesmaku. Zauważył, że na obrzeżu stołu umieszczono w regularnych odstępach, choć nie po kolei, litery alfabetu. Ponadto widniały tam liczby od jeden do dziewięć, również w przypadkowej kolejności, oraz dwie tabliczki z napisami „Tak” i „Nie”.

— To mi wygląda na jakieś gusła — mruknął. — Dziwię się, że w tych czasach ktoś traktuje to poważnie.

Wyraziwszy ten nieśmiały protest skierowany pod adresem Jean ł Ruperta, poczuł się trochę lepiej. Rupert bynajmniej nie twierdził, że interesuje się tym fenomenem bardziej, niż powinien to robić bezstronny naukowiec. Miał otwarty umysł i nie był naiwny. Zaś Jean… O nią George czasami trochę się martwił. Wyglądało na to, że ona naprawdę wierzy, iż w tych historiach o telepatii i prekognicji coś jest.

Dopiero po wygłoszeniu swojej uwagi zdał sobie sprawę z tego, że pośrednio skrytykował Rashaveraka. Rzucił mu niespokojne spojrzenie, lecz Zwierzchnik nie zareagował. Co oczywiście o niczym nie świadczyło.

Teraz wszyscy zajęli swoje miejsca. Zgodnie z ruchem wskazówek zegara siedzieli kolejno: Rupert, Maja, Jan, Jean, George i Benny Shoenberg. Ruth Shoenberg siedziała poza kręgiem, z notatnikiem w ręku. Miała pewne obiekcje co do udziału w seansie, co wywołało kilka sarkastycznych docinków ze strony Benny’ego wymierzonych w ludzi, którzy wciąż biorą na serio Talmud. Jednak nie miała nic przeciwko notowaniu przebiegu eksperymentu.

— Teraz słuchajcie — zaczął Rupert. — Wyjaśnijmy sobie pewne sprawy na użytek sceptyków takich jak George. Nieważne czy jest w tym coś nadprzyrodzonego, czy nie, ale to działa! Osobiście uważam, że wyjaśnienie jest bardzo proste. Kiedy kładziemy ręce na dysku, nawet jeśli staramy się unikać świadomego oddziaływania na jego ruchy, nasza podświadomość zaczyna nam płatać figle. Analizowałem wiele seansów i okazało się, że ani razu nie otrzymaliśmy odpowiedzi, której by nie znał lub nie potrafił odgadnąć ktoś z grupy, chociaż czasem ci ludzie nie zdawali sobie z tego sprawy. Mimo wszystko chciałbym przeprowadzić eksperyment w tych właśnie… hmm… dość szczególnych okolicznościach.

„Szczególne okoliczności” siedziały, obserwując ich w milczeniu, lecz z niewątpliwym zainteresowaniem. George zastanawiał się, co Rashaverak o tym myśli. Czy jego zachowanie nie było przypadkiem zachowaniem antropologa przyglądającego się jakiemuś prymitywnemu obrzędowi? Sytuacja była zupełnie nierealna i absurdalna i George czuł się tak głupio jak jeszcze nigdy w życiu.

Jeśli pozostali myśleli podobnie, to udawało im się to ukryć. Jedynie Jean była podniecona i zaczerwieniona, lecz mógł to być skutek wypitych drinków.

— Wszyscy już siedzą? — zapytał Rupert. — W porządku. — Zrobił dramatyczną pauzę, a następnie nie zwracając się do nikogo w szczególności, spytał poważnym tonem: — Czy jest tu ktoś?

George poczuł, że dysk lekko drży pod jego palcami. Nie było w tym nic dziwnego, jeśli wziąć pod uwagę nacisk wywierany nań przez ręce sześciu siedzących wokół ludzi. Krążek zatoczył małą ósemkę i wrócił na środek stołu.

— Czy jest tu ktoś? — powtórzył Rupert i dodał wyjaśniająco: — Często mija dziesięć do piętnastu minut, zanim się zacznie. Jednak czasem…

— Psst! — szepnęła Jean.

Krążek poruszył się. Zaczął szerokim łukiem krążyć między tabliczkami z napisem „Tak” i „Nie”. George z trudem stłumił chichot. Ciekawe, co oznaczałaby odpowiedź „Nie”? Przypomniał mu się stary dowcip: „Nikogo tu nie ma, panie, tylko my, mrówki”.

Jednak odpowiedzią było „Tak”. Dysk szybko wrócił na środek stołu. Teraz zdawał się żywym stworzeniem. czekającym na następne pytanie. Wbrew samemu sobie, George poczuł lekkie zainteresowanie.

— Kim jesteś? — zapytał Rupert.

Teraz krążek bez wahania zaczął wskazywać litery. Śmigał po stole jak rozumna istota, poruszając się tak szybko, że George momentami z trudem utrzymywał na nim palce. Mógłby przysiąc, że nie miał udziału w jego ruchach. Szybko rozejrzawszy się wokół, nie dostrzegł w twarzach przyjaciół niczego podejrzanego. Byli tak samo spięci i zainteresowani jak on.

— JESTEMWSZYSTKIM — przeliterowała płytka i wróciła do punktu równowagi.

— Jestem wszystkim — powtórzył Rupert. — To typowa odpowiedź. Wymijająca, ale stymulująca. Prawdopodobnie oznacza, że nie ma tu nic prócz naszych połączonych umysłów. — Przerwał na chwilę, najwidoczniej rozmyślając nad następnym pytaniem. Później jeszcze raz zapytał: — Czy masz jakieś posłanie dla kogokolwiek z nas?

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 55
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)