Odwieczny Wróg
- Автор: Кунц Дин Рэй
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:
– Kościół katolicki – poinformowała ich Jenny Paige, przekrzykując głos dzwonu. – Obsługuje wszystkie okoliczne miasteczka. Nasza Pani Opiekunka Gór.
Dzwony kościelne potrafią zabrzmieć radosną muzyką. Ale w tej nie ma nic radosnego, pomyślał Tal.
– Kto ciągnie za sznur? – głośno zastanowił się Gordy.
– Może nikt nie ciągnie – powiedział Frank. – Może jest podłączony do jakiegoś mechanicznego urządzenia. Może działa na elektryczny zegar.
Dzwon w oświetlonej dzwonnicy kołysał się równomiernie, a każdy czysty dźwięk poparty był błyskiem miedzi.
– Czy zwykle dzwoni o tej porze w niedzielę wieczór? – zwrócił się Bryce do Jenny Paige.
– Nie.
– No to nie działa na elektryczny zegar.
Kiedy doszli do następnej przecznicy, dzwon mrugnął – błysnął wysoko nad ziemią i znów zadzwonił.
– No to kto szarpie za sznur? – zapytał Gordy.
Makabryczny obraz nawiedził Tala: Jake Johnson, posiniaczony, spuchnięty; trup zimny jak kamień stoi w komorze dzwonnika u stóp kościelnej wieży, ściska linę w bezkrwistych dłoniach, martwy, ale demoniczną mocą ożywiony, martwy, ale ciągnący za linę raz za razem, martwa twarz zadarta w górę, zęby wyszczerzone w niewesołym trupim uśmiechu, wysadzone oczy wpatrują się w dzwon, który kołysze się i dźwięczy pod ostro spadającym dachem. Tal zadygotał.
– Może powinniśmy podejść do kościoła i zobaczyć, kto tam jest – podsunął Frank.
– Nie – natychmiast zaprotestował Bryce. – Ono tego od nas chce. Ono chce, żebyśmy przyszli popatrzyć. Chce, żebyśmy weszli do kościoła, a wtedy znów zgasi światła…
Tal zauważył, że Bryce też używa teraz zaimka “ono".
– No pewnie – powiedziała Lisa. – Ono jest tam teraz, czeka na nas.
Nawet Stu Wargle nie zachęcał ich do natychmiastowej wizyty w kościele.
W otwartej na przestrzał dzwonnicy dzwon kołysał się, rozsypując kolejne odłamki miedzianego światła, kołysał, błyskał, kołysał, mrugał, jak semafor wysyłający przekaz o hipnotycznej mocy wraz z monotonnym brzękiem: Robicie się coraz bardziej śpiący, bardziej śpiący, śpiący, śpiący… zasnęliście głęboko, jesteście w transie… w mojej władzy… przyjdźcie do kościoła… przyjdźcie teraz, chodźcie, chodźcie, chodźcie do kościoła i zobaczcie, jaka tu na was czeka cudowna niespodzianka… chodźcie, chodźcie…
Bryce potrząsnął głową, jakby budząc się ze snu.
– Jeśli ono chce, żebyśmy przyszli do kościoła, tym bardziej nie należy tam iść. Żadnych poszukiwań przed świtem.
Wszyscy odwrócili się od Vail Lane i skierowali na północ Skyline Road, na podkomisariat.
Przeszli może z dwadzieścia stóp, kiedy dzwon przestał bić.
Raz jeszcze niezwykła cisza napłynęła nad miasto jak lepki, pokrywający wszystko płyn.
Na posterunku odkryli, że ciało Paula Hendersona zniknęło. Wyglądało na to, że zastępca po prostu wstał i poszedł. Jak Łazarz.
14
Bryce siedział za biurkiem należącym kiedyś do Paula Hendersona. Wcześniej odsunął Time'a, którego Paul musiał czytać, kiedy Snowfield zostało oczyszczone z ludzi. Żółta kartka na bibularzu zapełniona była ciasnym pismem Bryce'a.
Pozostała szóstka starannie wypełniała przydzielone zadania. Wojenna atmosfera zapanowała na podkomisariacie. Posępna zawziętość, z jaką zdecydowali się stawić czoło śmierci, sprawiła, że zaczęło się rodzić między nimi wątłe, ale wciąż rosnące poczucie braterstwa. Pojawił się nawet ostrożny optymizm: w końcu jeszcze żyją, kiedy tak wielu umarło.
Bryce szybko przebiegł wzrokiem sporządzoną przez siebie listę, badając, czy czegoś nie przeoczył. W końcu przysunął do siebie telefon. Od razu dostał sygnał, co przywitał z ulgą.
Zawahał się nad wyborem pierwszego numeru. Świadomość wagi chwili ciążyła mu nieznośnie. Okrutne wymordowanie całej ludności Snowfield nie dało się z niczym porównać. W ciągu kilku godzin dziennikarze z całego świata pojawią się tabunami w okręgu Santa Mira. Do rana sensacja Snowfield zepchnie z pierwszych stron gazet wszystko inne. CBS, ABC i NBC będą regularnie przerywać zaplanowane programy, aktualizując dawne i podając świeże wiadomości. Zainteresowanie mass mediów będzie ogromne. Dopóki świat nie dowie się, czy jakaś zmutowana bakteria odegrała tu rolę, czy nie, setki milionów ludzi będzie z zapartym tchem zastanawiało się, czy w Snowfield nie wypisano już świadectw śmierci dla nich samych. Nawet jeśli choroby zostaną wykluczone, uwaga świata nie odwróci się od Snowfield aż do chwili wyjaśnienia tajemnicy. On, Bryce, będzie poddany presji nie do zniesienia.
I jego życie osobiste ulegnie całkowitej zmianie. Stoi tu na czele sił policyjnych; będzie wymieniany w czołówkach wszystkich sensacyjnych wiadomości. Skóra mu cierpła na tę myśl. Nie należał do szeryfów lubiących rozgłos. Wolał stać w cieniu.
Ale nie mógł, ot tak sobie, dać drapaka ze Snowfield.
Wykręcił numer pogotowia w swoim biurze w Santa Mira, omijając telefonistę w centrali. Podoficerem dyżurnym był Charlie Mercer, równy gość, na którym można było polegać; zrobi dokładnie to, co mu się każe.
Charlie podniósł słuchawkę w połowie drugiego dzwonka.
– Wydział szeryfa. – Miał płaski, nosowy głos.
– Charlie, tu Bryce Hammond. Zwięźle opisał mu sytuację w Snowfield.
– Dobry Boże! – sapnął Charlie. – Jake też nie żyje?
– Nie wiemy na pewno. Miejmy nadzieję, że jest inaczej. Teraz słuchaj, Charlie. Jest masa spraw, które musimy załatwić w następnych kilku godzinach i będzie nam wszystkim łatwiej, jeśli uda się utrzymać tajemnicę aż do utworzenia tu bazy i zamknięcia szczelnie miasta. Powstrzymywanie, Charlie. To kluczowe słowo. Snowfield musi zostać szczelnie zamknięte, a dokonamy tego dużo łatwiej, jeśli dziennikarze nie zaczną rwać do nas przez góry. Wiem, że będziesz trzymał gębę na kłódkę, ale jest paru innych…
– Nie przejmuj się. Przez kilka następnych godzin będziemy trzymać karty przy orderach.
– W porządku. Najważniejsze: potrzebuję jeszcze dwunastu ludzi. Dodatkową dwójkę do blokady na zjeździe do Snowfield. Dziesięciu tu, do mnie. Jak się da, wybierz kawalerów bez rodzin.
– Naprawdę tak źle to wygląda?
– Naprawdę. I lepiej wybierz takich, którzy nie mają krewnych w Snowfield. Następna sprawa: muszą przywieźć ze sobą zapas wody i żywności na kilka dni. Nie chcę, żeby brali coś tutejszego do ust, dopóki nie będziemy pewni, że żywność jest czysta.
– Tak jest.
– Każdy człowiek ma wziąć broń krótką, broń do rozpraszania tłumów i gaz łzawiący.
– Kojarzę.
– Będziesz miał niedobór ludzi, zwłaszcza kiedy zaczną napływać dziennikarze. Wezwiesz dodatkowych funkcjonariuszy do kierowania ruchem i pilnowania tłumów. I jeszcze: Charlie, znasz dobrze tę część okręgu, nie?
– Urodziłem się i wychowałem w Pineville.
– Tak myślałem. Spojrzałem na mapę okręgu i jak się zdaje, są tylko dwie drogi do Snowfield. Pierwsza to droga publiczna, na której już postawiliśmy blokadę. – Bryce obrócił się na fotelu i wpatrywał w wielką mapę ścienną. – I jest jeszcze stara przecinka przeciwpożarowa, idąca od jednej trzeciej stoku z przeciwnej strony gór. U końca przecinki zaczyna się oznakowany szlak. Od tego miejsca to zwykła ścieżka, ale z mapy wynika, że wychodzi jak w pysk strzelił na początek najdłuższej trasy zjazdowej z tej strony góry, nad Snowfield.
– No tak – potwierdził Charlie. – Przeszedłem ten szlak z plecakiem. Oficjalnie nazywa się to Dziki Szlak Sosnowy na Starej Górze. Albo jak wołają miejscowi – Autostrada na Rozgrzanie Kości.