Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Odwieczny Wróg
Odwieczny Wróg - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odwieczny Wróg

Электронная книга - «Odwieczny Wróg». Краткое содержание книги:

Wydaje się rzeczą niemożliwą, by wszyscy mieszkańcy spokojnego kalifornijskiego miasteczka zniknęli niemal w jednej sekundzie podczas wykonywania codziennych zajęć. A jednak kiedy pewnego wrześniowego wieczoru Jenny Paige i jej młodsza siostra przyjeżdżają do Snowfield, w tej dopiero co tętniącej życiem miejscowości nie ma nikogo. Właściwie należałoby powiedzieć: nie ma żywego człowieka, bo oprócz nielicznych ludzkich zwłok, na których trudno dopatrzyć się śladów gwałtownej śmierci, jest tu ktoś jeszcze – niewidzialny, mądry i okrutny, rozkoszujący się własną potęgą. Odwieczny wróg ludzkości, pragnący dla niej tylko śmierci i zatracenia…
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 100
Перейти на страницу:

Przy ostatnim przejściu Bryce Hammond odwrócił się do Jenny:

– Czy dziś wieczór sklep byłby otwarty?

– Nie, ale zdaje się, że czasem w niedzielę wieczór uzupełniają braki na półkach. Nieczęsto, ale czasem.

– Zajrzyjmy na tył – powiedział szeryf. – Może znajdziemy coś interesującego.

Tego się właśnie obawiam, pomyślał Jake.

Szli za Bryce'em, przestępując i obchodząc kolejne pięciofuntowe torby cukru i mąki, z których kilka było rozprutych.

Chłodziarki wysokości stołu na mięso, sery, jajka i mleko stały na tylnej ścianie. Za chłodziarkami rozciągała się nieskazitelnie czysta sortownia masarska, w której dzielono, ważono i paczkowano mięso. Oczy Jake'a nerwowo biegały po emaliowanych i drewnianych stołach. Kiedy przekonał się, że nic na nich nie ma, odetchnął z ulgą. Nie byłby zaskoczony, gdyby zobaczył starannie rozebranego na steki, pieczeniowe i kotlety trupa szefa sklepu.

– Zajrzyjmy do chłodni – powiedział Bryce Hammond. Nie zaglądajmy, pomyślał Jake.

– Może my… – zaczął Hammond. Zgasły światła.

Okna znajdowały się jedynie na froncie sklepu, ale nawet tam było ciemno: lampy uliczne też zgasły. Tu ciemność był całkowita, oślepiająca. Kilka głosów odezwało się jednocześnie:

– Latarki!

– Jenny!

– Latarki!

Potem wiele rzeczy wydarzyło się bardzo szybko.

Tal Whitman zapalił latarkę i ostry jak brzytwa strumień światła ukłuł podłogę. W tej samej chwili coś uderzyło go z tyłu, coś niewidzialnego, co nadeszło z niewiarygodną szybkością, chyłkiem, pod osłoną mroku. Tal poleciał do przodu. Wpadł na Stu Wargle'a.

Autry sięgał po swoją latarkę, przyczepioną do pasa. Jednak zanim ją zapalił, Wargle i Tal Whitman wpadli na niego i całą trójką zwalili się na podłogę.

Kiedy Tal się przewracał, latarka wyleciała mu z dłoni.

Bryce Hammond, na krótko oświetlony ruchomym promieniem, wyciągnął po nią rękę; nie złapał.

Latarka uderzyła o podłogę i wirowała podskakując i rzucając szaleńcze blaski, niczego nie rozjaśniając.

I coś zimnego dotknęło karku Jake'a. Zimnego i lekko wilgotnego – a równocześnie żywego.

Otrząsnął się, chciał się oderwać i stawić temu czoło.

Coś owinęło mu się wokół szyi błyskawicznie jak bat.

Jake'owi zabrakło tchu.

Jeszcze zanim zdołał podnieść ręce i zewrzeć się z napastnikiem, coś objęło mu ramiona, chwyciło w kleszcze.

Został uniesiony w powietrze. Jak dziecko.

Spróbował krzyknąć, ale sztywna dłoń zamknęła mu usta. Przynajmniej myślał, że to dłoń. Ale wyczuwał coś jak ciało węgorza, zimne i mokre.

Śmierdziało. Nie bardzo. Nie wionęło gęstymi oparami. Ale ten odór był inny niż cokolwiek, co Jake przedtem wąchał. Tak gorzki, ostry i obcy, że nawet w niewielkich dawkach prawie nie do zniesienia.

Fale obrzydzenia i grozy rosły, zapieniły się. Jake poczuł obecność czegoś niewyobrażalnie dziwnego, bezwzględnie złego.

Latarka nadal kręciła się na podłodze. Minęło tylko kilka sekund od chwili, kiedy Tal ją upuścił, choć Jake nie wiedział o tym. Teraz obróciła się jeszcze ostatni raz i z brzękiem oparła o podstawę pojemnika z mlekiem. Szkło rozbiło się na niezliczone kawałeczki i zabrakło nawet tego martwego, chimerycznego światła, które choć niczego nie rozjaśniało, było lepsze od całkowitej ciemności. Razem z nim znikła również nadzieja.

Jake napinał się, wykręcał, rozluźniał, podskakiwał i wił się w panice w epileptycznym tańcu, jak w spazmatycznym fandango wyrażającym chęć ucieczki. Ale nie uwolnił nawet dłoni. Jego niewidzialny przeciwnik wzmocnił tylko uścisk.

Jake usłyszał, jak inni nawołują się nawzajem. Usłyszał ich z bardzo daleka.

13

Nagle

Jake Johnson znikł.

Zanim Tal zlokalizował drugą latarkę, tę upuszczoną przez Franka Autry'ego, światła w samie zamigotały i zapaliły się, jasne i równe. Ciemność nie trwała dłużej niż piętnaście, dwadzieścia sekund.

Ale Jake'a nie było.

Szukali go. Nie było go w przejściach, w chłodni, w magazynie, w biurze ani toalecie dla personelu.

Wyszli z samu – była ich teraz tylko siódemka – Bryce pierwszy. Poruszali się z maksymalną ostrożnością. Mieli nadzieję, że znajdą Jake'a na ulicy. Ale tu też go nie było.

Cisza Snowfield brzmiała jak głuchy, drażniący okrzyk szyderstwa.

Tal Whitman pomyślał, że noc jest teraz nieskończenie ciemniejsza niż kilka minut temu. Była jak przeogromna sieć, w którą zaplątali się bezwiednie. Ta głęboka, czujna noc była – głodna.

– Gdzie on mógł poleźć? – spytał Gordy, marszcząc się, co zawsze nadawało jego twarzy wyraz dzikości, choć teraz faktycznie tylko się bał.

– Nigdzie nie polazł – powiedział Stu Wargle. – Zabrano go.

– Nie wołał o ratunek.

– Nie dano mu tej szansy.

– Żyje… czy umarł? Jak pan myśli? – zapytała mała Paige.

– Laluńciu – odpowiedział Wargle, drapiąc szczecinę na brodzie – na twoim miejscu nie podniecałbym się nadzieją. Stawiam ostatniego dolca, że znajdziemy gdzieś Jake'a sztywnego jak decha, spuchniętego i purpurowego jak cała reszta.

– Hej, nie skreślajmy Jake'a tak szybko – powiedział Bryce Hammond.

– Pewnie – dodał Tal. – W tym mieście jest masa trupów. Ale zdaje mi się, że większość mieszkańców nie umarła. Po prostu zaginęli.

– Są bardziej strupieszali niż niemowlęta po ataku napalmowym. No nie, Frank? – Wargle nigdy nie pominął okazji, żeby wbić szpilę Autry'emu z powodu jego służby w Wietnamie. – Tylko że nie potknęliśmy się o nich.

Frank nie chwycił przynęty. Był na to zbyt inteligentny i opanowany. Zamiast tego powiedział:

– Nie rozumiem jednego. Dlaczego ono nie załatwiło nas wszystkich, kiedy miało okazję? Dlaczego tylko przewróciło Tala?

– Zapalałem latarkę – wyjaśnił Tal. – Ono nie chciało, żebym to zrobił.

– Tak – zastanawiał się Frank – ale dlaczego złapało właśnie Jake'a i dlaczego zaraz potem dało szybko dyla?

– Drażni się z nami – stwierdziła Jenny Paige. W świetle lamp jej oczy płonęły zielonym ogniem. – A kościelny dzwon i syrena. Bawi się jak kot z myszką.

– Ale dlaczego? – zapytał Gordy z przejęciem. – Co ono ma z tego? Czego chce?

– Zaczekajcie – wkroczył Bryce. – Jak to się stało, że nagle każdy mówi “ono"? Kiedy ostatnim razem dokonywałem nieformalnej oceny sytuacji, panowała powszechna zgoda, że może być ona wynikiem działalności bandy psychopatycznych zabójców. Szaleńców. Ludzi.

Spoglądali po sobie niespokojnie. Nikt nie spieszył się z wyjawieniem tego, co mu chodziło po głowie. Rzeczy niewyobrażalne stały się możliwe. A były to rzeczy, które ludzie o zdrowych zmysłach niełatwo nazywają głośno i po imieniu.

Wiatr wychylił się z mroku i posłuszne drzewa pokłoniły mu się z czcią.

Uliczne światła zamigotały.

Wszyscy drgnęli, zaskoczeni niestałością światła. Tal położył rękę na chwycie rewolweru. Ale lampy nie zgasły.

Wsłuchiwali się w ciszę cmentarnego miasta. Jedyny odgłos, szept poruszanych wiatrem drzew, brzmiał jak przedłużające się śmiertelne westchnienie przed spoczynkiem wiecznym.

Jake nie żyje, pomyślał Tal. Przynajmniej raz Wargle ma rację. Jake nie żyje i może my wszyscy też, tylko że jeszcze o tym nie wiemy.

Bryce zwrócił się do Franka Autry'ego.

– Frank, dlaczego powiedziałeś “ono" zamiast “oni" lub coś takiego?

Frank zerknął na Tala szukając wsparcia, ale Tal sam nie był pewien, dlaczego powiedział “ono". Frank przełknął ślinę. Przestąpił z nogi na nogę, spojrzał na Bryce'a. Wzruszył ramionami.

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 100
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)