Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
- Автор: Аллингем (Аллингхэм) Марджери (Марджори)
- Язык: польский
- Переводчик: Irena Dolezal-Nowicka
- Жанр: Классические детективы
Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:
– Rany koguta, zupełnie; jakby się zegar cofnął – powiedział wreszcie. – Jak się czuje ten stary drań? Jeszcze go nie powiesili?
– Wręcz przeciwnie, ożenił się i jest bardzo szanowany. Robi coś dla nas…,
– Aha, współpracownik. W porządku – powiedział wyniośle. – Całkiem pożyteczny facet, jeśli się go trzyma na właściwym miejscu.
Campion spojrzał na niego z niesmakiem.
– Straszny jesteś, Lugg, jeśli się spojrzy na ciebie beznamiętnie.
Grubas udał obrażonego.
– Proszę mnie nie mieszać do spraw płci, to zbyt płaskie. Jestem już za stary na to. Ale co z tym aptekarzem? Oczywiście Bella może być jego ciotką. Jak tak pomyśleć, to całkiem prawdopodobne. Facet tego rodzaju może mieć takich krewnych. Ale z drugiej strony to bardzo zabawne. Chcę powiedzieć, że jeśli zarabia na śmierci, to i na Apron Street może jej coś wpaść.
– Jeśli chodzi o krewnych, to mamy przecież twego szwagra Jasa – zauważył okrutnie Campion – Inspektor zapewne jeszcze jest u niego?
– Pewno tak. Wyszedł do mnie, kiedy wpadłem do zakładu. Sklep z trumnami to nie bardzo przyjemna impreza. Poprosił bardzo grzecznie, żebym tutaj przyszedł i powiedział panu, że może się spóźnić. Miał taką minę, jakby był bardzo zajęty.
– A jak wyglądał twój szwagier?
Lugg pociągnął nosem.
– Jęków nie słyszałem – stwierdził. – Ten Charlie Luke to daleko zajdzie, nie?
– Tak? A dlaczego tak myślisz?
– On nie daruje tej Sprawie. -W czarnych oczach malował się wyraz sardonicznego rozbawienia. – Nie dla niego pięciodniowy tydzień pracy. Wyczekując na poniedziałek rano dostałby apopleksji. Halo!
Lekkie, szybkie kroki dały się słyszeć na drewnianych schodach prowadzących z ulicy. Drzwi skrzypnęły i ukazał się inspektor Luke. Jego witalność od razu wypełniła mały pokoik.
– Bardzo mi przykro, proszę pana, ale nie mogłem się pozbyć tego starego nudziarza – powiedział z uśmiechem do Campiona. – On i jego syn przypominają mi parę prowincjonalnych komików. Gdyby nie to, że musimy się naradzić, przyprowadziłbym ich tutaj i kazał im to, dla naszej rozrywki, wszystko jeszcze raz powtórzyć. Tak mówiąc między nami, mogliby z powodzeniem wystąpić na następnym koncercie policyjnym. „Ta szopa została wynajęta bez mojej wiedzy", oświadczył Jas. „Synu, wytłumacz się!" – Swoim zwyczajem Charlie Luke wcielił się w postać, o której mówił. – „To ja to zrobiłem, ojcze, i wiem, że zrobiłem źle, proszę, wybacz mi" – ciągnął przedstawiając plastycznie Rowleya Bowelsa. – „Zrobiłem to z litości, tak jak mnie zawsze, ojcze, uczyłeś. Ten chłopak prosił i błagał… " I tak dalej,! tak dalej…
Rozsiadł się przy stole i zadzwonił na panią Chubb.
– Cały dzień mógłbym tego słuchać – odezwał się znów poważnie. – Jas jest wściekły. Jest wściekły nie tylko na Rowleya, pieni się na kogoś jeszcze. Może na tego młodego Dunninga, ale chyba nie…
– Sądzi pan, że któryś z nich jest właścicielem narzędzia, którym został zadany, cios?
– Możliwe. – Zmarszczył brwi.,- Bardzo bym chciał wiedzieć, jaki ten ktoś miał w tym cel. Oczywiście powierzyłem tę sprawę jednemu z moich ludzi. Porządny, młody chłopak, ale jeszcze zielony. Inna sprawa, że najlepszy, jakiego na razie mam. Jest nas za mało. Mamy huk roboty w związku z tą hecą z Greek Street i prawie wszystkich tam ściągnięto.
Lugg spojrzał na koniuszek własnego nosa.
– Strasznie dużo hałasu narobiono z tym włamaniem do jubilera, strzelaniem do gliny i 'do przechodnia – powiedział z przekonaniem. – I tak zwiali.
– Mamy za mało ludzi i nic na to nie poradzimy. Na razie zajmujemy się starym Jasem. Inna sprawa, że nie widzę w nim potencjalnego truciciela, a pan, panie Campion?
Campion nie zdążył wyrazić swego zdania, gdyż akurat weszła właścicielka z tacą piwa i kanapek. Wstał i leniwie podszedł do okienka wychodzącego na bar. Przez kilka chwil przypatrywał się falującemu na dole tłumowi. Ale nagle zrobił się czujny, pochylił się, a jego oczy za szkłami błysnęły zaciekawieniem.
– Niech no pan tylko spojrzy – powiedział do inspektora.
Do sali wkroczyło właśnie dwóch mężczyzn i torowało sobie drogę do kontuaru. Najwidoczniej byli razem i sprawiali wrażenie zaprzyjaźnionych. Jednym z nich bez wątpienia był Congreve, urzędnik banku, a drugim, w wytwornym, choć o nadmiernie wydłużonej talii, płaszczu, Clarrie Grace. Rozmawiali z zażyłością starych przyjaciół.
– Już ich przedtem razem widziałem – stwierdził Lukę z namysłem. – To trwa mniej więcej od tygodnia. Być może zwykła znajomość z baru, ale teraz patrzę na to, żeby tak powiedzieć, pańskimi oczami. – Z dłoni zrobił sobie okulary. – Całkiem nieoczekiwane, prawda? Nigdy dotąd z tym jegomościem nie rozmawiałem. Tak, robią wrażenie przyjaciół od serca. Muszę się tym zająć.
– Macie tutaj bardzo ciekawe sąsiedztwo – wtrącił się Lugg mówiąc bez swego zwykłego londyńskiego akcentu. – Weźmy na przykład taką ciotkę aptekarza.
Inspektor Luke zareagował, jak się tego po nim spodziewano. – Gwałtownie się odwrócił.
– Co, Tata Wilde ma nową kobietę?
– Co do jej płci nie mam żadnych wątpliwości.:- Lugg najwidoczniej nie chciał udzielić dalszych informacji. – Czy często przyjmuje kobiety?
– Od czasu do czasu. – Luke uśmiechnął się. – Nieraz sobie żartujemy z tego. Czasem, bardzo rzadko, przychodzi do niego kobieta na noc. Za każdym razem inna i zawsze robiąca bardzo przyzwoite wrażenie. Ale, ale, czy pan go widział, panie Campion?
– Nie. Czyli wszystko przede mną. Wracając1 do aptekarza: może takie ma usposobienie.
– To jest jedyna rzecz, co do której nie ma ustalonych reguł. – Inspektor powiedział to tonem światowca, jednak z odcieniem melancholii. – Jest po prostu poczciwcem, który lubi kobiety w stylu pogrzebowym i lubi je najwyżej przez dziesięć minut. To śmieszne, ale w tym względzie ludzie bywają dziwni. Bogiem a prawdą to on sam jest dziwakiem rozbrajającym.
– Przepraszam – Lugg aż wstał z krzesła, tak go to zainteresowało. – Czy pan powiedział „pogrzebowy"?
– Tak. – Charlie Luke najwidoczniej był zdumiony jego staranną wymową spółgłosek i samogłosek. – Przynajmniej zawsze ubrane są na czarno i zawsze wyglądają płaczliwie, jeśli panowie rozumiecie, co mam na myśli. Tej akurat nie widziałem.
– A ja tak, nazywa się Bella Musgrave.
Inspektorowi najwidoczniej nic to nie mówiło. Uśmieszek zadowolenia rozjaśnił szeroką jak księżyc w pełni twarz Lugga.
– Oczywiście pan jest za młody – mruknął z satysfakcją. – A więc ja i tu obecny mój szef…
– Który jest o dwadzieścia lat młodszy – przerwał mu brutalnie Campion – zamierzają panu powiedzieć, że za ich przyczyną ta oszustka małego kalibru gdzieś w roku Wielkiej Wystawy skazana została na osiemnaście miesięcy. A teraz niech mi pan powie, jak przyjął doktor wynik badań laboratoryjnych?
– Och, z rezygnacją. -.Głos inspektora zdradzał sympatię. – Pocieszyłem go, że to nie była jego wina. Powiedział mi ciekawą rzecz. Zna pan młodszą pannę Palinode, Jessikę, tę starą kobietę z parku? On twierdzi, że-daje temu staremu mleczarzowi codziennie filiżankę wywaru. z maku. Jest on pacjentem doktora i choruje na wątrobę. Doktor powiada, że któregoś dnia zastał go całkiem nieźle oszołomionego, a ten mu się przyznał, że na bóle pił tylko płyn, który mu dała – zresztą one zaraz potem ustąpiły. Doktor powiada, że jeśli zebrała właściwe makówki w odpowiedniej porze roku, to stary po takiej porcji czystego.opium mógłby się błyskawicznie przejechać na tamten świat. – Zawahał się wyraźnie zmartwiony. – To są wystarczające podejrzenia, żeby ją zatrzymać, ale jakoś nie mam na to wielkiej ochoty. Takie to wszystko zwariowane.