Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
- Автор: Аллингем (Аллингхэм) Марджери (Марджори)
- Язык: польский
- Переводчик: Irena Dolezal-Nowicka
- Жанр: Классические детективы
Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:
– Daj pan spokój – przerwał mu inspektor bez cienia gniewu. – Zachowaj dla siebie tę opowieść. Chcielibyśmy tylko rozejrzeć się trochę po domu, jeśli to panu nie zrobi różnicy.
Bowels wyciągnął z kieszonki na żołądku piękny, choć może zbyt pokaźnych rozmiarów złoty zegarek.
– Jaka szkoda – oświadczył – że nie mogę w tym wziąć udziału, panie inspektorze, bo musiałbym potem galopem jechać na Lansbury Terrace, a to mogłoby zostać źle zrozumiane i wywołać niedobre wrażenie. Ale ma pan szczęście: w kuchni siedzi mój szwagier, grzeje się przy ogniu, bo zaprószył sobie głowę. Z radością panów oprowadzi i będzie świadkiem tego. – Urwał, a wszechwiedzący uśmieszek wykrzywił mu wąskie wargi. – Nie dlatego, żebyśmy sobie nie dowierzali, pan i ja, ale wiem dobrze, że panowie z policji lubią być oprowadzani przez właściciela domu, zawsze to lepiej w przypadku jakichś późniejszych nieporozumień. Wejdzie pan do mego mieszkania i powie: „Panie Lugg, przysłał nas Bowels", a on wszystko pokaże od strychu aż po piwnice. Bardzo będzie z tego rad – dodał przebiegle.
– Doskonale, tak zrobimy. – Inspektor Luke nie ukrywał swego zadowolenia. – Spotkamy się po imprezie.
– Na ten temat, panie inspektorze, nie powinien pan żartować – powiedział zupełnie szczerze. – To mój fach i podchodzę do niego pogodnie, ale dla tego zmarłego dżentelmena to sprawa bardzo poważna. Nie zdradza ochoty do śmiechu.
– Naprawdę nie? – Charlie Luke ściągnął palcami skórę twarzy, aż wystąpiły mu wyraźne kości czaszki.
Jas drgnął i zbladł jak ściana.
– Wcale nie uważam tego za dobry dowcip – powiedział sztywno i odwrócił się.
W kuchni rzeczywiście zastali Lugga, ale nie był sam.
Kiedy weszli, z wysokiego fotela podniósł się Campion sierdzący naprzeciw niego.
– Widziałem, jak rozmawiacie z tymi krukami, wobec tego poszedłem od frontu i wszedłem tu przez sklep – wyjaśnił. – Lugg powiada, że wczoraj wieczorem dali mu alkoholu z narkotykiem.
Z trzcinowego fotela wyjrzał worek nieszczęścia o mętnych oczach. Lugg, w swoim najlepszym ubraniu i kamaszach, był bez kołnierzyka i porozpinany. Miał wściekłą minę.
– Po jednym piwie „Guinness" i dwóch kuflach gorzkiego ja miałbym być gotów, ja! – powiedział zjadliwie. – Byłem gotów jak któryś z umrzyków mego szwagra i tak się też teraz czuję. To typowe dla Jasa, zupełnie typowe. Gada ci o twojej zmarłej siostrze, aż zaczniesz płakać, a potem ci doleje jakichś kropelek. I to w swoim własnym domu! We własnym domu! Nawet kobieta, tak zwana bezradna kobieta, nie zrobiłaby takiego świństwa.
Sierżant Dice, nieco zdumiony -tym wybuchem, zareagował jak należy..
– Chcę uścisnął pańską rękę – powiedział. – Dobrze pan mówi.
Lugg mimo całego żalu był wyraźnie zadowolony.
– Bardzo się cieszę, że pana poznałem – powiedział, wyciągając do nowego przyjaciela dłoń z paluchami przypominającymi kiełbaski. Campion spoglądając niepewnie •na inspektora zobaczył, że ten jest zachwycony tą sytuacją. Spiesznie więc przedstawił ich sobie. – Nic tu nie ma – powiedział Lugg do Dice'a. – Obejrzałem to całe niewiele warte wnętrze i wszystko jest na miejscu,.najmniejszy nawet kwiat z wosku. Bogiem a prawdą nie wiem, co ten stary hipokryta kombinuje, ale to coś ekstra.
– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytał Campion.
– Coś, co nie ma nic wspólnego z tą hecą po drugiej stronie ulicy. Błagam, usiądźcie panowie spokojnie, jeśli macie w sercu trochę litości. Dziś słyszę, jak mucha tupie nogą.
Kiedy się rozsiedli, wyjaśnił im swój punkt widzenia.
– Jas kombinuje coś ekstra, co nie ma nic wspólnego z kopaniem robaków i rodziną Palinode'ów. Wiedzieliśmy ó tym, jak tylko dostaliśmy list od niego. Jas chce, żeby cały ten harmider u Palinode'ów szybko się uspokoił i żeby gliny… bardzo pana przepraszam, panie Dice i pana również, panie inspektorze… i żeby policja zajęła się swoimi sprawami, odczytała depesze gratulacyjne, a on mógł dalej robić swoje. Dlatego napisał, stary głupi cap. – Już miał uderzyć ręką w stół, żeby podkreślić swoje słowa, ale powstrzymał się. – Nie wpadło mu do głowy, że mój pracodawca urzędowo zajmie się tą sprawą i z: pewnością również nie spodziewał się, że przyjdę do niego z przyjacielską wizytą. Kiedy stałem na progu, a on się gapił na mnie i moją małą walizeczkę, powiedziałem mu:,,Musisz podwiązać sobie szczękę, bracie, jeśli chcesz zrobić miły wyraz twarzy. Oczywiście od razu wziął się w garść. Wyobraża sobie, że jestem bogatym wujkiem dla Rowleya. Moja marynarka jest z dobrego tweedu i używam drogiej wody kolońskiej.
Szybko przychodził do siebie. Jego czarne oczy stopniowo odzyskiwały dawny blask i Campion obserwując skupiony wyraz twarzy Luke'a poczuł wyraźną ulgę.
– Zwabił nas! -ciągnął Lugg nabierając impetu. – Zwabił nas tutaj, udając, że ma coś do powiedzenia. Pewno że ma, ale niewiele. Wyciągnąłem to z niego, zanim jeszcze w salonie obejrzeliśmy zdjęcia nagrobka biednej Beatt.
– O czym mówił? O koniach? – Campion rzucił ostro to pytanie, aż wszyscy trzej spojrzeli na niego.
– A więc jaśnie pan Wszechwiedzący dowiedział się o tym. – Lugg tak był rozdrażniony, że zapomniał, iż nie są sami. Zrobił akrobatyczny wysiłek, żeby się wycofać z tej niezbyt grzecznej uwagi. – Proszę nie myśleć, że zwracałem się do pana – mruknął, a jego ciężkie powieki zakryły przekrwione oczy. – Sam do siebie to powiedziałem. To było wszystko, co Jas miał nam do zaoferowania po rozbudzeniu napomknięciami naszych nadziei. Panna Ruth Palinode, jak każdy człowiek, lubiła od czasu do czasu postawić szylinga na jakiegoś konia. Jas sądził, że to może być ciekawe, ponieważ utrzymywane było w tajemnicy. Ignoranci często popełniają tego rodzaju pomyłki.
Luke obrzucił pełnym uznania spojrzeniem najpierw służącego, potem pana.
– Jak pan na to wpadł, panie Campion?
Jasne oczy za rogowymi okularami miały przepraszający wyraz.
– Przeczucie – wyjaśnił skromnie. – Każdy mi mówił, że miała jakąś słabość, ale nie była alkoholiczką. Wiedziałem, że miała duże zdolności matematyczne, co nasuwało myśl, że opracowała własny system; to wszystko. Zapewne młody Bowels brał od niej pieniądze na zakłady.
– Stawiała dziennie szylinga albo dwa, tak że obudziło to jego podejrzenia dopiero w miesiąc po jej śmierci. On jest podobny do swojej matki:" wolno myśli. Robił to po prostu z uprzejmości. Ale sądzę, że forsę ze starej damy pompował stary Jas.
– Nadzwyczajne. Czy udało jej się kiedyś wygrać?
– Od czasu do czasu. Na dłuższą metę przegrywała, jak większość kobiet.
– To prawda – przytwierdził sierżant Dice z przekonaniem.
– Tak, to wiele wyjaśnia.- Oczy Luke'a nabrały blasku. – Z pieniędzmi było krucho. Jak jeden z członków rodziny podskakuje, ciężar spada na resztę. Wszyscy się zamknęli w sobie. Nic z tego nie wyszło. Głupia kobieta nadal grała. Zmartwienie. Rozpacz. Ktoś musi ją powstrzymać… – w pełni zapału urwał, żeby się zastanowić. – A czy to wystarczyłoby jako motyw? – spytał patrząc na Campiona. – Chyba nie.
– Żaden motyw morderstwa nigdy nie jest przekonujący – powiedział Campion niepewnie. – Byli tacy fachowcy, którzy dokonywali skomplikowanego przestępstwa dla kilku półkoronówek. A co z Jasem, Lugg? Wiesz coś?