Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Классические детективы » Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]

Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:

Wszyscy miłośnicy Herkulesa Piorota z pewnością pokochają także Alberta Campiona. Ten niezwykłe inteligentny i błyskotliwy detektyw amator, bohater siedemnastu powieści Margery Allingham, z pomocą służącego, Lugga – zresztą byłego włamywacza – rozwiązuje równie skomplikowane zagadki jak te, z którymi przyszło się zmierzyć słynnemu Belgowi…
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 57
Перейти на страницу:

– Tak. Pan Bowels miał dzisiaj założyć kłódkę. Wynajęliśmy tę szopę wczoraj.

– Należy do Bowelsa, prawda?

– Należy do starego Bowelsa, ale wynajął nam ją jego syn, Rowley. Zdaje się, że jego ojciec nic o tym nie wiedział.

– Rozumiem. Wybiegłaś więc z biura i przyszłaś tutaj, żeby się rozejrzeć. Dlaczego weszłaś na stryszek?

Klytia chwilę się zastanawiała, jej wahanie było całkiem szczere.

– Ja nie miałam gdzie szukać – powiedziała wreszcie. – Jeśliby go tu nie było… to by znaczyło, że odszedł. Byłam przestraszona. Czy pan tego nie rozumie?

– O tak. – Campion był bardzo rzeczowy. – Oczywiście. Weszłaś tu, rozejrzałaś się i potem spostrzegłaś drabinę i… weszłaś po niej.

Kłytia straciła teraz rumieńce, twarz jej była bardzo blada, skóra napięta.

– I wtedy go zobaczyłam – powiedziała powoli. – Pomyślałam, że nie żyje. – Odwróciła głowę, gdyż odgłosy kroków na dole świadczyły, że nadchodzą posiłki.

– Jeszcze jedno, inspektorze – powiedział niepewnie Campion. – Jak on się nazywa?

– Howard Edgar Wyndham Dunning. Tak się przynajmniej nazywał, kiedy ostatnim razem sprawdzaliśmy jego prawo jazdy. – Luke z trudem panował nad irytacją.

– Ja go nazywam Mikę – cicho powiedziała Kłytia.

Sierżant Dice pojawił się pierwszy na drabinie i obrócił się, żeby pomóc lekarzowi, który najwyraźniej miał o to do niego pretensję. Był to doktor Smith, Campion nie żywił wątpliwości co do tego. W rzeczywistości był zdumiony, kiedy uświadomił sobie, że się nigdy jeszcze nie spotkali i że rozpoznał Smitha tylko na podstawie opisu inspektora.

. – Dzień dobry. Luke, co się tu dzieje? Znowu jakieś kłopoty? Ach, tak, o Boże! – Mówił cicho, urywanymi słowami. Podszedł do nieprzytomnego chłopca z taką pewnością, jak się podchodzi do swojej osobistej własności. – Pański człowiek nie mógł znaleźć chirurga policyjnego, wobec tego sprowadził mnie – ciągnął klękając. – Odsuń się od światła, dziewczyno. Ach, to ty Klytio. Co ty tu robisz? Zresztą nieważne. W każdym razie odsuń się. No tak!

Zapanowała długo cisza i Campion, który stał blisko Kłytii, czuł, że cała drży. Luke, zgarbiony, stał tuż za lekarzem z rękami w kieszeniach.

– Tak, no tak. Żyje, i to zakrawa _na mały cud. Czaszkę musi mieć z żelaza. – Słowa wypowiadane powoli brzmiały rzeczowo. – To było brutalne, straszliwe uderzenie, inspektorze. Ktoś chciał go zabić. Jest bardzo młody. Zatelefonujcie do szpitala świętego Bedy. Powiedzcie im, że to pilne.

Kiedy sierżant Dice znowu zniknął w otworze, Luke dotknął pleców lekarza.

– Czym został ten cios zadany? Czy może pan określić?

– Nie, dopóki nie pokaże mi pan przypuszczalnego narzędzia. Nie jestem wróżką. Trzeba go jak najszybciej położyć do łóżka. Ma bardzo niską temperaturę ciała. Czy ten brudny płaszcz nieprzemakalny to wszystko, czym można go przykryć.

Kłytia bez słowa zdjęła z siebie swój za szeroki i za długi płaszcz i podała lekarzowi. Już wyciągnął rękę, żeby go wziąć od niej, potem zawahał się, spojrzał na jej twarz i postanowił nie protestować. Znowu zbadał puls chłopca i lekko pokiwał głową chowając zegarek.

– Kiedy to się stało, panie doktorze? – spytał Luke.

– Właśnie się zastanawiałam nad tym. Jest bardzo zimny. Nie mogę jednak udzielić ścisłej odpowiedzi-na to pytanie. Późno w nocy… albo wczesnym rankiem. A teraz powinniśmy się zbierać.

Campion wziął Kłytię za łokieć.

– Teraz jest już pod dobrą opieką – powiedział. – Na twoim miejscu poszedłbym do domu po inny płaszcz.

– Nie. – Jej ramię było nieczułe jak kamień. – Nie,. pojadę razem z nim. – Była całkowicie, niepokojąco opanowana. W jej nieugiętym uporze było coś z panny Evadne.

Doktor spojrzał na Campiona.

– Nic z tego – szepnął. – Lepiej z nią nie dyskutować. Może zaczekać w szpitalu. On Jest poważnie chory.

– Panie doktorze? – Glos Kłytii był rzeczowy.

– Słucham.

– Mam nadzieję, że mogę polegać na panu, że nic nie powie pan ciotkom ani… wujowi Lawrence'owi?

– Oczywiście, możesz na mnie liczyć, drogie dziecko. Nie mam w zwyczaju biegać i roznosić plotek. Od dawna.się znacie?

– Od siedmiu miesięcy.

Wstał sztywno z brudnych desek i zaczął otrzepywać z kurzu spodnie..

– Skoczyłaś osiemnaście lat, prawda? – Jego niespokojne oczy szukały jej twarzy. – To najwyższy czas.

Człowiek jest głupcem, jeśli zbyt długo zwleka. Dla twojej rodziny to będzie szok. Czy byłaś z nim razem, kiedy to się stało?

– Och nie. Znalazłam go niedawno. Nie mogę wprost sobie wyobrazić, kto… jak… to zrobił. Myślałam, że on nie żyje.

Popatrzył na nią uważnie, chcąc się przekonać, czy przypadkiem nie kłamie, a potem zwrócił się do Campiona.

– Nowa tajemnica?

– Na to wygląda! – powiedział ze sztuczną wesołością. – Chyba, że to ciąg dalszy tej samej sprawy..

– Dobry Boże! – Oczy doktora rozszerzyły się, a pochylone plecy zgarbiły jeszcze bardziej niż zwykle. – To okropne! Ileż kłopotu! I te podejrzenia, jakie rodzą się w umyśle…

Kłytia krzyknęła głośno, protestując.

– Niech pan da spokój – głos jej się załamał. – Niech się pan tym nie przejmuje, 'niech pan się nie przejmuje rzeczami nieważnymi. Czy jemu się wkrótce polepszy?

– Moje dziecko – odparł łagodnie, przepraszająco. – Jestem tego pewien. Tak, jestem tego pewien. – Kończąc te słowa uniósł głowę i zaczął nasłuchiwać, w tej samej chwili rozległ się sygnał karetki pogotowia, górujący nad pomrukiem odległego ruchu ulicznego.

Inspektor Luke wyprostował się i zmarszczywszy czoło bawił się luźnymi monetami w kieszeni.

– Chciałbym z panem, porozmawiać, panie doktorze. – Dostałem wynik sekcji.

– Ach tak. – Stary człowiek zgarbił się jeszcze, bardziej, jak gdyby ktoś nałożył mu dodatkowy ciężar na plecy.

W tym momencie Campion szybko się pożegnał, wybiegł na Apron Street i labiryntem małych uliczek ruszył na północ.

Zajęło mu trochę czasu, zanim znalazł Lansbury Terrace, a kiedy się tam wreszcie znalazł, okazało się, że jest to dość szeroko ulica, niezbyt daleko położona od kanału, gdzie oryginalne domy z epoki regencji ustąpiły mniejszym, bardziej nowoczesnym rezydencjom pyszniącym się oknami w stylu Tudorów i ostro zakończonymi dachami.

Numer pięćdziesiąt dziewięć cechowała ta sama anonimowość co resztę. Czerwone drzwi były zamknięte, firanki starannie zapuszczone.

Campion wbiegł spiesznie na szerokie kamienne schody i nacisnął dzwonek. Ku jego wielkiej uldze drzwi otworzyły się i ujrzał przed sobą kobietę w średnim wieku.

Spojrzał na nią z rozbrajającym zakłopotaniem.

– Obawiam się, że się spóźniłem – powiedział.

– Tak, proszę pana. Odjechali jakieś przeszło pół godziny temu.

Stał tak widomie szarpany rozterką.- pokusa nie do odparcia dla każdej praktycznej kobiety, by podsunąć decyzję.

– Którędy? W tamtą stronę? – wskazał nieokreślonym gestem za siebie.

– Tak, proszę pana, ale to bardzo daleko. Najlepiej wziąć taksówkę;

– Tak, tak, oczywiście. Ale czy poznam kondukt? Chodzi mi o to, że na tych wielkich cmentarzach… odbywają się nieraz równolegle dwa, trzy pogrzeby… i można łatwo się pomylić. Okropna sytuacja natrafić na… niewłaściwe obrzędy. O Boże, ależ głupiec ze mnie! Już jestem spóźniony. Proszę mi powiedzieć, pojechali samochodami?

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 57
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)