Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 97
Перейти на страницу:

– Poważnie?

Grantham nie mógł sporządzać notatek podczas spotkań. “Za bardzo rzucalibyśmy się w oczy” – powiedział sierżant, ustalając reguły gry.

– Jak najbardziej. Prezydent i jego chłopcy byli wniebowzięci, jak usłyszeli o Rosenbergu. Sprawił im wielką radość.

– A sędzia Jensen?

– No cóż, jak wiesz, prezydent wziął udział w pogrzebie, ale nie przemawiał. Chciał wygłosić mowę żałobną, ale wycofał się z tego pomysłu, bo musiałby mówić dobrze o facecie, który był gejem.

– Kto mu napisał mowę?

– Pisarczycy pod wodzą Mabry’ego. W czwartek pracowali nad tym przez cały dzień, a później szef się wycofał.

– Był na pogrzebie Rosenberga.

– Zgadza się, ale musieli go przekonywać. Mówił, że prędzej szlag go trafi, niż pójdzie na ten pogrzeb. W końcu nastraszyli go i pojechał. Zdaje się, że to morderstwo jest mu bardzo na rękę. W środę o mało nie wydali przyjęcia z tej okazji. Trafił mu się poker w pierwszym rozdaniu. Teraz zabiera się do restrukturyzacji Sądu i widać, że sprawia mu to radość.

Grantham słuchał uważnie. Sierżant ciągnął dalej:

– Zrobili listę kandydatów. Początkowo było na niej ponad dwadzieścia nazwisk, potem skrócili ją do ośmiu.

– Kto skracał listę?

– A jak ci się zdaje? Prezydent i Fletcher Coal. Teraz trzęsą portkami ze strachu, że będzie przeciek i ktoś się dowie, kogo odrzucili. Na ich liście są tylko młodzi, konserwatywni sędziowie, raczej mało znani.

– Jakieś nazwiska?

– Znam tylko dwa. Jeden nazywa się Pryce i jest z Idaho, drugi to MacLawrence z Vermontu. O innych nie słyszałem. Ci dwaj są chyba sędziami federalnymi. To wszystko, co wiem.

– A co ze śledztwem?

– Nie słyszałem za wiele, ale będę nadstawiał ucha. Jak zwykle. Choć wygląda na to, że utknęli w martwym punkcie.

– Coś jeszcze?

– Kiedy to puścicie?

– W porannym wydaniu.

– Będzie wesoło.

– Dzięki, sierżancie.

Na dworze było już widno i w barze robiło się głośno. Cleve podszedł do stolika i usiadł obok ojca.

– Skończyliście już, panowie?

– Zgadza się – odparł sierżant.

Cleve rozejrzał się po sali.

– Trzeba się zbierać. Grantham idzie pierwszy, ja za nim. Tatusiek może tu siedzieć, jak długo zechce.

– Miło z twojej strony – rzucił z przekąsem sierżant.

– Dzięki, panowie – powiedział Grantham i ruszył ku wyjściu.

ROZDZIAŁ 12

Verheek spóźniał się jak zwykle. Przyjaźnili się od dwudziestu trzech lat i nigdy nie zdarzyło mu się przyjść o wyznaczonej godzinie. Nie miał poczucia czasu i w ogóle się tym nie przejmował. Nosił zegarek, ale nigdy nie sprawdzał godziny. Dla niego spóźnienie oznaczało przynajmniej godzinę, czasami dwie – szczególnie jeśli czekającym był przyjaciel, który wie i wybacza.

Callahan siedział już od godziny przy barze, co zresztą wcale go nie martwiło. Po ośmiu godzinach naukowej debaty znienawidził konstytucję i tych, którzy jej nauczali. Jego organizm domagał się alkoholu. Callahan wypił dwie podwójne whisky z lodem i wreszcie doszedł nieco do siebie. Spoglądał na swoje odbicie w lustrze za rzędem butelek, spoglądał na salę za swoimi plecami i czekał na Gavina Verheeka. Nic dziwnego, że przyjaciel nie sprawdził się w prywatnej kancelarii, gdzie liczy się każda minuta.

Kiedy barman postawił przed nim trzecią podwójną whisky, było dokładnie jedenaście po siódmej. Przy barze stanął Verheek i jakby nigdy nic zamówił piwo.

– Przepraszam za spóźnienie – powiedział, gdy wymieniali uściski. – Wiem skądinąd, że lubisz posiedzieć sobie w samotności nad szklaneczką.

– Wyglądasz na zmęczonego – rzucił Callahan, przyglądając się przyjacielowi. Verheek fatalnie się postarzał i przybrał na wadze. Od ich ostatniego spotkania zakola na jego czole powiększyły się o kolejny cal, a bladość cery podkreślała sińce pod oczami. – Ile ważysz?

– Nie twój interes – odparł Verheek, sącząc piwo. – Mamy stół?

– Zarezerwowałem na wpół do dziewiątej. Zakładałem, że spóźnisz się o dziewięćdziesiąt minut.

– W takim razie przyszedłem za wcześnie.

– Owszem, z twojego punktu widzenia. Wracasz z pracy?

– W tej chwili mieszkam w pracy. Dyrektor wyznaczył normę stu godzin tygodniowo, dopóki coś nie pęknie. Powiedziałem żonie, że wrócę do domu na gwiazdkę.

– Co tam u niej?

– Wszystko dobrze. Kobieta ma cierpliwość. Żyje nam się ze sobą o wiele lepiej, kiedy mieszkam w pracy. – Była to jego trzecia żona w ciągu ostatnich siedemnastu lat.

– Chciałbym ją poznać.

– Nie, na pewno tego nie chcesz. Dwie pierwsze poślubiłem ze względu na wyro, do którego tak bardzo lubiły wskakiwać, że nie patrzyły, kto w nim leży. Z tą ożeniłem się dla pieniędzy i naprawdę nie ma na co patrzeć. Nie zrobiłaby na tobie wrażenia. – Dokończył piwo. – Wątpię, czy doczekam z nią jej śmierci.

– Ile ma lat?

– Nie pytaj. Ale szczerze ją kocham, mówię poważnie. Z tym że po dwóch latach pożycia zdałem sobie sprawę, iż jedyną rzeczą, jaka nas jeszcze łączy, jest dogłębna znajomość rynku papierów wartościowych. – Spojrzał na barmana. – Jeszcze jedno piwo poproszę.

Callahan sączył drinka i uśmiechał się pod nosem.

– Ile jest warta?

– Znacznie mniej, niż myślałem. Dokładnie nie wiem. Może z pięć milionów, kto wie… Oskubała do czysta mężów numer jeden i dwa, a wyszła za mnie dlatego, że chciała przekonać się, jak wygląda życie z przeciętniakiem. Tak przynajmniej twierdzi. Zresztą wszystkie tak mówią, sam wiesz najlepiej…

– Zawsze obstawiałeś przegrane baby, Gavin. Nawet na studiach. Twój ulubiony typ to cierpiąca na depresję neurotyczka.

– Nic na to nie poradzę, że tylko takim wpadam w oko. – Verheek podniósł butelkę i wypił połowę zawartości. – Dlaczego zawsze spotykamy się w tej knajpie?

– Nie wiem. To chyba tradycja. Przywołujemy wspomnienia wspaniałych studenckich czasów.

– Nienawidziliśmy prawa, Thomas. Wszyscy nienawidzą prawa. I prawników.

– Jesteś w kiepskim nastroju.

– Wybacz. Odkąd znaleźli ciała, spałem tylko sześć godzin. Dyrektor drze na mnie mordę przynajmniej pięć razy na dzień, a ja drę mordę na wszystkich, którzy są pode mną. Mamy niezły ubaw.

– Skończ piwo, chłopie. Nasz stół jest już wolny. Napijemy się, zjemy i pogadamy. Spędzimy razem cudowny wieczór.

– Kocham cię bardziej niż żonę, Thomas. Mówiłem ci to już kiedyś?

– Nie świadczy to dobrze o głębi twojego uczucia.

– Masz rację.

Ruszyli za maitre d’hotel ku małemu stolikowi w kącie sali. Siadywali przy nim zawsze. Callahan zamówił jeszcze jedną kolejkę i poprosił kelnera, żeby nie śpieszył się z podawaniem jedzenia.

– Widziałeś to gówno w “Post”? – spytał Verheek.

– Widziałem. Skąd był przeciek?

– Nie mam pojęcia. Dyrektor dostał listę kandydatów w sobotę rano. Prezydent wręczył mu ją osobiście i w prostych żołnierskich słowach zażądał zachowania tajemnicy. Voyles przez cały weekend nikomu nie pokazywał tego świstka, a dziś rano “Post” wydrukował artykuł z nazwiskami Pryce’a i MacLawrence’a. Kiedy Voyles to przeczytał, wpadł w amok, a kilka minut później zadzwonił prezydent. Dyrektor popędził do Białego Domu i z tego, co wiem, odbyła się tam prawdziwa awantura, podczas której padały słowa powszechnie uznane za niecenzuralne. Voyles chciał obić ryja Coalowi, ale powstrzymał go K.O. Lewis. Bardzo nieprzyjemna sprawa.

Callahan wsłuchiwał się w każde słowo Verheeka.

– Nieźle – mruknął.

– Mówię ci o tym dlatego, że później, po kilku drinkach, będziesz żądał ode mnie pozostałych nazwisk z listy, czego uczynić nie mogę. Chcę nadal być twoim przyjacielem, Thomas.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)