Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Arivald z Wybrzeża
Arivald z Wybrzeża - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arivald z Wybrzeża

Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:

Mimo podeszłego wieku, obdarzony nadzwyczajną siłą fizyczną i niemałymi (chociaż nie popartymi gruntownymi studiami) zdolnościami czarodziejskimi Arivald wiedzie żywot, jakiego nie powstydziłby się znacznie młodszy miłośnik kobiet i mocnych trunków. Ochoczo stawia czoło danskarskim piratom, rozprawia się z wampirami, spieszy z odsieczą księżniczkom uwięzionym w innym wymiarze, wyjaśnia zagadkę złowieszczych kopalń Ghorlagru. Z pewnością trudno by go nazwać ozdobą salonów, ale i jemu niezbyt tam było spieszno: po dniu pełnym przygód najchętniej zasiada w gospodzie przy suto zastawionym stole, z wiernymi kompanami u boku, i snuje opowieści o swych nadzwyczajnych dokonaniach, zerkając z ukontentowaniem na urodziwą karczmarkę…
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 79
Перейти на страницу:

– …czekając, aż trafi w ręce kogoś znającego Sztukę.

– I trafiło! – Solyenna chwyciła dłoń Arivalda.

Czarodziej czuł lekkie zawirowanie w głowie. Z pewnością nie od alkoholu, bo wino, choć mocne, nie miało siły krasnoludzkiego spirytusu, ale na pewno podziałała tu uroda trzech władczyń, odurzający zapach ich perfum i szczypta delikatnej magii. Arivald zdawał sobie sprawę, że dziewczęta starają się go magicznie oczarować, ale póki wiedział o tym, kontrolował to i nie miał się czego obawiać. No, przynajmniej dopóki tę właśnie kontrolę zachowa. Arivald sięgnął tym razem po jeden z owoców leżących na paterze (nieco przypominający potomstwo gruszki i pomarańczy) i zastanowił się głęboko. Nie miał zielonego pojęcia, jak trafić stąd do domu. Podróże pomiędzy wymiarami dopiero niedawno zostały uznane za teoretycznie możliwe, ale tak naprawdę nikt nie wiedział, jak można tę teorię wykorzystać w praktyce. Wyjątkiem był tu pochodzący z innego wymiaru szalony Krullg, lecz jego przeniesienie nie było dziełem czarodziei z Silmaniony, tylko potężniejszych magów z innego świata. Jedna z koncepcji głosiła nawet, że przesunięcie materii (obojętnie jak wielkiej) z wymiaru do wymiaru musi spowodować anihilację tejże materii. Koncepcja była ostro zwalczana, jednak dawała do myślenia. Na razie, co prawda, Krullg od lat żył sobie szczęśliwie w świecie Arivalda, więc i Arivald miał nadzieję przetrwać w świecie ślicznych czarodziejek. Swoją drogą, kto powiedział, że anihilacja ma nastąpić błyskawicznie?

– Nie potrafiłyście się same stąd wydostać? – zapytał Arivald niezbyt inteligentnie.

– Nie potrafimy przełamać zaklęć – powiedziała Kylyenna. – A są to zarówno zaklęcia naszego złego stryja, jak i Lorda Chaosu.

– Studiowałyśmy sztukę Chaosu, ale te czary są zbyt silne. – W błękitnych oczach Solyenny zakręciły się łzy.

– Musisz nam pomóc – tym razem Kylyenna położyła dłoń na dłoni Arivalda. Miała piękne, długie palce z wypolerowanymi paznokciami.

– Przecież uwięziłyście tego całego Lorda Chaosu – zauważył Arivald.

– Tak – odparła Ilyenna – ale nie mamy nad nim żadnej władzy. On nie może wydostać się z katakumb, a my nie możemy go zmusić do ujawnienia tajemnic.

– I boimy się walki. – Solyenna przysunęła się bliżej Arivalda.

– Lecz tak potężny czarodziej jak ty… – Ilyenna uśmiechnęła się promiennie. Arivald zatonął w jej zielonych oczach.

– Nie wiem, czy jestem aż tak potężnym czarodziejem – zauważył ostrożnie. – Wolałbym wydostać się stąd w inny sposób.

– Nie ma innego sposobu – powiedziała smutno Solyenna.

– Ale będziesz naszym bohaterem – ciepło szepnęła Ilyenna.

– I damy ci wszystko, czego zażądasz. – Kylyenna znowu spojrzała mu głęboko w oczy.

– Naprawdę wszystko – obiecała Solyenna.

***

Tulbercjusz, Velvelvanel i rektor Lineal stali w pokoju Arivalda, skoncentrowani i uważni. Analiza Aury jest zawsze rzeczą bardzo skomplikowaną, a co dopiero w tak nasyconym magią miejscu jak Silmaniona.

– Nic – mruknął w końcu Tulbercjusz – znaczy…

– Coś czujesz, prawda?

– To obca magia! – warknął zdenerwowany Velvelvanel. – Niczego mi nie przypomina! Ani wiedźmich czarów, ani wiedźmiarskich, ani iluzyjnych. Ale ktoś tu solidnie wstrząsnął Aurą. Jedyne co naprawdę widać, to że nasz przyjaciel próbował się bronić jakimś zaklęciem ochronnym.

– Zgadza się – przytaknęli Lineal i Tulbercjusz. Ten ostatni pogłaskał się po bokobrodach.

– Jak można być tak nierozważnym – powiedział – tak pochopnym i niecierpliwym?

– Biedny Arivald – westchnął Lineal. – Kto wie, jak straszne przeżycia są teraz jego udziałem?

– Zamierzacie tu stać i jęczeć jak płaczki na pogrzebie? – zapytał bardzo niegrzecznym tonem Velvelvanel. – Zastanówcie się lepiej, co robić, by mu pomóc.

– Trzeba zrobić to samo co on – odezwał się głos od progu. Trzej czarodzieje spojrzeli w tamtą stronę.

– Galladrin! – ucieszył się Velvelvanel.

– Galladrin – skwitował o wiele mniej radosnym tonem Lineal.

Tulbercjusz nic nie powiedział tylko znowu pogłaskał się po bokobrodach. A przed nimi rzeczywiście stał we własnej osobie Galladrin, zwany Panienką (choć nie znosił tego przezwiska). Jak zwykle nienagannie ubrany, z długimi złotymi włosami i laską ze srebrną gałką w dłoni.

– Jakżeś tu się znalazł? – zapytał Velvelvanel.

– Dzisiaj przyjechałem – odparł Galladrin – a że całe miasto o niczym innym już nie mówi, jak o zaginięciu dostojnego Arivalda…

– Chyba nie twierdzisz poważnie, że powinniśmy zrobić to samo co on? – zapytał z niepokojem Velvelvanel, którego przyjaźń dla Arivalda miała jednak pewne granice.

– Co innego nam pozostaje? – Galladrin z wdziękiem wzruszył ramionami. – Ja w każdym razie zamierzam tak zrobić.

– Jeśli Wielki Mistrz wyrazi zgodę – przypomniał Lineal.

– Oczywiście. – Galladrin wyraźnie dawał do zrozumienia, że niespecjalnie będzie się przejmował decyzjami Harbularera. Co z pewnością byłoby bardzo poważną niesubordynacją, w związku z którą Tajemne Bractwo nie zapomniałoby wyciągnąć konsekwencji. Może nawet wyjątkowo nieprzyjemnych konsekwencji.

– Ależ to niepoważne i pochopne – zdenerwował się Tulbercjusz. – Kto wie, czy nie tylko nie pomożemy naszemu dostojnemu koledze, ale i sami nie wpadniemy w tarapaty?

– Właśnie, to problem – rzekł bardzo złośliwym tonem Galladrin.

– Mój drogi młodzieńcze… – zaczął Tulbercjusz.

– Nie jestem żadnym twoim drogim młodzieńcem, tylko dostojnym Galladrinem, członkiem Bractwa i mistrzem magii – przerwał mu wyniośle Panienka – a przy tym jedynym tu chyba przyjacielem Arivalda.

– Bez przesady – sapnął Velvelvanel – dostojny Arivald jest też moim przyjacielem, ale zgadzam się, że każdą akcję musimy solidnie przemyśleć i rozważyć. Tak aby pomóc jemu i nie zaszkodzić sobie.

– Tak jest – stwierdził Lineal, niechętnie zgadzając się z Velvelvanelem, za którym nie przepadał.

– Myślmy więc i ważmy – warknął Galladrin – byle szybko, bo być może, Arivald właśnie umiera z głodu, pragnienia czy ran.

– Jeszcze raz – zamruczała Kylyenna.

Arivald ponownie namydlił jej plecy i przetarł ostrą gąbką.

– Mhm… – zamruczała tym razem z zadowoleniem i wyprężyła się jak kotka, podając do przodu biust.

– A ja? – upomniała się Solyenna, robiąc naburmuszoną minkę.

– Nie zapominam o tobie, moja droga – czarodziej pocałował Solyennę w nagie ramię.

– A o mnie? – rude włosy Ilyenny splotły się z brodą Arivalda.

– O tobie też nie, kochanie – powiedział czarodziej, muskając jej czoło pocałunkiem – jakżebym mógł?

We czwórkę siedzieli nago w basenie (miał oczywiście kształt konchy), w wodzie pokrytej grubą warstwą pachnącej różami piany. Arivald nigdy nie stronił od uciech związanych z obcowaniem z płcią piękną (co wielekroć budziło niezadowolenie poważnych czarodziei, tłumaczących, iż członek Bractwa powinien zachowywać pewien umiar), ale tym razem miał do czynienia z trzema przepięknymi dziewczętami, czułymi, oddanymi i aż nadto sympatycznymi. Już pierwsza noc spędzona w ogromnym miękkim łożu dostarczyła magowi niezapomnianych wrażeń. Było tak gorąco (w znaczeniu tego słowa bynajmniej nie klimatycznym), że Arivald musiał wspomóc się pewnymi zaklęciami, które nad wyraz skutecznie pomagały w czasie damsko-męskich zmagań. Dziewczęta były zachwycone, czarodziej również. Po upojnej nocy nastąpił równie upojny ranek (zaklęcia znowu się przydały), po nim śniadanie z małą przerwą na rozkoszne figle (jak określiła to Ilyenna). Potem postanowili udać się do łazienki, ale wpierw Kylyenna chciała wypróbować pewien fotel w komnacie po drodze, a zaraz potem Solyennie bardzo się spodobał dywanik przed kominkiem. Ilyenna wytrzymała aż do holu przed łazienką, gdzie co prawda nie było żadnych sprzętów, ale przecież były ściany, o które można oprzeć się dłońmi (zaklęcia znowu się przydały). Arivald był zachwycony, zarówno ochotą, jak i biegłością swych przyjaciółek, ale zaczynał odczuwać lekkie zmęczenie.

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)