Arivald z Wybrzeża
- Автор: Пекара Яцек
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:
– Kto rządzi Cesarstwem?
– Pani Solyenna i jej dwie dostojne siostry panują w Cesarstwie od pięćdziesięciu siedmiu lat. – Lohanni wyrzekł te słowa z ogromnym szacunkiem w głosie.
– Czy będę miał zaszczyt poznać te dostojne staruszki?
– Oczywiście, mój panie. – Lohanni wydawał się nieco zdziwiony. – Kiedy tylko sobie zażyczysz.
– Ach tak. – Arivald spojrzał na siebie krytycznym wzrokiem, gdyż był ubrany w wełniany szlafrok, w którym wyrwano go (dosłownie przecież) z domu. – Chętnie bym się przebrał.
– Wszystko, co potrzebne, znajdziesz w szafach, mój panie. Gdy będziesz gotowy, zawołaj mnie.
– Jasne. Dzięki.
Czarodziej zajrzał do szaf i skrzywił się lekko. W końcu udało mu się wybrać najmniej ekstrawagancki strój, czyli kubrak z zielonego aksamitu, takiegoż koloru płaszcz spinany srebrną broszą, brązowe ni to pończochy, ni spodnie (niestety bardzo obcisłe) oraz pantofle z zawijanymi czubkami. Przejrzał się w lustrze i uznał, iż wygląda jak podstarzały klown. W jednej z sekreter odnalazł srebrne nożyczki (nadzwyczaj tępe) i grzebyk, więc doprowadził do jakiego takiego wyglądu brodę, aby nie przypominała starej szczotki wystrzępionej ze wszystkich stron.
– Hej, Lo. – zawołał, kiedy uznał, że jest już w miarę gotowy na spotkanie z sędziwymi władczyniami.
– Tak, panie – złotowłosy chłopiec pojawił się tym razem błyskawicznie, bez poprzednio widzianego efektu gęstnienia powietrza.
– Jak ci się podoba? – Arivald zakręcił się na pięcie.
– Zachwycające, mój panie.
– Hm, być może. W końcu czemu nie? Czy mógłbym dostąpić zaszczytu…
– Ależ oczywiście – przerwał czarodziejowi Lohanni – bądź łaskaw podać mi dłoń, mój panie.
Arivald wyciągnął rękę i poczuł na palcach delikatny, jakby widmowy (tak mu się właśnie kojarzyło) dotyk. Nie było to nieprzyjemne. Potem doznał podobnego uczucia jak przy stosowaniu teleportujących czarów Gaussa. Czyli chwilowego zawrotu głowy. I oto już znajdował się w niewielkim pokoju, naprzeciw suto zastawionego jedzeniem i trunkami stołu. Na otomanie siedziały trzy młode, bardzo ładne kobiety. Zapewne dworki władczyń. Arivald skłonił się im lekko i usiadł obok, kiedy zaprosiły go gestem. Nastała chwila milczenia.
– Częstuj się, drogi gościu – powiedziała ruda, z oczami jak jeziora malachitu.
– Wypada chyba, bym zaczekał na panie tego zamku – rzekł grzecznie Arivald.
Ruda spojrzała na niego, jakby nie rozumiejąc, a potem wybuchnęła perlistym śmiechem.
– Ależ to my jesteśmy paniami tego zamku i całego Cesarstwa, i witamy cię serdecznie. Ja nazywam się Ilyenna, a to moje starsze siostry, Solyenna i Kylyenna.
Solyenna była zachwycającą blondynką o niebieskich oczach i niewinnej buzi, a Kylyenna miała włosy czarne jak skrzydła kruka i oczy ciemne jak noc. Obie uśmiechnęły się rozbawione.
Arivald wstał zmieszany i zakłopotany.
– Wybaczcie, ale wasza młodość i uroda nie pasują do wieku.
– Jako czarodziej powinieneś być przyzwyczajony do długowieczności – rzekła Kylyenna.
– Jestem Arivald, mistrz Tajemnego Bractwa z Silmaniony. Czuję się zaszczycony waszym miłym, choć niespodziewanym zaproszeniem.
– Wiemy, kim jesteś, Arivaldzie z Silmaniony. Kiedy tylko wziąłeś do rąk naszą księgę, od razu wiedziałyśmy, kim jesteś – powiedziała Kylyenna.
– I modliłyśmy się, abyś przybył do nas – dodała Ilyenna.
– Z pewnością miło spędzimy czas – rzekła jasnowłosa Solyenna, kładąc dłoń na dłoni czarodzieja.
– A teraz częstuj się, Arivaldzie, i nie omieszkamy odpowiedzieć na twoje pytania.
– Bo słyszałyśmy, jak zadawałeś je Lohanniemu.
– Ale on jest dosyć głupiutki. Wszystkie trzy się roześmiały.
– W końcu to ty go zrobiłaś – powiedziała Kylyenna do Solyenny.
– Och – bladoróżowe palce Solyenny rozbłysnęły na moment światłem – teraz z pewnością udałby mi się lepiej.
Czarodziej upił łyk wina z ozdobnego kielicha. Wino było bardzo mocne i bardzo smaczne. Prawdopodobnie leciutko zaczarowane, gdyż pijąc je, poczuł nieznaczne drgnienie Aury.
– Zacznijmy więc od samego początku – rzekł. – Czy możecie mi powiedzieć, gdzie się znajdujemy?
– Jesteś w naszej samotni, naszym więzieniu i naszej pustelni – westchnęła omdlewająco Kylyenna. – Zesłano nas tu dawno, dawno temu.
– Całkiem miłe zesłanie – zauważył Arivald.
– Byłyśmy księżniczkami i czarodziejkami w królestwie Peallanor – wyjaśniła Ilyenna.
– Zły stryj wygnał nas tutaj po śmierci naszego ojca – dodała Solyenna.
– Gdzie leży Peallanor? – spytał Arivald, który doskonale orientował się w geografii, ale takiej nazwy jako żywo nigdy nie słyszał.
– Hm… – Kylyenna zastanawiała się przez chwilę. – To trudno wytłumaczyć.
– Zresztą same dobrze nie wiemy – westchnęła Ilyenna. – Nasz stryj był potężnym magiem.
Arivald od pewnego czasu domyślał się już, że zaklęcie przerzuciło go do innego świata, leżącego gdzieś w odmiennej rzeczywistości. Nie był aż tak bardzo zdumiony tym faktem, bo w końcu w jego własnym świecie żył jaszczuropodobny czarodziej Krullg, pochodzący z odmiennego wymiaru. Peallanor, o którym mówiły siostry, musiał leżeć jeszcze gdzieś indziej.
– Byłyście czarodziejkami? – zapytał, starając się ukryć nieufność. – Mędrcy z Silmaniony dawno wykazali, że żadna kobieta nie jest w stanie czerpać mocy z Aury.
– A cóż to jest ta Aura? – zapytała ciekawie Ilyenna.
– Źródło wszelkiej magicznej siły, z którego mogą korzystać jedynie wtajemniczeni.
– Och, jemu chodzi o Zasłonę! – krzyknęła Solyenna. – Oczywiście, że potrafimy przenikać Zasłonę. Natomiast wiadomo, iż nie potrafił tego w Peallanorze żaden mężczyzna. Nasz stryj korzystał z mocy, jaką pozostawiają po sobie umarli…
– Nie był nekromantą – wyjaśniła szybko Kylyenna – brał siłę z energii, jaką pozostawiają na świecie ci, którzy odeszli.
– Rzeczywiście, był dla nas podły, ale nie parał się nekromancją – powiedziała Ilyenna.
– Jesteśmy takie wielkoduszne. – Solyenna uśmiechnęła się do Arivalda. – Nie potrafimy powiedzieć nic złego nawet o osobie, która nas skrzywdziła.
Kylyenna złożyła dłonie na piersiach (a piersi miała wspaniałe).
– Wracajmy do właściwego tematu. Stryj wygnał nas do krainy rządzonej przez Lorda Chaosu…
– Czyli tutaj – szeptem wyjaśniła czarodziejowi Ilyenna, lekko się ku niemu pochylając. Biust miała chyba jeszcze ładniejszy niż siostra.
– …przez prawie rok ten potwór więził nas i dręczył. Wreszcie udało nam się go pokonać i zepchnąć do pałacowych katakumb…
– Siedzi tam do dzisiaj – znowu odezwała się Ilyenna.
– …a my rządzimy tym Cesarstwem, gdzie jedynym naszym poddanym jest Lohanni, którego stworzyła magiczna sztuka Solyenny. – Kylyenna westchnęła.
– Jesteśmy takie samotne – również westchnęła Solyenna.
– I spragnione towarzystwa – rozjaśniła się ciemnooka Ilyenna. Wszystkie trzy znowu westchnęły.
– Najchętniej wróciłybyśmy pomiędzy ludzi – kontynuowała Kylyenna – dlatego też stworzyłyśmy zaklęcie, które rozesłałyśmy do różnych światów…
– Nie wiedząc, czy gdziekolwiek dotrze – dodała Ilyenna.