Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe

Электронная книга - «Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe». Краткое содержание книги:

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-Południe
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 123
Перейти на страницу:

Nagle coś znalazło się nad jego głową. Pułkownik oparł krawędź tarczy o burtę, tworząc prowizoryczny daszek. Drugi oficer dołączył do niego. We trzech schronili się pod spodem. Na wozach zadudniły ciężkie buty i po chwili cała barykada została obsadzona żołnierzami. Piechota opierała ciężkie tarcze w ten sam sposób, co jej dowódca, kusznicy kucali przy żołnierzach lub chronili się pod daszkami. Grad strzał jakby zelżał.

– Kusznicy! Teraz!

Dwustu strzelców wychyliło się zza osłon w chwili, gdy do barykady zbliżała się ława wywracaczy wozów. Żołnierze oddali salwę niemal wprost w końskie piersi, mierząc właśnie w zwierzęta. Kilkadziesiąt wierzchowców zarżało jednym głosem i upadło, bełty z ciężkich kusz, przystosowane do przebijania płytowych zbroi, nierzadko całe znikały w końskich ciałach. Po salwie kusznicy zarzucili broń na ramiona i runęli w stronę drugiej barykady. Do walki weszła piechota.

Na barykadzie mogła jednocześnie zmieścić się nie więcej niż jedna kompania. Druga stała z tyłu, wspomagając obronę salwami oszczepów. Ciężkie pociski mknęły ku napastnikom, zabijając lub raniąc ludzi i zwierzęta. Żołnierzom jednak nie udało się powstrzymać wszystkich atakujących, dziesiątki haków załomotało o burty, dziesiątki lin naprężyło się i szarpnęło potężnie. Kilka wozów, osłabionych poprzednim szturmem, przewróciło się na zewnątrz linii, piechurzy, którzy nie zdążyli z nich zeskoczyć, zostali w mgnieniu oka wyrżnięci. W barykadzie powstało kilka następnych wyłomów.

Varhenn cofał się już wtedy wraz z pułkownikiem w stronę drugiej barykady i miał okazję z bliska podziwiać sprawność imperialnej piechoty. Na znak dowódcy zagrała trąbka i mniej więcej połowa żołnierzy opuściła barykadę, rzucając się biegiem w stronę przejścia w ostrokole. Kompania stojąca za nimi zwarła się, opancerzyła tarczami. Trąbka zagrała po raz kolejny, a reszta żołnierzy oderwała się od wozów i runęła do tyłu. Stojący oddział przepuścił ich za siebie i ponownie zajął pozycję. Goniec stał obok pułkownika, tuż za potrójnym szeregiem piechoty. Drugi oddział zatrzymał się za nimi. Dlaczego się nie wycofują?, zdążył pomyśleć w chwili, gdy w wyrwach pojawili się pierwsi jeźdźcy. Długie lance trzymali wysoko i po kilku naraz wjeżdżali w wyłomy. Mieli kolczugi, hełmy i tarcze z wymalowanym symbolem potrójnej błyskawicy, a ich konie nosiły ciężkie, pikowane pancerze. Imperialna armia wiedziała już, że znak błyskawicy nosiła elita wśród koczowników, Jeźdźcy Burzy, przyboczna gwardii Ojca Wojny wszystkich se-kohlandzkich plemion. Jedyne oddziały najeźdźców, które potrafiły rzucać się na meekhańską piechotę i rozbijać ją we frontalnych atakach.

Bez chwili wahania konni runęli na ścianę tarcz. Salwa oszczepów zmiotła kilku z siodeł, raniła parę koni, a w następnej chwili lance uderzyły o pawęże. Ich drzewca pękały, prawie zawsze pękały, lecz impet uderzenia przewracał żołnierzy, zmuszał do cofania się, łamał szyk. W powstałe szczeliny wjeżdżały konie, rozpychając piechotę swoją masą, a ciężkie szable i topory na długich styliskach dzwoniły po hełmach i tarczach. Żołnierzom brakowało pik, włóczni, rohatyn i gizarm, które pozwalały walczyć z jazdą na dystans. Krótkie miecze, używane do starć w ciasnocie, gdy od przeciwnika dzielą cale, były niewystarczające. Wydawało się, że piechota zostanie przyparta do zaostrzonych pali i wyrżnięta. W tej chwili barykadę sforsowało prawie dwustu konnych, a przez wyłomy wdzierali się już kolejni.

Pułkownik zachowywał spokój. Paroma oszczędnymi ruchami posłał naprzód kilkunastu żołnierzy, wspierając chwiejącą się linię. Dał znak w stronę drugiej barykady. Brzęknęły kusze. Sto zapalonych bełtów trafiło w wozy opuszczonego szańca, tam, gdzie tuż przed atakiem znajdowały się dzbany i bukłaki. Wszystkie były już rozbite lub podziurawione przez wycofujących się piechurów. Zgromadzone przed wozami stosy drewna i suchych gałęzi zapłonęły niemal natychmiast. Konie wjeżdżające przez wyłomy zarżały, stanęły dęba i cofnęły się przed żarem.

Kusze szczęknęły ponownie i kilkudziesięciu jeźdźców uwięzionych wewnątrz płonącego półkola bezwładnie zwaliło się z siodeł.

– Tarcze! Dach!

Tarcze piechurów znajdujących się tuż przy koniach powędrowały nad głowy. Nagle napastnicy, którym już musiało się zdawać, że przebili się przez piechotę, znaleźli się w sytuacji kogoś, kogo wierzchowiec zapada się po grzbiet w lotne piaski. Tarcze piechoty tworzyły równą powierzchnię bez szczelin, w które można by wepchnąć sztych, a cięcie w nie szablą czy cios toporem nie miały szansy nabrać odpowiedniego impetu. Przez parę chwil Jeźdźcy Burzy tłukli rozpaczliwie w tę zaporę, potem nagle jeden, drugi i trzeci koń zarżał i zwalił się na ziemię. Na oczach Varhenna pod ochronny dach wśliznęło się dwóch żołnierzy, trzymających oszczepy oburącz, niczym ciężkie włócznie. Błyskawicznie przemknęli między swoimi towarzyszami, dopadli konia i zadali podwójne pchnięcia, od spodu, tuż poniżej pikowanego pancerza. Zwierzę charknęło, jakby zaskoczone, parsknęło krwawo, strumień jasnej krwi buchnął mu chrapami i pyskiem, i zwaliło się na ziemię. Jego jeźdźca zabito, zanim zdołał stanąć na nogi. W mniej niż pół minuty wszyscy koczownicy, którzy wdarli się w głąb szyku, byli martwi. Tak jak ich konie.

– Ściana!

Linia się wyrównała. Żołnierze ścieśnili się tak, że między tarcze nie wetknęłoby się nawet czubka noża. Płazy mieczy uderzyły o solidnie okute górne krawędzie tarcz i z przeszło trzystu gardeł rozległ się wściekły, wyzywający ryk. Siedemnasty Pułk miał dwustuletnią tradycję i był dumą Ósmego Regimentu Pieszego, żadni cholerni koniarze nie będą traktować ich jak mięsa do tępienia mieczy.

Jeźdźcy Burzy znaleźli się w pułapce bez wyjścia i najwidoczniej mieli już dość. Z barykady bez przerwy zasypywano ich bełtami, szyjąc z odległości kilkudziesięciu kroków wprost w widoczne na tle ognia sylwetki. Z góry, ze skalnych ramion wznoszących się nad wejściem, także sypał się grad pocisków. Co rusz któryś z jeźdźców walił się na ziemię, sam lub razem z koniem. Odgrodzone pierścieniem płonących wozów siły topniały w oczach. Ostatnich kilkudziesięciu koczowników miotało się po całym terenie, próbując wydostać się z pułapki. Wyłomy zrobione w barykadzie miały kilka jardów szerokości, lecz przed większością z nich ułożono dodatkowe stosy drewna i gałęzi, które teraz płonęły nie gorzej niż same pojazdy. Tylko w miejscu, gdzie dokonano magicznego ataku, drewna już nie było, zostało zdmuchnięte razem z wozem. I właśnie tam ocalali jeźdźcy szukali ucieczki.

Darwen-lav-Glasdern nie zamierzał im na to pozwolić.

– Kompania! Naprzód! Biegnący grad!

Stojące w pierwszej linii szeregi rozluźniły się, przepuszczając drugą kompanię. Żołnierze sprawnie uformowali luźny szyk i ruszyli do ataku. Pierwszy szereg rzucił swoje oszczepy i zatrzymał się. Drugi minął go, oddał salwę i również stanął, trzeci, czwarty i piąty powtórzyły atak. W chwili, gdy ostatni szereg rzucał oszczepy, żołnierze pierwszego zwarli tarcze i wyciągnęli miecze...

—— • ——

Velergorf przymknął oczy i westchnął ciężko.

– Na jaja Dzikiego Byka! Nie potrafię tego lepiej opisać. Pierwszy szereg rzuca oszczepy i staje, mija go szereg drugi, rzuca i staje, mija je trzeci, rzuca i staje... I tak do ostatniego żołnierza. Biegnący grad, tak to nazywają, i tylko raz widziałem to natarcie na własne oczy, właśnie u wejścia do doliny Wares. Jeśli dobrze wykonać tę sztuczkę, to ostatni oszczep jest rzucony w chwili, gdy pierwszy jeszcze leci, a zanim przeciwnik otrząśnie się, kompania zwiera szyk i uderza na niego całą siłą. Tak było i tam, w dniu, gdy pokazaliśmy Sekohlandczykom, że potrafimy być równie okrutni i bezwzględni jak oni...

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 123
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)