Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Классические детективы » Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]

Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:

Wszyscy miłośnicy Herkulesa Piorota z pewnością pokochają także Alberta Campiona. Ten niezwykłe inteligentny i błyskotliwy detektyw amator, bohater siedemnastu powieści Margery Allingham, z pomocą służącego, Lugga – zresztą byłego włamywacza – rozwiązuje równie skomplikowane zagadki jak te, z którymi przyszło się zmierzyć słynnemu Belgowi…
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 57
Перейти на страницу:

– Bujda – stwierdził Congreve z przekonaniem. – Wiem dobrze, że to było po południu, ponieważ spojrzałem na pannę Ruth i pomyślałem sobie, jak bardzo zmieniła się moda. Było to po południu w dniu jej śmierci- Czuła się wtedy zupełnie dobrze.

Pan James spojrzał na Campiona przepraszająco.

– To było któregoś dnia rano, jestem pewien, całkowicie pewien – upierał się przy swoim.

Uśmiech wyższości i pobłażania przemknął po twarzy starca.

– Może pan mówić, co pan chce, panie James, wolno panu – mruknął. – Biedna kobieta i tak nie żyje. To było po południu. No cóż, jeśli nie mogę panom pomóc w niczym więcej, to do widzenia.

Inspektor popatrzył za nim- uważnie, a potem potarł energicznie brodę.

– Tak, tego jegomościa nie posadzilibyśmy na ławie dla świadków – powiedział. – Czy jest jeszcze ktoś w biurze, kto mógłby nam pomóc, panie James?

Schludny niski dżentelmen spojrzał na nich z zakłopotaniem.

– Niestety, nie – odparł po chwili namysłu. – Oczywiście zastanawiałem się nad tym, ale akurat wtedy nasza panna Webb nie przychodziła do pracy, bo chorowała •na grypę, i byliśmy tylko we dwójkę z Congreve'em. – Zaczerwienił się lekko. – Mogą panowie pomyśleć, że mamy bardzo nieliczny personel. Rzeczywiście tak jest. Trudno zdobyć teraz kogoś odpowiedniego do pracy. Dawniej bywało inaczej, zapewniam panów. Pamiętam czasy, kiedy w niektórych działach pracowało po kilkunastu urzędników. Wtedy to była duża filia.

Campion miał wręcz nieprzyjemne uczucie, że bank pana Clougha kurczy mu się przed oczami.

– Załóżmy, że był to ranek w przeddzień jej śmierci – zaproponował. – Czuła się wtedy zupełnie dobrze, prawda?

– Wręcz przeciwnie – obruszył się pan James. – Zrobiła na mnie wrażenie osoby bardzo chorej. Była podniecona, agresywna i wystąpiła z niezwykłymi żądaniami. A kiedy następnego dnia usłyszałem… tak, jestem pewien, że to było następnego dnia… że miała atak apopleksji, wcale się nie zdziwiłem.

– Przyjął pan tę diagnozę bez zastrzeżeń?

– Tak, bez najmniejszych. Doktor Smith jest bardzo solidnym lekarzem, bardzo cenionym w naszej dzielnicy. Kiedy usłyszałem tę smutną wiadomość, powiedziałem sobie: „Wcale nie jestem tym zaskoczony. Przynajmniej jeden ciężar mniej dla tych biednych ludzi". – Ledwie ścichły te słowa, drgnął i zbladł..- Nie powinienem był rozmawiać z panami, czułem to, czułem od pierwszej chwili.

– Przecież – powiedział cicho Campion – było ogólnie wiadomo, że panna Ruth miała bardzo trudny charakter. Krewni często działają sobie na nerwy. Ale nawet w takich wypadkach rodzina rzadko podejmuje jakieś – nazwijmy to – drastyczne kroki.

Na twarzy dyrektora odmalował się wyraz wdzięczności.

– Tak – powiedział szybko – właśnie to miałem na myśli. Przez chwilę obawiałem się, że panowie mogliby mnie źle zrozumieć.

Charlie już zaczął wstawać z krzesła, kiedy drzwi się otworzyły i znowu pojawił się pan Congreve.

– Jakiś człowiek przyszedł do pana inspektora – wymruczał tak cicho, że prawie chrypliwie. – Nie chcieliśmy go wpuścić od frontu, panie dyrektorze. Sądzę, że powinien przyjść tutaj. – Skinął głową w stronę Luke'a. – Ale go nie odesłałem – dodał.

Była to znakomicie odegrana scenka obraźliwej wielkoduszności. Congreve nie czekał na odpowiedź, ale odsunął się na bok dając znaki ręką komuś stojącemu na korytarzu.

Agent w cywilu, mężczyzna o ponurej, głęboko pobrużdżonej twarzy, wszedł energicznie do pokoju, nie patrząc na nikogo prócz Luke'a.

– Czy moglibyśmy porozmawiać w cztery oczy, panie inspektorze?

Inspektor skinął głową i bez jednego słowa wyszli na korytarz. Congreve zamknął za nimi drzwi i poczłapał do okna, które wychodziło na ulicę. Odsunął może na cal firankę i bez ceremonii przytknął oko do szpary. Nagle zaczął się śmiać, cienkim starczym chichotem.

– Ależ to nasz sąsiad z prawej strony, pan Bowels – powiedział. – Ciekawe, co on takiego robi?

– Może idzie na Apron Street – zrobił niemądrą uwagę Campion. Śledził uważnie starca, który jednak nawet nie drgnął. Pan Congreve stał nieruchomo, wyglądając na ulicę. Po dłuższej chwili wyprostował się.

– Nie mógłby tego zrobić, proszę pana, ponieważ jest na Apron Street – powiedział surowo. – Musi pan być tu obcy, jeśli pan tego nie wie.

– Obawiam się, że słuch staremu Congreve'owi płata figle – w głosie pana Jamesa brzmiała przepraszająca nuta. – Pracuje u nas od tylu lat, że ma pewne przywileje, albo mu się tak wydaje. – Urwał, westchnął i zamrugał oczami. – Powiadam panu, że nawet pieniądz nie jest już taki jak dawniej. Brzmi to jak herezja, ale czasem wierzę, że tak jest. Do widzenia panu.

10. Chłopiec z motorem

– Zrobiłem dobry interes – powiedział Jas Bowels z przekonaniem. – Tak, tylko tak mogę to określić – dobry interes. Włożyłem w nią tego zmarłego dżentelmena i już.

Stał na kocich łbach zaułka i w czerni prezentował się wspaniale. Jego frak był nieco dłuższy, niż to jest przyjęte, i każdy na jego miejscu wyglądałby w nim śmiesznie, on jednak ze swymi falistymi siwymi włosami, dodającymi mu godności, był imponujący. Delikatnie przetarł swój jedwabny cylinder, nie zanadto lśniący ani agresywnie nowy, lecz solidny i poważny.

– Widzę, panie inspektorze, że przygląda mi się pan uważnie – powiedział do Luke'a uśmiechając się tolerancyjnie, po ojcowsku. – Nazywam ten strój,,pogrzebową pompą". Tak sobie żartuję, ale widzi pan, to daje pociechę osieroconym; nie żart – tylko strój, oczywiście.

Agent w cywilu, który robił wrażenie bardziej zmartwionego niż kilku ludzi, którzy właśnie w milczeniu krzątali się przy bogato zdobionym karawanie zaprzężonym w konie, przed chwilą wyprowadzone w stajni, uśmiechnął się gorzko.

– Mnie tam pan me-daje żadnej pociechy – stwierdził zupełnie bez potrzeby. – No, niech pan teraz wszystko opowie, przy inspektorze. Gdzie jest ta trumna, którą zabrał pan z piwnicy Portminster Lodge wczoraj w nocy?

– Pod numerem pięćdziesiątym dziewiątym na Lansbury Terrace, dokąd właśnie jedziemy. – Nie zdołał ukryć nuty triumfu w głosie. – Gdybym wiedział, panie inspektorze, że pan chce ją sobie obejrzeć, prędzej bym sobie obciął prawą rękę, niż bym ją wykorzystał. Daję słowo.

Charlie Luke wykrzywił twarz w grymasie mającym przypominać uśmiech.

– Masz cudowne usposobienie, Bowels – powiedział. – Oczywiście ciało już w niej leży. Zapewne w tej chwili wszyscy krewni stoją wokół niej.

– Klęczą. – W niewinnych oczach nie było nawet cienia wesołości. – To bardzo religijni ludzie. Syn zmarłego jest prawnikiem – dodał po chwili namysłu.

Agent w cywilu spojrzał na swego zwierzchnika. W oczach jego nie było żadnego pytania. Na razie Jas Bowels wygrał.

– Potrzebował jej dziś rano, tak się złożyło, że pasowała. Tak się złożyło, ze miał kłopoty z tą, którą przygotował dla klienta. Tak się złożyło, że nie wiedział, że może nas zainteresować – wyrecytował martwo.

– Wyjął mi pan to z ust, panie Dice – powiedział Jas z zadowoleniem. – Śmieszna historia i nie zamierzałem o tym mówić, bo to nieprzyjemny wypadek, ale trumna z zielonego wiązu, którą przygotowałem dla tego zmarłego dżentelmena, wypaczyła się. Okropny surowiec dostajemy w dzisiejszych czasach. Woda wprost z niego kapie. „No cóż", powiedziałem do.mego syna. „Smutny to fakt. Zanim ją dostarczymy na miejsce, wypadnie dno" „Może być Jeszcze gorzej, ojcze", powiedział mój chłopak. „To może się zdarzyć w kościele." Nie chcieliśmy przecież żeby coś takiego się przytrafiło, gdyż huk mógłby być taki jak przy wystrzale z pistoletu, a to byłaby straszna kompromitacja.,,0 Boże, Rowley", powiedziałem, „nigdy bym potem nie mógł spojrzeć ludziom -w oczy." „l słusznie", powiedział. „I słusznie", powtórzyłem. „Ale co my teraz zrobimy?" „Masz przecież swoje dzieło sztuki, ojcze", on mi na to, „trumnę przyniesioną z drugiej strony ulicy." „Ale przecież…", powiedziałem.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 57
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)