Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]
Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]

Электронная книга - «Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]». Краткое содержание книги:

Kryminalna zagadka w świecie Dysku.
Kto morduje nieszkodliwych staruszków? Kto próbuje otruć Patrycjusza? Kiedy jesienne mgły spowijają Ankh-Morpork, Straż Miejska musi schwytać mordercę, którego nie może zobaczyć. Może golemy coś wiedzą — ale poważni ludzie z gliny, którzy pracują całe dnie i noce, i nigdy nikomu nie wadzą, nagle zaczęli popełniać samobójstwa. Zresztą straż ma także własne problemy. Pewien wilkołak cierpi na syndrom napięcia przedpełniowego.
Kapral Nobbs zaczyna bywać wśród jaśniepaństwa, a u nowego rekruta-krasnoluda można dostrzec pewne bardzo dziwne cechy — zwłaszcza kolczyki i cienie do oczu. Komu można zaufać, kiedy motłoch krąży po ulicach, spiskowcy kryją się w mroku, a wszystkie ślady wskazują niewłaściwy kierunek?
W nocnych ciemnościach komendant straży, sir Samuel Vimes, przekonuje się, że gdzieś tam, być może, wcale nie ma prawdy. Prawda może być wśród słów w jego głowie.
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 77
Перейти на страницу:

— I to wszystko? — zdziwił się Vimes.

— Tak jest, sir.

— Tylko religijne cytaty?

— Tak.

— Macie pomysł, dlaczego miał je wsunięte w usta? Biedak wyglądał, jakby chciał zapalić ostatniego papierosa.

— Nie, sir.

— Mógłbym zrozumieć, gdyby to było coś w rodzaju „powalisz nieprzyjacioły swoje”. Ale z tego wynika tylko „pilnuj swojej roboty i nie rób kłopotów”.

— Ceno był dość liberalnym bogiem, sir. Nie miał wielkich wymagań, jeśli idzie o przykazania.

— Wydaje się prawie porządny, jak na boga.

Wizytuj spojrzał na niego z dezaprobatą.

— Cenotyni przez niemal pięćset lat ginęli, tocząc najkrwawsze wojny na kontynencie.

— Chcesz wychować kongregację, nie oszczędzaj piorunów, co? — mruknął Vimes.

— Słucham, sir?

— Nic takiego. No cóż, dziękuję, funkcjonariuszu. Ja, tego… dopilnuję, żeby powiadomić kapitana Marchewę, dziękuję raz jeszcze, nie pozwólcie mi przeszkadzać…

Rozpaczliwie zwiększając tempo mówienia, Vimes nie zdążył jednak powstrzymać Wizytuja przed wyjęciem spod pancerza zwoju papieru.

— Przyniosłem panu najnowszy numer magazynu „Nieupiększane Fakty” i „Wartownię” z tego miesiąca. Zawierają liczę artykuły, które z pewnością pana zainteresują; wśród nich odezwę pastora Nosala Domokrążcy do wiernych, by stanęli mężnie i szczerze przemawiali do ludzi przez szczeliny na listy.

— Hm… bardzo dziękuję.

— Nie mogłem nie zauważyć, sir, że broszury i magazyny, które dałem panu w zeszłym tygodniu, wciąż leżą na pańskim biurku, gdzie je zostawiłem.

— No tak, niestety, bardzo mi przykro, ale wiecie, jak to jest, mamy ostatnio tyle roboty, że trudno znaleźć wolną chwilę…

— Nigdy nie jest za wcześnie, by pomyśleć o wiecznym potępieniu, sir.

— Myślę o nim przez cały czas, funkcjonariuszu. Dziękuję.

To nieuczciwe, pomyślał Vimes, gdy Wizytuj zniknął za drzwiami. Na miejscu zbrodni, na moim terenie, zostaje liścik. I czy ma tyle przyzwoitości, by być groźbą śmierci? Nie. Ostatnimi słowami nakreślonymi ręką konającego, który chciał wskazać swego mordercę? Też nie. To tylko jakiś religijny bełkot. Na co komu takie ślady, które są bardziej tajemnicze od samej tajemnicy?

Zapisał kilka słów na tłumaczeniu i rzucił kartkę do tacy z pismami przychodzącymi.

Zbyt późno Angua przypomniała sobie, że w tych dniach miesiąca unika odwiedzin w dzielnicy rzeźni.

W każdej chwili mogła się zmienić świadomie. O tym właśnie ludzie często zapominali, myśląc o wilkołakach. Wiedzieli jednak to, co najważniejsze: księżyc w pełni uwalniał transformację w sposób nieodparty; promienie sięgały do centrów pamięci morficznej i przesuwały wszystkie przełączniki, czy tego chciała, czy nie. Do pełni pozostało jeszcze tylko kilka dni. Ale dobiegający z rzeźni rozkoszny zapach krwi oraz zwierząt w zagrodach atakował jej ścisły wegetarianizm. Konflikt ten wprowadzał ją w syndrom napięcia przedpełniowego.

Spojrzała na mroczny budynek.

— Myślę, że wejdziemy tylną bramą — stwierdziła. — I możesz zapukać.

— Ja? W ogóle nie zwrócą na mnie uwagi!

— Pokażesz im odznakę i powiesz, że jesteś ze straży.

— Zignorują mnie! Wyśmieją!

— Wcześniej czy później będziesz musiała to zrobić. No, dalej.

Otworzył im krępy mężczyzna w zakrwawionym fartuchu. Był nieco zaszokowany, kiedy krasnoludzia dłoń chwyciła go za pasek, a druga krasnoludzia dłoń pojawiła mu się przed twarzą; ściskała odznakę. Dobiegający z okolic pępka krasnoludzi głos zawołał:

— Jesteśmy ze straży, jasne? Tak! A jeśli nas nie wpuścisz, przyrządzimy sobie twoje flaki na przekąskę!

— Niezłe podejście — mruknęła Angua. Odstawiła Cudo na bok i uśmiechnęła się do rzeźnika promiennie. — Pan Sock? Chcemy porozmawiać z pańskim pracownikiem, panem Dorflem.

Rzeźnik nie doszedł jeszcze do siebie po wystąpieniu Cudo, ale zdołał się jakoś opanować.

— Dorflem? Panem? Co znowu przeskrobał?

— Chcemy tylko porozmawiać. Możemy wejść?

Pan Sock zerknął na Cudo, która dygotała jeszcze ze zdenerwowania i emocji.

— A mam jakiś wybór? — zapytał.

— Powiedzmy… ma pan swego rodzaju wybór — odparła Angua.

Starała się zamknąć nozdrza przed kuszącymi miazmatami krwi. W budynku znajdowała się nawet fabryka kiełbasek, wykorzystująca te wszystkie kawałki zwierząt, których w innym przypadku nikt by nie zjadł ani nawet nie rozpoznał. Odory rzeźni przewracały jej ludzki żołądek, ale gdzieś w głębi jakaś jej część żebrała, śliniła się do tych zmieszanych zapachów wieprzowiny, wołowiny, baraniny i…

— Szczury? — Pociągnęła nosem. — Nie wiedziałam, że zaopatruje pan także rynek krasnoludów, panie Sock.

Pan Sock nagle stał się człowiekiem, który bardzo chce wykazać się chęcią do współpracy.

— Dorfl! Chodź tu natychmiast!

Zastukały ciężkie kroki i nowa postać wyłoniła się zza wiszących rzędem wołowych tuszy.

Niektórzy ludzie nie lubią nieumarłych. Angua wiedziała, że komendant Vimes nie czuje się swobodnie w ich towarzystwie, chociaż ostatnio lepiej sobie z tym radził. Ludzie zawsze potrzebują kogoś, kto daje im poczucie wyższości. Żywi nienawidzili zatem nieumarłych, a nieumarli — poczuła, że odruchowo zaciska pięści — nieożywionych.

Golem Dorfl utykał lekko, ponieważ jedną nogę miał nieco krótszą od drugiej. Nie nosił ubrania, gdyż nie miał absolutnie nic do ukrycia, widziała więc plamy świeżej gliny, dodane przez lata do skorupy. Było ich tak wiele, że zaczęła się zastanawiać, jak jest stary. Twórca podjął próbę odwzorowania ludzkiej muskulatury, ale łaty nowej gliny niemal całkiem to zatarły. Stwór przypominał trochę naczynia, którymi pogardzał Wulkanit — te zrobione przez ludzi, którzy uważali, że ręczna robota musi wyglądać na ręczną i że wypalone w glinie odciski palców są oznaką konsekwencji.

O to właśnie chodziło. Ten stwór wyglądał na wykonanego ręcznie. Oczywiście, przez lata głównie sam się wykonał w kolejnych naprawach. Trójkątne oczy jarzyły się słabo — nie miały źrenic, tylko ciemnoczerwony blask tlącego się ognia.

Trzymał długi i ciężki tasak. Narzędzie ściągało ku sobie przerażony i zafascynowany wzrok Cudo. W drugiej ręce ściskał sznurek, na końcu którego przywiązany był duży, kosmaty i dość mocno cuchnący kozioł.

— Co robisz, Dorfl?

Golem skinął na kozła.

— Karmisz judascapa?

Dorfl przytaknął.

— Ma pan coś do roboty, panie Sock? — spytała Angua.

— Nie, ja…

— Ma pan coś do roboty, panie Sock — powtórzyła z naciskiem.

— Ach. Co? Tak. Ehm… tak. Pójdę i sprawdzę kotły z podrobami…

Odchodząc, rzeźnik stanął obok golema i pogroził mu palcem przed miejscem, gdzie znajdowałby się nos, gdyby golem miał nos.

— Jeśli znowu coś zmajstrowałeś…

— Przypuszczam, że tym kotłom przydałby się nadzór — rzuciła ostro Angua.

Odszedł pospiesznie.

Na dziedzińcu zapanowała cisza, choć przez mur przedostawały się odgłosy miasta. Z głębi rzeźni dobiegało czasem beczenie niespokojnej owcy. Dorfl stał nieruchomo; ściskał tasak i patrzył pod nogi.

— Czy to troll, który wygląda jak człowiek? — szepnęła Cudo. — Spójrz tylko na jego oczy.

— To nie jest troll — odparła Angua. — To golem, człowiek z gliny. Maszyna.

— Wygląda jak człowiek!

— To dlatego, że jest maszyną zbudowaną tak, by wyglądała jak człowiek.

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 77
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)