Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]
Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]

Электронная книга - «Na glinianych nogach [Feet of Clay - pl]». Краткое содержание книги:

Kryminalna zagadka w świecie Dysku.
Kto morduje nieszkodliwych staruszków? Kto próbuje otruć Patrycjusza? Kiedy jesienne mgły spowijają Ankh-Morpork, Straż Miejska musi schwytać mordercę, którego nie może zobaczyć. Może golemy coś wiedzą — ale poważni ludzie z gliny, którzy pracują całe dnie i noce, i nigdy nikomu nie wadzą, nagle zaczęli popełniać samobójstwa. Zresztą straż ma także własne problemy. Pewien wilkołak cierpi na syndrom napięcia przedpełniowego.
Kapral Nobbs zaczyna bywać wśród jaśniepaństwa, a u nowego rekruta-krasnoluda można dostrzec pewne bardzo dziwne cechy — zwłaszcza kolczyki i cienie do oczu. Komu można zaufać, kiedy motłoch krąży po ulicach, spiskowcy kryją się w mroku, a wszystkie ślady wskazują niewłaściwy kierunek?
W nocnych ciemnościach komendant straży, sir Samuel Vimes, przekonuje się, że gdzieś tam, być może, wcale nie ma prawdy. Prawda może być wśród słów w jego głowie.
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 77
Перейти на страницу:

Podszedł barman Igor. Wyglądał mniej więcej jak człowiek, jeśli nie liczyć włosów na grzbietach dłoni i pojedynczej, nierozdzielonej brwi przecinającej całe czoło. Rzucił na blat dwie podkładki i postawił szklanki.

— Pewnie wolałabyś siedzieć teraz w barze krasnoludów — odezwała się Angua. Uniosła podkładkę, by zobaczyć dolną powierzchnię.

Cudo rozejrzała się. Do tej pory — gdyby to rzeczywiście był bar krasnoludów — podłoga lepiłaby się od piwa, w powietrzu fruwałaby piana, a klienci by śpiewali. Śpiewaliby pewnie najnowszą piosenkę krasnoludów, „Złoto, złoto, złoto”, albo starą, ale wciąż popularną „Złoto, złoto, złoto”, albo może przebój wszech czasów, „Złoto, złoto, złoto”. Za parę minut ktoś rzuciłby pierwszym toporem.

— Nie — oświadczyła. — Aż tak źle być nie może.

— Wypij — poradziła Angua. — Musimy wyjść i… coś obejrzeć.

Wielka kosmata łapa chwyciła ją nagle za przegub. Angua uniosła głowę i spojrzała na przerażające oblicze: tylko oczy, usta i sierść.

— Witaj, Shlitzen — powiedziała spokojnie.

— Ha! Słyszałem, że pewien baron jest z ciebie naprawdę niezadowolony — oznajmił Shlitzen; alkohol krystalizował mu się w oddechu.

— To moja sprawa. Czemu nie wrócisz za drzwi, jak dobry strach?

— Ha! Mówi, że przynosisz hańbę Staremu Krajowi…

— Puść, proszę. — Skóra Angui zbielała w miejscu, gdzie ściskał ją strach.

Cudo spoglądała to na przegub Angui, to na stracha. Choć chudy, mięśnie prężyły mu się na ramieniu niczym paciorki na drucie.

— Ha! Nosisz odznakę! — parsknął. — Jaki porządny wi…

Angua poruszyła się tak szybko, że zmieniła się niemal w rozmazaną plamę. Wolną ręką wyszarpnęła coś zza pasa, potrząsnęła i zarzuciła Shlitzenowi na głowę. Puścił ją, stanął wyprostowany i kołysał się lekko w przód i w tył, pojękując cicho. Na jego głowie, falując koło uszu jak zawiązana w czterech rogach chustka plażowicza z kalekim wyczuciem stylu, spoczywał nieduży kwadrat z grubego materiału.

Angua odsunęła krzesło i chwyciła podkładkę. Mgliste postacie pod ścianami pomrukiwały niegłośno.

— Wynośmy się stąd — powiedziała. — Igor, daj nam pół minuty, a potem możesz zdjąć z niego kocyk. Chodźmy.

Wybiegły pospiesznie. Mgła zmieniła już światło słońca w jego dyskretną sugestię, ale w porównaniu z mrokiem w Katafalkach dzień i tak był oślepiająco jasny.

— Co mu się stało? — spytała Cudo, biegnąc, by dotrzymać kroku towarzyszce.

— Niepewność egzystencjalna. Nie wie, czy istnieje, czy nie. Wiem, okrutne, ale to jedyny znany nam sposób, który skutkuje na strachy. Najlepszy jest kocyk, niebieski i puszysty. — Zauważyła tępe spojrzenie Cudo. — No wiesz, strachy sobie idą, kiedy schowasz głowę pod koc. Wszyscy to wiedzą, prawda? Więc jeśli to im schowasz głowę pod koc…

— Aha, rozumiem. Paskudnie…

— Za dziesięć minut mu przejdzie.

Angua rzuciła podstawkę w boczny zaułek.

— A o co chodziło z tym baronem?

— Wiesz, nie słuchałam go — odparła ostrożnie Angua.

Cudo zadrżała we mgle, ale nie tylko od chłodu.

— Mówił, jakby pochodził w Überwaldu, jak my. Był tam taki baron, mieszkał niedaleko nas i nie znosił, żeby ludzie wyjeżdżali.

— Tak?

— Cała rodzina była wilkołakami. Któryś z nich zjadł mojego kuzyna.

Wspomnienia zawirowały Angui w głowie. Nawiedzały ją dawne posiłki, z czasów, zanim jeszcze powiedziała: Nie, nie można dłużej tak żyć. Krasnolud, krasnolud… Nie, była prawie pewna, że nigdy… Rodzina zawsze pokpiwała z jej gustów kulinarnych.

— Dlatego ich nie znoszę — mówiła dalej Cudo. — Pewnie, ludzie mówią, że da się je oswoić, ale moim zdaniem kto raz był wilkiem, zawsze będzie wilkiem. Nie można im ufać. Są złe z natury, prawda? W każdej chwili mogą wrócić do dzikiego życia. Tak uważam.

— Może masz rację.

— A najgorsze jest to, że zwykle chodzą sobie wśród nas i wyglądają jak prawdziwi ludzie.

Angua zamrugała, zadowolona z podwójnego maskowania: mgły i absolutnego zaufania Cudo.

— Chodź, jesteśmy prawie na miejscu.

— Gdzie?

— Spotkamy tu kogoś, kto albo sam jest mordercą, albo wie, kim jest morderca.

Cudo stanęła jak wryta.

— Ale ty masz tylko miecz, a ja nawet tego nie…

— Nie martw się, broń nie będzie nam potrzebna.

— To dobrze.

— I tak by się na nic nie przydała.

— Och…

Vimes wyjrzał z gabinetu, żeby sprawdzić, co to za krzyki na dole. Siedzący przy biurku dyżurnego kapral miał kłopoty.

— Znowu? Ile już razy był pan zabity w tym tygodniu?

— Robiłem tylko to, co do mnie należy! — zapewnił niewidoczny rozmówca.

— Pakował pan czosnek? Przecież pan jest wampirem, prawda? Zobaczmy, na jakich stanowiskach pan ostatnio pracował… Ostrzyciel żerdzi w firmie stawiającej płoty, tester okularów słonecznych dla Argus-Optyka… Czy to tylko ja mam takie wrażenie, że jest w tym pewien wyraźny trend…

— Przepraszam, panie komendancie…

Vimes obejrzał się na uśmiechniętą twarz, której właściciel chciał czynić światu jedynie dobro, nawet jeśli świat wolałby raczej coś innego.

— Och, funkcjonariusz Wizytuj. W tej chwili jestem, niestety, raczej zajęty i nie mam nawet pewności, czy posiadam duszę nieśmiertelną, cha, cha… Może zajrzelibyście później, kiedy…

— Chodzi o te słowa, które kazał mi pan sprawdzić — powiedział z wyrzutem Wizytuj.

— Jakie słowa?

— Te, które ojciec Tubelcek wypisał własną krwią. A pan kazał mi sprawdzić, co znaczą.

— A tak. Wejdźcie do gabinetu. — Vimes odprężył się wyraźnie. Nie czekała go kolejna trudna rozmowa na temat stanu jego duszy i konieczności wyszorowania jej i ogólnego mycia, zanim dosięgnie go wieczne potępienie. Tym razem chodziło o coś ważnego…

— To starożytny cenotyński, sir. Tekst pochodzi z jednej z ich świętych ksiąg, choć oczywiście, kiedy mówię „świętych”, pomijam fakt, że zasadniczo zbłądzili w…

— Tak, tak, na pewno. — Vimes usiadł przy biurku. — Czy przypadkiem te słowa to: „Pan X to zrobił, argh, argh, argh”?

— Nie. Takie zdanie nie występuje w żadnej znanej świętej księdze, sir.

— Szkoda — mruknął Vimes.

— Poza tym zbadałem inne dokumenty znalezione w jego pokoju. Ten tekst nie został chyba spisany ręką zmarłego, sir.

Vimes poweselał.

— Aha! Ktoś inny? Czy może jest tam napisane: „Masz, ty draniu, całe wieki czekaliśmy, żeby cię dorwać za to, co zrobiłeś przed laty”?

— Nie, sir. Takie sformułowanie także nie występuje w żadnej świętej księdze — odparł funkcjonariusz Wizytuj i zawahał się. — Oprócz apokryfów do „Mściwego Testamentu Offlera” — dodał uczciwie. — Znalezione słowa pochodzą z cenotyńskiej „Księgi Prawdy”… — prychnął lekceważąco. — Tak ją nazywają. Ich fałszywy bóg…

— Czy mogę dostać tłumaczenie i zostawić na boku religioznawstwo porównawcze?

— Oczywiście, sir. — Funkcjonariusz Wizytuj był urażony, ale rozwinął kartkę papieru. Wzgardliwie pociągnął nosem. — To są zasady, jakie bóg rzekomo przekazał pierwszym ludziom, których wypiekł z gliny, sir. Takie jak „Będziesz pracował owocnie przez wszystkie dni swego żywota”, sir, i „Nie będziesz zabijał” czy „Będziesz pokorny”. Takie rzeczy.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 77
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)