Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 97
Перейти на страницу:

– Tak, panie prezydencie. Nie możemy jednak zagwarantować stuprocentowej tajności operacji.

– Spróbujcie, dobrze?

– Tak jest. – Lewis podał teczkę Eastowi.

– Czy to wszystko? – spytał Voyles.

Prezydent zerknął na Coala, który stał przy oknie, obrażony na wszystkich.

– Tak, Denton, to wszystko. Za dziesięć dni chcę mieć raport w sprawie kandydatów. Musimy działać szybko.

– Za dziesięć dni. – Voyles podniósł się.

Callahan był wściekły, kiedy zastukał do drzwi mieszkania Darby. Od jakiegoś czasu czuł się poirytowany, nie mogąc się uporać z własnymi myślami. Miał jej wiele do powiedzenia, ale nie chciał się kłócić. Potrzebował czegoś innego. Darby unikała go od czterech dni. Bawiła się w detektywa i całymi godzinami przesiadywała w bibliotece. Opuszczała zajęcia i nie odpowiadała na telefony – słowem: zaniedbywała go! Wiedział jednak, że kiedy otworzy drzwi, on uśmiechnie się do niej i zapomni o wszystkim.

Trzymał pod pachą litrową butelkę wina, a w dłoniach prawdziwą włoską pizzę od Mamy Rosy. Był ciepły sobotni wieczór. Zastukał ponownie i rzucił okiem na rząd schludnych domków wzdłuż ulicy. Zachrobotał łańcuch, a Callahan rozpromienił się. Gniew prysnął jak bańka mydlana.

– Kto tam? – zapytała Darby, uchylając lekko drzwi.

– Thomas Callahan. Pamiętasz mnie? Stoję tu i błagam o chwilę uwagi. Zabawmy się, że znów jesteśmy przyjaciółmi.

Drzwi otworzyły się i Callahan wszedł do środka. Darby odebrała od niego wino i cmoknęła go w policzek.

– Jesteśmy kumplami? – spytał.

– Jasne! Byłam po prostu zajęta.

Ruszył za nią wąskim korytarzem do kuchni. Gdy mijał pokój, zauważył komputer na stole i porozkładane wszędzie grube księgi.

– Dzwoniłem do ciebie. Dlaczego nie oddzwoniłaś?

– Byłam poza miastem – odparła wyjmując korkociąg z szuflady.

– Mogłem rozmawiać tylko z automatyczną sekretarką.

– Czy chcesz się ze mną kłócić, Thomas?

Spojrzał na jej gołe nogi.

– Nie! Przysięgam, że nie jestem wściekły. Wybacz mi, jeśli sprawiam wrażenie poirytowanego.

– Przestań!

– Kiedy pójdziemy do łóżka?

– Chce ci się spać?

– Przeciwnie. Nie wygłupiaj się, Darby, minęły już trzy noce!

– Pięć. Co to za pizza? – Wyciągnęła korek i nalała wino do kieliszków.

Callahan nie spuszczał z niej oczu.

– No… wiesz… Jeden z tych sobotnich specjałów. Remanent z całego tygodnia: ogonki krewetek, zzieleniałe jajka, wąsy raków. Wino też nie jest najwyższego gatunku. Nie najlepiej stoję z gotówką, a jutro wyjeżdżam z miasta, więc muszę ograniczyć wydatki, no, a ponieważ wyjeżdżam, pomyślałem sobie, że wpadnę i dam się dzisiaj ukochać, żeby nie kusiło mnie zabranie do wyra jakiejś zarażonej panienki z DK. Co ty na to?

Darby otworzyła pudełko z pizzą.

– Według mnie to kiełbasa z papryką.

– Czy mimo tej niedogodności ukochasz mnie?

– Kto wie…? Może później. Teraz pij wino i baw mnie rozmową. Brakowało mi tego.

– A mnie nie. Nagadałem się z twoją sekretarką.

Wziął swój kieliszek, butelkę z winem i chodził za dziewczyną krok w krok. Darby włączyła muzykę. Rozsiedli się wygodnie na sofie.

– Upijmy się – zaproponował.

– Jesteś taki romantyczny!

– Tylko wtedy, gdy widzę ciebie.

– Piłeś przez cały tydzień.

– Nieprawda! Przez cztery piąte tygodnia. I to przez ciebie, bo unikałaś mnie jak ognia.

– Co ci jest, Thomas?

– Trzęsie mnie. Jestem spięty i potrzebuję towarzystwa, żeby się rozluźnić.

– Upijemy się, ale tylko trochę. – Umoczyła wargi w alkoholu i zarzuciła Thomasowi nogi na kolana. Wstrzymał oddech jak człowiek cierpiący katusze.

– O której lecisz? – spytała.

Callahan wypił jednym haustem wino.

– O wpół do drugiej. Bez przesiadek na krajowe w Waszyngtonie. O piątej mam się zarejestrować, o ósmej uroczysty obiad. Niewykluczone, że później wyjdę na ulicę i zawyję z nie zaspokojonej miłości.

– Może nie będziesz musiał – uśmiechnęła się. – Może zostaniesz u mnie na noc. Ale najpierw porozmawiajmy.

Callahan odetchnął z ulgą.

– Mogę rozmawiać przez dziesięć minut, potem stracę panowanie nad sobą.

– Co masz w planie na poniedziałek?

– Osiem godzin górnolotnej debaty nad przyszłością Piątej Poprawki. Następnie komitet organizacyjny przedstawi sprawozdanie z pierwszego dnia konferencji i nikt go nie zaakceptuje. We wtorek kolejna debata, kolejne sprawozdanie, może burzliwa wymiana zdań? Potem zakończymy obrady i nie osiągnąwszy niczego wrócimy do domów. Przylecę późnym wieczorem we wtorek i chciałbym nie zwlekając spotkać się z tobą. Poszlibyśmy do jakiejś miłej restauracji, a potem zabrałbym cię do siebie na intelektualną pogawędkę i rozwiązły seks. Gdzie pizza?

– W kuchni. Zaraz przyniosę.

Głaskał jej nogi.

– Nie odchodź. Wcale nie jestem głodny.

– Po co jeździsz na te konferencje?

– Należę do stowarzyszenia wykładowców prawa, jestem profesorem i różni ludzie spodziewają się, że będę przemierzał kraj i uczestniczył wraz z bandą wykształconych idiotów w spotkaniach i konferencjach kończących się sprawozdaniami, których nikt nie czyta. Gdybym nie pojechał, dziekan pomyślałby sobie, że nie wnoszę wkładu w życie uniwersyteckie.

Darby dolała mu wina.

– Jesteś cynikiem, Thomas.

– Wiem. Miałem ciężki tydzień. Rzygać mi się chce, jak pomyślę, że niedługo banda neandertalczyków zacznie poprawiać konstytucję. Od dziesięciu lat żyjemy w państwie policyjnym. Nie mogę nic na to poradzić, więc pewno rozpiję się na dobre.

Darby sączyła wino i wpatrywała się w Callahana. Grała cicha muzyka, w pokoju panował półmrok.

– Szumi mi w głowie – powiedziała.

– Jak zwykle. Wypijasz półtora kieliszka i odchodzisz w niebyt. Gdybyś była Irlandką, mogłabyś pić przez całą noc.

– Mój ojciec był w połowie Szkotem.

– Za mało. – Callahan oparł skrzyżowane nogi na stoliczku do kawy i wyciągnął się. Delikatnie masował jej kostki.

– Czy mogę pomalować ci paznokcie u stóp?

Milczała. Traktował jej stopy jak fetysz i przynajmniej dwa razy w miesiącu malował jej paznokcie jasnoczerwonym lakierem. Widzieli podobne scenę w filmie Bill Durham i choć Callahan nie był tak schludny i trzeźwy jak Kevin Costner, Darby pozwalała mu na tę poufałość i cieszyła się wraz nim owym wyjątkowym poczuciem bliskości.

– Nie malujemy dzisiaj?

– Może później. Wyglądasz na zmęczonego.

– Odpoczywam. Moje ciało wypełnia straszliwa męska żądza i nie zniechęcisz mnie, mówiąc, że jestem zmęczony.

– Napij się jeszcze wina.

Callahan spełnił jej prośbę, po czym ułożył się wygodniej na sofie.

– No dobra, panno Shaw. Więc kto to zrobił?

– Zawodowcy. Nie czytujesz gazet?

– Ale kto stoi za zawodowcami?

– Nie wiem. Po tym, co zaszło tej nocy, wszyscy jednogłośnie obstawiają Armię Podziemia.

– Z wyjątkiem ciebie.

– Owszem. Nikogo nie aresztowano, co potwierdza moje wątpliwości.

– Wytypowałaś więc jakiegoś tajemniczego podejrzanego, o którym reszta narodu nie ma bladego pojęcia.

– Teraz nie jestem już taka pewna. Poświęciłam trzy dni na sprawdzenie wszystkich faktów, napisałam nawet eleganckie podsumowanie na moim komputerku i wydrukowałam na drukarence pierwszą wersję raportu, który w świetle ostatnich wydarzeń nadaje się do kosza.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)