Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 97
Перейти на страницу:

Darby przesunęła w jej stronę pasek papieru.

– Chciałabym zapoznać się z tymi aktami.

Asystentka rzuciła okiem na karteczkę i spojrzała na dziewczynę.

– Po co? – spytała.

– Nie muszę wyjaśniać. Akta sądowe, jak pani zapewne słyszała, są dostępne dla każdego.

– Prawie każdego.

– Czy w tym stanie nie obowiązuje Ustawa o Wolności Informacji? – Darby wzięła pasek i złożyła go.

– Czy zajmuje się pani prawem zawodowo?

– Nie muszę być prawnikiem, żeby dostać te akta.

Asystentka otworzyła szufladę i wyjęła z niej pęk kluczy. Kiwnęła głową w stronę Darby.

– Proszę za mną – powiedziała.

Tabliczka na drzwiach informowała, że jest to SALA OBRAD ŁAWY PRZYSIĘGŁYCH, lecz w środku nie było stołu ani krzeseł; pod ścianami stały jedynie metalowe szafki z kartotekami, a obok nich tekturowe pudła z aktami. Darby rozejrzała się niepewnie.

– To tam, pod tą ścianą. – Urzędniczka wskazała gestem. – Reszta to same śmiecie. W pierwszej szafce znajdzie pani wszystkie podania i całą korespondencję sądową. Dalej wyniki śledztw, wnioski prokuratorskie, opisy materiałów dowodowych i akta przewodów sądowych.

– Kiedy odbył się ten proces?

– Zeszłego lata. Ciągnął się przez dwa miesiące.

– Gdzie są apelacje?

– Jeszcze nie wpłynęły. Zdaje się, że termin mija dopiero pierwszego listopada. Pani jest dziennikarką?

– Nie.

– To dobrze. Jak zdążyłam się zorientować, wie pani doskonale, że akta są publicznie dostępne. Sędzia okręgowy wprowadził jednak pewne rygory wobec osób chcących z nich korzystać. Po pierwsze, musi mi pani podać swoje imię i nazwisko. Po drugie, mam obowiązek odnotowania, ile czasu spędzi pani w tej sali. Po trzecie, nie wolno niczego stąd wynosić. Po czwarte, nie wolno kopiować akt tej konkretnej sprawy, ponieważ nie wpłynęła jeszcze apelacja. Po piąte, każdy dokument, z którego będzie pani korzystać, należy odłożyć na miejsce. To są zarządzenia sędziego.

– Dlaczego nie wolno robić kopii? – zapytała Darby.

– Proszę zapytać wysokiego sądu, dobrze? Jak się pani nazywa?

– Darby Shaw.

Urzędniczka wpisała jej nazwisko do rejestru wiszącego na tablicy przy drzwiach.

– Jak długo pani tu zostanie?

– Nie wiem. Trzy-cztery godziny.

– Zamykamy o piątej. Wychodząc proszę zgłosić się u mnie w kancelarii. – Wydęła usta i zamknęła za sobą drzwi.

Darby wyciągnęła szufladę z podaniami i zaczęła przeglądać akta, robiąc przy tym notatki.

Sprawa sądowa toczyła się od siedmiu lat. Wytoczył ją jeden powód, który pozwał przed Sąd trzydzieści osiem bogatych korporacji, wspólnie wynajmujących piętnaście firm prawniczych z całego kraju. Same wielkie kancelarie zatrudniające setki prawników w kilkudziesięciu biurach.

Od siedmiu lat toczono w Sądzie kosztowną walkę, której wynik nadal nie był pewny. Twardy spór. Orzeczenie procesowe z zeszłego roku uniewinniało pozwanych, przynajmniej do czasu apelacji. Powód we wniosku o wznowienie sprawy twierdził, że orzeczenie Sądu jest wynikiem korupcji i niedopuszczalnych machinacji pozwanych. Napłynęły kolejne wnioski z obu stron, złożone teraz w tekturowych pudłach. Oskarżenia i kontry. Żądania sankcji karnych i grzywien. Całe strony notarialnie potwierdzonych oświadczeń wyszczególniających kłamstwa i nadużycia prawników oraz ich klientów.

Jeden z adwokatów już nie żył. Inny próbował popełnić samobójstwo – Darby dowiedziała się o tym od kolegi z roku, który podczas procesu asystował przy pracy nad marginalnymi aspektami sprawy. Chłopaka zatrudniła latem zeszłego roku duża kancelaria adwokacka z Houston. Nie wprowadzano go w szczegóły, mimo to usłyszał co nieco.

Darby znalazła składane krzesło, rozłożyła je i usiadła. Znalezienie tego, czego szuka, zajmie jej więcej niż pięć godzin.

Kino “Montrose” stało się sławne i ściągało tłumy ciekawskich, którzy przyjeżdżali oglądać miejsce makabrycznej zbrodni i robić zdjęcia. Większość stałych bywalców przeniosła się gdzie indziej. Zostali najodważniejsi, którzy wpadali na seans, gdy zmniejszał się ruch na ulicy.

Kiedy wbiegł do holu i nie spoglądając na kasjera płacił za bilet, wyglądał jak jeden z wiernych kinu widzów: czapka baseballówka, ciemne okulary, dżinsy, krótkie włosy, skórzana kurtka. Rzecz jasna, krył się, ale nie dlatego, że był homoseksualistą.

Zbliżała się północ. Wszedł schodami na balkon i uśmiechnął się na myśl o Jensenie z linką alpinistyczną wokół szyi. Drzwi na balkon były zamknięte, zszedł więc na dół i usiadł w środkowym sektorze na parterze, z dala od innych widzów.

Nigdy przedtem nie oglądał filmu dla pedałów i po dzisiejszej nocy z pewnością żadnego nie obejrzy. Przez ostatnie dziewięćdziesiąt minut musiał zaliczyć już trzy takie kina. Nie zdjął okularów i starał się nie patrzeć na ekran. Nie było to jednak łatwe.

W kinie siedziało jeszcze pięciu mężczyzn. Cztery rzędy wyżej, po prawej stronie, dwóch zakochanych całowało się i pieściło. Chryste, gdyby miał ze sobą kij baseballowy, skróciłby im cierpienia. Kij albo kawałek żółtej linki.

Męczył się przez dwadzieścia minut i już chciał sięgnąć do kieszeni, kiedy poczuł czyjąś rękę na ramieniu. Ktoś dotykał go delikatnie. Zachował spokój.

– Czy mogę usiąść obok? – spytał głęboki baryton tuż nad jego uchem.

– Nie, ale możesz zabrać łapę.

Ręka zniknęła. Mijały sekundy. Zalotnik dał za wygraną i odszedł.

Dla człowieka, który tak jak on sprzeciwiał się szerzeniu pornografii, siedzenie w pedalskim kinie było prawdziwą udręką. Chciało mu się rzygać. Obejrzał się za siebie, a potem ostrożnie wsunął rękę do skórzanej kurtki i wyjął niewielkie czarne pudełko. Położył je na podłodze między stopami. W jego dłoni pojawił się skalpel, którym głęboko rozciął obicie sąsiedniego fotela i rozejrzawszy się wokół, wepchnął w dziurę czarne pudełko. Fotele w “Montrose” miały jeszcze sprężyny – prawdziwe antyki! – musiał więc delikatnie wpasować pudełko, tak aby nie zostało wypchnięte, a zapalnik wystawał na zewnątrz.

Odetchnął z ulgą. Czarne pudełko zbudował prawdziwy zawodowiec, otoczony legendą genialny twórca miniaturowych bomb, jednak noszenie tego cholerstwa w kieszeni kurtki – zaledwie kilka centymetrów od serca i innych ważnych organów – nie należało do przyjemności. Czuł strach nawet teraz, gdy już pozbył się pudełka.

Był to trzeci zamach tej nocy. Pozostał mu jeszcze jeden obiekt: staromodne kino wyświetlające pornografię heteroseksualną. Niemal z utęsknieniem myślał o tym ostatnim przybytku, i to również go wkurzało.

Spojrzał na dwóch zakochanych, zupełnie nie przejmujących się filmem, z każdą minutą coraz bardziej zajętych sobą. Wolałby, żeby siedzieli bliżej, kiedy małe czarne pudełko zacznie cichutko pluć gazem, by po trzydziestu sekundach zamienić kino w ognistą kulę i usmażyć żywcem wszystkich i wszystko pomiędzy ekranem a automatem sprzedającym kukurydzę. Szkoda, że tego nie zobaczy.

Organizacja, do której należał, nie stosowała przemocy i była przeciwna bezsensownemu zabijaniu niewinnych ludzi. Specjalizowali się w niszczeniu budowli zajmowanych przez wroga. Wybierali łatwe cele: nie strzeżone kliniki ginekologiczne, nie chronione biura ACLU czy stojące na uboczu małe kina porno, takie jak to. Szło im jak po maśle. Od osiemnastu miesięcy nikogo nie aresztowano.

Była za dwadzieścia pierwsza. Najwyższy czas, żeby wyjść z kina i przebiec cztery przecznice do samochodu po kolejne czarne pudełko, a potem jeszcze sześć przecznic do kina “Kociak”, które zamykano o wpół do drugiej. “Kociak” był osiemnasty albo dziewiętnasty na liście, nie pamiętał dokładnie… Był pewny jednego: dokładnie za trzy godziny i dwadzieścia minut pornobiznes w dystrykcie Kolumbii przestanie istnieć. W dwudziestu dwóch małych kinach znajdują się już lub niebawem znajdą czarne skrzynki; o czwartej nad ranem – kiedy zamkną ostatnie kino – wszystko trafi szlag! Z listy skreślono jedynie kluby czynne całą dobę, organizacja była bowiem przeciwna przemocy.

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)